• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora

[28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#11
13.06.2023, 21:26  ✶  
- Mnie to nie, jestem elastyczna i mogę rozmawiać z Tobą o wszystkim, ale większość ludzi, których spotkałam ma naprawdę zaskakująco długą listę tematów tabu. - odpowiedziała na jego zdumienie, wzruszając delikatnie ramionami. Też tego zupełnie nie rozumiała, bo przecież można było i powinno się wręcz rozmawiać o wszystkim. - Cieszę się, że jesteście ludźmi otwartymi i odważnymi w takim razie. Szybko się zaaklimatyzuje!
Dodała z entuzjazmem, bo prawdę mówiąc, trochę obawiała się snobów lub sztywniaków, ewentualnie tego typu uczonych mędrców, którzy byli zwyczajnie nieznośni przez zadufanie w sobie i bycie przemądrzałym. Gdyby wiedziała, że trafiła do takiego worka osobliwości, nie mogłaby się doczekać jeszcze bardziej, chyba zwłaszcza Alethey, bo przecież Pandorę też nazywano chaosem.
- Zlecenia na mapy nieba mam zwykle nocne, dam radę wyskoczyć wieczorem i wrócić rano do pracy. Żadne moje zobowiązanie nie powinno kolidować z wykopaliskami, chyba że moi rodzice z czymś wyskoczą, ale uprzedzałam ich, że będę zajęta.
Zapewniła go jeszcze, chcąc chyba pokazać, jak poważnie traktowała możliwość zdobycia tutaj nowej specjalizacji oraz doświadczenia. Im więcej w życiu się próbowało, tym lepiej. Owszem, były dziedziny, których brunetka nie lubiła i z którymi radziła sobie dużo gorzej, więc poza zdobyciem ogólnej wiedzy, nie poświęcała im zupełnie uwagi, ale znajdowały się też takie, z których potrafiła zrobić jakiś kurs tylko dlatego, że coś ją zaintrygowało. Nawet jeśli zdaniem jej matki, powinna skupić się na zakładaniu rodziny i dzieciach, ona potrzebowała nowych bodźców i podróży. Tkwienie w miejscu, chwila, która miała skraść jej wolność oraz podciąć skrzydła wydawały się jej przerażające. Cathal od razu wydawał się jej czarodziejem światowym i zaznajomionym z innymi kulturami, chociaż faktycznie, w zupełnie inny sposób, niż Panda. Przyglądając się mu chwilę, stwierdziła z westchnieniem, że miała chyba swój konkretny typ — zawsze jej wzrok przyciągali blondyni o niebieskich oczach.
- Postaram się jutro znaleźć egzemplarz. Dziękuje za wskazówki, szefie. - uśmiechnęła się z odrobiną zadziorności, puszczając mu oczko. Sama nieprzywykła do nazywania kogokolwiek szefem i przez to zdawać się mogę, że Pandorze używanie tego słowa bardzo się spodobało. I też do niego pasowało. Błysku w oczach faktycznie nie umiała zinterpretować, ale nie wzbudził jej niepokoju lub nie przywołał dreszczu na karku, więc uznała, że musiał być czymś pozytywnym. Czyżby był trochę skąpy w emocjach? Słuchając go, myślała nad tym, jak brzmiał jego śmiech — nie, żeby go nie słuchała, bo Turczynka miała podzielność uwagi.
- Siedemset.. Czy to nie jest cudowne, że będziemy mogli się przekonać, jak ludzie tutaj żyli siedemset lat temu? - przyłożyła dłonie do policzków, jakby z nutą niedowierzania, wbijając w niego spojrzenie brązowych oczu. Nie zdawała chyba sobie sprawy, jak to było dawno i do jakiego okresu należała odnaleziona, zapomniana wioska. Jej głowa wyprostowała się, wprawiając w ruch brązowe pasma włosów i wbiła w nią spojrzenie z jakimś podziwem. - Nie mogę się doczekać. I tego, czego mogę się nauczyć i tego, co znajdziemy. Może są tam jakieś cudownie skomplikowane mechanizmy lub opisane zapomniane metody zaklinania! - sięgnęła po kubek, bo z tego ataku — kolejnego już — podekscytowania, zaschło jej w ustach. Dopiła kawę do końca, zwilżając usta z cichym mruknięciem zadowolenia, widocznie przez pozostawiony na nich smak. - To prawda, byłby Czarnoksiężnikiem. I pewnie zostawiłby mnóstwo złych pułapek, przeklętych przedmiotów i innych złych rzeczy, które byśmy napotkali.
Sama w to nie wierzyła, ale czasem wyobraźnia pomagała dostrzegać nowe horyzonty. Uśmiechnęła się pod nosem, spoglądając na bułeczki. Teoretycznie była pełna, ale praktycznie, chciała jakieś zjeść. Powinna? Nie myślała tak strategicznie, jak jej przełożony — temat niewolników i skrzatów pozostał poza zasięgiem jej umysłu.
- Chciałabym mieć taką pamięć. - wyznała z odrobiną zazdrości, podsuwając nogi pod siebie i obejmując je rękoma. Oparła o kolana brodę, sięgając ostatecznie po kawałek słodkiej bułki z cynamonem, odrywając kawałek i wrzucając sobie do ust. - A ja tak. Łatwiej nauczyć się zaklęć, niż zapamiętać to wszystko, co obejmują Twoje specjalizacje. Już nie jeden hmm bojowy? To dobre słowo? Czarodziej mi tak mówił. Dlatego jesteś niesamowity i cieszę się, że mogę z Tobą pracować. Masz intrygującą aurę i nie wydajesz się złym człowiekiem. A teraz te szachy!
Zakończyła swój słowotok pogodnie, posyłając mu pociągłe spojrzenie, a potem zjadła kolejny kawałek bułki. Było przyjemnie, wiosna rozkręcała się na dobre i brunetka dostrzegała całe jej piękno na horyzoncie, zwłaszcza od strony polan i lasów, gdzie kolorami budziło się życie.
- No niby tak, ale ja strasznie nie lubię się chwalić. - westchnęła bezradnie, bo z tym akurat nie mogła nic zrobić. Uniosła palec do ust, pozbywając się z nich odrobiny lukru, a potem stuknęła w zamyśleniu. Fletcher? Czy ona go kojarzyła? Na pewno nazwisko było jej znane, ale czy konkretnie Timothy?
- Zwykle pracuje sama przy nich, ale mam nadzieję, że się dogadamy. - stwierdziła szczerze, jak zwykle głosem pełnym entuzjazmu. Z nią ogólnie trudno było nie złapać dobrego kontaktu, raz, że była kobietą prostą w obsłudze, a dwa, zwyczajnie ludzi uwielbiała i doceniała drzemiący w nich talent oraz ich indywidualność. - Chcesz, żebym zaczęła z odkrytymi fragmentami muru wcześniej? Mogę sprawdzić ten, który tak potraktował tych mugoli.
W teorii. Pandora nie ufała pod tym względem nikomu, poza sobą. Wychodziła z założenia, że pułapki są niebezpieczne i często tak ukryte, że osoba bez doświadczenia, może je pominąć. Nawet jeśli Cathal by jej zabronił, pewnie i tak by to zrobiła, dla świętego spokoju. Nie mogłaby sobie poradzić, gdyby kogokolwiek naraziła, skoro ona za to odpowiadała — zgodnie ze swoją umową.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#12
14.06.2023, 15:26  ✶  
- Powiedzmy, że zdarzało mi się obracać w nietypowym towarzystwie - odparł Cathal, być może trochę wymijająco. W teorii był angielskim dżentelmenem z magicznej socjety. W praktyce jednak po pierwsze spędził pół życia w innych krajach, po drugie, doskonale wiedział, że w ich świecie magiczny dżentelmeni sami często pod maską dobrych manier skrywają najpaskudniejsze skłonności.
- Otwartymi? - powtórzył, przypatrując się jej przez moment z namysłem.
Zastanawiał się, czy Pandora Prewett jest trochę naiwna, czy tylko aż tak pogodna - a może tak dobrze gra? Czy ktoś naiwny mógłby uchować się w rodzie Prewettów, słynących z nie do końca uczciwych interesów? Dałaby radę podróżując po innych krajach? Było to pytanie, na które warto znaleźć odpowiedź. Zwłaszcza, jeżeli mieli ze sobą pracować.
Użyłby wobec siebie bardzo wielu określeń. Nie wszystkie pewnie byłyby pozytywne, a inni dodaliby całą garść kolejnych, bardzo mało pochlebnych. Ale pośród nich na pewno nie znalazłoby się "otwarty". Cathal niezbyt lubił kryć pewne rzeczy, nieraz nie chciało mu się bawić w dobre maniery, próbował żyć w zgodzie z sobą, ale tym, o czym nie mówił i czego nie pokazywał, dałoby się wypełnić tę wioskę. Znał Alethę i Nell dostatecznie długo, aby wiedzieć, że w ich przypadku było podobnie. Jeśli szło o Jamila... tu sprawa była bardziej skomplikowana, ale miał wrażenie, że pozory też mogły nieco mylić.
- Nie użyłbym tego określenia - skwitował w końcu i dopił swoją kawę. - Sporo wiemy o tym, jak żyli wtedy czarodzieje. Ale chcę się dowiedzieć, jak żyli w tej konkretnej wiosce. I przede wszystkim... jak umarli.
Zagłada wioski była zagadkowa. Wszystko pozornie wyglądało na efekt trzęsienia ziemi, ale w tej okolicy wystąpienie tak potężnych wstrząsów by ziemia pochłonęła cały obszar, zdawało się mało prawdopodobnie.
Cathal podejrzewał, że przyczyny katastrofy nie były naturalne.
A to oznaczało, że doszło tu do jakiejś katastrofy magicznej.
– Nie mogę ci obiecać nadzwyczajnych mechanizmów, nieznanych współczesnym czarodziejom, ale klątwy, pułapki i zaklęte przedmioty owszem – odparł na jej entuzjazm. W końcu natknęli się już i na klątwy, i na pułapki, i na przedziwne filary, otaczające okolicę i na parę amuletów, które sugerowały więcej tego typu znalezisk, gdy już przejdą do badania zabudowań.
Wykrzywił usta w czymś na kształt parodii uśmiechu, gdy wspomniała, że chciałaby mieć taką pamięć.
Miało to swoje zalety. Ogromne. Uczniowie w Hogwarcie zazdrościli mu zawsze, bo Cathal właściwie nie musiał się uczyć i zawsze znał każdą odpowiedź na pytanie nauczyciela. W pierwszych dniach września czytał podręczniki od deski do deski i to wystarczyło, aby wiedza pozostawała w głowie.
Mechanizm zapominania miał jednak chronić psychikę. Jego zniknięcie wiele rzeczy czyniło trudniejszym.
Klątwa i błogosławieństwo zarazem…
– Czy ci „bojowi” musieli kiedyś w takim wypadku walczyć o życie? – spytał z powątpiewaniem, spoglądając na Pandorę. – Większości ludzi łatwiej nauczyć się protego niż przyswoić informacje o starożytnej magii… – Chyba że miało się jego pamięć… – Ale już rzucenie go dostatecznie szybko, bez wahania, kiedy jesteś poturbowany i ściga cię kilka osób, wydaje mi się trudniejsze niż przeczytanie paru książek. Nie wspominając o tym, że marna z ciebie bojówka, jeśli stoisz naprzeciwko infernusa i uderzasz w niego potężnymi zaklęciami, ale nie wiesz, że jedyne, które podziała naprawdę dobrze, to ogniste.
Samo nauczenie się protego czy drętwoty nie było wyzwaniem.
W oczach Cathala jednak poprawne ich rzucenie w chwili, gdy walczyłeś o życie swoje lub cudze, opanowanie emocji, wybranie odpowiedniego czaru w odpowiedniej chwili… To właśnie sprawiało, że nie każdy nadawał się na aurora czy nawet Brygadzistę.
- Czyżbyś była aurowidzem? – spytał, marszcząc lekko brwi, z nową czujnością. Nie znalazła się o tym żadna informacja w jej dokumentach, ale Cathal musiał przyznać, że gdyby sam posiadał Trzecie Oko, niekoniecznie miałby ochotę komukolwiek się tym chwalić.
Jeżeli Pandora potrafiła dostrzegać aury, należało się przy niej podwójnie pilnować.
– Ten fragment już rozbrojono. Zajęło się tym Ministerstwo, kiedy ich wyciągano. Na początek najlepiej, jeżeli obejrzysz te mechanizmy, które tam zadziałały. To może ułatwić dalszą pracę – poinformował. Sam niekoniecznie znał się na pułapkach, przynajmniej na tych, które nie zawierały pieczęci, ale opracował harmonogram działania z myślą o tym, aby zapewnić wszystkim jak największe bezpieczeństwo. Nie chciał, aby powtórzyła się tutaj sytuacja z Irlandii, gdzie zginęła większość ekipy. I przede wszystkim nie chciał sam paść ofiarą swojej własnej nieostrożności. – Jeżeli już zjadłaś, możemy przejść tam teraz – dorzucił.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#13
18.06.2023, 17:19  ✶  
W teorii to każdy reprezentujący nazwisko z wielkiej dwudziestki ósemki powinien być damą oraz dżentelmenem z magicznej socjety, a w praktyce to wszystko wychodziło zupełnie inaczej. Każdy miał swoje sekrety, poglądy niezgadzające się z tym, co niósł ze sobą wiatr zmian, który tak szybko przekształcał znane im środowisko. Pandora zauważyła, że prawie każdy nosił maskę, a to, co znajdowało się pod nią, nie zawsze było moralnie właściwie i dobre. Tacy byli jednak ludzie. Na jego słowa uśmiechnęła się więc tylko, przytakując, nie zagłębiając się w szczegóły, bo zdawało się, że nie chciał.
- No tak, na współpracę z innymi. - dopowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, bo przecież nie każdy umiał i głównie chciał angażować obcych w tak duży i ważny dla siebie projekt. Pandora była i naiwna i przesadnie optymistyczna i pogoda. Jeśli mówiono o kimś, że jest czarną owcą swojej rodziny, to Pandora była białą — o gęstej i miękkiej wełnie. Podróżowała jednak dużo, głównie sama lub w towarzystwie Mary i wbrew temu, jakie sprawiała wrażenie, była dość silną i niezależną kobietą, która, chociaż czasem nieporadnie, to umiała znaleźć wyjście z trudnych sytuacji.
Jako człowiek i na drugiego człowieka, Cathal aż tak otwarty się nie wydawał, chociaż na to Panda nauczyła się spoglądać z przymrużeniem oka, bo przecież ona była przesadnie szczera, otwarta i wylewna. I gdyby do niej porównywać, to mało kto był. Nie miała jednak niczego złego na myśli, a fakt, że jej nowy szef mógł tak pomyśleć, sprawił, że cień zaniepokojenia przemknął jej po twarzy, sprawiając, że spomiędzy warg uciekło bezgłośne westchnienie. Czy powiedziała już coś nie tak, czy dopiero to zrobi?
Życie w zgodzie ze sobą było ważne, pochwaliłaby to, że się starał, nawet jeśli czasem powodowało to wyjście poza granice dobrych manier i oczekiwań społecznych, które były zaskakująco wysoko względem wszystkich członków Czarodziejskich rodzin. Nie odpowiedziała na jego słowa dotyczące otwartości, uznając, że wyjaśniła już, co miała na myśli, a zdania i tak nie zmieni, nawet jeśli by z nią dyskutował. Aby w jakikolwiek sposób Shafiqa oceniać jako człowieka lub wysnuwać o nim wnioski, musiałaby poznać go lepiej. A tak, nadal był poniekąd zagadką. O ładnych oczach oraz dużej wiedzy.
- Oby spokojnie i łagodnie. - odparła krótko, przenosząc wzrok z blondyna, znów na ruiny malujące się gdzieś przed nimi. Nie lubiła, gdy ludzie cierpieli, była wrażliwą altruistką. Wioska musiała go czymś zaintrygować, bo w jego głosie rozbrzmiewała jakaś inna, nieokreślona jeszcze przez nią iskra.
Katastrofy magiczne zawsze były przykre, zwłaszcza gdy przyczyną tylu nieszczęść był jakiś użytkownik magii, który myślał, że zdoła ją okiełznać lub pochłonąć, aby zyskać na sile. Czy oni wszyscy, Ci źli, nie pragnęli właśnie władzy i potęgi?
- Każde nowe doświadczenie jest ważne, każde pozwala się rozwijać. - spojrzała na niego z pogodnym uśmiechem, sugerując, że zadowoli się właściwie wszystkim. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać, więc wszystko, co zajmie jej dłużej niż dziesięć minut, będzie ciekawym i nowym wyzwaniem. Składała, rozkładała, zmieniała i zaklinała przedmioty już tyle lat, przez wiele nocy tkwiła nad trybikami, że mogła śmiało nazwać się dobrą w swoim fachu. A jak powszechnie wiadomo, im człowiek stawał się lepszym w rzemiośle, tym trudniej było rzucać mu jakieś rozwijające zagadki. Mechanizmy były takimi zagadkami.
Dobra pamięć byłaby czymś cudownym — nie narzekała na swoją, ale nawet taka kujonka miała swoje limity, które niestety uniemożliwiały jej zapamiętanie wszystkiego, co by chciała. Tyle było dziedzin magicznych wartych uwagi. Mógł też zaoszczędzić mnóstwo czasu, skoro jednorazowe przewertowanie podręcznika sprawiało, że cały rok mógł być już spokojny — wygodne, jak nie lubiło się marnować czasu. Prewettówna wiedziała jednak, że ten medal ma dwie strony i pamiętał pewnie wiele słów przykrych, wiele sytuacji, które wprawiały go w dyskomfort. Ciekawe, czy jego umysł był przez to, jak ten uszkodzony mechanizm i dało się czymś go naprawić? Znaleźć jakiś sposób, aby czasem mógł zapomnieć — poza myśloodsiewnią oczywiście.
- Dopóki nie zaczęły się te zamieszki, to myślę, że niewielu aurorów miało możliwość stoczenia prawdziwej walki. Oczywiście był takie z infernusami lub magicznymi stworzeniami, jak sugerujesz, ale przez kilka lat było przecież trochę spokoju. Myślę, że każde z nas ma trochę racji. - wzruszyła ramionami, nie chcąc wchodzić w dyskusję, które mogłyby prowadzić do ewentualnej kłótni, bo takowych Pandora bardzo nie lubiła. Owszem, sporadycznie wybuchała i była paskudna, ale potem gniotły ją tak duże wyrzuty sumienia względem drugiego człowieka, że było to całkowicie pozbawione sensu.
Prawda była jednak taka, że nie każdy się nadawał do takiej pracy. Do Archeologii również. Czy nie było tak z każdym zawodem, z którym mieli ludzie do czynienia? Każdy miał przecież swoje mocne oraz słabe strony. Ona akurat podziwiała tych, którzy wybierali zajęcia przez większość krytykowane, nazywane nudnymi lub nawet ciężkimi.
- Takim z prawdziwego zdarzenia? Nie, ale wierzę swojej intuicji. Dopasowuje sobie kolory do ludzi, tak o. Nie martw się. - roześmiała się na jego pytanie, machając dłonią ostentacyjnie, aby zupełnie się nią nie przejmował. Nie miała niestety tego daru, ale zwykle miała silne przeczucia i intuicje, może wyrobioną przez sposób, w jaki żyła.
- Masz rację. Bezpiecznie zakładać, że mechanizmy wykorzystane na jednym fragmencie muru, będą się powtarzać. Aż tak ufasz Ministerstwu? - ostatnie pytanie zadała nieco konspiracyjnym szeptem, nachylając się w jego stronę, jakby bała się, że ktoś ich usłyszy. A potem jak gdyby nigdy nic, wepchnęła sobie resztę bułeczki do ust, następnie pozbywając się nadmiaru lukru z warg. Te cynamonowe były pyszne, ale brunetka była tak pełna, że nie wierzyła w zmieszczenie czegokolwiek w żołądku do kolacji. Przytaknęła energicznie, jednak zanim wstała, zebrała wszystkie przekąski do toreb, aby mieli na później i wyciągnęła dłoń w jego stronę. - Oczywiście, chodźmy. - uśmiechnęła się z odrobiną podekscytowania, jakby zapoznawanie się z rozbrojonymi pułapkami było najlepszą rzeczą, po śniadaniu. Zaraz obok kawy i towarzystwa.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (3633), Pandora Prewett (5386)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa