16.04.2023, 14:30 ✶
Przewróciła teatralnie oczyma. No tak. Cała Marta. Cokolwiek by się nie powiedziało, to bardzo brała do siebie i jednocześnie dawała bardzo głośno upust emocjom. Typowe. Zwłaszcza że naprawdę nikt jej tu nie wyśmiewał – po prostu Leta stwierdziła fakt: miała mugolskie pochodzenie.
Tylko tyle i aż tyle, nie padły żadne słowa sugerujące, że jest szlamą (w sumie była), nikt się tu nie śmiał. A jednak… jednak.
- Jakbyście się zastanawiali, to właśnie dlatego ta łazienka nigdy nie jest używana – stwierdziła dość ponurym tonem. Posłała dość ponure spojrzenie w stronę umywalek, rozważając coś. Niby nie jej interes, niby nie jej sprawa, niemniej pobyty w Egipcie – bo przecież dzięki matce spędziła tam niemało czasu – uczyły, że woda jest cenna. Tu, w Szkocji, nie istniał jej deficyt, jednakże Crouchównę takie marnowanie niemiłosiernie bolało.
- Prędzej słońce wzejdzie na zachodzie niż ona przestanie się drzeć – mruknęła ciszej w odpowiedzi Cathalowi, podejmując przy okazji decyzję. Sięgnęła po różdżkę, machnęła nią lekko, zmuszając tym samym kurki do ponownego zakręcenia. Duch zamanifestował swoją złość i zniknął – nie przewidywała, że Marta wyskoczy zaraz niczym filip z konopi, żeby na złość znowu wszystko poodkręcać. Pokazała już wszak, co miała pokazać.
- O ile dobrze wszystko rozumiem, za życia całkiem sporo czasu tu spędzała – westchnęła cicho, w domyśle pozostawiając „i tak jej już zostało”. Inna sprawa, że przecież wcale a wcale nie musiała być uwiązana do Hogwartu – tyle że starannie sobie na to zapracowała. Tak że… najwyraźniej postawiła na to, co wychodziło jej najlepiej, czyli na zamykanie się w łazience.
I przy okazji odstraszanie wszystkich chętnych do skorzystania z niej.
Właściwie pierwsze, co zrobiła po przekroczeniu progu klasy, to usadzenie swoich szanownych liter na blacie jednej z ławek – co wcale nie oznaczało, iż nie była zainteresowana tym, co Cal miał do powiedzenia, wręcz przeciwnie.
- W każdej legendzie jest ziarno prawdy – wymruczała, odchylając się nieco do tyłu i podpierając przy tym rękoma o blat. Znikąd opowieści się przecież nie brały – Ujmę to tak, Salazar pod sufitem to równo nie miał, wystarczy spojrzeć na nasz Pokój wspólny – oświadczyła z pewnością w głosie – Więc jak dla mnie, to taka komnata jak najbardziej mogła istnieć, zwłaszcza jeśli się uparł i chciał postawić na swoim za wszelką cenę. Wiecie, miał inną wizję odnośnie selekcji uczniów niż pozostali założyciele, więc jestem w stanie sobie wyobrazić, że zostawił po sobie… niespodziankę – wzruszyła lekko ramionami. Sama potrafiła być upartą kozą, nawet jeszcze gorzej, więc też była w stanie sobie wyobrazić, co mogło się stać w momencie, gdy za wszelką cenę chciało się postawić na swoim.
- Gdyby zmarła od uderzenia w umywalkę, to byłyby odpowiednie ślady – zauważyła z pewnym namysłem w głosie. Zmarszczyła brwi, coś sobie przypominając, jakieś wypowiedziane dość dawno temu słowa… Nie dość dawno, żeby całkiem zapomnieć – Oskarżono wtedy kogoś o jej zabójstwo. Coś z pająkami. Tak, wiem, to nie ma sensu, te cholerstwa nie mają oczu. Nie żółte.
Tylko tyle i aż tyle, nie padły żadne słowa sugerujące, że jest szlamą (w sumie była), nikt się tu nie śmiał. A jednak… jednak.
- Jakbyście się zastanawiali, to właśnie dlatego ta łazienka nigdy nie jest używana – stwierdziła dość ponurym tonem. Posłała dość ponure spojrzenie w stronę umywalek, rozważając coś. Niby nie jej interes, niby nie jej sprawa, niemniej pobyty w Egipcie – bo przecież dzięki matce spędziła tam niemało czasu – uczyły, że woda jest cenna. Tu, w Szkocji, nie istniał jej deficyt, jednakże Crouchównę takie marnowanie niemiłosiernie bolało.
- Prędzej słońce wzejdzie na zachodzie niż ona przestanie się drzeć – mruknęła ciszej w odpowiedzi Cathalowi, podejmując przy okazji decyzję. Sięgnęła po różdżkę, machnęła nią lekko, zmuszając tym samym kurki do ponownego zakręcenia. Duch zamanifestował swoją złość i zniknął – nie przewidywała, że Marta wyskoczy zaraz niczym filip z konopi, żeby na złość znowu wszystko poodkręcać. Pokazała już wszak, co miała pokazać.
- O ile dobrze wszystko rozumiem, za życia całkiem sporo czasu tu spędzała – westchnęła cicho, w domyśle pozostawiając „i tak jej już zostało”. Inna sprawa, że przecież wcale a wcale nie musiała być uwiązana do Hogwartu – tyle że starannie sobie na to zapracowała. Tak że… najwyraźniej postawiła na to, co wychodziło jej najlepiej, czyli na zamykanie się w łazience.
I przy okazji odstraszanie wszystkich chętnych do skorzystania z niej.
Właściwie pierwsze, co zrobiła po przekroczeniu progu klasy, to usadzenie swoich szanownych liter na blacie jednej z ławek – co wcale nie oznaczało, iż nie była zainteresowana tym, co Cal miał do powiedzenia, wręcz przeciwnie.
- W każdej legendzie jest ziarno prawdy – wymruczała, odchylając się nieco do tyłu i podpierając przy tym rękoma o blat. Znikąd opowieści się przecież nie brały – Ujmę to tak, Salazar pod sufitem to równo nie miał, wystarczy spojrzeć na nasz Pokój wspólny – oświadczyła z pewnością w głosie – Więc jak dla mnie, to taka komnata jak najbardziej mogła istnieć, zwłaszcza jeśli się uparł i chciał postawić na swoim za wszelką cenę. Wiecie, miał inną wizję odnośnie selekcji uczniów niż pozostali założyciele, więc jestem w stanie sobie wyobrazić, że zostawił po sobie… niespodziankę – wzruszyła lekko ramionami. Sama potrafiła być upartą kozą, nawet jeszcze gorzej, więc też była w stanie sobie wyobrazić, co mogło się stać w momencie, gdy za wszelką cenę chciało się postawić na swoim.
- Gdyby zmarła od uderzenia w umywalkę, to byłyby odpowiednie ślady – zauważyła z pewnym namysłem w głosie. Zmarszczyła brwi, coś sobie przypominając, jakieś wypowiedziane dość dawno temu słowa… Nie dość dawno, żeby całkiem zapomnieć – Oskarżono wtedy kogoś o jej zabójstwo. Coś z pająkami. Tak, wiem, to nie ma sensu, te cholerstwa nie mają oczu. Nie żółte.