• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[05.12.1968, mieszkanie Roberta] Nobby Leach powinien gryźć piach

[05.12.1968, mieszkanie Roberta] Nobby Leach powinien gryźć piach
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#1
04.02.2023, 05:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.05.2023, 03:00 przez Chester Rookwood.)  
O dwudziestym ósmym Ministrze Magii Chester słyszał tyle rzeczy, że nawet nie był w stanie zapamiętać nawet połowy z nich. Najbardziej zapadające w pamięć dotyczyły stawianych mu zarzutów ingerowania w wyniki Pucharu Świata w mugolskiej dyscyplinie zwanej piłką nożną. Chester od tamtego momentu wiedział o istnieniu takiego sportu, ale nie zamierzał zadawać sobie trudu aby poznać rządzące nim zasady. Jakąkolwiek grę bez magii uznawał za niemożebnie nudną i niewartą jego uwagi ani czasu. Było oczywiste, że Leach zrobił to wszystko celem wzbogacenia się.
Nie była to dla niego żadna nowość. Zatrudnieni w Departamencie Magicznych Gier i Sportów Nottowie niejednokrotnie ustawiali rozgrywki Quidditcha i napychali sobie w ten sposób kieszenie. Wybór niemagicznego sportu jednoznacznie świadczył o tym, że Leach nie był jednym z nich. Wciąż żył w świecie mugoli i narażał świat prawdziwych czarodziejów na ujawnienie i traktował magię niczym zabawkę. Pracownicy Ministerstwa musieli tuszować jego działania.
Kwestie wierności małżeńskiej obecnego Ministra to temat rzeka dla pracujących w Ministerstwie plotkar. Chester do nich się nie zaliczał. To wcale nie znaczyło, że nie posiada jakiekolwiek opinii na temat tego aspektu życia prywatnego mugolaków. Zapewne, podobnie jak większość konserwatywnych czarodziejów czystej krwi, uważał iż szlamom były obce tradycyjne wartości i przez swoją rozwiązłość mnożyli się niczym pufki. Samym swoim istnieniem negatywnie wpływali na czarodziejskie społeczeństwo poprzez wchodzenie w związki z czarodziejami czystej krwi.
Nie wierzył w to, że mugolak mógł dobrym Ministrem, że mógłby w należyty sposób piastować jakiekolwiek prestiżowe stanowisko. Nie targały nim żadne wątpliwości odnośnie pogrążenia Leacha, usunięcia go ze stanowiska albo nawet zabicia go. O tym ostatnim nie mówił głośno, doskonale wiedząc o tym, że takie jawne wygłaszanie gróźb pod czyimś adresem mogło mu zaszkodzić. Nie był to przejaw tchórzostwa, tylko rozsądku z jego strony. Wszystkie osoby działające przeciwko Leachowi zasłużyły na jego poparcie. Sam nie zaangażował się w jakiekolwiek działania przeciwko niemu. Gdyby przyszło co do czego to wolałby go zabić.
O tym, że Nobby Leach zapadł na nieznaną dotąd chorobę wiedzieli chyba pracownicy Ministerstwa. Natomiast tylko nieliczni wiedzieli, że wiele wspólnego z chorobą szlamowatego Ministra miał Abraxas Malfoy. Nie była to pilnie strzeżona tajemnica w kręgach, w których się obracał. Wszedł w posiadanie informacji odnośnie kadencji obecnego Ministra Magii, a raczej jej przedwczesnego zakończenia. Leach zamierzał wycofać się z życia politycznego. W chwili obecnej to nie zostało podane do publicznej wiadomości i nie trafiło na łamy Proroka Codziennego.
Chester postanowił uprzedzić fakty i przekazać tę jakże dobrą nowinę swojemu przyjacielowi, Robertowi Mulciberowi. Poniekąd dobrą, bo pod pewnymi względami nie sposób nie nazwać Mulcibera głupcem. W 1962 Robert uległ naciskom swojego ojca i zrezygnował z pracy w ministerialnym Departamencie Tajemnic. Podobnie, jak reszta jego rodziny i wielu czystokrwistych czarodziejów. Po części ich rozumiał, gdyż sam nie chciał pracować dla siedzącej na fotelu ministra szlamy. Z drugiej strony... nieszczególnie to pochwalał, bo odejście z pracy oznaczało kres kariery. Czas pokazał, że było to stosunkowo niemądre. Tym bardziej, że czarodziej mugolskiego pochodzenia nie był mile widziany na tym stanowisku i jego niepełna kadencja dobiegała końca. Wystarczyło tylko wytrwać.
— Dobry wieczór, Robercie. Wybacz mi to najście. Mam nadzieję, że nie przychodzę nie w porę. Wracam właśnie z Ministerstwa Magii. Postanowiłem osobiście przekazać tobie pewne interesujące wieści, zanim zostaną podane do publicznej wiadomości. Mogę wejść? — Zwrócił się do gospodarza, gdy ten stanął w otwartych drzwiach. Wszystkie wypowiedziane przez niego słowa za wyjątkiem podania powodu swojej wizji służyły utrzymywaniu pozorów kurtuazji z jego strony oraz respektowania pór dnia, w których nie należało składać odwiedzin. Wieczór wydawał się być jedną z nich.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#2
07.02.2023, 20:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2023, 11:18 przez Robert Mulciber.)  

Nie minęło wiele czasu odkąd wrócił do domu. Zajęty rozwijaniem interesu, za którym niekoniecznie przepadał, miał na głowie całkiem sporo obowiązków. Niewiele czasu pozostawało na to, żeby usiąść na własnej dupie i się tak po prostu opierdalać. Nie żeby Roberta znowuż jakoś mocno do tego całego opierdalania się ciągnęło. Nic z tych rzeczy. Pozwalał sobie na chwilę odpoczynku, ale nie dłuższą niż rzeczywiście było potrzeba. Wolał znajdywać się w ruchu. Działać. Robić cokolwiek.

Zanim otworzył drzwi Chesterowi, zdążył na spokojnie pozbyć się własnego płaszcza - oblepionego śniegiem, którego o tej porze roku w Londynie nie brakowało - butów, szalika, rękawiczek chroniących przed zimnem dłonie. Miał zamiar udać się do salonu i ogrzać nieco przed kominkiem. Z Pokątnej wrócił pieszo, nie decydując się na teleportacje. Nie chciał na koniec dnia fundować sobie nudności. Zwłaszcza, że nigdzie się nie śpieszył. Gdyby nie to, w drzwiach przywitałaby Rookwooda skrzatka o imieniu Selar, która od wielu lat pozostawała związana z rodziną Mulciberów. Zdarzało jej się od czasu do czasu wyprowadzać Roberta z równowagi z powodu zwracania uwagi na rzeczy, w których podobny był do swojego ojca. Oby Frank trafił tam, gdzie dla takich jak on przewidziano odpowiednie atrakcje.

Ale nie o nim teraz mowa.

Stojąc w drzwiach, wysłuchał słów Chestera. Nie krył się jakoś mocniej ze swoim zainteresowaniem. Byle co Rookwooda by tutaj nie przywiało. Tego był pewien. Na czole Roberta pojawiła się zmarszczka. Po wyrazie twarzy dało się odgadnąć, że się nad tym zastanawiał. Możliwe, że całkiem intensywnie.

- Zapraszam. - z lekkim opóźnieniem odsunął się, umożliwiając Chesterowi wejście do środka. Zamknął za nim drzwi, odcinając tym samym dopływ zimnego, grudniowego powietrza. Mroźnego. Zima w tym roku zagościła w Londynie całkiem wcześnie.

W środku znajdywał się wieszak, szafa, komoda. Wyznaczone miejsce na obuwie. Chester na spokojnie mógł się pozbyć tego co zbędne. Wewnątrz kamienicy należącej do Mulciberów było całkiem ciepło. Kiedy tylko obydwaj panowie byli gotowi, Robert wskazał drogę. Po bokach długiego korytarza znajdywało się całkiem sporo pomieszczeń, na samym końcu były schody prowadzące na piętro. Ich celem był salon, którego wnętrze było widoczne. Nie zasłaniały go żadne drzwi.

Dwa fotele. Sofa. Stolik. Kominek. Kilka szafek, wśród nich barek z alkoholem. Donice z kwiatami, o które dbała Iris. Okna wychodzące na park z ciężkimi i ciemnymi zasłonami, które nawet za dnia nie bardzo chciały przepuszczać promienie słoneczne. Światło trochę słabe, Mulciber nie zamierzał jednak tego zmieniać. Żaden z nich przecież nie zamierzał tu czytać książki. Proroka Codziennego również.

- Przy kominku? - zaproponował, zawieszając ponownie spojrzenie na Chesterze. Jakby chciał się upewnić czy jemu również pogoda się dała we znaki. Może z jej powodu unikał normalnego przemieszczania się, stawiając na teleportacje, świstokliki, kominki...

Następnie podszedł do barku, skąd wyciągnął szklanki, whisky. Nie ułatwiał sobie roboty przy pomocy magii. Ustawił wszystko na stole.

- To co to za dobra wiadomość i dlaczego powinniśmy ją opić? - zapytał, napełniając pierwszą ze szklanek, która w chwilę później znalazła się przed Chesterem. Następnie zajął się również tą własną. O odpowiednią kolejność trzeba zadbać, gość zawsze przed panem domu oraz innymi domownikami.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#3
22.02.2023, 02:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.04.2023, 13:16 przez Chester Rookwood.)  
Właśnie takiej reakcji spodziewał się po stojącym w drzwiach Robercie. Zainteresowania. Niemniej prawdziwy powód jego wizyty mógł wydawać się zastanawiający. Chester również liczył na to, że gospodarz nie każe mu długo czekać i szybko wpuści go do ciepłego mieszkania. Nie spędził dużo czasu na mrozie tak aby zdążyć przemarznąć do szpiku ani nie stał u drzwi prowadzących do mieszkania Mulcibera wystarczająco długo aby zapuścić tam korzenie. Nie zmieniało to faktu, że pora roku i pogoda nie zachęcały do opuszczenia ciepłego i przytulnego domostwa, tylko właśnie do pozostania w wypełnionej ciepłem przestrzeni domowego zacisza.
Zaproszony instynktownie otrzepał buty ze śniegu i wszedł przed otwarte drzwi do środka. Od razu zdjął z dłoni skórzane rękawiczki, które wsunął do kieszeni swojego płaszcza. Rozwinął splot czarnego szalika, chowając go do prawego rękawa zawieszonego na wieszaku płaszcza. Zdjęte obuwie pozostawił w wyznaczonym do tego miejscu. Podążył za gospodarzem w przeznaczonych dla gości kapciach, docierając wraz z tym czarodziejem do dobrze znanego mu salonu. Nie był tutaj pierwszy raz. Na pierwszy rzut oka to pomieszczenie w ogóle nie uległo zmianie przez cały ten czas, który upłynął od jego ostatniej wizyty u Mulciberów.
— Jak najbardziej — Przystał na tę sugestię co do wyboru miejsca. Stojący przy kominku fotel nawet w jego posiadłości stanowił jego ulubione miejsce wypoczynku po ciężkim dniu pracy, na którym zasiadał po to by dokończyć czytanie najnowszego numeru Proroka Codziennego czy po to aby napić się ognistej whisky. Teraz też był dobry powód ku temu, aby na stole zagościł alkohol. O co zadbał już gospodarz.
— Chodzi o Nobby'ego Leacha. Zapewne dotarły do ciebie informacje o chorobie, na którą zapadł szlamowaty Minister Magii. Z nieoficjalnych źródeł dowiedziałem się, że Leach wreszcie zamierza wycofać się z życia politycznego — Przekazał to Robertowi, gdy obaj zajęli usytuowane przed kominkiem fotele, trzymając w dłoniach szklanki z whisky. Dla niego była to dobra wiadomość i dla siedzącego przed nim Roberta również taka powinna być. Nawet, jeśli przyszła o wiele za późno.
Widmo
every human has a spark of divine nature, and sin does not separate us from it
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jeden z bogów-duchów (loa) w panteonie religii voodoo. Strażnik granicy między światem żywych i umarłych, "opiekun rozdroży", umożliwia kontakt z duchami zmarłych i innymi istotami duchowymi. Symbol Legby veve przypomina stylizowany klucz. Po śmierci pomaga duchom zmarłych odnaleźć drogę do zaświatów, gdzie spotkają się z loa.

Papa Legba
#4
14.05.2023, 20:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2024, 13:12 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Użyto do Rozliczenia Wiosny 1972 - Peppa Potter

Robert obrócił w dłoni szklankę z whisky.

— Tak. Oczywiście, że słyszałem. Bez większych szczegółów, ale nie są mi one potrzebne. Chcę tylko poznać datę jego odejścia, bym sam mógł powrócić do pracy.

Nie lubił swojego obecnego zajęcia, o czym zapewne Chester mógł wiedzieć. Ale choroba Ministra Magii wprawiła go w niesamowicie zrelaksowany stan. Zupełnie, jakby czekał na ten moment od początku kadencji Leacha.

— Wiadomo co to za choroba?

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#5
05.06.2023, 21:02  ✶  

Siedzący w fotelu w pobliżu kominka Chester również lekko zakołysał trzymaną w dłoni pękatą szklanką z odmierzoną ilością trunku. Wbrew pozorom nie był zaskoczony tym, że Robert zasłyszał te wszystkie wieści dotyczące tego człowieka. Mulciber z pewnością utrzymywał kontakt z pozostałymi pracownikami departamentu Ministerstwa Magii, w którym uprzednio pracował. Nie wszyscy oni porzucili pracę w tej instytucji gdy ta szlama objęła najważniejsze stanowisko w całym świecie czarodziejów. Dawało to mugolakowi możliwość reprezentowania wszystkich czarodziejów czystej krwi na arenie międzynarodowej. Co za potwarz.

— Twoje bycie poinformowanym nie zaskoczyło mnie. Słusznie założyłem, że nadal utrzymujesz kontakt ze znajomymi z poprzedniej pracy. Zapewne wiesz, co o tym sądzę. Też nie chciałem pracować w Ministerstwie, na którego czele zasiada szlamowaty urzędnik... jednak wybrałem karierę. Spotkałem się jednak z opinią, że zablokował on kilka awansów czystokrwistych czarodziejów na rzecz zaprzyjaźnionych szlam. Powinniście byli wytrzymać dla utrzymania kariery i nie odchodzić z roboty, zaprzepaszczając to, co już osiągnęliście. Liczę, że wrócisz na dawne stanowisko. A co do jego odejścia, to niektórzy twierdzą, że to będzie jeszcze w tym roku, z końcem tego miesiąca albo wraz początkiem nowego roku. Oby jego następca okazał się czystej krwi i bardziej dbał o interesy konserwatywnych rodzin — Przyznał, zaraz potem unosząc do ust szklanicę, z której pociągnął łyk alkoholu. Gdy ją opuścił, postanowił kontynuować. Nadszedł czas, aby to powiedział. Zawsze mówił to, co myślał i nie zwracał uwagi na to, co sobie inni pomyślą i czy poczują się urażeni. Robert nie należał grona tego typu ludzi.

Nie miał najlepszego zdania o Leachu jako urzędniku i nawet szczególnie nie zdziwiłoby go to, gdyby naprawdę blokował możliwość awansowania konserwatywnym czarodziejom czystej krwi, obsadzając sobie podobnych. W końcu nie był jednym z nich. Jeśli tamci spekulanci mieli rację to nie powinni długo czekać na nadejście tego upragnionego przez nich momentu ustąpienia tego człowieka.

— Cóż... nie. Taką wiedzę posiadają uzdrowiciele z otoczenia szlamowatego Ministra i ludzie z jego otoczenia — Odparł z przekąsem. Gdyby udało mu się dotrzeć do tego typu informacji to mógłby wykorzystać je na ich korzyść. Nie mówiąc o tym, że może stworzyłoby to sposobność do zabicia tego mugolaka. Niewykluczone, że z czasem uzdrowiciel zdołają go wyleczyć. Śmierć jest ostateczna.

Widmo
every human has a spark of divine nature, and sin does not separate us from it
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jeden z bogów-duchów (loa) w panteonie religii voodoo. Strażnik granicy między światem żywych i umarłych, "opiekun rozdroży", umożliwia kontakt z duchami zmarłych i innymi istotami duchowymi. Symbol Legby veve przypomina stylizowany klucz. Po śmierci pomaga duchom zmarłych odnaleźć drogę do zaświatów, gdzie spotkają się z loa.

Papa Legba
#6
06.06.2023, 15:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2024, 13:12 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Użyto do Rozliczenia Wiosny 1972 - Peppa Potter

— Oczywiście trzymam rękę na pulsie. A co do odejścia... Mogłem sobie na to pozwolić. Wiem, że przyjmą mnie spowrotem z otwartym rękoma na moje poprzednie stanowisko.

Robert był najlepszy w "branży" i dobrze o tym wiedział. Był przekonany, że Ministerstwo będzie preferowało powrót na jego warunkach lub stratę tego talentu na zawsze.

— Mam nadzieję, że dostrzeżone zostały skutki posadzenia na wysokim stołku kogoś z nieodpowiednim pochodzeniem. Jeśli nie... Cóż, konsekwencje pewnie wzrosną.

Robert znał ludzi, którzy poświęciliby wiele, by zrobił z kadencji potencjalnego Ministra-szlamy piekło. A on bardzo chętnie dołożyłby do tego swoje pięć groszy. Albo nawet galeonów.

— Uzdrowiciele... Hm... Masz może kontakt z kimś z tego środowiska?

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#7
25.06.2023, 02:26  ✶  

Trzymanie ręki na pulsie było czymś, co Chester szczególnie pochwalał. Coś takiego nierzadko pozwalało wykorzystywać zaistniały bieg okoliczności na ich korzyść w ten czy inny sposób. On sam lubił gromadzić rozmaite informacje na temat interesujących go osób. Tych, które mogły mu się przysłużyć w jakieś sprawie lub o takich, których istnienie było dla niego niewygodne. Nie brakowało również tych, którym życzył śmierci.

— Słusznie. Jak już wcześniej twierdziłem... mogłeś. Nadal podtrzymuję swoje stanowisko, że bardziej zaszkodziłeś sobie i swojej karierze. Szlama piastująca najważniejsze stanowisko w świecie czarodziejów to potwarz, ale ten swoisty protest nic nie zmienił w tej sprawie. Obyś miał rację — Pomimo wyraźnej niechęci do osoby szlamowatego Ministra Magii to patrzył w swoim mniemaniu nad wyraz racjonalnie. Doskonale wiedział, że Robert ma wystarczające kwalifikacje zawodowe do pracy a uprzednio zajmowanym stanowisku w Departamencie Tajemnic, jednak jego odejście nie pozostało bez echa. Jakby nie patrzeć Ministerstwu zależało na stałych pracownikach. Następcą Leacha może być kolejna szlama i mogłoby dojść do kolejnej fali masowych odejść. A to nie było korzystne dla kogoś rozważającego powrót do pracy.

— Niektórzy czarodzieje są na tyle zaślepieni ideą równości, że nie dostrzegą konsekwencji obsadzenia szlamy na najważniejszym stanowisku w naszym społeczeństwie, choćby mieli je czarno na białym. Uważam, że to kwestia czasu, zanim do tego dojdzie — Wychodził z założenia, że nadzieja niekiedy była przydatna, ale w tej materii była matką głupich. Zarówno Robert, jak i on nie byli głupcami. Byli nimi ci wszyscy krótkowzroczni czarodzieje, którzy uznawali ideę czystości krwi za brednie. Usiłowanie zabójstwa Leacha, zwłaszcza udane, byłoby wyraźnym świadectwem braku ich poparcia dla tego polityka. Wyeliminowanie go z życia politycznego w białych rękawiczkach nie było pozbawione sensu.

— Tak dokładnie to nie. W chwili obecnej trudno mi orzec, czy Leach leczy się w Mungu czy prywatnie... jak sam wiesz, Ministrowie uchodzą za zamożnych czarodziejów i byłoby ich na to stać. Nie posądzałbym szlamowatego Ministra o bycie zorientowanym w kwestiach finansowych czarodziejów ani o pomnażanie majątku liczonego w naszej walucie. — Stwierdził z przekąsem. Mógł spróbować się czegoś dowiedzieć w tej kwestii. Posiadanie takich informacji mogłoby się okazać przydatne. Już ustalili, że Leach nie był jednym z nich przez wzgląd na swoje podłe pochodzenie. Na co szlama mogła wydawać galeony? Tutaj bardziej prawdopodobne wydawało się wydawanie ich przez niego w formie niemagicznych pieniędzy. Chester napił się whisky.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#8
01.07.2023, 02:36  ✶  
Robert odwrócił głowę w stronę kominka. Przenosił zamyślony wzrok z trzaskającego na nim ognia na trzymaną w ręku szklankę z alkoholem. Przez jego pociągłą twarz przebiegł drobny cień. Nie potrafił przyjmować krytyki. Nawet od przyjaciół. I chociaż wiedział, że Chester miał rację to jednocześnie… jednocześnie nie mógłby się sam przyznać do błędu. Nie tak otwarcie, nie wprost i nie do takiego. Co innego, gdyby chodziło o coś błahego, ale Mulciber poświęcił karierę w imię idei czystej krwi. Chwilami nie wiedział, czy bardziej drażniło go, że nie przyniosło to zamierzonego skutku, czy że inni nie zachowali się jak on a tylko zacisnęli zęby i zostali.
- To już i tak bez znaczenia – powiedział wreszcie.
Niemal zabrzmiał tak, jakby to naprawdę już nie miało znaczenia, jakby pogodził się z myślą, że zamiast piastować upragnione stanowisko w Departamencie Tajemnic, prowadził sklep z kadzidłami. Ale też roztrząsanie własnej porażki, własnego okazania się zbyt mało ważnym, by coś poruszyć w Ministerstwie Magii wtedy, drażniło jego czułe ego. I będąc zupełnie szczerym: cieszyło go, że Nobby okazał się durniem, zachwycało że sprawiał kłopoty i im większą okazywał się katastrofą, tym bardziej Robert czuł się ukontentowany.
- Mówisz o tych mugolskich mistrzostwach? – zapytał, byle odwrócić uwagę od własnego tematu. – Coś tam obiło mi się o uszy, że Leach nie za bardzo pamięta o takich sprawach jak Międzynarodowy Kodeks Tajności – rzucił cierpko. – Choć przyznam, że sprawia mi to niemałą satysfakcję. Obserwowanie jak musicie się tam w Ministerstwie głowić, byleby ukryć błazenadę szlamy.
Uniósł szklankę z whisky do góry, wznosząc za to niemy toast a potem umoczył usta w alkoholu.
- Jeśli ma choć odrobinę rozumu musi mieć jakichś zaufanych uzdrowicieli… – rozważał dalsze słowa przyjaciela. Ale czy powinien spodziewać się choćby i odrobiny rozumu po szlamie? Skupił wzrok na Chesterze, jakby nagle zdał sobie z czegoś sprawę. – Chociaż, skoro jego leczenie owiane jest taką tajemnicą, że nie wiesz nawet kto i gdzie go leczy to sprawa może być poważna. Jak dla mnie mogłaby nawet być śmiertelnie poważna. – Znowu uniósł nieco szklankę z whisky. Nie próbował się kryć przed Rookwoodem ze swoimi poglądami. W tej chwili życzył Leachowi śmierci. Najlepiej bolesnej, choć nieprzesadnie długiej, bo nie miał cierpliwości by znosić jego gębę w gazetach przez kolejne lata. – Wypijmy za to. Żeby zdrowie Leacha było śmiertelnie poważną sprawą a kolejny Minister Magii miał czystą krew!
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#9
06.07.2023, 00:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.07.2023, 00:05 przez Chester Rookwood.)  

Chester nie jest i nie będzie osobą, która zwykła mówić miłe słowa. Krytyka była potrzebna. Gdyby Robert nie znał go od tylu lat to mógłby się łudzić i liczyć, że doceni jego oddanie idei czystości krwi do tego stopnia, że przyklaśnie zaprzepaszczeniu swojej kariery w ramach zupełnie idiotycznego i bezcelowego protestu przeciwko rządom szlamy. Czasu jednak nie cofną. On też popełniał swoje błędy. Jakby nie patrzeć to jego kariera również pozostawiała wiele do życzenia z tego względu, że nie został nagrodzony za swoją pracę i bycie doświadczonym Aurorem. Widział siebie na stanowisku szefa Biura Aurorów.

— Po jego odejściu możesz spróbować odzyskać dawne stanowisko — Odrzekł. Nie sądził aby to było możliwe, ale Robert nie dowie się o tym, czy wrota Departamentu Tajemnic są dla niego otwarte na nowo lub pozostaną zamknięte na zawsze, póki nie spróbuje. To ich łączyło, nawet jak nie odpowiadało im to, że szlama pełniła funkcję Ministra Magii. Mogliby być bardziej usatysfakcjonowani gdyby pozostali czarodzieje dostrzegli to, co oni widzieli.

— W gruncie rzeczy tak. Nie jest jednym z nas, co już ustaliliśmy i żył bardziej w świecie mugoli zamiast czarodziejów. Bo to prawda, na domiar tego traktuje magię jak zabawkę. To akurat nie my, w sensie nie ja... przez niego Departament Magicznych Wypadków i Katastrof ma jeszcze więcej roboty, niż zwykle. Właśnie przez tę błazenadę szlamy. Cieszy mnie to, że nie zdecydowałem się na pracę tam. Gdybym to zrobił to teraz byłbym jego chłopcem na posyłki. — Po dokończeniu swojej wypowiedzi wyrażającej wszystkie jego myśli. Nazwa wspomnianego przez niego departamentu była nad wyraz adekwatna do sytuacji. Kadencja Leacha nie była wypadkiem, tylko katastrofą. Wypadek za to mógłby się przydarzyć Leachowi, jednak pozbawienie życia głowy świata czarodziejów to niełatwe zadanie. Widząc jak Mulciber unosi szklankę z whisky wyżej w ramach toastu, wzniósł i swoją. Również się napił.

— To pewne, że pozostaje pod ich opieką. Niewykluczone, że taka jest. Chciałbym aby taka była. Wszyscy ludzie z najbliższego otoczenia Leacha nie są nieuchwytnymi duchami i można do nich dotrzeć. — Wypowiadając te słowa wyraził swoją aprobatę dla poglądów Roberta. Mógł spróbować rozpuścić kilka wici w sprawie Leacha. W tym momencie również wzniósł  trzymaną w dłoni szklankę z tym szlachetnym trunkiem.

— Chętnie za to wypiję, Robercie.

Porozmawiali jeszcze na temat, jak i inne. Ostatecznie zrobiło się późno i nadeszła pora, w której Chester pożegnał się i opuścił mieszkanie Roberta.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Chester Rookwood (2039), Norvel Twonk (393), Papa Legba (197), Robert Mulciber (504)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa