• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [06 VI 1972, Edynburg, Szkocja] Analiza przedmeczowa || Stanley, Anthony & Sauriel

[06 VI 1972, Edynburg, Szkocja] Analiza przedmeczowa || Stanley, Anthony & Sauriel
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
16.10.2023, 22:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:43 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I

6 czerwca 1972, południe
wynajęte mieszkanie w Edynburgu, Szkocja
Stanley Andrew Borgin, Anthony Ian Borgin & Sauriel Rookwood
Analiza przedmeczowa, czyli przygotowania do burdy na stadionie

Stanley wraz z Anthonym oraz Saurielem przybyli do Edynburga kilka godzin temu. Cel mieli jasny - wziąć udział w dzisiejszym meczu Gargulców z Edynburga, którzy mieli akurat grać na swoim stadionie. Pech był jednak taki, że oni kibicowali Ogórkom z Kromlechu, a nie gospodarzom czy gościom, co czyniło ich naturalnymi wrogami z obydwoma drużynami. Kaiden McDonald farmę miał był działaczem promugolskim oraz pełnił rolę lidera fanklubu lokalnego zespołu. W dodatku powlekał jakieś farmazony o tym, że pochodzenie nie miało żadnego znaczenia - co czyniło z niego naturalnego kandydata do utraty życia w dzisiejszej loterii cruciatusów oraz avad.

Borgin odszedł od okna, aby podejść do stolika na środku pokoju. Zapalił papierosa, a po chwili rzucił niedbale paczkę na blat - Panowie - zaciągnął się - Pewnie zastanawiacie się dlaczego Was tutaj zabrałem, wszak nie dawałem Wam za dużo informacji o tej robocie wcześniej. I to też nie było tak, że w Was wątpiłem czy sądziłem, że możecie się wycofać... Nic z tych rzeczy. Po prostu opracowywałem plan - tłumaczył, zbliżając się do biblioteczki, która stała pod ścianą. O ile na dzień Dziecka wraz z Rookwoodem nie mieli żadnej półki z książkami, aby przeprowadzić prawdziwą Mulciberowską przemowę, tak teraz sytuacja była diametralnie inna, a i Stanley postanowił pójść w ślady ojca - Nie będziemy się też bawić w żadne pseudonimy, maski czy inne chuje muje, dzikie węże dopóki rozmawiamy tutaj we trójkę - stwierdził, chociaż w kwestii Saurieliątka powinien chyba wspomnieć o jakichś krukach czy innych orłach, wszak był krukonem, więc nie bardzo mu pasował ten wonsz żeczny tududududu jest niebezpieczny - Znamy się nie od dziś. Ciebie - wskazał na kuzyna - Znam całe życie, a Ciebie - wskazał na Rookwooda - Z jakieś 10, a może 13 czy też kij wie ile lat. Bardzo długo - poprawił jakąś książkę na półce - Wziąłem akurat Waszą dwójkę ze względu na dwie rzeczy. Po pierwsze ufam Wam jak nikomu na tym świecie, a momentami nawet bardziej niż samemu sobie. Po drugie umiecie rzeczy, które moim zdaniem idealnie są potrzebne w Edynburgu - wyjął Przewodnik po Szkocji dla opornych by po chwili odłożyć go na miejsce. Nudy - Anthony jest specjalistą od hipnozy co pozwoli nam panować nad tą hordą kibiców, a Sauriel zna pewne sztuczki, które w razie czego pomogą nam ujść stąd z życiem - obrócił się do swojego przyjaciela, którego obdarzył zawadiackim uśmieszkiem. Tutaj oczywiście chodziło o avadę, którą pochwalił się ich wampierzy koleszka.

Zamilkł na moment aby rozkoszować się papierosem - Skończmy z tym słodzeniem. Przejdźmy do sedna sprawy... - poprosił, powracając do stolika gdzie od razu ustawił 8 pudełek z zapałkami w okręgu, po 4 na każdą stronę - Te pudełeczka reprezentują wieże dla kibiców na tutejszym stadionie. Po prawej stronie są miejsca dla gości, a po lewej dla gospodarzy czyli Gargulców z Edynburga - wskazał odpowiednie strony wraz z tym jak tłumaczył całokształt operacji - Na najbardziej północnej wieży znajduje się tak zwana "żyleta" Gargulców. Siedzą tam najwięksi fani tego zespołu wraz z Kaidenem McDonaldem, który jest przewodniczącym lokalnego stada baranów, tudzież liderem fanów i mugolskim fanatykiem. W skrócie jest kimś kogo przybyliśmy się pozbyć - dodał, a następnie wyjął jedną zapałkę z pudełka, które reprezentowało północną wieżę po lewej stronie, aby ją podpalić i włożyć do środka, spalając ją całkowicie - Wysadzimy trybuny, spalimy transparenty, zasiejemy strach i pozostawimy po sobie pożogę... No i zdobędziemy głowę Kaidena, a na sam koniec przyzwiemy Mroczny Znak naszego Pana. Nikt nas się tutaj nie spodziewa, wszak Czarny Pan działa w głównej mierze w Anglii... A raczej działał w Anglii, aż do dzisiaj - wyjaśnił - Skoro już znacie główne założenie zaraz przejdziemy do dalszych szczegółów... - oznajmił, gasząc tego papierosa aby odpalić nowego. Stanley dał swoim druhom kilka kilkadziesiąt sekund na to, aby przetrawić to co przed chwilą usłyszeli.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#2
17.10.2023, 14:11  ✶  

Towarzyszem podróży Sauriel był złotym - przyniósł ze sobą karty wygrane na loterii, na których były gołe baby i do tego kilka butelek cydru, żeby każdy mógł się napić, a nikt się nie najebał. Czasami nawet on ruszał głową, szczególnie kiedy mieli przed sobą konieczność utknięcia jako Trzej Muszkieterowie na jednej powierzchni ciasnej (a niekoniecznie płaskiej) w postaci pociągu. Sauriel niekoniecznie był fanem podróży. Lubił Londyn, dobrze mu tam było i okej, obserwowania świata za oknami może byłoby fajne, gdyby mogli przemieszczać się np za dnia i cokolwiek byłoby widać. Aczkolwiek z przypadłością Rookwooda tylko i wyłącznie noc wchodziła w grę. Noc, która zresztą w lecie była bardzo krótka. I czy po drodze Sauriel zadawał pytania, gdzie jadą i po co? Znaczy okej, gdzie jadą to zapytał, ale z ciekawości, nie dlatego, że sądził, że zaraz ich Mulciber wywiezie do jakiegoś Zakazanego Lasu czy innej głupoty. Teraz to ponoć nawet nie trzeba było do Zakazanego Lasu, wystarczy się kopnąć do Kniei, tam też ponoć licho straszy.

Spojrzał na Stanleya, który im bardziej rósł (i to nie wszerz) tym bardziej upodabniał się do swojego ojca. Nawet przejmował od niego tą głupią manierę chodzenia naprostowanym, szykowania wielkich przemów, a potem jeszcze sprawdzanie, czy książki w biblioteczce są równo. Dramat. Ale taki dramat, który Sauriel skomentował w głowie, a jednak się uśmiechnął pod nosem. Dawało to jakieś poczucie stabilności, bo Rookwood naprawdę nie lubił zmian i źle je przyjmował. Brak Robercika był zaś zmianą dużą. Na szczęście Stanley bardzo gładko przejął tę rolę dla samego Sauriela. Różnica była taka, że Robert wychowywał Sauriela, a Sauriel poczuwał się w roli ojcowskiej wobec Stanleya. To może tak naturalnie więc przychodziło..?

- Stanley. - Stanley naprawdę kochał przemowy. I gdyby był kimkolwiek innym to Saurielowi już by skończyła się cierpliwość i kazał "skończyć pierdolić i przejść do rzeczy". Ale jak słuchał Stanleya to zamiast się irytować (a może po prostu miał taki dobry humor?) to prawie tutaj zaczął się śmiać. - Jesteśmy zajebiści, wiemy to. Konkrety. - Ach, no Stanley miał w sobie coś po prostu takiego... taki natural born lider! Potrzebował tylko jeszcze jakichś 20 lat i będzie naprawdę jak stary Mulciber! Sauriel sięgnął po tę paczkę fajek Stanleya, żeby wyciągnąć sobie jedną fajkę, która sama z siebie rozżarzyła się, kiedy przyłożył ją do ust. Obserwował tą wizualizację. Kompletnie prostą. Tak jak prosty był plan. O tak, to właśnie lubił - bez zbędnego ustawiania szczegółów, których i tak nikt nie zapamięta. Prawdziwy Mulciberek.

- Poradzę sobie z wyczarowaniem Maledisa. - Jeśli mówimy już o sianiu paniki to się zaoferował. Plan brzmiał wyśmienicie zabawnie. - Ale jak chcesz jego głowę to mam nadzieję, że przygotowałeś tasak, albo jakiś bardzo ostry nóż. Nie chce mi się z tym szarpać. - Można powiedzieć, że człowiekowi nie chce się iść po zakupy, iść do pracy, wstawać rano z łóżka. Takim samym tonem, jak można mówić o tych sprawach - Sauriel powiedział o odcinaniu ludzkiej głowy. - A jak się zesra i gość zginie pod ruinami? Nie no kuurwa... musimy kolejną głowę targać? - Wywrócił oczami, krzywiąc się z niezadowoleniem. Łby zawsze były problematyczne.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#3
19.10.2023, 01:33  ✶  
Jego nie interesowało właściwie, co i gdzie miał zrobić. Jeśli Stanley go potrzebował, Anthony rzucał wszystko i prostu był, bo nie wyobrażał sobie innego scenariusza. Gdy dotarli do mieszkania, a jego kuzyn szykował się do przemowy, rozsiadł się wygodnie z westchnieniem, wiedząc, co ich czeka — wszak miewał nawyki dziadka coraz częściej. Wyjął papierosa, wsuwając sobie pomiędzy wargi i podpalił, spoglądając raz na Sauriela, raz na Staszka.
- Bo się wzruszę Stasieńku. - zatrzepotał rzęsami po dłuższej chwili słuchania go, strząsając popiół do popielniczki i spojrzał z rozbawieniem na byłego Krukona. Borgin starszy, lider ich szkolnej bandy, wcale nie musiał wchodzić im w dupę czy mówić ładnych rzeczy, żeby po prostu zrobili to, co zaplanował. Wszystko tłumaczył i argumentował, chociaż w głowie Tośka malował się obraz tego, że z nimi po prostu czuł się najpewniej i wiedział, że robota będzie zrobiona. Bo co mieli zrobić niby, pozwolić, żeby Voldemort go zabił? Przełknął ślinę, spoglądając w bok. Nie mógł się przełamać do nazwania Czarnoksiężnika "Panem", ogólnie rzecz biorąc miał trochę mętliku w głowie w związku z tymi całymi przedsięwzięciami, które mieli. Był trochę rozdarty, bo wiedział, że ani ich kuzynka, ani Brenna, ani Atreus nie są po tej stronie. I może przyjść dzień, że będzie trzeba przeciw nim stanąć, a ciemnowłosy chłopak nie wiedział, czy sobie z tym poradzi. Jak mógłby ich skrzywdzić? Pokręcił jednak głową, wracając myślami i przede wszystkim spojrzeniem do kuzyna, który nadal mówił.
- Wszystkie trybuny? Ewentualnie dwóch po obydwu stronach tej, co siedzi ten mugol i wtedy go dopadniesz? W innym wypadku może faktycznie umrzeć przy zawaleniu, jak Sauriel mówi. - zapytał z delikatnym wzruszeniem ramion, poprawiając się na kanapie. Odchylił głowę do tyłu i spojrzał w sufit, zaciągając się dymem. Z zahipnotyzowaniem mugoli nie było problemu, nie potrzebował nawet wahadełka, a nawet i przy słabych czarodziejach udawało się czasem bez. Był w tym dobry, ćwiczył wiele lat. - Właściwie, dlaczego to są zawsze głowy? Masz jakiś fetysz Stasiu?
Zapytał nagle, ściągając brwi i prostując się, aby na niego spojrzeć. Nie miał też problemu z wyobrażeniem sobie Rookwooda, który urywa komuś głowę lub czaruje brzydkie rzeczy. W przeciwieństwie do nich, Tony nie miał jeszcze mrocznego znaku. Usiadł, oparł łokcie na kolanach i nachylił się do przodu, wpatrując się w jakiś punkt na podłodze. - Mogę wejść na trybunę z tym gościem i wyprowadzić go z niej, zanim to wysadzisz. Skoro to mugol, to mi nie odmówi, a Ty będziesz miał swoje trofeum.
Wzruszył delikatnie ramionami po swojej sugestii. Z jego umiejętnością i siłą Sauriela, mieli naprawdę duże możliwości. Wywnioskował z tej przemowy, że chciał dużo ofiar, głowę, zamęt i mroczny znak, aby wiedzieli, że Voldemort przygląda się również Szkocji. To powinno wprowadzić popłoch, zwłaszcza w Ministerstwie. Zacisnął nieco wargi, zastanawiając się nad drugim papierosem. Jego brat byłby lepszym dziedzicem i lepszym liderem, niż on, a jednak to jemu przypadła ta ograniczająca rola. Sięgnął po jedną z butelek z cydrem na stole. - Otworzyć wam też? - zaproponował, pozbywając się swojej kapselka i robiąc kilka łyków, mruknął cicho z zadowoleniem. Miał słabość do cydru. - Ewentualnie, jakbym wyprowadził go po cichu, możecie rzucić pożogę na cały stadion i zablokować wyjścia. Nie wiem, jak dużej masakry oczekuje od Ciebie.. - przerwał, robiąc kolejnego łyka. Wiedział, o kogo mu chodziło.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#4
19.10.2023, 20:01  ✶  

To, że byli bardzo przydatni to jedno, a to że byli strasznymi marudami to drugie ale właśnie za to ich uwielbiał. Zarówno Anthony'ego jak i Sauriela - Po co się szarpać? - zapytał Rookwooda - Czysta magia coś Ci mówi? Nie będziemy sobie rąk brudzić jakimiś tasakami - zaciągnął się - A co do wysadzania trybun to na pewno chciałbym wysadzić tą jedną w której siedzi ten przygłup. Myślałem czy by nie podpalić tylu ile damy radę, aby wszystkich zmylić i skupić uwagę tam gdzie nas nie ma - dodał, tłumacząc - Czemu zawsze głowy? A czemu nie? Co złego jest w głowach? Nie mówię, że musimy to zrobić ale skoro mamy taką możliwość to czemu mielibyśmy nie skorzystać z tego? - strzepał dym do popielniczki - Na tym się nie skupiajcie. Głównym naszym zadaniem jest pozbyć się tego całego Kaydena i przyzwać mroczny znak. Wszystko ponad to, to dodatkowy smaczek do całej sprawy - wyjaśnił. W głowie Borgina ten plan wyglądał całkiem dobrze, całkiem stabilnie i przede wszystkim... prosto. Stanley nadal miał w głowie to jak dobrze im poszło na Nokturnie - ot, taka prosta robótka.

- Plan Tośka z wyciągnięciem go z publiki też mi się podoba. Wtedy mamy pewność, że gość nie zniknie pod zgliszczami ale wtedy... Mamy pewność, że na pewno zdechnie, a właśnie na tym nam zależy... - popukał się w brodę palcem - Ale nie... Nie możesz tam pójść Anthony do góry i udawać, że nie masz złych zamiar. Ktoś zapamięta Twoją twarz i będziesz miał przepierdolone. To w ogóle nie wchodzi w rachubę. Od samego początku do końca będziemy tam w czarnych szatach i maskach. Pełne incognito - pokiwał głową na zgodę z samym sobą, a później przyjrzał się jak kuzyn otwiera sobie alkohol. Posłał mu takie ojcowskie spojrzenie- Świętujesz przed robotą? - Ja podziękuje - dopalił papierosa, gasząc go w popielniczce.

Stanley zaczął krążyć po pokoju, starając sobie ułożyć jakiś jeden spójny plan. Musieli mieć wszystko dopięte na ostatni guzik zanim wyruszą do boju. W trakcie całego procesu nie odzywał się ani słowem, a jedynie krążąc między nimi, a szafką z książkami, która go strasznie kusiła - dużo bardziej niż alkohol czy papierosy - Wiem jak to zrobimy... Pojawiamy się od razu w pełnym rynsztunku. Podpalamy tyle wież ile tylko damy radę... Oczywiście z dystansu, nie będziemy się rozdzielać - zaczął tłumaczyć ostateczną wersję, stając przy stole dowodzenia - Taranujemy przejście, blokując je czymkolwiek. Jakaś transmutacja czy inne kształtowanie, a później ruszamy w górę - przeniósł spojrzenie na Anthony'ego - Wtedy Ty Tosiek tym swoim urokiem osobistym rozkazujesz im wszystkim rozejść się na boki, a najlepiej skakać w dół aby się ratować... I zmierzamy w stronę te całego Kaydena. Ja po drodze z Saurielem niszczymy wszystkie transparenty czy inne kurwa tabliczki, a w razie czego będziemy Cię osłaniać - kiwnął w stronę Sauriela - Docieramy do tego świrniętego chłopa i pozbywamy się go raz, na dobre. Nie musimy nawet ucinać mu tej głowy - przyznał - Będziecie musieli się szybko wycofać, ponieważ z tego co mi wiadomo to nie potraficie się teleportować za bardzo, a będzie gorąco... I nie chodzimy mi tylko o temperaturę, a o wielkich obrońców ludzkości. Ja postaram się Was osłaniać, a później się stamtąd ulotnię teleportacją, a za w czasu przyzwę mroczny znak - odetchnął, ponieważ trochę się nagadał - Co wy na to? - zapytał, aby poznać ich opinię. Byli tutaj we trójkę. Był za nich odpowiedzialny i nigdy by sobie nie wybaczył straty jednego czy drugiego.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#5
19.10.2023, 23:23  ✶  

Anthony Borgin. Komplet, bo takich dwóch, jak nas trzech, to nie ma ani jednego? Tak to dokładnie leciało, a ostatnio Sauriel na potrzeby własne to przekabacił. Sauriel oderwał spojrzenie od Stanleya, który popisowo walił Mulciberka i skupił czarne oczy na mężczyźnie, który często kręcił się koło Stanleya. On, Louvain i jeszcze Atreus stanowili dziką bandę tej szkoły, dziwne, że ta stara buda to wytrzymała. Buda, do której chętnie by wrócił, bo jakby w tej szkole nie było - było lepiej, niż było dziś. To, że Sauriel był gotów dla Stanleya zrobić wszystko, nie znaczyło, że dla wszystkich zrobiłby to samo. Stanley i Victoria mieli takie darmowe przepustki u niego, taka złota karta VIP. Anthony wydawał się tutaj niewinny jak nieobsrana łąka. I może to lepiej? Jeśli chciał dołączyć do zwolenników Czarnego Dzbana to lepiej dla niego byłoby, gdyby jednak kogoś zabił. Żeby szybciej wdrożył się w ten cały... ha, zabawne, że jego myślenie tak gładko się przestawiło. Z "lepiej by było, żeby uciekał" do "lepiej, żeby zabił". Tak sobie spoglądał na tego Anthony'ego zza rozmywającego się nikotynowego dymu i na jego wargach pojawił się delikatny uśmiech do tej myśli, jakiej nie wypowiedział na głos.

- Magia jest nudna. - Powiedział czarodziej czystej krwi. Nie to, że cała magia jest nudna. Na przykład spalenie wszystkiego, wybuchy - to było fajne i ekscytujące. Cięcie łba też - tylko upierdliwy kręgosłup... Tak naprawdę powiedział to tylko dlatego, że o tym pomyślał, wcale nie dlatego, że naprawdę miał takie przekonania. Choć akurat Sauriel robił bardzo wiele rzeczy własnymi rękoma, zamiast machać patykiem. Lubił dotykać, wąchać, czuć. Im więcej miesięcy płynęło jako wampir tym większą miał na tym punkcie manię. - Dobra, żartowałem. - Dodał, żeby zaraz Stanley się tutaj nie spinał, że tak na wszystko marudził. Chociaż akurat marudzenie było jedną z wielu zalet Sauriela.

- Czyli wjebałeś się tutaj bez planu. Bez przygotowania. Bez załatwienia świstoklików. I chcesz, żebyśmy dla ciebie rozjebali stadion. - Jedną konkretnie trybunę, na to wychodzi. Tak, Sauriel lubił proste plany. Ale lubił też plany kuloodporne. Nawet nie próbował tego powiedzieć, bo by nie zrozumieli. Ale idiotooporne by już zrozumieli - a wychodziło prawie na to samo. Idiotów w końcu nie strzelają. - Ile masz czasu na to zadanie. - Odpowiedź wcale nie była zadowalająca. Sauriel wydał z siebie odgłos, który brzmiał jak odetchnięcie. Następnym razem potraktuj to jak sadzenie ogórków i jednak mi powiedz. Żeby mógł otworzyć nieistniejącą książkę i zastanowić się, jak podejść do tematu, zamiast na kompletne yolo swag. Co, szok, że Sauriel tak nie funkcjonował? Ano - nie funkcjonował. Funkcjonował tylko wtedy, kiedy sobie mógł na to pozwolić. Kiedy wiedział, że ma do zabicia mugolaków w jednorodzinnym domku. A i tak nie wbijał od razu do domu bez obejrzenia chociażby okolicy albo pewności, że pies na niego nie wyskoczy i wszystkich obudzi i zrobi się rozpierdol. Sauriel był leniwy. Dlatego lubił robić rzeczy tak, żeby jednak nie trzeba było wiele sprzątać, nawet jeśli nie lubił skomplikowanych planów.

- Zajebisty plan, lecimy. - Sauriel uniósł dłoń z irytacją, a kiedy to zrobił wszystkie pudełka zapałek buchnęły ogniem. Bardzo satysfakcjonującym ogniem. Nie, wcale nie myślał, że to zajebisty plan. Ale co mieli niby teraz zrobić. - Jak wygląda typ. - Żeby było wiadomo, kogo wyciągać. - Rozpierdolcie najbliższy kominek z siecią fiuu, żeby spowolnić aurorów i brygadzistów. - Z dostawaniem się na miejsce zbrodni. Albo i wszystkie kociołki, jeśli będzie trzeba. Skoro już mieli taką sytuację... - Anthony dobrze mówił, żeby najpierw wyciągnąć twojego gościa. Jest tu sam czy z kimś? Zahipnotyzuj jego laskę, niech ona go wyciągnie do nas. Wtedy masz ofiarę przy sobie, zabijasz świadka. Całą resztę można zrobić czystym chaosem i wynieść się razem, ogniem zrobi swoje.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#6
25.10.2023, 03:00  ✶  
Brudzenie sobie rąk bezpośrednio nie było dobre dla jego ścieżki kariery komorniczej, dlatego też czasem korzystał ze swojego wisiorka i talentu zamkniętego w przenikliwym spojrzeniu. Jego przyjaciele wiedzieli, przynajmniej część z nich, a do tego nigdy nie zastosował hipnozy na którymkolwiek z nich, bo byłoby to zwyczajnie niehonorowe. Czasem chciał, owszem, gdy chcieli zrobić coś, co w oczach Antka było głupie lub niebezpieczne, bo to przecież on był impulsywnym klaunem, nie oni. Słuchał swojego brata, ciesząc się kanapą papierosami i towarzystwem. Zerkał czasem na Sauriela, człowieka bardziej doświadczonego, niż on sam, a jednocześnie wyglądającego, jakby wcale nie był zadowolony ze swojego losu. Mógł spróbować zajrzeć mu do głowy, ale tego też nie stosował wobec ludzi, których sobie cenił. Zgodziłby się jednak, że powrót do Hogwartu byłby miłą odmianą od dorosłego życia, w którym coraz więcej obowiązków spływało na ramiona. Jebane dziedziczenie i żona na przymus, a do tego niechęć Brenny do jego osoby i fakt, że Trixie była zaręczona z jakimś Rudolfem lub innym reniferem.
- Nudna? - powtórzył nieco zaskoczony, unosząc brew i zachęcając Rookwooda, aby ten kontynuował. Cóż, nie miał przyjemności nikogo jeszcze zabić, niezależnie czy magią, czy rękoma. Owszem, przyczyniał się do rozwoju wypadków, które owocowały zgonami, ale bezpośrednio nie brał w tym udziału, jedynie wydawał polecenia marionetkom, które podpalały Londyńskie speluny, gdy miał gorszy dzień. Wywołanie zamieszek i trybuny, pozbycie się głowy jakiegoś człowieka.. Cóż, mógł trafić gorzej. - Odwrócenie uwagi to dobra strategia, chociaż obawiam się, że jakikolwiek ogień sprawi, że zaczną się teleportować lub uciekać w popłochu. Łatwo będzie zgubić cel bez uprzedniego przygotowania. Może mogę go spotkać przed meczem? W jakimś pubie, klubie czy na dziwkach? - zapytał, stukając w fajkę tak, że żar spadł do popielniczki. Wydawane przez niego polecenia mogły działać rozciągnięte w czasie, więc otwierało im to kolejną opcję. Mógł też sprawić, że zwyczajnie zapomni, że kiedykolwiek z nim rozmawiał i w głowie będzie miał jakiś bezsensowny powód do tego, co Antek kazałby mu zrobić. - Każdy ma jakieś fetysze, głowy są trochę Borginowe.
Przyznał ostatecznie, posyłając im całkiem rozbawione spojrzenie i charakterystyczny dla siebie, zadziorny uśmiech. Zastanawiał się, czy sięgnąć po drugiego papierosa, ale ostatecznie machnął dłonią, kręcąc się na kanapie. - Nie muszę tam iść, jeśli spotkam go wcześniej, a do tego powiem, żeby o mnie zapomniał. Wtedy dostaniesz swoje trofeum i nie stracisz go z oczu. Te maski nie są zbyt... No wiesz, stylowe.
Wzruszył ramionami z odrobiną niezadowolenia, bo tyle, ile peleryny były całkiem sensowne i praktyczne, tak masek nie znosił, pomimo rozumienia sensu ich zakładania. On nie był jednak śmierciożercą, jeszcze nie miał okazji ich przywdziać. To znaczy, był, ale przecież nieoficjalnym. - To tylko cydr, a trzeba więcej, żeby mnie upić, niż tego.
Wykonał pozycję obronną na karcący wzrok Staszka, a potem zrobił kilka łyków orzeźwiającego trunku, całkiem zadowolony. Odpowiednio kwaśny i odpowiednio schłodzony. Obserwował, jak krążył, stuknął palcami w butelkę. Zaczął tak robić od jakiegoś czasu, zupełnie, jak dziadek, który też tak kręcił się po pokoju, gdy nad czymś rozmyślał. Olśniło go chyba, bo zaczął układać plan. Nie przerywał mu, wbijając w niego spojrzenie, przytakując czasem.
- Może załatwmy świstoklik? - zasugerował, bo kwestia teleportacji i ucieczki, mogła być faktycznie problematyczna. Nie wchodził też w grę jego motor. Na słowa Sauriela, zaklaskał w dłonie. - Pięknie to podsumowałeś.
Stanley wiedział, kogo zabrać. Obydwoje by zrobili wszystko, żeby mu pomóc, nawet jeśli czas, jak ludzie byliby przeciwko temu. Brenna i tak go nie chciała, jaki więc był sens w próbach pozostania dobrze wychowanym i dobrym facetem, skoro patrzyła na niego, jak na zło wcielone i nawet nie chciała z nim rozmawiać. W sumie podobnie jak ojciec. I zupełnie nie rozumiał, co jej zrobił, bo ojca to przecież rozczarował. Zwilżył usta, popijając cydrem.
Tak słuchał, przyglądał się — kurwa, obydwoje byli chyba doświadczeni w tym, co mieli zrobić. Mimowolnie przeniósł wzrok na swoją rękę, nie miał mrocznego znaku, oni już tak. Ostatecznie Antek sięgnął po następnego papierosa. - Zawsze mnie zaskakiwać będzie ten Twój ukryty rozsądek. Dobre spostrzeżenie z tym kominkiem.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#7
29.10.2023, 20:05  ✶  

A Sauriel jak to Sauriel, musiał marudzić. Typowy Rookwood Stanley jednak był już przyzwyczajony do tego jego pierdolenia, chociaż i on sam tak często gadał bez sensu dlatego puścił jego słowa odnośnie magii mimo chodem. Gdyby spotkali się w innym momencie to najpewniej mogli na ten temat podyskutować jak prawdziwi dżentelmeni czy oczytani ludzie, a tak musieli się skupić na stadionowej burdzie.

- Oczywiście, że tak Sauriel. Zrobimy dokładnie to samo co na Nokturnie... Chyba nie boisz się jakoś fanatycznego kibica? - zlustrował swojego przyjaciela. Co ten cały Kaiden mógł zrobić? Umrzeć? - Raczej nie. Wydaje się być całkiem dobrym i miłym człowiek na ogół... Wątpie aby gdzieś tam mógł się znaleźć - odpowiedział Anthony'emu - Nie wiem, raczej nie dużo. Następny mecz tutaj grają dopiero za dwa czy tam trzy tygodnie, a to już trochę za późno, także rozwiązujemy ten problem dzisiaj - zakomunikował. Chłopaki zadawali za dużo pytań. Szukali tej dziury w całym. Borgin sądził, że wybrał najbardziej odpowiednie osoby do tego planu, a Ci zastanawiali się jakby było nad czym. To przecież była robota na 20 minut, wchodzą i wychodzą. Gotowe.

Pociąg do głów był jak najbardziej Borginowy i cała rodzina wykazywała zainteresowania do tej kwestii... No może prawie cała, wszak Tosiek nadal był zbyt niewinny na to wszystko. Stanley momentami zastanawiał się czy dobrze zrobili z całą rodzinną kliką, że wciągnęli go w tę wojnę? Nie jemu jednak było to oceniać. Jeżeli taka była wola ich dziadka, nestora rodu - to tak musieli postąpić - Jeżeli chcesz iść na pokaz mody to zabierz sobie jakaś koleżankę i pojedź do Paryża. Możesz przy okazji Roberta pozdrowić ode mnie i wypić lampkę wina za moje zdrowie... A jeżeli chcesz mi pomóc to po prostu to zrób i nie marudź na maski, na szaty... Na cokolwiek. Kapiszi? - spojrzał pytająco na Borgina Juniora. Mógł dostrzec jak Stanley nabiera powietrza w płuc z przewracanymi oczami - No chyba, że chcesz dostać wyrok w trybie ekspresowym. Dużo szybciej, niż ja czy Sauriel. No to jak będzie? - dodał, spoglądając jak Rookwood pali pozostałe wieżyczki. Kurwa, świetną ekipę sobie dobrałem. Merlinie... Za jakie grzechy Przetarł twarz - Nie wiem Sauriel czy będzie tam z kimś czy nie. Na pewno będzie miał tam zgraję swoich kibiców... A co do wyglądu to około metra osiemdzięsięciu. Koło trzydziestki. Krótko ścięty blondyn. Obwieszony od stóp do głów jakimiś transparentami o własnej głupocie. Czy taki opis starczy? Kurwa, gość się będzie wyróżniał od innych. Nie sposób go będzie nie rozpoznać. To lider tej chołoty, będzie siedział na środku - odpowiedział, stukając nerwowo w parapet.

- Pomysł z hipnozą jest zajebisty... Dlatego trochę to zmodyfikujemy. Tosiek pij ten cydr szybciej bo idziesz na samo rozpoczęcie meczu. Będziesz tam od momentu rozpoczęcia, a my przybędziemy pół godziny później. To ważne, zapamiętaj. PÓŁ GODZINY - podniósł lekko głos, aby podkreślić czas ich przybycia, a nie po to aby na Tośka nakrzyczeć - My w międzyczasie zniszczymy kominek i udamy się na dół trybuny. Zahipnotyzujesz go i sprowadzisz na dół trybuny, a my będzie tam czekać. Pozbawimy go życia, spalimy trybuny, a Ty w między czasie się ewakuujesz bezpiecznie z miejsca zdarzenia kiedy my będzie siać pożogę i zniszczenie. Polecam skorzystać z transmutacji w razie czego. Sztuczka się sprawdza i już raz nam pozwoliła wyjść bez szwanku z problemu - przetarł dłonie - Zrobimy naszą część, symbol zawiśnie na niebie i oddalimy się z miejsca zdarzenia. O nas się nie bój. Złego licho nie bierze - pstryknął palcami - To proponuję jako plan oficjalny i końcowy. Uwzględniłem wszystkie Wasze za i przeciw. Uważam, że jest najbardziej bezpieczny ze wszystkiego co wymyśliliśmy. Tosiek będzie bezpieczny, a my w razie czego będziemy mieli duże pole do popisu i ewakuacji - dodał, opierając się o parapet - Jeżeli nie macie żadnych więcej sprzeciwów ani nic z tych rzeczy to za kilka godzin będziemy świętować kolejne zwycięstwo - uśmiechnął się do nich szczerze - serdecznie. Jak do własnych braci.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#8
29.10.2023, 22:31  ✶  

Jeden kącik ust powędrował ku górze, kiedy Anthony złapał jak śledzik przynętę. Czy tam wódka śledzika. Albo pijący zakąskę? W każdym razie - podłapał. Tekst rzucony w przestrzeń, który wcale nie miał takiego wielkiego pokrycia z rzeczywistością. Bo właśnie tym był - marudzeniem dla marudzenia, pierdoleniem dla pierdolenia... prawda? Nie, magia nie była nudna, za to niektóre jej elementy potrafiły być takie niesatysfakcjonujące! Sauriel wolał ludziom wyrywać paznokcie żywcem niż rzucać Cruciatusa. Dlaczego? Ponieważ Cruciatus zniknie, ale blizny na człowieku pozostaną. I codziennie patrząc w lustro będą przypominały o tym, że strach to najbardziej pierwotna z broni i jedno z najlepszych narzędzi, jakie ludzkość posiadała. Tak czarodzieje jak i mugole. Cruciatus był tak samo leniwy jak przyniesienie różyczki z kwiaciarni dla narzeczonej tylko po to, żeby poczuła się wyjątkowa, ale wcale nie ze szczerą intencją wyróżnienia jej. Róże mogły być piękne - ale jednocześnie jak banalnie się nie prezentowały? Pokręcił tylko głową chcąc tym samym dać znać, że tak - może później, może kiedy indziej. Nie teraz, młody. Był czas na żarty i żarty... to znaczy czas na żarty i powagę. Tak to miało być. Jakkolwiek energia nie buzowała w jego żyłach, daleko mu było do perfekcyjności, tak traktował to, co mieli zrobić, całkowicie poważnie. Wiedział, że Stanley też. Więc należało się skupić na tym, by zrobić to dobrze.

To, jak bardzo Stanley potrafił zmienić swoje nastawienie, kiedy przychodziło mu się na czymś skupić było właśnie tu widać. Sauriel to lubił. Nakręcało go to. Gadki gadkami, ale ten błysk w oku Stanleya był zaraźliwy, sprawiający, że i w nim potrafiła się rozpalić iskra przerywająca marazm jego istnienia. Znieruchomiał, czujnie spoglądając na Stanleya, kiedy ten poczynił nader aż uprzejme besztanie wobec ich koleżki, który mógł tutaj dostać awans. Czerń oczu przeniosła się na twarz Anthony'ego. No proszę... odjeb manianę. Mógł iść w ogień za Borginem, mógł chronić towarzyszy - ale po tych, którzy się nie sprawdzali, przychodził sam. Wystarczyło słówko. Choć akurat Stanley odmówiłby mu przyjemności, samemu za bardzo kochając czarną magię, którą nosił na swoich barkach jak najpiękniejszy z płaszczy. Wiesz coś o strachu, Anthony?

Sauriel wyprostował się i wrócił spojrzeniem do Stanleya, który podsumował to, co miało zostać tutaj osiągnięte. Czy raczej - w jaki sposób miało zostać osiągnięte. I tak, to brzmiało banalnie, prosto i jednocześnie - bezpiecznie. Anthony zresztą... och, dobrze, to było zadanie Stanleya, ale Anthony mógł się popisać. Rookwood nie zamierzał mu odbierać chwili sławy. Ale mógł też zjawiskowo spierdolić i wtedy będą mieli problem. Tym nie mniej Stanley mu ewidentnie ufał i chłopak też chyba rwał się do tego, żeby coś osiągnąć. Czy coś mogło pójść nie tak? Potencjalnie wszystko. Ale Sauriel zazwyczaj w takich sytuacjach uważał, że jeśli coś spierdolisz a masz przy sobie Stanleya to znaczy, że i tak się nic nie spierdoli, bo sobie poradzą. Cokolwiek by się działo. Młodego też nie planował tutaj zostawiać na pastwę lasu. Każdemu coś nie wychodziło. Każdemu mogła się omsknąć ręką. Albo noga i się prawie wyjebałeś na głupi ryj przed Czarnym Panem. Bywa.

- Bardzo ładnie. - Zamruczał z zadowoleniem, zbierając magią dym znad ich wyimaginowanych trybun, by wysnuć z niego czaszkę z wysuwającym się wężem z pyska. Zaraz ta miniaturka znaku, który miał się pojawić w rzeczywistości, zniknęła. Obszedł stół i założył rękę za szyję Anthonyego tak, żeby przejechać swoją martwą, zimną dłonią po jego karku. - Cokolwiek się odwali, pomożemy ci. Więc jak coś spierdolisz to nie panikuj i najpierw znajdź nas. Jasne? - Przechylił głowę, przyglądając mu się z bliska, by zaraz się cofnąć i poklepać go po plecach. Tak dla otuchy.

Albo z ostrzeżenia, że może klepnąć mocniej.

Kiwnął Stanleyowi - we're good. Wszystko było jasne, klarowne i... może ktoś mądrzejszy stworzyłby lepszy plan, ale ten miał jedną zaletę: Saurielowi się podobał. Tak i nawet błysnął kłami, odpowiadając na uśmiech Stanleya.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#9
16.11.2023, 00:48  ✶  
Przekręcił głowę na bok, przypatrując się Stanleyowi w milczeniu, spojrzeniem intensywnym i przeciągłym, jednak nie skomentował niczego więcej, decydując się na przytaknięcie. Prawda była taka, że zrobiłby i tak wszystko to, czego kuzyn potrzebował, nie złażenie od rodzaju roboty czy jej terminu, w którym trzeba było ją wykonać. Nie było rady, skoro musiało to być dzisiaj.
Zamiłowanie do głów, owszem, było trochę dziwne i nigdy nie umiał zrozumieć, czemu akurat głowy, ale też nie miał odwagi dziadka zapytać o początek tej historii. Był do tych małych, wysuszonych breloczków przyzwyczajony, chociaż jego talent objawiał się kaligrafią, a nie powiązaniami z wysuszonymi gałkami ocznymi. Cóż, gdyby zamontować w ich miejsce światełka, byłyby z nich niezłe ozdoby choinkowe. Uśmiechnął się pod nosem do własnych myśli. - Dlaczego Ty się od razu tak denerwujesz? Zmarszczek dostaniesz stary i już w ogóle sobie żony nie znajdziesz. Powinieneś się cieszyć, że ja i Sauriel, jaki Twoi najbliżsi skrzydłowi zwracamy uwagę na tyle rzeczy, dzięki temu Twój misterny plan niczego nie pominie, nie?
Uśmiechnął się znów, krzyżując ręce na piersiach. Był zrelaksowany, całkiem rozbawiony i podekscytowany, pomimo drobnych oznak zdenerwowania, które okazywał jego drogi brat. Nawet puścił oczko wampirowi, gdy Stasiek nie patrzył. Uniósł brew natomiast, gdy kazał mu pić szybciej i zrobił automatycznie kilka łyków, znów skupiając się na Borginie starszym. No tak, będzie musiał się męczyć z przygłupami od samego początku.
- Możesz mnie oskarżyć o wszystko, ale ja się nigdy nie spóźniam. Komornicy już tak mają. - rzucił z odrobiną urazy w głosie na to podkreślenie, prychając cicho i zapijając to kolejnym łykiem zimnego cydru. - Tosiek będzie bezpieczny.. Tosiek sobie sam umie poradzić, nie musisz mnie tak chronić. Mogę wam przecież pomóc, gdy będzie trzeba. - zauważył, przenosząc wzrok na Rookwoda, jakby to w nim szukał teraz oparcia. Ten jednak rzucił, że bardzo ładnie, chociaż wcześniej tylko obserwował, uśmiechając się Staśka z chyba odrobiną uwielbienia. Merlin Tośkowi świadkiem, że przyjaźń tych dwoje wykraczała poza te damskie, dziwne relacje, kiedy to zawsze chodziły do szkoły parami do łazienki. Westchnął, przytakując znowu. Nie chciał przecież, żeby jego brat miał kłopoty u Czarnego, te zwykle kończyły się śmiercią. Z zamyślenia wyrwała go Saurielowa ręka, na co uniósł brew, ale nie odsunął się i nie był specjalnie zły. Rookwood był popaprańcem, ale sympatycznym, a fakt, że Stasiek byłby gotów oddać w jego ręce własne życie, sprawiał, że też mu ufał automatycznie.
- Wy sobie zdajecie sprawę, że jesteśmy w jednym wieku i nie musicie mnie traktować tak protekcjonalnie? Może nie mam tyle doświadczenia w tego typu robocie, co wy, ale ja z reguły bardzo mało kiedy coś spierdolę. - zauważył z rezygnacją w głosie, nie mogąc powstrzymać uniesionych brwi. On nigdy nie psuł rzeczy, w które faktycznie się angażował. Zwłaszcza jeśli chodziło o hipnozę, bo był w tym po prostu kurwa dobry. - "Nie panikuj" mi powie, starszy brat roku.. - mruknął pod nosem, wywracając oczami i odprowadził Sauriela wzrokiem, jednak posłał mu tylko rozbawiony i serdeczny uśmiech. Dopił cydru prędko, kilkoma szybkimi łykami i wstał, wycierając dłonie o materiałowe spodnie. Poprawił koszulę, poprawił również inne części odzieży, a potem wsunął dłonie w kieszeń, aby wyjąć z niej swój kieszonkowy zegarek. Wskazówki przesuwały się jakby szybciej albo to po prostu Antek był trochę podekscytowany, jak zwykle, gdy mógł coś zrobić dla Stanleya.
- Macie nieprzyzwoicie zadowolone uśmiechy. - skwitował jeszcze dwójkę czarodziejów, przeciągając się leniwie. Niedługo powinni ruszać na stadion.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (1770), Sauriel Rookwood (1758), Stanley Andrew Borgin (1899)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa