Sytuacja eskalowała szybko, żeby nie powiedzieć - błyskawicznie. Bogowie, miał spojrzenie, jakie miał, był świadom, jak potrafi działać na ludzi, no ale żeby aż tak? Chyba AŻ TAK nie miał zakazanej mordy? A może już po prostu za długo się nie przeglądał w lustrze czy coś w ten deseń. Nie chciał przecież kelnerowi niczego zrobić, nawet na to nie wpadł! Okej, zirytował go fakt braku portfela, a jeszcze jak Victoria zaczęła przeszukiwać swoje rzeczy i ewidentnie miała tak samo strapioną minę przez moment, a raczej zdziwioną, znaczyło, że chyba zrobiła dokładnie to samo. Przy czym jej nie zamierzał winić. Nie jej rolą było tutaj fundowanie kolacji, tylko jego. Jeszcze zrozumiałby, gdyby to była knajpa, do której może wejść każdy. Przechodnie z ulicy, którzy próbowali kantować na prawo i lewo byli wszędzie. Ale żeby wejść do takiej restauracji to już byle wieśniak nie bardzo, nawet by go nie wpuścili. Tutaj trzeba było odpowiednio wyglądać, trzymać fason, zachowywać się równie dobrze. Próg wejścia, innymi słowy, był wyższy. Co za tym idzie - raczej nie tak często zdarzały się oszustwa, tak? Zaś jak Victoria sama pomyślała - kurwa, każdemu może się zdarzyć zapomnieć portfela.
Ambaras został narobiony i zwróciło to od razu atencję klienteli. Sauriel faktycznie usiadł, kiedy Victoria mu to, ee... poleciła? Zasugerowała? Był w takim szoku, że zrobił to zupełnie automatycznie. Ludzie przycichli i zaczęli się wpatrywać, co tu się ciekawego dzieje, jedni zainteresowani, inni zdegustowani, a jeszcze inni pewnie właśnie szeptali do siebie, że skandal, żeby oszustwa się zdarzały akurat tutaj. Zauważył to tylko przelotem, kiedy powiódł po restauracji spojrzeniem, nim znów jego oczy sfokusowały się na kelnerze, którzy odszedł na bezpieczną odległość. Całe szczęście w zasadzie, że usiadł, bo jeśli o automatycznych zachowaniach mowa to chyba by łapał tego kelnera, żeby zapewnić, że hej, no nic się nie stało, panie, zapisz pan na rachunek i... Biorąc po prostu pod uwagę, jak mężczyzna niepotrzebnie spanikował, to mogłoby eskalować jeszcze bardziej.
- To ten stolik! - Zgadza się, ochrona się pojawiła wręcz błyskawicznie - dwóch mężczyzn w garniturach, którzy od razu z kelnerem podeszli do stolika, który wspominany kelner pokazywał właśnie. Sauriel grzecznie czekał, aż podejdą. A ponieważ oboje grzecznie czekali, to i ochrona nie miała w rękach różdżek i grzecznie nawet powiedzieli "dobry wieczór", kiedy podeszli. Zanim jednak dobrze zapytali, w czym problem, to Victoria wyciągnęła swoją odznakę. Co ewidentnie kelnera zmieszało.
- W czym problem w takim razie? - Zapytał jeden z ochroniarzy i spojrzał tutaj na samego kelnera.
- Zapomniałem portfela. Ale spokojnie, zamierzam uregulować rachunek. - Włączył się do rozmowy, poprawiając na krześle. - Jeżeli to problem z zapisaniem rachunku na nazwisko to moja narzeczona może tu zostać, a ja pójdę po portfel. - Zaproponował jeszcze taką ewentualność, no bo okej, nie musieli wierzyć na słowo, że naprawdę wrócą z pieniądzem. Ochroniarz pokręcił głową.
- Nie problem. - Strażnik znowu spojrzał na kelnera, który kiwaniem głową potwierdził, że żaden, nawet najmniejszy. - Przepraszamy za awanturę, zapewniam, że to była jednorazowa sytuacja. Życzymy miłego wieczoru. - Elegancko się skłonili i odeszli.
- Proszę dopisać do rachunku na nazwisko Rookwood. Sauriel Rookwood. - Czarnowłosy poprawił swój krawat, żeby znowu wyglądał bardziej "na miejscu" i właśnie by odetchnął, gdyby oddychał.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.