Po drugie, dał mu kontakt do osoby odpowiadającej za szkielet i choć Anthony absolutnie nie był jeszcze na tyle majętny, by dokonywać zakupu artefaktu, to Mulciber podsunął mu doskonałe rozwiązanie. Pożyczka! Pożyczka i późniejsze, oczywiste zagubienie, to brzmiało jak wyborny plan C. Cóż, gdyby nie fuszerka wynajętego Amerykanina, w ogóle nie trzeba było by się zajmować nawet planem B, niemniej w obecnej sytuacji, zdawało się to doskonałym rozwiązaniem podsuniętym prosto pod nos.
I w końcu po trzecie, błogosławione "wisisz mi piwo" i dwa adresy. Gdyby mógł, ów piwo uczyniłby dla Richarda złotem. Jego twarz, zwłaszcza oczy rozpromieniły się, choć zachował maskę powagi i profesjonalizmu.
– Och, pytanie czy tamtejsze Ministerstwo w ogóle zainteresuje się tym człowiekiem. Mają w końcu pod sobą całkiem rozległy teren. – Złodziej był płotką, może to sprowadziło fiasko na plan A. Może trzeba było zainwestować w profesjonalistę, bo ów profesjonalizm gwarantuje, że użytkownik magii będzie umiał korzystać ze świstoklików.
Anthony ukrył pergamin zdobiony złotem w torbie, zaś obie kartki z notatkami aurora złożył pieczołowicie i umieścił w wewnętrznej kieszeni marynarki, wprost nad swoim sercem. Poklepał je tam kilkukrotnie, jak najdroższy skarb i pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Cóż, zatem niepotrzebnie odciągałem pana od obowiązków, skoro ów istotny przedmiot znajduje się już pod czyją inną jurysdykcją. Proszę wybaczyć zabranie czasu i przyjąć moje podziękowania za udzielenie mi wszystkich niezbędnych informacji. Mam nadzieję, że naszemu kolejnemu spotkaniu przyświecać będą milsze okoliczności – wymienił uprzejmości zaszywając w nich potwierdzenie swojej obecności na tym spotkaniu, które miało nastąpić zdecydowanie szybciej niż można było wyczytać z finezyjnych formułek. Był gotów do wyjścia i przeprowadzenia ataku na pana Amundsena. A potem, wieczorem piwo w doborowym towarzystwie. Niewątpliwie, wisiał Richardowi przysługę większą niż piwo, a opuszczając gabinet spotkania rozważał, jakby mógł ją ziścić w możliwie szybkim czasie w miejscu, gdzie jego zasięgi były takie nikłe.