13.03.2024, 20:44 ✶
Ciekawym było to, że to właśnie słowa Viorici tak dotknęły Cedrica. Słowa osoby, która była jedną z mniej empatycznych według własnego mniemania istot na świecie, choć tak naprawdę dla bliskich potrafiącą poświęcić więcej, niż ktokolwiek się spodziewał. Tylko no właśnie, dla bliskich. Wyzbyła się pewnych zahamowań lata temu, przez to patrzyła na świat z trochę innej perspektywy niż zapewne większość osób. I nie oszukiwała się, że jest inaczej. Posiadała w tej kwestii pewien praktyczny tok rozumowania.
Nie dawała od siebie zbyt dużo komuś, kto nie zrobiłby dla niej tego samego. Wiedziała, że ludzie z natury byli większości samolubni, mimo tego, jak bardzo zaprzeczali. Potrafili, tak jak ona, kłamać, wykorzystywać i stawiać siebie na pierwszym miejscu, byle by uzyskać to, czego chcieli. Nie ważne, czy to lekarstwo na przeziębienie, pieniądze, czy gwarancja bezpieczeństwa.
Nawet najbliżsi potrafili wbić człowiekowi nóż w plecy, z którym potem musiał sobie radzić sam.
Brutalny to był obraz, Vior jednak doświadczyła nieraz na własnej skórze, że wcale nie przesadzony.
Miała w sobie ostrożność i dystans, którego widocznie brakowało Cedricowi. Idealizował swoje poświęcenie, które według niej i tak zapewne zostanie niedocenione i wykorzystane do krańców jego wytrzymałości. Wtedy zapewne przyjdzie zrozumienie, które mogłoby do końca zniszczyć. Stawiając granice mógłby sobie tego oszczędzić, miała więc zamiar mu to uświadomić. Nawet jeśli miał ją za to ukarać ciszą.
Wiedziała, że jej słowa były mocne, Lupinowi należał się jednak zimny prysznic racjonalności. Widząc, że odwrócił wzrok, sama postanowiła spojrzeć gdzieś w bok, dając mu czas na przetrawienie tego, co powiedziała. Nie musiał sobie brać tego do serca, nie zamierzała go dalej teraz tym męczyć. To do niego należała decyzja, co teraz zrobi, choć liczyła, że jednak się jej posłucha. To był naprawdę dobry człowiek, którego łatwo można było zniszczyć, jeśli się nie zahartuje. Widziała podobne obrazy. Nie darowałaby sobie, gdyby chociaż nie spróbowała go trochę uświadomić.
Ucieszyła się jednak, że pomimo jej wykładu, który zapewne nie był zbyt na miejscu, nadal chciał z nią rozmawiać. Trochę głupio byłoby jej kończyć na tym rozmowę.
Uniosła kąciki ust, gdy Cedric tak entuzjastycznie zareagował na jej aktualny zawód. O reakcji na poprzedni wolała na razie nie myśleć.
- Może myślała, że wiesz. Chyba średnio się orientuje, że nie z każdym z roku miałam jakiś ścisły kontakt. - A jeśli miała być szczera, całkowicie porzuciła stare znajomości dla szajki i paru osób z półświatka, którzy byli do niedawna jej całym życiem. Dziwnie się życie układało. - I tak, zawsze lubię mieć przy sobie coś swojego. - Szczególnie teraz, gdy ograniczała noszenie rzeczy, cóż, pożyczonych.
Wyciągnęła przed siebie rękę, na której widniało kilka mosiężnych pierścionków, jeden z nich układał się w winorośl oplatającą palec i mały zoisyt, drugi posiadał oczko z różowego kwarcu w kształcie serca, trzeci zaś, już bez kamienia, wyglądał jak zrobiony z malutkich różyczek, świecił się też lekko inaczej, jakby wykonany był ze złota. Na nadgarstku błyszczała mosiężna bransoletka o podobnym jak ostatni pierścień wzorze. Jeśli Cedric się przyjrzał, mógł też zauważyć, że w uszach Vior miała także małe różyczki, które zapewne tworzyły komplet z wyżej wspomnianymi błyskotkami. Ten co prawda stworzyła już w jako część swojej pracy u jubilera, pożyczyła jednak na parę dni, zanim odda je na wystawę jako skończony projekt. O tym jednak nikt nie wiedział.
- Wszystko moje wykonanie, choć na różne cele, jeśli mogę to tak ująć. Próbowałam trochę się zareklamować na Beltane, ale chyba przerosło mnie ile musiałam wydać na surowce i chyba nie wyszło tak jak chciałam, choć losowanie pierścionków wygadało na całkiem popularne - mówiła, z lekko zmarszczonymi brwiami. Cóż, ludzie nie uderzali po tym festiwalu do niej drzwiami i oknami, spodziewała się jednak, że mogło to wynikać z faktu tego całego zamieszania, które na nim wybuchło. Głupie pierścionki nie były wtedy już takie ważne. Choć teraz już nie była pewna.
Spojrzała na Cedrica z udawanym przerażeniem, gdy okazało się, że wydał tajemnice jej mamy.
- Teraz musisz uważać, jeśli się dowie, że rozpowiadasz za nią plotki, zamiast zostawiać jej całą przyjemność, może próbować usunąć cię z interesu - mówiła cicho, konspiracyjnie nachylając się w stronę mężczyzny, na koniec mrugając do niego, podkreślając fakt tego, że sobie z niego żartowała. - I teraz czekam na moment, w którym będziesz uganiał się za mną po całym Londynie z czapką. Podejrzewam, że zebralibyśmy niezłą widownię - pokręciła, głową, przez chwilę wyobrażając sobie to widowisko. Choć mogłoby być zabawnie.
Tak samo jak reakcja Cedrika na zwykłe zaproszenie do spędzenia razem czasu. Jednak chyba szybko jej się to nie znudzi.
- Zarówno drink jak i moje towarzystwo w drodze do domu to propozycje nie do odrzucenia. Wybieraj powoli datę na nasze spotkanie, na przykład taką, podczas której nie weźmiesz dyżuru dyżuru. - Minę miała niewinną, szpila jednak została wbita z rozmysłem i zamiarem uświadomienia, że nie zapomniała kompletnie o wyznaniach anonimowego pracoholika.
Uniosła brwi na wzmiankę o braku tak przydatnej umiejętności jak teleportacja. Nie, żeby sama potrafiła, będąc szczerą. Dwanaście galeonów piechotą nie chodzi, a jej zwykłe accio czasem potrafiło przygrzmocić przedmiotem w głowę.
- No to jest nas tak naprawdę dwoje. Zawsze chciałam iść na kurs, ale był za drogi, a potem cóż, nauczyłam się żyć bez tego. Wiesz, przemieszczanie siebie i rzeczy nigdy mi dobrze nie szło - wzruszyła ramionami, zastanawiając się, czy jednak nie powinna tego nadrobić. Podczas skoków w większości mogła liczyć na to, że ktoś ją ze sobą teleportuje, teraz jednak nie miała swojej szajki, a pewne zagrożenia nadal prawdopodobnie się za nią ciągnęły.
Podniosła się z kozetki, zabrała leki, które zostały jej przepisane i przeciągnęła się lekko, przez co jej krótka bluzka odsłoniła kawałek brzucha, szybko wracając na miejsce. A potem znów kichnęła. Miała powoli tego dość.
Sytuację co prawda ratował widok Cedrica, który nadal nie ściągał fartucha, przez co wyglądał całkiem seksownie, choć pewnie nie miała się tym długo cieszyć.
- Tak, to wszystko, możemy ruszać… Gdzie, ty w ogóle mieszkasz? Bo nie mów mi, że zabieramy się na drugi koniec Anglii? - zapytała, przypominając sobie, że przecież dzięki sieci Fiuu też istnieje taka opcja.
Nie dawała od siebie zbyt dużo komuś, kto nie zrobiłby dla niej tego samego. Wiedziała, że ludzie z natury byli większości samolubni, mimo tego, jak bardzo zaprzeczali. Potrafili, tak jak ona, kłamać, wykorzystywać i stawiać siebie na pierwszym miejscu, byle by uzyskać to, czego chcieli. Nie ważne, czy to lekarstwo na przeziębienie, pieniądze, czy gwarancja bezpieczeństwa.
Nawet najbliżsi potrafili wbić człowiekowi nóż w plecy, z którym potem musiał sobie radzić sam.
Brutalny to był obraz, Vior jednak doświadczyła nieraz na własnej skórze, że wcale nie przesadzony.
Miała w sobie ostrożność i dystans, którego widocznie brakowało Cedricowi. Idealizował swoje poświęcenie, które według niej i tak zapewne zostanie niedocenione i wykorzystane do krańców jego wytrzymałości. Wtedy zapewne przyjdzie zrozumienie, które mogłoby do końca zniszczyć. Stawiając granice mógłby sobie tego oszczędzić, miała więc zamiar mu to uświadomić. Nawet jeśli miał ją za to ukarać ciszą.
Wiedziała, że jej słowa były mocne, Lupinowi należał się jednak zimny prysznic racjonalności. Widząc, że odwrócił wzrok, sama postanowiła spojrzeć gdzieś w bok, dając mu czas na przetrawienie tego, co powiedziała. Nie musiał sobie brać tego do serca, nie zamierzała go dalej teraz tym męczyć. To do niego należała decyzja, co teraz zrobi, choć liczyła, że jednak się jej posłucha. To był naprawdę dobry człowiek, którego łatwo można było zniszczyć, jeśli się nie zahartuje. Widziała podobne obrazy. Nie darowałaby sobie, gdyby chociaż nie spróbowała go trochę uświadomić.
Ucieszyła się jednak, że pomimo jej wykładu, który zapewne nie był zbyt na miejscu, nadal chciał z nią rozmawiać. Trochę głupio byłoby jej kończyć na tym rozmowę.
Uniosła kąciki ust, gdy Cedric tak entuzjastycznie zareagował na jej aktualny zawód. O reakcji na poprzedni wolała na razie nie myśleć.
- Może myślała, że wiesz. Chyba średnio się orientuje, że nie z każdym z roku miałam jakiś ścisły kontakt. - A jeśli miała być szczera, całkowicie porzuciła stare znajomości dla szajki i paru osób z półświatka, którzy byli do niedawna jej całym życiem. Dziwnie się życie układało. - I tak, zawsze lubię mieć przy sobie coś swojego. - Szczególnie teraz, gdy ograniczała noszenie rzeczy, cóż, pożyczonych.
Wyciągnęła przed siebie rękę, na której widniało kilka mosiężnych pierścionków, jeden z nich układał się w winorośl oplatającą palec i mały zoisyt, drugi posiadał oczko z różowego kwarcu w kształcie serca, trzeci zaś, już bez kamienia, wyglądał jak zrobiony z malutkich różyczek, świecił się też lekko inaczej, jakby wykonany był ze złota. Na nadgarstku błyszczała mosiężna bransoletka o podobnym jak ostatni pierścień wzorze. Jeśli Cedric się przyjrzał, mógł też zauważyć, że w uszach Vior miała także małe różyczki, które zapewne tworzyły komplet z wyżej wspomnianymi błyskotkami. Ten co prawda stworzyła już w jako część swojej pracy u jubilera, pożyczyła jednak na parę dni, zanim odda je na wystawę jako skończony projekt. O tym jednak nikt nie wiedział.
- Wszystko moje wykonanie, choć na różne cele, jeśli mogę to tak ująć. Próbowałam trochę się zareklamować na Beltane, ale chyba przerosło mnie ile musiałam wydać na surowce i chyba nie wyszło tak jak chciałam, choć losowanie pierścionków wygadało na całkiem popularne - mówiła, z lekko zmarszczonymi brwiami. Cóż, ludzie nie uderzali po tym festiwalu do niej drzwiami i oknami, spodziewała się jednak, że mogło to wynikać z faktu tego całego zamieszania, które na nim wybuchło. Głupie pierścionki nie były wtedy już takie ważne. Choć teraz już nie była pewna.
Spojrzała na Cedrica z udawanym przerażeniem, gdy okazało się, że wydał tajemnice jej mamy.
- Teraz musisz uważać, jeśli się dowie, że rozpowiadasz za nią plotki, zamiast zostawiać jej całą przyjemność, może próbować usunąć cię z interesu - mówiła cicho, konspiracyjnie nachylając się w stronę mężczyzny, na koniec mrugając do niego, podkreślając fakt tego, że sobie z niego żartowała. - I teraz czekam na moment, w którym będziesz uganiał się za mną po całym Londynie z czapką. Podejrzewam, że zebralibyśmy niezłą widownię - pokręciła, głową, przez chwilę wyobrażając sobie to widowisko. Choć mogłoby być zabawnie.
Tak samo jak reakcja Cedrika na zwykłe zaproszenie do spędzenia razem czasu. Jednak chyba szybko jej się to nie znudzi.
- Zarówno drink jak i moje towarzystwo w drodze do domu to propozycje nie do odrzucenia. Wybieraj powoli datę na nasze spotkanie, na przykład taką, podczas której nie weźmiesz dyżuru dyżuru. - Minę miała niewinną, szpila jednak została wbita z rozmysłem i zamiarem uświadomienia, że nie zapomniała kompletnie o wyznaniach anonimowego pracoholika.
Uniosła brwi na wzmiankę o braku tak przydatnej umiejętności jak teleportacja. Nie, żeby sama potrafiła, będąc szczerą. Dwanaście galeonów piechotą nie chodzi, a jej zwykłe accio czasem potrafiło przygrzmocić przedmiotem w głowę.
- No to jest nas tak naprawdę dwoje. Zawsze chciałam iść na kurs, ale był za drogi, a potem cóż, nauczyłam się żyć bez tego. Wiesz, przemieszczanie siebie i rzeczy nigdy mi dobrze nie szło - wzruszyła ramionami, zastanawiając się, czy jednak nie powinna tego nadrobić. Podczas skoków w większości mogła liczyć na to, że ktoś ją ze sobą teleportuje, teraz jednak nie miała swojej szajki, a pewne zagrożenia nadal prawdopodobnie się za nią ciągnęły.
Podniosła się z kozetki, zabrała leki, które zostały jej przepisane i przeciągnęła się lekko, przez co jej krótka bluzka odsłoniła kawałek brzucha, szybko wracając na miejsce. A potem znów kichnęła. Miała powoli tego dość.
Sytuację co prawda ratował widok Cedrica, który nadal nie ściągał fartucha, przez co wyglądał całkiem seksownie, choć pewnie nie miała się tym długo cieszyć.
- Tak, to wszystko, możemy ruszać… Gdzie, ty w ogóle mieszkasz? Bo nie mów mi, że zabieramy się na drugi koniec Anglii? - zapytała, przypominając sobie, że przecież dzięki sieci Fiuu też istnieje taka opcja.