• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 4 Dalej »
[Jesień 1972, 19.10 OMSHM | Jonathan & Anthony] Would you...?

[Jesień 1972, 19.10 OMSHM | Jonathan & Anthony] Would you...?
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
04.09.2026, 13:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2026, 13:25 przez Anthony Shafiq.)  

—19/10/1972—
Anglia, Londyn
Jonathan Selwyn & Anthony Shafiq
[Obrazek: CYHBWU6.png]

I walk, I trust, with open eyes;
I've travelled half my worldly course;
And in the way behind me lies
Much vanity and some remorse;
I've lived to feel how pride may part
Spirits, tho' matched like hand and glove;
I've blushed for love's abode, the heart;
But have not disbelieved in love;
Nor unto love, sole mortal thing
Or worth immortal, done the wrong
To count it, with the rest that sing,
Unworthy of a serious song;
And love is my reward: for now,
When most of dead'ning time complain,
The myrtle blooms upon my brow,
Its odour quickens all my brain.



Plany. Projekty. Pełnomocnictwa.

Papirus.

Pergamin.

Papier.

Przez pewien czas w ich biurze słychać było tylko skrobot stalówki o szorstką powierzchnię wypełniającą się kolejną adnotacją, podpisem, poleceniem, które miało iść dalej w świat - ich biurowy, lokalny, między piętrami czy dalej, do większości państw czy kontynentów.

Z powodu Spalonej Nocy bywał w biurze o wiele częściej niż przed laty. Wpierw robił to po to by coś komuś udowodnić. Potem… bo zawsze był to czas spędzony razem, a oni latami doświadczeń potrafili ukrywać to, że ich stopień znajomości osiągnął ukryty dotąd stopień zażyłości.

Pogodzili się – tak mówiono na korytarzach, bez świadomości, jak to zrobili. Wiedziałem, że to nie może trwać długo, biuro bez jednego z nich nie byłoby już takie samo – zauważał kto inny, myśląc, że ściany nie słyszą. Ale ściany słuchały i ściany się uśmiechały pod nosem, podpisując kolejne dokumenty.

Prawda była taka, że kiedy realnie był w biurze, był w stanie odciążyć Jonathana z części delegowanych na jego barki obecności i pozwolić mu na nieco więcej swobody "w godzinach pracy", choćby i ta swoboda miała polegać na tym, że siedział przy biurku i ledwie rozmyślał, niekoniecznie nawet o sprawach OMSHMu tylko… tej drugiej organizacji, której znak nosił głęboko ukryty w sercu.

Jako że i Anthony obecnie należał do tego "stowarzyszenia" było mu łatwiej poradzić sobie z koniecznością dzielenia się Jonathanem. Niewiedzia wciąż go bodła, bezsenność zadręczała lękami o obu przyjaciół, ale było mu jakoś lżej.

Aż do teraz.

Delegacja do Lozanny właściwie była za kilka godzin, nawet jeśli w rzeczywistości było to kilka dni.

To nie było tak, że Jonathan musiał tam jechać razem z nim, choć prawda była taka, że Shafiq od kilku dni tak mocno to racjonalizował, że uważał obecnie tę opcję za jedyną dostępną.

Potrzebował go z powodu jego czaru osobistego, wiedzy, kontaktów i łatwości zjednywania sobie ludzi. Potrzebował go ponieważ nikomu tak nie ufał jak jemu, zaufaniem wzmocnionym odbudowaniem po wrześniowej "wpadce". Potrzebował go z powodu francuskich i włoskich dyplomatów, którymi będzie mógł się zająć od ręki. Potrzebował bo…

… bo nie chciał, szalenie nie chciał zamartwiać się podczas całej wyprawy cóż też Jonathan zrobi i jak się narazi, kiedy Anthony będzie daleko w głębi starego kontynentu.

Westchnął, zdejmując z nosa okulary i rozmasowując nasadę nosa. Pióro powędrowało do kałamarza, a on poczuł lekkie mrowienie w punkcie gdzie opierał je wcześniej na smukłych palcach. Teraz formował się tam czerwienią odcisk. Odwykł od pisania.

Powinien rozegrać to tak, żeby był to pomysł Jonathana, a nie jego. Powinien tak rozdysponować partią, aby to Selwyn wyszedł z inicjatywą, ba! palił się do niej, gorał zapałem z przekonaniem ministerialnego neofity. Może powinien zasugerować benefity dla zakonu, wśród zagranicznych sojuszników? Może wynaleźć znikąd potężny artefakt, który przy okazji mogliby zdobyć? Albo surowic do eliksirów, skoro Jonathan w tym upatrywał jego przydatność dla tajnej grupy? Był piątek. I było późno. I był zmęczony i myślał tylko o wspólnej kąpieli z Selwynem w podziemiach Little Hangleton. Znaczy nie myślał, nie mógł myśleć o klatce piersiowej swojego partnera po której niespiesznie ściekała wonna śliwką piana, ani o słowach, które wyszeptałby mu wprost do serca, jakby w końcu znaleźli się przy sobie.

Tą sprawę musiał załatwić tutaj, na miejscu. Ostatecznie dotyczyła pracy.

– Jonathanie, zanim pójdziemy, muszę się Ciebie spytać o coś szalenie dla mnie istotnego – powiedział w końcu, siląc się na słaby uśmiech, próbując zdusić tak marzenia jak i koszmary, aby nie ubierały jego służbowego polecenia w brzydką aurę desperacji. – Jak wiesz, lista osób uczestnicząca w najbliższej delegacji nie została jeszcze zamknięta, a ja… cóż, potrzebuję Cię tam Jonathanie. Mam poczucie, że bez Ciebie ta inicjatywa spali na panewce. – postawił na szczere odsłonięcie wierzchołka góry lodowej wielu, wielu powodów, dla których to było ważne.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#2
05.09.2026, 02:42  ✶  
Dzień pracy powoli dobiegał końca, chociaż szczęśliwie był to jeden z tych piątków, które nie dłużyły się aż tak bardzo jak powinny. Jonathan nie był pewny, czy była to zasługa dzisiejszych zadań, czy raczej tego, że od kiedy Anthony był w biurze, a oni się pogodzili, dni pracy ogólnie zazwyczaj wydawały się krótsze.

A był w tym pewien paradoks, bo chociaż cieszył się z towarzystwa swojego szefa w gabinecie, to zdecydowanie bardziej nie mógł się doczekać czasu spędzonego z tym szefem po godzinach ich pracy. Zwłaszcza, że dzisiaj mieli uczcić rozpoczęcie weekendu przyjemnym pobytem w Little Hangleton i jeszcze przyjemniejszą kąpielą.

Na razie jednak niestety musiał się jeszcze zająć pewną dokumentacją.
— Hm? – Uniósł głowę znad przeglądanego dokumentu, przenosząc swoją uwagę na Anthony'ego. Co mogło być tak szalenie istotne? Ah… No tak. Delegacja. Prawdę mówiąc nie miał szczególnych problemów z tym, że nie będzie jechać. Przecież tak właśnie działali. Najczęściej, jeden z nich (zazwyczaj Anthony) wyjeżdzał, a drugi (Jonathan) pilnował, aby w biurze wszystko szło jak należy. Nie wspominając już o tym, że chociaż Selwyn sam przejmował się, czy projekt Shafiqa na pewno wyjdzie (nie że zasługiwał na cokolwiek innego), to wiedział, że jechali z nim zaufani ludzie. I oczywiście, Lozanna brzmiała kusząco, ale mógł pozwiedzać świat sam na sam z Anthonym innym razem. I to jeszcze nie wsiadając przy tym do pociągu. Na Merlina, tak się ucieszył, gdy usłyszał, że ominie go jazda pociągiem!
Wyglądało jednak na to, że jego ulubiony szef postanowił nieco pozmieniać mu plany.
– Będę musiał przełożyć jedno spotkanie – odpowiedział niemalże zaraz po tym, jak Anthony skończył mówić. Ponownie spojrzał na biurko i odszukał wzrokiem przepastny skórzany kalendarz, który zaraz otworzył.
– Hm… – mruknął pod nosem. – To chodziło o wymiary frędzi w tych najnowsze modele latających dywanów, ale myślę, że jeśli zaraz napiszę list, to uda mi się je przełożyć z wtorku na poniedziałek. – Chwycił za pióro i szybko nabazgrał coś przy wspomnianej dacie. – W najgorszym wypadku oddelegujemy kogoś na nie. To powinna być rozmowa na co najwyżej kwadrans. Same formalności. Oh i hm… – Zamknął dziennik, odsunął go bok, a zamiast tego sięgnął po odłożone wcześniej koperty z listami, które zaczął sortować na dwie kupki. – Widzę, że będę musiał wysłać przez weekend kilka odpowiedzi – rzucił, patrząć z pewnym smutkiem na tę większą stertę korespondencji. – Ale nie powinno zająć to zbyt dużo czasu.
Nagle wstał ze swojego miejsca i podszedł do jednej z szafek, wyjmując z niej dwie teczki.
– Wiesz, podziwiam twoją odwagę mój drogi – powiedział, otwierając jedną z teczek. Zmarszczył brwi i odłożył ją na miejsce. – Zważywszy na to, że nasza poprzednia wspólna delegacja obdarowywała nas tak chojnie jednym łóżkiem dla naszej dwójki, to kto wie, co tym razem przyjdzie nam dzielić? – Nie będą dzielić łóżka. Zbyt dobrze znał Anthony'ego, aby o myśleć, że będzie inaczej. No cóż… Po prostu uzna odpowiednie dokochanie swojego partnera, jako priorytetowe zadanie do wykonania przed wyjazdem.

Przejrzał kolejną teczkę, ale i ją odłożył na miejsce z wyraźnym niezadowoleniem na twarzy. Westchnął głośno, rozejrzał się po gabinecie i…
Już po chwili klęczał przy Anthonym, bezpardonowo przeglądając dolne szuflady biurka Shafiqa.
– Anthony, powiedz mi, czy ty gdzieś przekładałeś raporty w sprawie kosmetyków do ust z Maroka? Dostaliśmy je tydzień temu. Muszę wysłać zapytanie o certyfikację kilku produktów na rynku lokalnym, zanim wyjedziemy.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
06.09.2026, 10:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 06:27 przez Dearg Dur.)  
Mieli swoje maski, swoje persony, które wychylały się na światło dzienne w określonych okolicznościach. Znali się, pracowali ze sobą od zawsze, przyjaźnili jeszcze dłużej. A jednak Anthony zdziwił się, gdy tak gładko przyszła zgoda, ba! Nie zgoda a planowanie kroków, które Jonathan musiałby powziąć przed wyjazdem, aby nie narobić sobie zaległości. Gdzie dramatyzm? Gdzie rozdzieranie szat wobec przymusu przejazdu pociągiem i domaganie się rękojmi, wynagrodzenia trudów, premii najprawdopodobniej niekoniecznie materialnej? Brwi Anthony'ego powędrowały ku górze, Jonathan nawet na niego nie patrzył, by wyłapać to zaskoczenie na twarzy swojego szefa. Shafiq bardzo nie chciał wyciągać karty przetargowej "polecenie służbowe" choć oczywiście, przez wzgląd na pełnioną funkcję mógł to zrobić.

W gruncie rzeczy nawet nie zdążył użyć słowa "proszę".

Właściwie absolutnie nie powinno go to dziwić. Ich współpraca w ostatnich latach polegała na bezwzględnym zaufaniu, wzajemnym uzupełnianiu swoich kompetencji i kwestionowaniu tylko decyzji, które realnie mogłyby negatywnie wpłynąć na ich kariery, czy w drugiej kolejności działanie biura. Mimo wszystko zdziwił się, bo przewidywał zachowania, które pewnie i tak w odroczeniu czekają go wieczorem. Trochę miał nawet na to nadzieję, że będą go czekać w bezpiecznych ścianach wygłuszonej sypialni. Trochę miał ochotę przekonywać Jonathana bardziej dosadnie.

Tymczasem, gdy Selwyn przyklęknął obok jego nóg, stłumił impuls wplecenia palców w jego gęste czarne włosy, choć i tak rumieniec lekko oblał mu czubki uszów, bo myśli zbyt łatwo uciekały do eksplorowanych przez nich nowych aspektów wieloletniej znajomości.

Nie odrywając wzroku od swojego zastępcy, poruszył nieznacznie palcami, wysuwając z jednego regału plik zwiniętych w rulony pergaminów i przenosząc je pod nos. Zgodnie z zapisami w dokumentacji, procedowanie zostało już podjęte, a odpis zapytania nosił wyraźnie podpis Anthony'ego.

– Zająłem się tym rano. Wysłałem Ci notkę w tym temacie, ale zdaje się, że jej nie rozwinąłeś, skoro udało mi się ułożyć karteczkę w kształt ust bo tego dotyczyła sprawa. Być może niezbyt trafiony wzorzec zginania papieru. – Pozornie zamyśłił się, podpierając policzek o palce, którymi przed momentem wprawił papier w ruch.

– Myślę, że będziesz musiał zająć się Włochem. Jego rodzina pochodzi z Wenecji, tak przynajmniej mi się wydaje, choć oczywiście sam Bellamont nie chciałby się przedstawiać jako kapitalistyczny lobbysta. Jakbyś mógł przed wyjazdem sprawdzić za jakie sznurki przy nim pociągnąć, byłbym zobowiązany. Sam cały czas zastanawiam się jak rozgryźć Auberta i wysłanniczkę z Ligi, ale podejrzewam, że kiedy będziemy już w drodze, urządzimy sobie małe zebranie, aby ustalić strategię. Niemniej… liczę bardzo na Twój urok osobisty w przypadku tego parszywego przedsiębiorcy. Łapówka nie wchodzi w grę, ale jestem przekonany, że coś możemy mu ofiarować, by był za pożyczką dla Anglii na preferencyjnych warunkach. – Z każdym słowem było mu nieco łatwiej skupić się na zadaniu, które ich czekało. Pomysł, żeby jechać do Lozanny i prosić o pieniądze był dość spontaniczny, ale niezbędny, również ze względu na porę roku. Zbliżała się zima, ludzie musieli mieć dach nad głową inaczej poza rebelią mogliby mieć głodną i stanowczo zbyt głośną kastę robotniczą, która potrafiła być równie niebezpieczna, co zadufani w swoim rodowodzie śmierciożercy. Albo nawet bardziej. Oni, w przeciwieństwie do czystokrwistych magów, nie mieliby nic do stracenia na tym etapie.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#4
06.09.2026, 23:02  ✶  
Jonathan nagle zaprzestał ekspolorowania dolnych rejonów Shafiqowego biurka, zamknął szufladę i stanął na równe nogi.
– Doskonale w takim razie jedną rzecz mamy już z głowy – oznajmił, po czym podszedł do swojego stanowiska pracy i po chwili znalazł zapodzianą wiadomość. – Zdecydowanie nie rezygnuj z wymyślnych kształtów mój drogi. To mój ulubiony sposób pozostawiania przez ciebie notatek, chociaż może następnym razem ułóż je w kształty, które nie sugerują mi, że dana wiadomość powinna być odczytana tuż przed końcem gpdzin naszej pracy. Byłem przekonany, że jeśli ją przeczytam rano to… No cóż. Godziny będa mi upłuwać na zdecydowanie większym zniecierpliwieniu.
Odłożyl notatkę na bok, a potem ponownie skupił swoją uwagę na biurku Anthony’ego, tym razem po prostu siadając na nim z boku. Przez chwilę rozważał jego słowa, aż w końcu pokiwał głową.
– Bellamont… Jestem przekonany, że moi rodzice kilka razy jadali z nim kolacje. Może przypomnę sobie jakieś anegdotki na jego temat. Coś co wywoła w nim miłe wspomnienia, zanim przejdziemy do poważniejszych rozmów. Ah i i nie wiesz może czy przypadkiem nie jest oklumentą? Miłoby było rozeznać się na dzień dobry w jego aurze – Zamyślił się na chwilę. – I w aurach pozostałych zgromadzonych. Ostaynim czego potrzebujemy to animozje wsród polityków, które wpłynełyby na podejmowane przez nich decyzje o czym nie mielibyśmy pojęcia, chociaż po co ja ci to mówię, skoro zapewne doskonale o tym wiesz.Ale to wszystko jeszcze zdążymy przedyskutować. A teraz powiedz mi Anthony….
Nagle jego wzrok stał się nieco poważniejszy.
– Mam nadzieję, że zdajesz sobie w pełni
sprawę z tego, że ufam ci i wiem, że jeśli mnie potrzebujesz w Lozannie, to naprawdę mnie potrzebujesz. Nie wiem jednak, czy jesteś tego świadom, ale mam do ciebie pewną słabość, która obecnie bierze nade mną górę i nie obiecuję że za killa godzon przez tę słabość nie przebije się świadomość tego, że właśnie poprosiłeś mnie o zamknięcie się w rozpędzonej stalowej bestii. Ale spokojnie myślę że największe wyrzuty poczynię ci wtedy gdy ta metalowa maszkara napędzana ludzkimi błędami, złym losem i pragnieniem krwi, doprowadzi mnie do uszerbku na zdrowiu w postaci rozerwanych kończyn. A w takim stanie nie wiem czy wiesz, ale naprawdę trudno będzie mi klękać. Oczywiście może też się okazać, że któryś z nas cierpi na jakąś ukrytą dolegliwość, która da o sobie znać kiedy będziemy jechać w szczerym polu i nie damy rady bezpiecznie dostać się na czas do magimedyka. Nie wspominając już o tym, że…
– Wziął głeboki wdech i uśmiechnął się nieznaczmie. – Ale to wszystko dopiero później. Po prostu chcę abyś wiedział, że będziesz musiał mi to jakoś wynagrodzić i wytłumaczyć jeszcze raz czemu stalowy paszkwil śmierci wydał ci się najlepszym środkiem transportu z możliwych.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1237), Jonathan Selwyn (1002)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa