16 lipca 1972, przed południem
Robert & Nicholas
Poproszony o spotkanie związane ze sprawą, którą Nicholasowi powierzył, nie kazał na siebie czekać szczególnie długo. Ledwie tylko otrzymał wiadomość zwrotną, zorganizował wszystko tak, żeby móc bez większych przeszkód udać się do Little Hangleton. Godzinę wybrał stosunkowo wczesną. Na wieczór posiadał już plany, zresztą - sam Nicholas czas również posiadał ograniczony, co wyraźnie zaznaczył w swoim liście.
Tym razem nie pojawił się na zewnątrz. Zadbał o to, aby o jego wizycie nie zaczęto przypadkiem rozprawiać w Little Hangleton. Teleportował się bezpośrednio do znanej już sobie piwnicy. Przygotowanej właśnie na wypadek kolejnych spotkań. Na wypadek potrzeby omówienia w nieco szerszym gronie wszystkich tych mniej i bardziej istotnych kwestii. Czy sprawa, którą chciał z nim przedyskutować Nicholas zaliczała się do takowych? Robert daleki był od zakładania... w zasadzie czegokolwiek, choć zarazem rozumiał, że coś musiało Traversa porządnie zaniepokoić. Poczynione wcześniej ustalenia były bowiem inne. Wcześniej przedstawiony niewymownemu plan działania, nie zakładał potrzeby odbycia jakiegokolwiek spotkania. Po wykonaniu pierwszego etapu, w sposób płynny miał się rozpocząć kolejny. Ten, który zakładał przeszukanie wskazanej nieruchomości.
Kiedy wreszcie znalazł się przed Nicholasem, wyglądał jak zawsze. A przynajmniej tak, jak zwykł wyglądać w ostatnich tygodniach. Ludzie z wolna już się do tego stanu rzeczy przyzwyczajali. Szary, lekki golf, a do tego zwykłe jeansy. Przynajmniej nie miał na sobie nic czarnego. To był olbrzymi postęp. Gładko ogolony. Odpowiednio ułożone włosy. Zachowana została ta sama dbałość o szczegóły wyglądu, która Mulcibera charakteryzowała od zawsze. Pod tym względem nie zmieniło się nic.
- Nicholasie. - przywitał się, dając mu znać o swojej obecności, być może odrywając przy tym od jakiegoś zajęcia? Czymkolwiek Nicholas się zajmował czekając na moment, kiedy Robert wreszcie się zjawi. - Nie mamy wiele czasu, dlatego byłoby dobrze od razu przejść do rzeczy. - poinformował go. Nie zamierzał bowiem rezygnować ze swojej wizyty w Szkocji, a także kilku innych kwestii, którymi chciał zająć się w tym kolejnym dniu. Wyglądało na to, że będzie on wypełniony po brzegi. Nie grozi mu choćby kilka chwil nudy. O godzinach już nawet nie wspominając. Robertowi to w żadnym stopniu jednak nie przeszkadzało. Działając na tak wysokich obrotach, był w stanie skupić się na innych kwestiach niż własne problemy osobiste. Te problemy, które zbyt często spędzały mu sen z powiek. Te problemy, przez które pojawiało się w jego głowie zdecydowanie zbyt wiele różnych obaw, wątpliwości. Gdyby tylko dało się ich tak po prostu pozbyć. Wymazać. Wykreślić. Niestety, życie nie działało w ten sposób. Przynajmniej nie do końca.