• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[16 maja 1972, wieczór] Czasem niebezpiecznie jest wyjść z domu | Sauriel & Victoria

[16 maja 1972, wieczór] Czasem niebezpiecznie jest wyjść z domu | Sauriel & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
24.07.2023, 14:19  ✶  
Nie była zupełnie przygotowana na to, by oglądać swoje wspomnienie z dzieciństwa. Wspomnienie, w którym było tak wiele o niej – albo raczej tak wiele o jej matce, a co było jej codziennością i ukształtowało solidne podstawy charakteru, jaki Victoria prezentowała sobą teraz. Ambicję, chęć bycia najlepsza, ciekawość, głód wiedzy, schludność i pewna nerwicowa wręcz pedantyczność. Pewną chęć zaimponowania wiecznie niezadowolonej matce – to się akurat udało, bo Isabella chętnie chwaliła się sukcesami córki. Sukcesami, które uważała, że były tylko jej własnym udziałem, a tak naprawdę były tylko ciężka pracą i poświęceniem Victorii. Oddech jej teraz przyspieszył, kiedy patrzyła na dziewczynkę, wyglądała jakby była błogo nieświadoma, że wywołała jakąś burzę – o ile to była ona, a nie kolejny efekt przebywania w Limbo. Teraz to z niej wylewały się wspomnienia? Bo to było jej wspomnienie, prawda? Nie czyjeś obce?
  - Cholera jasna. Chyba znowu… – teraz spojrzała na Sauriela, który wydawał się być równie skołowany co ona. Robiła coś dziwnego? Przestraszyła go? - Czy ja coś… – rozmawiali o tym, mówiła mu co się z nią dzieje, więc gdzieś tam z tyłu głowy miał, że być może trzeba będzie przypilnować, żeby po raz kolejny nie zrobiła czegoś równie głupiego jak nagła wycieczkę na Nokturn. W środku nocy i swojego dyżuru.
  Zapałka jednak była bardzo kiepskim źródłem do ogrzania się – wytwarzała tak mało ciepła i tak szybko gasła… nic dziwnego, że duch dziewczynki, pomimo ciepłego mruczka przy sobie, wyciągnęła kolejna zapałkę z pudełka. Chciała troszkę dłużej poczuć ciepło na twarzy… ciepło, którego nie dane jej było przecież czuć. Szybko zapaliła kolejną zapałkę, a Victoria syknęła z bólu.
  - Moja głowa – wymamrotała jeszcze.

  Słońce grzało jej twarz, a wiatr lekko bawił się kosmykami włosów, które uwolniły się z warkocza francuskiego, którego ogon zwisał jej przez ramię, kiedy Strzałka pojawiła się przed nią, by powiedzieć – jak zwykle jąkając się – że matka czegoś pilnie od niej chce. Westchnęła, spojrzała na słońce, uklepała kilka razy ziemię w miejscu, którym właśnie się zajmowała i wstała, zabierając ze sobą różdżkę. Oczy na moment zatrzymały się na ogrodzie z tyłu domu, gdzie kwiaty już naprawdę zaczynały pięknie rosnąć, zaklęciem wyczyściła swoje dłonie i ubranie, i ruszyła do posiadłości.
  Tam już na nią czekali. Ojciec popijał właśnie swoją popołudniową kawę, a matka herbatę (oboje wyglądali bardzo podobnie do swoich obecnych wersji).
  - Siadaj – to matka zaprosiła ją do stołu, ojciec nawet na nią nie spojrzał. Dopiero kiedy usiadła, kobieta kontynuowała. - Za cztery dni odwiedzi nas Violetta Rosier z synem. Masz być wtedy w domu, gotowa i uśmiechnięta. Założysz tę bordową sukienkę, którą jakiś czas temu ci przyniosłam, żadną inną, bo uszyła ją dla ciebie Violetta – kobieta tylko na moment spojrzała na córkę, bardziej skupiając się na porcelanowej filiżance, z której piła herbatę. - Jakieś pytania?
  - Tylko jedno. O co chodzi? – to był głos Victorii i słychać w nim było pełne niezrozumienie sytuacji. Poruszyła się niespokojnie na swoim krześle.
  - Postanowiliśmy wydać cię za syna mojej drogiej Violetty – odparła spokojnie Isabella. - To będą od razu zaręczyny, dlatego nie ma mowy o innym terminie.
  - To jakiś żart? – w jej głosie dosłyszeć można było pierwsze nuty nerwów. Spojrzenie córki ulokowało się teraz na profilu milczącego dotąd mężczyzny, który chrząknął krótko.
  - Tak jak powiedziała Bella, kwiatuszku – odezwał się i spojrzenie wróciło do kobiety.
  - A-ale… Ale ja go nawet nie znam! Nie wiem nawet jak ma na imię i- – ściągnęła dłonie ze stołu, by nerwowo spleść je ze sobą na swoich udach.
  - Drake – kobieta wpadła jej w słowo co skutecznie zamknęło buzię Victorii. Ale tylko na chwilę.
  - I tyle? Nie obchodzi was czy go w ogóle polubię? Ani czy on polubi mnie? Myślałam, że wcześniej chociaż będę mogła… – nie dokończyła.
  - Nie masz go znać, tylko spełnić swój obowiązek. Nie histeryzuj, jesteś Lestrange – zbierające w oczach łzy złości nie robiły na niej żadnego wrażenia. - Masz dwa zadania. Wyjść za mąż i urodzić dziecko, najlepiej syna. A Rosier nie jest wcale najbrzydszy.
  Po tym nastała mocno niezręczna cisza, w trakcie której, Victoria po prostu bez słowa wstała i zaczęła iść przed siebie.

  Zapałka zgasła. A Victoria nie miała pojęcia dlaczego tak łapczywie łapie powietrze. Zupełnie jakby go wstrzymywała przez kilka ostatnich chwil, na nowo przeżywając chwilę, kiedy rodzina faktycznie "sprzedała" ją niczym klacz rozpłodową. Z Saurielem było inaczej – oni przynajmniej mieli okazję się poznać nim zmuszono ich do zaręczyn.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
24.07.2023, 17:22  ✶  

Skierował wzrok na Victorię, ale widać było, że to nie jest obecne spojrzenie. Spojrzenie osoby, która kontaktuje tu i teraz. Wrażenia przepływały przez jego ciało. Spływały jak woda, którą ktoś cię oblał od czubka głowy. Nie była chłodna - wręcz rozpalająca. Chyba gdyby mógł płakać to łzy stanęłyby mu w oczach. Ale nie mógł. Nie było łez, bo nie było wody, ani krwi, którą wampir mógłby wylać. Czuł, jak to ciepło, negatywne ciepło, staczało się po nim, oblepiało i w końcu - uwalniało. Ciepła glina, przez którą przesuwasz się rękoma i im więcej jej rozsunąłeś, tym łatwiej się przedzierać. Nadal jednak wygłusza. Nadal cię zatrzymuje. Otworzył nawet wargi, zdolny do wykrztuszenia z siebie słowa. Był już na to gotów. Lecz nie. Zanim się odezwał, jego perspektywa znowu się zmieniła.

Znał tych ludzi - byli mu najbliższymi osobami. I jednocześnie jedna z nich była mu boleśnie daleka. Nie było sposobu, żeby przeciwstawić się matce, kiedy ta sobie już coś obmyśliła. Nie. Jedyną możliwością była próba przetrwania tego, co zaplanowała i jakaś powolna, nieznośna męczarnia tego, co ma nastać. Nawet nie było tu chęci walki. Była bezradność. W tę czy inną stronę historia by spotkała się dokładnie w tym jednym punkcie. Dobrnęłaby do tego momentu. Momentu, w którym jest się zmuszonym do małżeństwa. Nawet nie było żadnego wytłumaczenia czy słowa pocieszenia. Zimne fakty, z którymi nic nie zrobisz. Na które nie zaradzisz.

Kiedy wizja zniknęła, Sauriel uświadomił sobie, że siedzi na ziemi. Oparty o ścianę, podpierając się o jakieś klamoty leżące mu pod ręką, które trochę zwaliły się, kiedy i on zwalił się w dół. Teraz nie miał wątpliwości, kogo widział i czyją perspektywę oglądał. Tylko dlaczego? Czy to też jakiś magiczny wpływ tego Limbo? Ale Victoria mówiła, że widzi nie swoje wspomnienia, a to... to były jej wspomnienia? Musiały być. Albo nie? Tamta dziewczynka to... nie no, to też była Victoria, przecież Isabella nie miała innej córki... w tamtym wieku. Bo nie miała? To nie było przyjemne. Nie miał ochoty tego oglądać, na pewno nie w takiej formie, nie w tak oszałamiający sposób, przed którym nie masz jak się bronić. Nie jesteś obserwatorem, ty STAJESZ SIĘ osobą, której wspomnienia błyskając przed oczami. I wypalają się zupełnie jak zapałka w rękach dziewczynki.

To było jasne, Victoria już kiedyś mówiła, że jej pierwsze narzeczeństwo nie było zbyt udane. Było niespodzianką, ale tak i było to tu i teraz. Może nawet gorszą, w końcu Sauriel nie bardzo się starał.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
24.07.2023, 18:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2023, 19:25 przez Victoria Lestrange.)  

Nie wiedziała, że cokolwiek działo się w jej głowie, że obrazy, które przesuwały się przed jej oczami, rozgrywane na nowo – a na które teraz można było spojrzeć z inną perspektywą – nie są odtwarzane tylko w jej głowie. Za nic w świecie nie pomyslalaby, że jej dzisiejszy towarzysz, musi patrzeć na to, co ona. Na te dwie sceny, krótkie wycinki z jej życia, a które nadal rozpierdalały ją wewnętrznie. Nadal nie rozumiała, jak można było tak traktować swoje dziecko, które powinno być dumą i dla którego chciało się jak najlepiej. Nie można było jednak odmówić jednego – tak jak Victoria wyciągała swoje wnioski, tak jej rodzice ewidentnie również to robili. Nie powiedzieli jej o planowanym narzeczeństwie, bo gotowa byłaby uciec, pierwsze spotkanie było zapoznawczym, nie zaręczynami, a na domiar wszystkiego – wybrali jej na narzeczonego kogoś, kto nie umrze ot tak od byle czego, kto jej tak łatwo nie opuści i dla którego nie będzie po prostu klaczką, którą miał pokryć ogier. Bardzo przewrotnie, ale przecież dostała dokładnie to, co chciała.

Nie, nie sądziła, że ktokolwiek kiedykolwiek będzie oglądać te łamiące serce chwilę, sądziła, że nigdy nikomu by o nich nie opowiedziała, zwłaszcza z takimi szczegółami, a co dopiero tutaj mówić o pokazywaniu ich. O… doświadczaniu tego wszystkiego, co składało się na jej osobę. I na jej porażki. Bo choć człowiek się na nich uczył najlepiej, to niekoniecznie chciał, by ktoś inny był ich świadomy. Victoria nie chciała.

Nie wiedziała, czemu Sauriel siedzi, kiedy ona ciągle stała. Nie wiedziała, czemu tak na nią spogląda. Nie wiedziała, co się właśnie dzieje, ani dlaczego doświadczyła tych dwóch scen właśnie teraz. Przez moment wystraszyła się, że coś Saurielowi przypadkiem zrobiła i że tego nie pamięta. Że jednak ma problemy z pamięcią i to są pierwsze tego objawy.

Znowu poczuła wzbierający, znajomy już ból głowy. Ucisnęła dłonią skroń i dostrzegła kolejny znajomy już widok: duch dziewczynki ponownie wyciągał zapałkę z pudełka, złapała je pewniej w małej rączce, przyłożyła główkę zapałki do boku pudełeczka.

- Nie, czekaj! – krzyknęła do niej, ale było już za późno.

Zapałka zapłonęła widmowym blaskiem.



!lestrange3
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#14
24.07.2023, 18:04  ✶  
Zabrała go. Zabrała go i już nic nie będzie takie samo.

- Philippe powiedział, że nie wróci już do pracy - skłamałaś swojemu służącemu. Widziałaś w jego oczach, że nie wierzył w to wcale, ale nie śmiał podważyć twoich słów tu i teraz. Może już wiedział, że niedługo w posiadłości rodowej będą pracowały tylko i wyłącznie skrzaty domowe? Ale czy wiedział dlaczego?

Nie miałaś na to czasu.

Koń zarżał, a ty kazałaś mu się odwrócić w kierunku, w którym znajdowało się morze, bo on już tam czekał. Nie mogłaś przypomnieć sobie jego twarzy, ale pamiętałaś wyraźnie skąpany w ciemności horyzont. Czekał na ciebie przy brzegu, a kiedy pojawiłaś się obok, uśmiechnął się, ale jakoś smutno...

- Edwinie? - Chciałaś zapytać go o wiele, ale żadne konkretne pytanie nie chciało przeleźć ci przez gardło.

- Domyśliłem się.

- Czego?

- Domyśliłem się wreszcie dlaczego od jakiegoś czasu spotykamy się wyłącznie w nocy, Victorio. Dlaczego... Dlaczego nie mówiłaś mi o tym wcześniej? Kiedy to się...

On był taki delikatny, taki dobry. Dla niego chciało ci się jeszcze starać, udawać kogoś kim nie byłaś. Powinnaś odejść już dawno temu, ale zamiast tego trwałaś i trwałaś, chociaż nie widziałaś w tym sensu i wreszcie odnalazłaś coś nowego, na co warto czekać - życie z nim, ten przedmiot miał ci dać nowe życie z tym, którego udało ci się prawdziwie pokochać.

Te myśli sprawiły, że nie udało ci się utrzymać łagodnego wyrazu twarzy. Edwin cofnął się na krok. Musiałaś w ten przedziwny sposób zmarszczyć brwi, ten przez który wyglądałaś, jakbyś chciała zrobić komuś krzywdę, a on... On się ciebie bał.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
25.07.2023, 12:33  ✶  

Powiedzieć, że czuł się dziwnie, byłoby niedopowiedzeniem. Błyskające obrazy, przytłumione w swoich kolorach, ale natrętnie przysłaniające rzeczywistość, migające z różnego czasu, z różnych stron i przysłaniające całkowicie ciebie samego były gorsze ud uderzania łopatą w łeb. Fizycznie nie bolały. Nie powodowały żadnych krzywd, nie działy się żadne uszkodzenia mózgu, nie robiłeś sobie samemu krzywdy. A jednak ból istniał. Zwymiotowałby, gdyby miał jeszcze czym. Gdyby mógł rzygałby chyba krwią. Czuł się prawie tak jak tamtego wieczoru, kiedy znalazła go w zaułku Victoria - wszystko rozpływało się, umykały kształty, dół i góra, prawo-lewo - zależności się gubiły, traciły na znaczeniu. Bo "ty" stawało się bardzo względne. Zbyt względne.

To było jasne, że ostatnia wizja nie była Victorią. Więc czym? Kim? Sauriel był na tyle oszołomiony, że siedział na tej ziemi i bez wyrazu patrzył na miejsce, w którym powinien stać duch. Nie stał. Miejsce, do którego Victoria chciała się wręcz rzucić, żeby dobrać się do ducha, żeby go zatrzymać. Bardzo dobrze. Sam chciał to zrobić. Teraz już nie było kogo stopować. Dziewczynka może się ogrzała, a może straciła zainteresowanie. Może wcale nie wiedziała, co robi i ona nie topiła się w tych wizjach. Nie było na to dobrego komentarza. Nie było żadnego komentarza, kiedy myśli próbowały wrócić do formy i była próba przypomnienia sobie, kim jesteś naprawdę. Nie jedną z osób tych wspomnień - bo każda z tych osób była całkowicie inna. Nawet jeśli byłyby jedną i tą samą. Człowiek dorastał, dojrzewał, zmieniał się. Zmiany były nieuniknione i tylko głupcy próbowali im całkowicie zapobiegać. Przecież wiemy, jak to działa. Nie stoisz - cofasz się. Ale ta ostatnia osoba nie byłą Victorią. Nie była nią, a jednak to uczucie, te... zdania, hasła - wszystko było tak, jakby to Victoria była w całej swojej okazałości.

Skonfundowany wampir oparł się o ścianę i podniósł na miękkich nogach, próbując na nowo wyczuć swoje ciało. Przytrzymał się tych kolan, zacisnął palce na bicepsach, sprawdził swoją klatkę piersiową. Na szczęście cycki mu nie wyrosły. Spojrzał na swoje krocze. Chyba tam też nic nie uległo zmianie. Te same ręce, ta sama kurtka. W końcu był i ten sam zapach otoczenia - niekoniecznie bardzo przyjemny w tym zaułku. Podniosłeś ostrożnie wzrok na Victorię. Jest. Też ewidentnie skonfundowana i też doświadczająca... czegoś. Ale nadal doświadczająca? Widziała to samo? Próbowała zastopować ducha - też jej to tak mieszało?

- V-Viki? - Odezwał się, niepewny swojego własnego głosu. Jaka ulga była, kiedy zabrzmiał tak samo! Aż odetchnął. Podszedł do kobiety, gdyby potrzebowała pomocy z pozbieraniem się to ją zaoferował. - Też to... widziałaś?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
25.07.2023, 17:34  ✶  
Jak mogła zapomnieć? Ten przedmiot był przecież tak ważny! A ona zapominała – tylko po to, by teraz sobie to sukcesywnie przypominać. Że to nie była tylko jakaś tam inwestycja, że mogłaby stracić kupę pieniędzy. To nie one były w tym wszystkim najważniejsze. A to, że dzięki niemu mogła żyć z nim.
  Edwin. Och, Edwin…
  Było już ciemno. Zupełnie jak we wspomnieniu, które doświadczyła na nowo. Przez moment zastanawiała się gdzie jest – bo na twarzy nie czuła żadnej miłej bryzy morza, nie słyszała rżenia konia. Było jej zimno – ale jej przecież zawsze było zimno, jak miało być jej ciepło, skoro…
  - Edwin? – poderwała głowę, kiedy mężczyzna wymówił jej imię. Kiedy się zająknął. Czy też to widziała? Ale widziała co? Nie widziała. Próbowała go zlokalizować, światło latarni ledwo dochodziło do tego zaułka i w tym półmroku cienie przybierały bardzo dziwne kształty. Zbliżył się, wtedy go zobaczyła. I poczuła ten spokój, błogość – bo wszystko było przecież na miejscu. Uśmiechnęła się do niego nawet i dopiero kiedy wyciągnął do niej rękę, to zorientowała się że siedzi na ziemi. Rozejrzała się wtedy wokół siebie.
  Co do cholery jasnej robiła na bruku? Zupełnie nie pamiętała, dlaczego… zmarszczyła czoło, próbując sobie przypomnieć coś ponad to mocne wrażenie, te wspomnienie siebie i jej ukochanego Edwina. To musiało jej się przypomnieć dlatego, że po prostu z nim tutaj była… wyciągnęła do niego ręce, pozwalając mu by pomógł jej wstać. Otrzepała się wtedy i raz jeszcze rozejrzała.
  - Co się stało? – rzuciła i dopiero teraz spojrzała na Sauriela uświadamiając sobie dwie rzeczy: przed momentem też się pozbierał z podłogi i nie był Edwinem. - Sauriel? – poczuła ucisk w żołądku. Gdzie był Edwin?
  Nie… Kim do kurwy nędzy był Edwin?
  To było takie żywe. Te wszystkie uczucia, te wrażenia. Tak samo jak to wszystko co czuła kiedy była obok wampira. Albo to co czuła, kiedy go przy niej nie było. Tak samo obezwładniające. Więc to musi coś znaczyć, tak?
  Nie?
  - Co się ze mną dzieje – jęknęła pod nosem. Duch z pewnością był tutaj wcześniej, teraz to sobie uświadomiła. Ale teraz dziewczynki nigdzie nie było. Oraz: Sauriel się przecież o coś pytał. - Czy co widziałam? Nie wiem… – jedno było pewne: brzmiała na bardzo zagubioną.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
25.07.2023, 20:29  ✶  

Huh?

- Jaki Edwin? - Kim był Edwin? To przecież nie Ty, to tak osoba, z którą chciałeś się zobaczyć. I to nie była też Victoria. Zadał to pytanie, zanim w ogóle myśl wpadła do jego głowy, automatycznie. Bo przecież ty Edwinem nie jesteś, ona też nim nie jest, nie dało się ukryć. Było tylko to wrażenie, ostatnie z ostałych, gniewu. Wiedział, powiedział - znajome uczucie krążące gdzieś u podstawy brzucha. Przecież to był tylko człowiek. I Victoria, koniec końców, też była tym "tylko człowiekiem". - Jak to "nie wiesz?" - Irytacja wybrzmiała w jego głosie, kiedy wyciągał dłoń do kobiety, żeby pomóc jej wstać. Co to znaczy "nie wiem"? To kto wie? I co wie w takim razie, skoro NIE WIE w odpowiedzi na takie proste pytanie? A tutaj było tylko "tak" albo "nie". Ale nie. Ona NIE WIE.

Potrząsnął lekko głową na boki i potarł oczy dłońmi. Mocno. Aż zobaczył kolorowe plamki pod powiekami i poczuł wyraźnie twarde rzęsy na koniuszkach spracowanych palców. Bardzo mało eleganckich dłoni jak na arystokratę. Może na swoje szczęście był zbyt młody, żeby były naprawdę zniszczonymi dłońmi. Bo w życiu wampira wszystko wracało w końcu do stanu, w jakim się było w momencie przemiany. Dziękować bogu, że zdążył się ogolić. Odsunął się parę kroków, przytrzymując złożone dłonie przy swoim nosie. Próbując całkowicie wynurzyć się z tej glinianej formy, w której utknął i która ciągle ograniczała jego pole widzenia. To było takie rzeczywiste... te wszystkie obrazy i doznania były tak nieznośnie rzeczywiste... I zaraz znowu był przy Victorii.

- Trzymasz się na nogach? Viki, coś ci jest? - Kurwa, no nie wiedział! Może tego nie widziała, może działo się z nią coś innego? Sama zapytała - co się ze mną dzieje? I nie wiedział, jak miał to interpretować, a się martwił. No najzwyczajniej w świecie się kurwa martwił! I wkurwiało go to, że nie wiedział, co się dzieje i że nie ma wpływu ani kontroli, że w ogóle ma to miejsce. Sam teraz z lekkim strachem spojrzał po uliczkach, napięty jak zwierzę. Bo może to wcale nie duch? Może to coś innego? Może to te Beltane, ten Limb czy co to kurwa tam... Limbo chyba. Jeden chuj! Mógłby być to i zasrany jednorożec, byle nie mieszał! - Chodź stąd... idziemy. - TO nie było pytanie, ani prośba. Złapał ją pod ramię i po prostu wyprowadził z tej zjebanej alejki.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
25.07.2023, 22:08  ✶  

Wiedziała i nie wiedziała, kim jest Edwin. Już otworzyła buzię, by Saurielowi wyjaśnić i wtedy zorientowała się, że nie ma zielonego pojęcia co powiedzieć, bo nie zna żadnego takiego Edwina.

Więc czemu był w jej myślach? Nic o nim nie wiedziała. Ale to uczucie, ta miłość w sercu – to przecież nie mogło być fałszywe. Ale jak można coś takiego czuć do kogoś, o istnieniu kogo nawet się nie wiedziało. To było… Tak trudne do wyjaśnienia. Gdyby Victoria próbowała to komuś wytłumaczyć, to miała wrażenie, że by poległa. Czuła mętlik w głowie i w sercu i jednocześnie wiedziała, że tutaj nie pasuje tak wiele rzeczy. Przecież nie miała żadnego ukochanego, starannie nie pozwalała sobie na żadne takie uczucia do nikogo, bo przyniosłyby tylko katastrofę i zupełnie niepotrzebny jej w życiu dodatkowy dramat. Na Matkę, przecież była właśnie w towarzystwie swojego narzeczonego, przecież nie wywinęłaby mu żadnego numeru z nagle objawionym ukochanym.

- Ja… - zaczęła i zrezygnowała po pierwszym słowie, skrzywiła się wyrażnie. Czarownicy ewidentnie brakowało słów, by wyrazić swoje myśli. To uczucie skołowania… Nienawidziła tego.

Czy to mogło być wspomnienie innej osoby? Czy Brenna miała rację?

Musiała mieć, bo inaczej to się nie kleiło kupy. Więc ta osoba miała ukochanego Edwina. Ale dlaczego zwracając się do niej… nazwał ją… Victorią?

To ją wytrącało z równowagi.

- No nie wiem – odpowiedziała bez sensu. - A co widziałeś? Nie wiem co widziałeś. Nie wiem czy też widziałam to samo. Ale coś widziałam, tak – wyrzuciła w końcu z siebie, patrząc na Sauriela niemalże z jakimś… jakimś takim szaleństwem w oczach. Ale przecież nie była szalona. Po prostu… Wydarzyło się tutaj coś, co zupełnie wymykało jej się z jakiegokolwiek rozumowania.

Dała mu czas. Po prostu stała w miejscu, i kiedy Sauriel próbował jakos się zorientować w sytuacji – próbowała i ona.

- Co? – wyrwał ją z zamyślenia. Ale skutecznie. I dobrze. Bo ciemne oczy na nowo szukały z nim kontaktu. - Ta-tak, trzymam się. Nic mi nie jest… tak sądzę – przejechała dłońmi po swoich plecach i pupie – nie, nic ją nie bolało. Może oprócz głowy, którą jeszcze przed chwilą rozsadzał okropny ból. Kiwnęła głową, kiedy Rookwood zarządził odwrót i złapał ją za ramię – nawet nie próbowała się wyrywać. Wręcz wolała do niego przylgnąć, zbyt przerażona tym, że znowu traci nad sobą kontrolę.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pan Losu (265), Sauriel Rookwood (3974), Victoria Lestrange (4931)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa