— Wiem. — Uśmiechnął się ze zrozumieniem. — Ale chciałbym, żebyśmy zrobili to, jak należy. Nawet jeśli zajmie nam to więcej czasu... i energii.
Wiedział, że pieniądze Wood mogłyby rozwiązać całkiem sporą ilość ich problemów, ale obawiał się, że w ogólnym rozrachunku przyniosłyby więcej złego niż dobrego. Jasne, nawet teraz, sława i skarbiec Rudej pozwalał im się bawić na balach i innych przyjęciach „elity” świata czarodziejów, jednak kupienie sobie wstępu na wielką imprezę, a zajęcie wspólnego domu czy mieszkania, to były dwie różne rzeczy. Lokum to jednak były obowiązki, zobowiązania (nie tylko finansowe) i... wejście w rutynę codziennego życia. Czy poradziliby sobie z tym ot tak?
— Jesteśmy głupi, ale nie ślepi, Heather — sarknął Cameron. — Oczywiście, że tutaj był. Tak samo ten niebieski krzew!
Zmarszczył brwi. Także i on wątpił w to, że Bulstrode był martwy. Gdyby tak było, to chyba nawet Florence nosiłaby po nim jakąś żałobę. Może nie był to jej mąż, ale brat... kuzyn... bratanek? Cameron nie zdążył się przyjrzeć twarzy mężczyzny, aby stwierdzić, ile miał lat. Poza tym w tym przypadku bardziej liczyło się nazwisko, niźli wiek.
— Ja nie znam takiej magii — przyznał zgodnie z prawdą Cameron.
Czy to jednak znaczyło, że coś takiego nie było możliwe? Oczywiście, że nie. Chociaż Lupin tkwił głęboko w środowisku medycznym, tak nie było mu dane zapoznać się bliżej ze wszystkimi mistycznymi umiejętnościami. Jakby tak się nad tym zastanowić, to prawdopodobnie najłatwiej by mu było scharakteryzować Klątwę Żywiołów i to tylko i wyłącznie ze względu na to, że Heather była ofiarą takowej. O metamorfomagii też słyszało się co nieco, podobnie, jak i o animagii, ale projekcja astralna? Pierwsze słyszał.
— Może to jakiś urok? Magia zauroczenia? — Uniósł głowę, podsuwając kolejny pomysł. — To było miało sens, co nie? Tylko nie rozumiem, czemu zaklęcie miałoby się aktywować zupełnym przypadkiem. — Podrapał się po policzku. — Może naruszyliśmy jakąś magiczną linię?
Na zajęciach w Mungu słyszał o kilku naprawdę paskudnych klątwach. Niektóre potrafiły całe dekady czekać na swoje ofiary w jakichś opuszczonych lochach, więc czemu inaczej miałoby, by być z urokiem? Tylko, że my niczym nie oberwaliśmy. Po prostu patrzyliśmy, pomyślał Cameron. Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiał.
— Chcesz pójść z tym do Brenny? — spytał z ciężkim sercem. Nie chciał jej pchać w samo serce kolejnej afery, ale byli jedynymi świadkami tego czegoś... Nie mógł jej zabronić wszczęcia jakichkolwiek działań, więc równie dobrze mógł nieco pomóc. — Mogę cię odprowadzić pod jej dom, jeśli to sprawy Brygady.
Uniósł dłonie w górę, jakby był gotów zgodzić się na absolutnie każdy plan, tak długo, jak miał pewność, że ten będzie zgodny z planami Heather.