Jeśli chcieli wszystko przyśpieszyć, znacząco zwiększyć swoje szanse, musieli podjąć się dodatkowych działań. W jakiś sposób pokazać, że Richard nie był pierwszym lepszym czarodziejem przychodzącym do Ministerstwa prosto z ulicy. Zaprezentować go z dobrej strony. Pokazać, że Brygada oraz Biuro Aurorów, zyskują na jego zatrudnieniu więcej, niż mogą stracić z racji na nazwisko, o którym w ostatnim czasie było głośno. Aby to uzyskać, konieczne będzie odświeżenie dawnych i mniej dawnych kontaktów. Zwrócenie się do pewnych osób z prośbą o pomoc. Gra wydawała się warta świeczki, a tydzień, ewentualnie dwa tygodnie zwłoki - to nie powinno im w żadnym razie zaszkodzić.
- Dam Ci znać, kiedy tylko uda mi się coś zorganizować. - odpowiedział. Nie było sensu na ten moment omawiać z bratem tego, do kogo zamierzał się zwrócić o pomoc. Napisać. Zwłaszcza, że przecież o większości tych osób Richard wiedział najpewniej tyle, co nic. Długie lata, które przyszło mu spędzić w Norwegii musiały w tym przypadku zrobić swoje. Nie dało się uniknąć tego, aby nie wpłynęło to na Londyńskie znajomości.
Zamyślił się, spoglądając na Richarda. W innych okolicznościach nie przeszkadzałoby mu, gdyby brat poszukał dla siebie dodatkowego zajęcia. Wcale a wcale. Rozumiał, że praca przy świecach i kadzidłach niekoniecznie stanowiła dla niego szczytu marzeń. Teraz jednak wydawało się, że na takie działania nie było miejsca. Musieli pozostać skupieni na celu. Na zadaniu, w które zaangażowali się przecież obydwaj.
- Nie śpiesz się zanadto z szukaniem kolejnego zajęcia. - możliwe, że lekko go w tym momencie upomniał. Powinien być pewny siebie. Powinien zaprezentować się w taki sposób, który pokaże innym, że był właściwym kandydatem. Jednym z tych, których należało koniecznie wziąć pod uwagę. Nastawienie miało w takich sytuacjach kolosalne znaczenie. - Poza tym, mógłbyś zastanowić się nad tym czy sam nie dysponujesz czymś, co zwiększyłoby Twoje szanse. Referencje? Odznaczenia? Może mógłbyś coś dodatkowego pozyskać? - zastanowił się. Gdyby Richard byłby w stanie coś w tym stylu dla siebie zorganizować, Robert nie miałby nic przeciwko kolejnej wizycie brata w Norwegii. Warto było wyciągnąć rękę po wszystko, co wydawało się w tym przypadku przydatne; co mogło zapewnić im przewagę. Nie byłaby to strata cennego wszak czasu.
Alexander. Temat, o którym Robert zdążył już zapomnieć. Nie minęło co prawda wiele czasu, ale... po prostu nie skupiał się na tych sprawach. Dostał czego potrzebował, więc mógł to ponownie odsunąć na bok. Zepchnąć na boczy tor - dokładnie tam, gdzie znajdywało się miejsce kuzyna. Nie stanowił on istotnego elementu w jego życiu.
Zapytany o oświadczenie, nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Lekko złośliwego uśmiechu, który nieczęsto widniał na jego obliczu. Podobnie jak praktycznie każdy uśmiech. Przy bracie nie musiał się jednak ograniczać. Pilnować.
- Jakby to ująć... spotkaliśmy się i omówiliśmy ważne kwestie rodzinne, związane z ostatnimi wydarzeniami. Alexander uznał, że choć przypadła mu funkcja głowy rodziny, to nie jest wystarczająco dorosły, żeby wziąć to na swoje barki i spisanie oświadczenia pozostawił mi. Powiedzmy, że... postarałem się o to, żeby następnym razem przemyślał to dwa razy i może jednak podszedł do tego w bardziej odpowiedzialny sposób. - może nie do końca dokładnie, ale wszystko bratu wytłumaczył. Dało się przy tym wychwycić w jego głosie nutkę zadowolenia? Zadowolenia z samego siebie. W tym konkretnym przypadku nie miał sobie nic do zarzucenia. Zrobił dokładnie to, o co Alexander... nawet nie prosił, prędzej polecił? Zrzucił na jego barki? Zwał jak zwał. Jeśli mu się nie podobało, to miał dzieciak problem. Robert przepraszać nie zamierzał.