• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[1 lipca 1972] Tell me more | Robert & Stanley

[1 lipca 1972] Tell me more | Robert & Stanley
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#11
20.04.2024, 11:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 11:40 przez Robert Mulciber.)  

W chwili obecnej, każda jedna informacja była na wagę złota. Musieli od czegoś zacząć. Znaleźć odpowiedni punkt wyjścia do dalszych działań. Potrzebowali na czymś się oprzeć; o coś się wesprzeć. Robert nie zamierzał wybrzydzać. Nie robił tego. Zamiast tego starał się wszystko poukładać.

- Kto z nich byłby w stanie wykonać to zadanie? - zapytał, samemu nie będąc pewnym jak do tego podejść. Lorraine nie pracowała w Brygadzie. Hades dopiero miał pracę zacząć. Maeve... ona musiałaby za kogoś się podszyć, wysyłając kogoś takiego bez wsparcia, było dość ryzykownym posunięciem. Czy mogli sobie na to pozwolić? Przy tym ostatnim Robert miał największe wątpliwości. Wolałby znaleźć jakiś punkt zaczepienia w środku. Tyle tylko czy byli w stanie to zrobić? Starał się odtworzyć sobie w głowie wymienianych przez Stanleya pracowników, których przedstawił im przy okazji stworzonego raportu, przedstawionego im podczas spotkania w Little Hangleton. - A Twój partner z Brygady? Jakieś inne osoby, z którymi często współpracowałeś? Miałeś dobre stosunki? - zdecydował się dalej drążyć, licząc na to, że uda im się znaleźć inne opcje, dostrzec inne możliwości. Może jakiś jeleń znajdywał się na wyciągnięcie ręki?

Odnośnie Biura Aurorów potrzebował więcej czasu. Odrobinę więcej. Tylko trochę. Prawdopodobnie wiedział kim jest wspomniany Atreus. O kim mowa. Za sprawą byłej żony, miał pewne powiązania z rodziną Bulstrode. Relacje obecnie niekoniecznie bliskie, ale wciąż istniejące. Daleko, w tle. Czy mógł stanowić dla nich jakąś sensowną opcje w momencie, kiedy nie znajdywał się po ich stronie? Być może... gdyby... Pewna myśl kiełkowała w jego głowie. Wszystko zależało od tego na jak dużo był skłonny pozwolić sobie Stanley w obecnej sytuacji? Musiał ratować swoją skórę, ale czy brał pod uwagę wykorzystywanie bliskich sobie osób? Zwłaszcza w sytuacji, kiedy te osoby byłyby tego nieświadome?

- Zakładam, że skoro Atreusowi ufasz, to znasz go dobrze. Jeśli zaś dobrze go znasz, powinieneś być w stanie odpowiednio przygotować Maeve do tego, aby podszyła się właśnie pod niego? - zapytał, uważnie obserwując syna, starając się odczytać jego reakcje. Nastawienie względem tak przedstawionej propozycji? Nie zamierzał go zmuszać. Natomiast przekonać do takiego posunięcia? Byłby głupcem, gdyby nie spróbował. Nadal było to ryzykownym posunięciem, zwłaszcza w kontekście samej Maeve, która mogła wpaść. Podejmowałaby w tym przypadku spore ryzyko. Mogłaby pociągnąć w ślad za sobą innych. Tyle tylko, że brakowało im tutaj innych możliwości. Gra natomiast mogła okazać się warta świeczki.

Współpraca z Harper Moody była ostatnim, na co byłby skłonny się zdecydować. Zastąpienie jej na stanowisku szefa Biura Aurorów? Może i otworzyłoby im kolejne drzwi, ale nie było czymś, co Roberta interesowało. Działał dla dobra ich sprawy. Na rzecz Czarnego Pana. Miał przed sobą jasny cel. Wyraźny. Mimo ostatnich wydarzeń, przetasowań, prawda była taka, że był najpewniej ostatnią osobą, w której lojalność można było zwątpić.

Zwłaszcza, że zdrada musiałaby kosztować go życie.

- Spróbuj odwrotnie, skup się na tym, co chce zobaczyć. Pokaż mi to. - zamiast zadowolić się tym, że Stanley bronić się nie zamierzał, wydał mu jasne instrukcje. Owszem, mógł sam tego szukać, ale czasami warto było współpracować. Cały proces był wówczas prostszy, łatwiejszy. Dużo szybszy, mniej bolesny. Bo legilimencja nie zawsze była czymś przyjemnym. Zwłaszcza, kiedy druga strona się broniła.

Nie zamierzał się wycofywać. Rezygnować z tej opcji. Możliwości, którą posiadali. Wyciągnął różdżkę. Przygotował się do rzucenia zaklęcia. Zanim je wypowiedział, skinął jeszcze głową w kierunku Stanleya. Dał mu znać, oczekiwał że będzie gotowy.

- Legilimens - padło z jego ust. Towarzyszył temu charakterystyczny ruch różdżką, rozbłysk światła. Jeśli wszystko się powiodło, pomieszczenie w którym się znajdywali, powinno było zniknąć sprzed oczu Borgina. I nie tylko Borgina. Tyle tylko, że tak się nie stało. Automatyzm? Może źle do tego podszedł? Albo ta cholerna neurastemia... tego rodzaju sytuacje zdarzały się coraz częściej. Problem zdawał się nasilać. - Musisz mi pozwolić. - powiedział, zarazem wycofując się i szykując do kolejnego podejścia. Trochę się zdenerwował. Zirytował. Potrzebował wziąć oddech. Uspokoić się. Wreszcie kolejny raz machnął różdżką, celując nią w kierunku Stanleya. - Legilimens - nadal nie dość dobrze, ale udało się. Jakimś cholernym cudem wyszło. 



Rzucam na legilimencje, jeśli nie uda się za pierwszym razem, Robert spróbuje kolejny i następny.
Rzut PO 1d100 - 26
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 48
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 3
Akcja nieudana
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#12
29.04.2024, 20:44  ✶  

To było zasadnicze pytanie - kto z nich byłby skłonny to zrobić? Bo jedna rzecz to fakt, że Stanley im ufał i uważał, że mógł na nich liczyć, a druga, że oni rzeczywiście byli tacy za jakich ich Borgin uważał. Czy warto więc było obstawiać za nich swoimi dłońmi?

- Aidan? - zapytał, chociaż dobrze wiedział o kogo chodziło. To był jego partner na przestrzeni ostatnich kilku dobrych lat. Panowie dogadywali się przecież całkiem dobrze - Parkinson się nie wtrącał, a Borgin wypełniał raporty. Układ idealny, który nie narażał ich za poprawki, ponieważ Stanley potrafił wypełniać te raporty, a jego druh nie bardzo. Z drugiej strony jak miałby to umieć skoro nawet nie potrafił poprawnie powiedzieć formułki, którą uczyli w trakcie pierwszego tygodnia kariery w brygadzie. Jak on w ogóle dotarł tak daleko?!

- Mógłbym spróbować. Nie musi znać wszystkich szczegółów.  Aidan pierwszy, a później w razie czego Atre. Zdaje sobie jednak, że jest to krzywdzące dla Bulstrode'a. Bezpieczeństwo jednak ponad wszystko. Nie ma przebacz w tej kwestii - dodał. Stanley nie bardzo potrafił się pogodzić, że wraz ze swoim drogim druhem są po dwóch stronach barykady. On - Auror, a Stanley - Śmierciożerca. Dramat. Borgin oddałby wiele, aby móc przeciągnąć przyjaciela na ich stronę. Niestety to jednak nie miało się nigdy spełnić - trochę jak marzenie ściętej głowy.

- W zasadzie tak, chociaż sama zapewne byłaby w stanie idealnie odwzorować jego. Mógłbym jej co najwyżej sprzedać parę wskazówek i tyle. Nic wielkiego. Lorraine też mogłaby pomóc, bo jadą z Maeve na jednym wózku jako jego byłe dziewczyny - wytłumaczył. Wiadomo, że mogły trochę unikać Bulstrode'a. Mogły też nie chcieć go znać po tym wszystkim ale z tego co było wiadome Stanleyowi, utrzymywali normalne stosunki - może nawet odrobinę koleżeńskie? Nikt od nich nie wymuszał wzajemnego uwielbienia ale na pewno się w jakimś stopniu tolerowali - W takim razie najpierw Aidan. Później ewentualnie Maeve, a w ostateczności Atreus czy tam Hades - szybko poprawił kolejne kroki, które mógłby podjąć. Wierzył, a może chciał wierzyć, że będzie w stanie zakończyć to wszystko na Parkinsonie.

Miał się skupić na tym co Robert chciał zobaczyć? Jak Stanley sam nie wiedział co chciał mu pokazać. Chciał mu dać pełnie praw do tego, aby zerknął w tamten dzień - w tamtą akcję. Skupił się na tyle na ile potrafił i jako, że uprzednio pozwolił Mulciberowi wejść do swojej głowy, krok po kroku starał się odwzorować cały dzień, który wtedy przeżył - od momentu wejścia do Ministerstwa, aż do opuszczenia jego gmachu, aby móc się udać na Beltane. Nie omieszkał skupić się na całej operacji związanej z zebraniem stosu listów czy przesyłek, aby ich mała niespodzianka została zakamuflowana. W wielkim skrócie - tyle ile był w stanie, tyle zrobił. Sam Borgin w końcu nikogo nie widział, a już na pewno nikogo kto by się w niego wpatrywał podczas zanoszenia poczty... a może ktoś patrzył na niego z ukradku i Stanley tylko omiótł daną osobę wzrokiem? Istniała taka szansa, chociaż sam o tym nie wiedział. Więcej nie był w stanie z siebie wykrzeszać.

Czy to coś pomogło? Zaraz pewnie przyjdzie mu się dowiedzieć. On sam by za wiele z tego nie wyniósł. Na całe szczęście to nie on był ekspertem w tej dziedzinie - czego nie mógł zapewne zaprzeczyć o swoim ojcu.

- I jak? - zapytał, powracając do rzeczywistości, łącząc się z bazą matką ponownie - Udało się coś? Czegokolwiek dowiedzieć? Jakaś osoba? Nazwisko? - bombardował pytaniami, tak jak miał to czasami w zwyczaju. W końcu co dwie głowy to nie jedna w tym wypadku.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#13
30.04.2024, 08:37  ✶  

Zdarzały się momenty, w których należało odłożyć na bok wszelkie sentymenty. Zdecydować, co miało dla nas większe znaczenie. Dokonać zimnej kalkulacji – z myślą o własnym dobru, ale też biorąc pod uwagę sukces całego przedsięwzięcia. Robert rozumiał, że pewne rzeczy nie musiały być dla Stanleya proste, ale nie zamierzał odpuszczać. Nie planował szukać innych rozwiązań. Zwłaszcza, że te, które właśnie zaproponował Borginowi, zdawały się naprawdę sensowne. Dawały im szanse.

- Zajmij się tym więc bezpośrednio po naszym spotkaniu. – nie była to prośba. Nie była to również sugestia. Prędzej polecenie wydane przez człowieka, który był do tego właśnie nawykły. Przyzwyczajony przez wzgląd na funkcję, jaką jeszcze do niedawna zajmował w szeregach organizacja. Teraz zaś utracił. Tylko czy utracił ją na dobre?

Kwestia Maeve, która na początku zdawała się problematyczna, po nieco szerszym przedstawieniu zagadnienia, okazała się być może być właśnie tym, czego potrzebowali. Znała Atreusa. Powinna była być w stanie się pod niego podszyć. Uciszyło to część wątpliwości, które Robert posiadał. Nie wszystkie, ale na to nie było szans.

- Przygotuj się na to, że również będziesz musiał to zrobić. – skomentował ostatnie słowa syna. Nie było tutaj szans na zmianę planów. Na wycofanie się z tego pomysłu. Potrzebowali możliwie najwięcej danych. Informacji, które będą w stanie wykorzystać w późniejszym czasie. W jakiś sposób musieli to wszystko pozyskać. Możliwości zaś mieli na tym polu mocno ograniczone.

Legilimencja nie była sztuką łatwą. Nie było łatwo posłużyć się nią w przypadku kogoś, kto posługiwał się oklumencją. Potrafił się bronić. Tyle tylko, że Stanley się w tym momencie nie bronił. Usiłował z tego zrezygnować. Starał się go wpuścić. I wreszcie faktycznie Robertowi udało się przebić. Zapoznawał się, krok po kroku, z tym w jaki sposób przebiegał tamten dzień. Próbował coś dostrzec. Zrozumieć. Tyle tylko, że sam nie był świadkiem tych wydarzeń. Wszystko widział z perspektywy Borgina. To nie ułatwiało. Pozostawiało natomiast wiele pytań.

Tylko czy znaczyło, że powinni byli się poddać?

- Jeszcze nie. Mam kilka wątpliwości. – nie ukrywał, zarazem nie chciał chłopaka zniechęcić. – Potrzebuje zestawić to z tym, co miało miejsce bezpośrednio przed Twoim przesłuchaniem. Być może dałoby to nam szanse na wykreślenie pewnych osób. Na wskazanie podejrzanych?

Nie śpieszył się z kolejną próbą. Dał sobie chwilę. Może obawiał się problemów? Komplikacji? Jeśli tak było, nie mówił o tym wprost. Starał się trzymać pion. Fason. Utrzymać typową dla siebie pozę. Ukryć to, co nie powinno zostać dostrzeżone przez innych. Wreszcie, skinięciem głowy, dał Stanleyowi znać, żeby przygotował się na kolejną próbę. Kolejne podejście. Wyciągnął różdżkę. Wykonał dokładnie ten sam ruch.

- Legilimens. – raz jeszcze wyszło z pomiędzy jego warg, tym razem jednak poszukiwał innych wspomnień. Nie tak odległych, jak za pierwszym razem.


Ponownie rzucam na legilimencje, jeśli nie uda się za pierwszym razem, Robert spróbuje kolejny i następny.
Rzut PO 1d100 - 74
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 75
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 90
Sukces!
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#14
30.04.2024, 21:39  ✶  

No i chuj. Robert sobie przypomniał po tych wszystkich latach o definicji "zadania bojowego", którego Stanley nie mógł doświadczyć z powodu samotnego wychowywania przez matkę. Nie mniej jednak mógł już skosztować powiedzonka - komu świecisz? Mi czy sobie?... pomyśleć, że to wszystko dzięki Saurielowi, który uraczył go tego typu błogosławieństwem podczas pamiętnego wieczora na działeczce w akompaniamencie jego wspaniałej towarzyszki życia jaką była Victoria.

Należało jednak wrócić do tego, po co się tutaj zebrali. Czy Mulciber marudził? Oczywiście, że tak - był w swoim żywiole. Aż szkoda, że jego wzrok przy okazji nie karcił, a może to robił i Borgin tego nie dostrzegał z powodu swojego stanu?

- Mhm - wymruczał pod nosem. Bardzo mu się nie podobało, że ktoś mógł chodzić po jego głowie i myślach, a co gorsza za jego własną zgodą. Dramat - Czyli teraz z przed przesłuchania. To pamiętam lepiej - zapewnił, wziął głęboki oddech, a następnie przymknął oczy i po raz kolejny pozwolił na odwiedziny w swojej głowie.

Ten dzień nie zapowiadał niczego wielkiego. W końcu kilka dni temu rozwiązali zagadkę statku widmo, złapali z dwóch jakichś przestępców, a Stanley wypisywał kolejne raporty z Aidanem, który tylko mu towarzyszył w tym zadaniu.

Borgin siedział przy swoim biurku, które było strefą bezpieczną, oddaloną o kilkanaście metrów od biurka Brenny Longbottom - ulubionej współpracownicy. Wspaniała to była kobieta, szkoda tylko, że nie.

Młody brygadzista przyglądał się swoim wspólnikom po fachu. Dostrzegł szarą myszkę, dziewczynę, która nie wyróżniała się niczym - dosłownie. Nie miała żadnych szczególnych osiągnięć, ledwo wiązała koniec końców ze swoimi obowiązkami, a jednak nadal się trzymała w brygadzie uderzeniowej Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów. Młoda funkcjonariuszka wstała ze swojego miejsca, o mało nie zrzucając sterty dokumentów, które niechlubnie spoczywały na jej blacie, a następnie, czym prędzej, ruszyła w kierunku biura żmiji - Harper Moody.

Zniknęła za drzwiami i w zasadzie to byle tyle... tak się jednak tylko wydawało. W końcu nie była pierwszą osobą, która tego dnia wkroczyła w progi Harper. Dużo osób miało jakieś pytania czy inne raporty do przekazania - może Poppy Vance była jedną z nich?

Nagle roleta w jej klatce została zasłonięta, co świadczyło o jednym - nie było kolorowo. Wiedzieli o tym wszyscy. Wiedział też Stanley. Nie dało się już podglądać tego co się tam działo, a działo się wiele - Moody przedstawiała całą gamę emocji. Borgin się na tym nie skupiał i jedynie widział to kiedy przypadkiem przebiegał wzrokiem po okolicy. On sam tego nie bym w stanie skojarzyć ale Robert, który miał "władzę" nad jego umysłem, mógł się popisać.

Co było dalej? Cóż. To proste. Wezwała dwa swoje harty i kazała im aportować na Stanleya, który przyjął ich z otwartymi rękoma. Kolejnym punktem dnia było przesłuchanie...

Wniosek nasuwał się jeden i prosty - Poppy Vance doniosła na Borgina vel Vulturisa. A podobno to prezenty są mile widziane...



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#15
06.05.2024, 21:36  ✶  

Tym razem wszystko poszło zdecydowanie sprawniej. Tym razem o wiele szybciej udało się dostać do istotnych informacji. Robert nie śpieszył się. Dokładnie wszystko sprawdzał. Nie był przy tym delikatny. Całe to wtargnięcie - kolejne! - nie mogło być dla Stanleya przyjemnym przeżyciem. Obydwaj jednak musieli zdawać sobie sprawę z tego, że było to warte swojej ceny. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza w tej niewygodnej sytuacji, w której znajdywał się obecnie Borgin.

Wreszcie wycvofał się. Opuścił różdżkę. Nie schował jej jednak. Czy rzeczywiście musiał mówić? Musiał się tym dzielić? Stanley powinien był za tym wszystkim nadążać. Przynajmniej znaczną część tych wspomnień samemu na nowo... jakby przeżyć. Odtworzyć. Tym samym też, powinien być świadomym tego, co Robert zobaczył.

- Co wiemy na temat Poppy Vance? - zapytał. Dotąd nie miał bowiem okazji na jej temat usłyszeć... w zasadzie czegokolwiek. Albo też wydawała się na tyle mało istotna, żeby nie zwrócić na nią uwagi podczas zapoznawania się z raportem przygotowanym przez Stanleya. Teraz jednak należało poświęcić jej więcej uwagi.

Dał Stanleyowi dość czasu na to, żeby udzielił odpowiedzi na to pytanie. Umożliwił mu przedstawienie krótkiej charakterystyki tej szarej myszki. Wysłuchał. Odnotował istotniejsze kwestie, o ile tylko cokolwiek istotnego rzeczywiście się tutaj pojawiło. I kiedy wreszcie mógł ponownie zabrać głos, ruszył ze wszystkim o krok dalej. A nawet o kroki dwa.

- Zanim cokolwiek postanowisz zrobić, upewnij się, że to na pewno ona. Sprawdź czy tego dnia rzeczywiście była w pracy. - polecenie. Przypomnienie, że przecież mieli to zweryfikować w oparciu o listę obecności. To nie mogło ulec zmianie. Zwłaszcza, że zawsze mogli się mylić. Zawsze mogli podążyć błędnym tropem. Nieprawdziwym. Nie mogli sobie pozwolić na kolejne błędy. Kolejne wpadki. - I nie zapomnij przypadkiem mnie o wszystkim poinformować. Nie usuniesz jej bez mojej zgody. - tutaj brzmiał naprawdę poważnie. Nie pozostawiał miejsca na dyskusje. Cała ta sprawa była zbyt delikatna, żeby pozwolić na nieprzemyślne wymierzanie sprawiedliwości. Mogło to skomplikować sytuacje Stanleya. Mogło też negatywnie wpłynąć na wszystko to, co tyczyło się Harper Moody. A przecież to właśnie ona stanowiła ich nadrzędny cel. Poppy Vance mogła być w tym przypadku co najwyżej dodatkiem.

Albo nagrodą - nagrodą, którą Stanley mógłby w pewnym momencie otrzymać w zamian za należyte wywiązywanie się ze swoich zadań.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#16
25.05.2024, 22:51  ✶  

Robert zadał krótkie, treściwe ale cholernie trudne pytanie. Tak trudne, że pewnie sama ministra Magii nie potrafiłaby odpowiedzieć poprawnie. Co wiedzieli o Poppy Vance? Prawnie nic - była brygadzistką, coś tam próbowała wiązać koniec końców w departamencie. Na pewno była cichą myszką, która nie po prostu była. Nie wyróżniała się niczym szczególnym. Nie zwracała na siebie uwagi. Równie dobrze mogłaby po prostu nie istnieć czy zniknąć, a najpewniej nikt by tego i tak nie zauważył.

- Drobna dziewczyna. Może z metr sześćdziesiąt. Włosy brunatne? Nie wiem - wzruszył ramionami - Nie wyróżniająca się niczym szczególnie twarz. Brak większej ilości makijażu z tego co kojarzę. Zagubiona w papierkowej robocie w brygadzie. Pracuje tam chyba tylko i wyłącznie z łaski swoich przełożonych. Inaczej wyleciałaby za zbyt małą efektywność pracy. W sumie tyle... - odpowiedział. Nie było to za dużo bo kojarzył ją tylko z widoku i opowieści czy plotek - Nie za wiele. W tej chwili nie mogę powiedzieć nic więcej... - westchnął - Ale postaram się coś skombinować albo sobie przypomnieć - zapewnił. Czy mówił to co Mulciber chciał usłyszeć? Trochę tak - nie mniej jednak chciał się tego dowiedzieć, aby później przekazać te informacje do swojego ojca.

- Tak zrobię. Masz moje słowo - zgodził się z Robertem. Stanleyowi było to jednak obojętne i nie czuł szczególnej potrzeby, aby się upewniać. To była wojna, a na wojnie zdarzały się ofiary - często neutralne i całkowicie niezaangażowane w konflikt. Tego nie mogli uniknąć.

- Rozumiem - pokiwał głową - Nie ruszę jej bez zgody - dodał po chwili, chociaż nie bardzo podobało to się Stanleyowi. On chciał ją zabić tu i teraz. Może właśnie dobrze, że Robert postąpił w ten sposób? Może właśnie uratował jedno Mulciberowe życie, które mogłoby zostać utracone w możliwie głupi sposób? Cóż, to dopiero będą w stanie ocenić kolejne pokolenia, którym przyjdzie przyglądać się wydarzeniom z przełomu czerwca i lipca 1972 roku.

Pogawędka trwała jeszcze krótką chwilę, ponieważ Borgina gonił czas. W teorii. Trochę też goniły go własne myśli - obawy przed tym, że zaraz może zaroić tu się od brygadzistów i aurorów. Musiał się wynosić z Horyzontalnej i nie zamierzał czekać.

Dopił herbatę, pożegnał się z ojcem i powrócił do swojego zadania. Spakował najważniejsze rzeczy i czym prędzej ruszył do Głębiny na Podziemnych Ścieżkach. Teraz musiał się urządzić w nowym miejscu.

Koniec sesji


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Robert Mulciber (3713), Stanley Andrew Borgin (3679)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa