• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[16.07.1972] My Final Symphony | Sauriel & Victoria

[16.07.1972] My Final Symphony | Sauriel & Victoria
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#21
07.01.2024, 00:43  ✶  

Nie wierzył w to już sam - jaka znowu zła wizja na życie, jaki pech? Czarne koty nie przynosiły pecha. Co najwyżej przed nim ostrzegały. Tak jak wierzono w Anglii - przynosiły szczęście. Czy on przyniósł szczęście Victorii? Miał nadzieję, że tak. Chociaż trochę. Przetaczając się przez dziennik, w którym spisano wszystkie ich baraszki chciał wierzyć, że te dobre chwile między nimi warte były zapamiętania i że znaczyli dla siebie coś więcej. Ona nadal dla niego znaczyła. On dla niej chyba też. Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić tej kobiety odsuwającej go od siebie. Była właśnie taka - przepraszała go za to, że było jej źle. Bo jemu było źle, jak było źle jej. Kurwa, no było! Chujkurwajapierdole BYŁO I JEST. Dlatego teraz chodził wkurwiony jak osa, a na co był wkurwiony to nawet nie wiedział. Brakowało mu tego uczucia prawdę mówiąc. Chyba po prostu brakowało mu w tej ziejącej pustce jakiegokolwiek ludzkiego uczucia, które potwierdziłoby, że nie jest naoliwioną maszyną zaprojektowaną do codziennego funkcjonowania, a kimś więcej. Czymś więcej. Tak jak ona była czymś więcej. I oto objawienie! Jego światło znów przyniosło tchnienie życia w jego pierś! Ożywiła serce, chociaż nie biło nadal. Chciała znaleźć lek dla wampirów, ale daleko szukać nie musiała. Wystarczyło spojrzeć w lustro.

Zatrzymał się na drugim krańcu przy sofie, plecami do Victorii, z rękoma splecionymi na klatce piersiowej, kiedy mówiła o nekromantach i spirytystach. Szukał. Nurkował w swojej głowie za najbardziej mrocznymi osobami, które znał z tej dziedziny... osobami, które nie byłyby Voldemortem. I nie wiedział. Wcale nie był pewien, w którą stronę się obrócić, ale to nie dlatego, że nikogo takiego nie znał. Teraz miał trochę za duży "mętlik" w głowie. Piszę: "mętlik", bo w zasadzie bardziej była to ziejąca pustka, po której obijała się o ściany piłeczka zwana myślą. Ta myśl nie była zbyt oświecona inteligencją. Raczej była czerwona od gniewu.

- Pomyślę o kimś. - O kimś, kto nie będzie tak pokurwiony, żeby od razu wbić sztylet w plecy. To w tym najbardziej tkwił problem. Niektórym ludziom można ufać, bo można ufać ich żarłoczności, inni wyznawali zasady, a jeszcze inni byli właśnie takimi piłeczkami, co z kąta w kąt latają. Potrzebujesz ich, ale wiesz, że cię zdradzą. Kwestia czasu, kto się wkurwi i ich złoi.

Chciałby sprowadzić jej wiedzę o tym, co robić, gdzie robić i jak robić. Chciałby jej nawet sprowadzić gwiazdkę z nieba, jeśli by tego potrzebowała, żeby być szczęśliwą. Kurwa, mógłby! Oczywiście najpierw by ponarzekał, może poprzeklinał i wywrócił oczami, podrażniłoby go to, że musi ruszać dupę, gdyby miał akurat gorszy dzień. To tyle. Potem by się ruszył. Ale jakoś odpowiedź nie spływała jak ta spadająca gwiazdka i na szczęście gwiazdki też nie potrzebowała. Potrzebowała czegoś bardziej przyziemnego. I, o zgrozo, tego bał się najbardziej.

- Dobra, może być schabowy. - Machnął ręką. - Tylko gdzie ja teraz schabowego znajdę... - Podrapał się po głowie, jakby TO był realny problem, a nie jakieś umierania czy... inne takie... Obrócił się do niej i przeszedł przez pokój. - Czy ty naprawdę oczekujesz ode mnie, że moje zajebiste wyczucie czasu pozwoli mi określić, kiedy jadłem krewetki? - Zapytał ze śmiertelną powagą. Umówmy się - królem i bogiem pamięci to on nie był. Dla niego 'niedawno' było coś, co działo się dwa lata temu. I nie widział w tym żadnego problemu. - Zanim zostałem wampirem. Z 4 lata? - To był jakiś wyznacznik, ale pewnie niedługo zacznie się w tej rachubie gubić. A do tego jeszcze doliczał jakiś tam czas, bo przecież to nie tak, że jadł krewetki dzień przed zostaniem wampirem...



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#22
07.01.2024, 14:42  ✶  

Ostatnie, o co by kiedykolwiek posądziła Sauriela, to o przynoszenie pecha. Nie przynosił go. Nie był żadnym przedmiotem, talizmanem, przeklętą monetą, która przykleiła się do kogoś i pomimo prób pozbycia się jej – wracała. Sauriel zrobił w życiu Victorii wiele dobrego, jego pojawienie się w nim wcale tego nie zwiastowało, ale im dalej w las, im ciekawość i zaintrygowanie tym mężczyzną rosły, tym więcej zmian zachodziło w brunetce. Powiedziałabym, że tych dobrych, chociaż może jej rodzina by się z tym stwierdzeniem zupełnie nie zgodziła. Ale ona sama uważała, że to dobrze – bo oczywiście, że to zauważała. Wiele o tym myślała i o nim zresztą też. To wszystko było warte zapamiętania, wyrycia na kamiennej tablicy pamięci w głowie. Może byli w swoim życiu nie tak długo, bo osiem miesięcy, przyrównując to do długości ich życia, nie było to nic kolosalnego… ale zmiany były widoczne. I przywiązanie. Bo Sauriel miał rację, Victoria się do niego przywiązała, tak po prostu wyszło. I choć zapewne rozsądniej byłoby zerwać całkowicie tę znajomość, kiedy to tak wszystko bolało, to ona patrzyła poza. Nie tylko na siebie, ale właśnie – na niego. Ten mężczyzna zwyczajnie potrzebował pomocy, a ona go w jakiś sposób skrzywdziła… Czy coś dla niej znaczył? Znaczył i to niemało, a bardzo wiele, choć być może nie zdawał sobie z tego sprawy… A może właśnie zdawał tym bardziej? Było jej źle, gdy jemu było źle – gdy ci na kimś zależy, gdy nie jest obojętny, gdy jest ważny, to tak właśnie było. Nie miała pojęcia, że jemu było źle, gdy źle było jej, chociaż może powinna się domyślić. Teraz był zły, ale chyba nie na nią, a przynajmniej jej się nie wydawało.

Sauriel nie wiedział, a obracał się w takim gronie, więc czy tym bardziej było dziwne, że Victoria była tak zagubiona, jeśli to kompletnie nie były jej rewiry? Jeśli jedyna osoba, która przychodziła jej do głowy to Cynthia? I Laurent, coś tam się uczył nekromancji na własną rękę, ona sama zresztą też – coś tam wiedziała, ale było to stanowczo za mało, za mało… Wcale nie oczekiwała, że Sauriel znajdzie odpowiedzi na jej wątpliwości i nie w tym czemu mu to wszystko powiedziała. Ale i tak… Gdy tak patrzyła na jego plecy i powiedział, że o kimś pomyśli… Poczuła takie ciepło, które gdzieś tam spływało do serca. Nie to fizyczne, którego nie odczuwała, a to, które pozostawało całkowicie w wyobraźni.

– Dziękuję – powiedziała cicho i miękko. – To wiele dla mnie znaczy – w tym wypadku to nie był pusty frazes, lecz całkowita prawda. Ciekawe czy kamień filozoficzny, gdyby jeszcze jakiś się ostał po babci, by pomógł? Ale tak szczerze, to wolałaby go dać Saurielowi. Nawet jeśli nie po to, by znowu mógł czuć promienie słońca na skórze, nie czuć, że wszyscy się starzeją i umrą, tylko nie on, a po to… by dać mu wytchnienie od tego wiecznego głodu, który był wpisany w wampirzą egzystencję. Nie powiedziała mu tego, co miała w głowie z tym ostatnim wspomnieniem, co to wszystko oznaczało i jak działało; nie powiedziała mu, skąd wiedziała, że jego dusza nie uległa jeszcze całkowitemu zniszczeniu i dlaczego to tak ważne, by nie została poddana dalszej degradacji. Nikomu nie powiedziała. Jedynie dziennikowi, w którym zapisała te wszystkie wspomnienia, by móc je odróżnić, przeanalizować na spokojnie. Gdyby umarła… Była pewna jednej rzeczy, jaka powinna znaleźć się w jej testamencie: by ten dziennik trafił do Sauriela. Do nikogo innego. – Wiesz, że pieniądze nie grają dla mnie żadnej roli – ten świat powinien, musiał się w końvcu zmienić. A Ministerstwo i Ministra Magii powinni w końcu dojrzeć, że to nie nekromancję powinni zakazywać. Zakazali ją i teraz wszyscy błądzili po omacku, bo ktoś, kto miał zakazy w dupie, mógł więcej i wiedział więcej.

– Ale mówiłam, że mogą być krewetki – brzmiała na niepewną, bo nie wiedziała skąd ta nagła zmiana. Krewetki pewnie będzie znaleźć łatwiej niż schabowego, ostatecznie knajpy wcale się nie zamykały tylko dlatego, że zrobiło się już ciemno. Victoria cały czas znajdowała się w jednym miejscu, w przeciwieństwo do Sauriela, który krążył po salonie. Wiedziała, że myśli – bo ona robiła podobnie, kiedy działo się coś takiego…  Że nie potrafiła wysiedzieć. – Nie no… Pytałam ogólnie. Czy jakoś niedawno, odkąd starasz się znowu jeść, czy jednak przed tym wszystkim – ale dostała już swoją odpowiedź. Tym niemniej nie oczekiwała żadnej precyzji. – Po prostu zastanawiam się, czy mogły ci się zmienić smaki po przemianie i czy może teraz by ci to bardziej pasowało? – to był jej kolejny zestaw ciekawości, to na pewno się w niej nie zmieniło, a już kiedyś pokazała Saurielowi jakimi drogami chodzi jej mózg i ciekawość: w toku myślowym porównała wampiry do roślinek i fotosyntezy. – To może chodźmy teraz, póki jeszcze jest coś otwarte, a później jeśli będziesz jeszcze chciał, to możesz mi pomóc z obrazami? – to chyba była lepsza kolejność.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#23
07.01.2024, 20:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2024, 20:09 przez Sauriel Rookwood.)  

Wzruszył lekko ramionami na jej pytanie apropo smaków i tego, że może po przemianie się coś zmieniło. No - na pewno zmieniło. o któremu człowiekowi smakowała krew? Nikomu nie mogła smakować. A teraz była jak najwspanialsza ambrozja. Różniła się smakami, zapachem. Potrafiła smakować inaczej w zależności od tego, jakie człowiek prowadził życie i od emocji, które nim targały. Przez strach robiła się taka intensywna, taka... pyszna.

- Nie zauważyłem, żeby się coś zmieniło. - Tak poza krwią. Victoria za to odpaliła swój ciekawski nosek. Nie przeszkadzało mu to, że chciała tę ciekawość zaspokoić. Mówił jej to już, kiedy myślała nad 101 pytań, jakie można zadać krwiopijcy. W każdym razie - dobrze. Bo pierdolnął o tych krewetkach po to, żeby ją czymś zająć. Odczepić jej mózg od tego całego umierania, które na pewno się nie wydarzy. Bo nie. Koronny argument, najlepszy w jego arsenale. - Wolę nie próbować. To się gapi na mnie z talerza. A jak ożyje w moim brzuchu i będzie się chciało przebić przez niego na wolność? - Skrzywił się i jeszcze dla odpowiedniego efektu pomachał palcem przed brzuchem, jakby pokazywał jak się ta mała glizda przedostaje przez jego bebechy i wygląda na zewnątrz. - No niby mnie nie zabije, ale po co ryzykować? - Wiedział, że coś takiego nie może się wydarzyć - przynajmniej ze zwykłymi krewetkami. Nekromentów zaś można posądzić o najbardziej zwyrolskie klątwy. Już raz widział, jak człek zdechł, bo robale zaczęły wypadać ze wszystkich dziur na jego ciele. I w końcu przeżarły się też przez brzuch. Nawet jego wzdrygnęło. - Leet's gooo. - Pokazał gestem rąk na drzwi. - Jak znajdziemy schabowego to go w końcu spróbuje. - Więc trochę liczył na to, że jednak stanie na nim, a nie na owocach morza.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (6437), Victoria Lestrange (8541)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa