• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [Jesień 72, 7.10 Maida Vale | Robert & Urd]

[Jesień 72, 7.10 Maida Vale | Robert & Urd]
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#1
14.01.2026, 16:11  ✶  
– Też o nich słyszałem – spojrzał na otaczające ich czarne róże. Ich obecność rzeczywiście zdawała się nasycać powietrze dziwaczną energią. – Mógłbym się założyć, że prędzej czy później ktoś pijany lub popisujący się nieporadnie przed piękną kobietą dotknie któregoś z kwiatów. Ale czy w tych kręgach nie byłby to kolejny skandal, który zniknąłby wraz z pojawieniem się kolejnego? Takie kuszenie losu. – Wraz z tymi słowami uniósł wolną rękę nad płatkami jednej z róż. – Chciałaby pani kiedyś taką dostać? Róże, której płatki przesiąkły tym, o czym ludziom nie będzie dane się nigdy dowiedzieć?

Zamaskowany mężczyzna w czerni okazał się być tak rozkosznie zabawny, a drink, który przed momentem wypiła utrzymywał jej iście szampański nastrój... Zaśmiała się wesoło, potykając nieco o własne nogi, niczym ucieleśnienie samospełniającej się przepowiedni, w której pijani czystokrwiści balowicze nawiedzają Maida Vale i ostentacyjnie panoszą się po ogrodzie.

Gdy w nim w końcu stanęli zamilkła na moment, a potem zachichotała raz jeszcze, tłumiąc ten śmiech w jego ramieniu, zdając się białym motylem, który łaskawie przysiadł na nim, by odpocząć.
– Fascynujące... – westchnęła – Świat pełen jest skandali, trzeba to przyznać i przyjąć za dobrą monetę. Fortuna jej kołem się toczy, a kto zbyt długo pochyla głowę nad porażką, ten traci całą zabawę z obrotu swojej sytuacji. – Melodyjny głos wygłaszał swoje życiowe credo bez większej krępacji czy zawstydzenia. Żyła tak zawsze i dobrze jej z tym było. Bez korzeni, bez nici trwalszych niż babie lato.

– Och... dobrze widzę? Czy tam jest oranżeria? Chodźmy tam! Ciekawe czy w jej wnętrzu kwiaty są też takie czarne – pociągnęła go łagodnie ku przeszklonej konstrukcji, rozglądając się ciekawie, choć trzymając bardzo blisko tajemniczego gentelmana, o którym musiała wiedzieć tylko tyle, że jest nią zainteresowany i nie pachnie tanio. Oranżeria... ustronne miejsce. Czy warto było tak szarżować? Cóż, odpuściła sobie licytację, a przecież trzeba mieć coś z życia! I korzystać, że spora część ferajny została w środku patrzeć na skarby rodowe Lestrangów. Ona mogła sobie popatrzeć na inne skarby w tym czasie.

[+]sukienka poglądowo
[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]
!Maida Vale
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
14.01.2026, 16:11  ✶  

Maida Vale


Podczas spaceru w okolicy rozarium słyszysz dziwne brzęczenie, które zdaje się pochodzić z ziemi. Gdy przyklękasz, zauważasz, że w glebie delikatnie pulsuje światło. Kopiąc palcami, natrafiasz na niewielki, szklany flakonik, w którym znajduje się srebrzysty płyn. Flakonik ma wyryty symbol róży na zakrętce. W chwili, gdy próbujesz go otworzyć, flakonik nagle robi się gorący i rozpływa się w twoich dłoniach, pozostawiając na nich wilgotny ślad, który pachnie mieszanką róż i popiołu.

Do kości można odnieść się w dowolnym fragmencie sesji - w przypadku nieznajdowania się w miejscu docelowym, należy się w nie przemieścić i odegrać scenę z kostki. Postać Nieuważna, Ślepa lub Pechowa nie zauważa światła, depcze po nim nogą i światło znika. Nikt biorący udział w sesji nie może wygrzebać z ziemi flakonika. Snob nie może grzebać w ziemi. Jeżeli postać biorąca udział w sesji posiada przewagę Tworzenie eliksirów i maści, może rzucić kością na Wiedzę Przyrodniczą. Udany rzut (w pierwszej próbie) gwarantuje rozpoznanie pewnej ilości składników płynu z flakonika po zapachu - zależnej od oceny ze statystyki. W celu uzyskania informacji gracz musi skontaktować się z Mistrzem Gry. Postacie biorące udział w tej sesji nie mogą już użyć kości Maida Vale w ten sam dzień fabularny. Daty sesji nie można przesunąć.
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#3
25.01.2026, 10:26  ✶  
Śmiech uroczej nieznajomej niósł się po ogrodzie, łagodząc dziwną atmosferę spowodowaną przez magiczne róże. Biała suknia niemal lśniła wśród mroku, jakby jej kwiatowe wzory chciały rywalizować z tutejszą florą. Kobieta zapewne nie bez powodu też wybrała taką fascynującą kreację, łagodnie prześwitującą, jednak pozostawiającą wiele wyobraźni. Robert oczywiście był dżentelmenem i nie zamierzał czynić aluzji ani bezczelnie się gapić. Jednak potrafił się przyznać przed samym sobą, że kobieta niewątpliwie go pociągała. Ze swoim niskim głosem, maską motyla i słodkimi słowami, sprawiała, że zapominał o tym, czemu właściwie pojawił się na tym przyjęciu.

– Dobrze poradziłaby sobie pani w polityce z takim nastawieniem – uśmiechnął się. Upił trochę drinka, jednak nie poczuł magicznego efektu. Nie znaczyło to, że alkohol nie smakował wybornie. Lekko słodko, lekko kwaśno, odrobinę jak prosecco, lecz z nutą mięty. – Skandal spowoduje się prędzej czy później, rzecz w tym, by potem ruszyć dalej.


Kobieta pociągnęła go w stronę oranżerii. Nie protestował. Nie bez powodu bal był maskowy, anonimowość tylko im wszystkim służyła. Mimo rozmów o skandalach, Robert wolał takowych unikać. Jednak, jeśli nikt go nie rozpozna... Ryzyko spadało.

Na ścieżce do oranżerii coś jednak błysnęło w czarnej glebie, w klombie z różami. Robert przystanął na chwilę, łagodnie chwytając kobietę za rękę. Wskazał na błyszczący przedmiot zakopany w ziemi.

– Czy to ogród przygotował dla pani jakiś podarek? – rzucił, jednak nie chciał sięgać po przedmiot. Gleba miała z pewnością pobrudzić mu ręce, których nie miał gdzie umyć. Wiedział, że potrafiła wchodzić pod paznokcie, a to wydawało się... niegodne dżentelmena. – Chociaż, jeśli o tym pomyśleć, wydaje się, że może być to pułapka. Może na mnie samego? Lśnienie zawsze potrafiło przyciągnąć mój wzrok.

Zawada: Snob
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#4
05.03.2026, 20:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2026, 21:00 przez Urd Nordgesim.)  
– Tak pan sądzi? – jej głos lśnił białymi perłami, w tym uroczym nieodwierzaniu okraszonym trzepotem niewidzialnych rzęs. Robiła wiele, by czuł się jak człowiek, na którego dłoni przysiadł nieskazitelnie biały motyl, a jednocześnie przychodziło jej to z ogromną łatwością... jak właśnie monochromatycznemu owadowi, który kapryśnie rozdaje swoje sympatie. – Świeżo przyjechałam do kraju i właściwie szukam dla siebie dobrej pracy, ale ten papier... moje ręce są zbyt delikatne na przewalanie ton mauklatury. Chyba, że w waszym pięknym ministerstwie jest miejsce dla kogoś, kto tylko mógłby wychodzić na mównicę i przy okazji ładnie by się prezentował. Niestety, z tego co wiem fotel Ministry jest już obsadzony? – Dopytywała w tonie lekkiej anegdotki, całą uwagę poświęcając Robertowi i choć nie było widać jej oczu, mężczyzna mógł być pewien, że jej wzrok ześlizgiwał się po nim częściej, niż gdyby nie cieszyła się zasłoną maski.

Gdy jednak podeszli do lśniącej wibrującej zagadki, nastrój delikatnie się zmienił. Nie była ta zmiana nagła i gwałtowna niczym burza, raczej leciutki zefirek, właściwy sielskim klimatom bardziej niż gotyckiej powieści. Już sięgała do palców, by ściągnąć rękawiczkę, już niemal gięły się w jej kolana, bo sama była ciekawa, gdy słowa towarzysza przykuły jej uwagę. Odsunęła dłoń miękkim gestem, i minimalnie mocniej zacisnęła rękę oplecioną wokół jego ramienia. – Pułapka...? – szybko kalkulowała w głowie, ale też i odpuściła domysły. Nie byli tu po to, żeby poznawać prawdę, nie taka była funkcja balów maskowych przecie. – A zatem musi pan być kimś ważnym, skoro dybią na pańskie istnienie. Jakieś mam szczęście dzisiaj, że złapał mnie tak szarmancki i ważny ktoś... – niemal musnęła brodą jego ramie, gotowa do tego by ruszyć dalej ścieżką bez żalu. Ogród był przeklęty, Lestrengowie niezbyt dobrze jej znani. Jeśli miałaby pobrudzić sobie dzisiaj czymkolwiek ręce, to wolałaby, aby nie była to pachnąca minioną spalenizną ziemia.

[+]sukienka poglądowo
[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#5
05.03.2026, 21:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2026, 21:41 przez Robert Albert Crouch.)  
Rzeczywiście w przyjemnym, leciutko chropowatym głosie nieznajomej kobiety wybrzmiewał twardy akcent. Skrywał się jednak pod doskonałą angielszczyzną. Skąd mogła pochodzić? Może z północnej Europy, z krain, w porównaniu do których Anglia miała dosyć łagodny klimat. I w tej chwili rzeczywiście takim był. Robert czuł jedynie delikatny chłód, powietrze odzywało się leciuteńkim, nocnym wietrzykiem. Nie padało też z nieba nic paskudnego, jak to się często działo na Wyspach. Ot przyjemny wieczór spędzony obok przyjemnie wyglądającej damy.

– Ten kraj nie zasługuje na taką ministrę, jak pani. Proszę mi wierzyć. Z lekkim bólem muszę stwierdzić, że dostaliśmy to, na co zasługujemy, choć nie to, czego potrzebujemy. Czasem mam wrażenie, że nasze społeczeństwo... jeszcze nie do końca zdołało dojrzeć. Tony makulatury to więc nic w porównaniu z poglądami, które przeczą idei jakiegokolwiek humanizmu. Postępu. Wypełnianie papierów można przekazać komuś innemu. A praca ministry to musi być sama przyjemność. Wie pani, że nasza czcigodna obecnie panująca spędziła Spaloną Noc w SPA? Londyn płonął, ale liczyły się rozgrzane kamienie, które jakiś nadobny młodzieniec kładł na jej plecach.

Ot pozwolił sobie na wywód polityczny. Drinki były wbrew pozorom dość mocne, nieźle uderzały do głowy. A może to poczucie, że wreszcie mógł opowiedzieć komuś o swoich troskach nie jako Robert Crouch, lecz tajemniczy dżentelmen z balu? Cóż, istniała też możliwość, że droga Eugenia lub co gorsza, jakiś wróg polityczny wysłał tu tę kobietę na przeszpiegi. Skandal z udziałem Roberta byłby im bardzo na rękę. Chociaż, nawet na balu maskowym, znał się on na ludziach. Wydawało mu się, że rzeczywiście ta kobieta była cudzoziemką, przynajmniej częściowo. Trochę wolał, żeby manipulował nim obcy wywiad niż lokalne siły polityczne. Dziwna preferencja, ale w stanie niemalże wojny domowej, zrozumiała.

Żadne z nich nie wyciągnęło flakonika. Grzebanie w ziemi podczas balu nie uśmiechało się absolutnie nikomu, a poproszenie o pomoc ogrodnika zniszczyłoby nastrój zabarwionej na czerwono tajemnicy, napięcia oscylującego gdzieś na granicy pomiędzy ciekawością a erotycznością. Te dwie cechy lubiły się ze sobą łączyć. Robert przypomniał sobie tamtą noc na polu golfowym, pocałunek wampira. Przestraszył się wtedy, to prawda. Tyle, że w dłuższej perspektywie, po uspokojeniu emocji, pozostało mu wspomnienie pocałunku i objęć. Odkrył, że póki nie dochodziło do picia krwi, wampiryzm absolutnie w niczym nie przeszkadzał. Tej nocy było podobnie, jak wtedy. Robert chyba rzeczywiście lubił ryzyko skandalu. Ostatnio za często trafiał w takie położenie.

Słowa kobiety miło połechtały jego ego.

– Przyznam, że rzeczywiście zajmuję się sprawami wagi państwowej, ale chyba zgodzi się pani ze mną, że o wiele lepiej, żeby tożsamości pani i moja pozostały tajemnicą – uśmiechnął się. – Mam zresztą jeszcze większe szczęście niż pani, bowiem mogę towarzyszyć dziś prawdziwemu diamentowi tegoż balu.

Poprowadził damę do oranżerii pełnej róż. Księżyc przeświecał przez przezroczysty, zdobiony kunsztownie sufit. Najbardziej oszałamiający był jednak zapach. Woń kwiatów niemal hipnotyzowała.

– Jakby syreni śpiew był doznaniem węchowym, dokładnie tak bym go sobie wyobrażał – rzekł, zaciągając się głęboko. – Gdyby było cieplej, mógłbym zemdleć.

Kwiaty pięły się po ścianach, jakby to one tworzyły swoiste wzory. Wokół panował półmrok. Tym bardziej biała suknia damy niemal lśniła.
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#6
18.03.2026, 17:14  ✶  
Słuchała jego słów z wyćwiczonym zainteresowaniem. Biedni mężczyźni, spalający swoją życiową energię na szarpanie się z polityką. Oczywiście, że nie nadawałaby się na Ministrę, zapewne z powodu takiego, że sama tę całą spaloną noc spędziłaby w SPA! Minkę jednak ściągnęła w smutną elegancką kwintkę, kiwając głową ze zrozumieniem, uspokajająco gładząc jego przedramię ręką ukrytą w rękawiczce.

Odeszli od tej straszliwej pułapki, byli ponad to, w końcu ogród jakby nie było - był przeklęty. A może zaklęty?

Kwietne wnętrze do którego weszli zdawało się urokliwe, przyjemnie prywatne. Jak łatwo było przejść dwa kroki przed niego, ułożyć ręce w odpowiednią ramę i zacząć bujać się w rytm niewidzialnej melodii. Zapatrzeć się - jakaż szkoda, że jej maska uniemożliwiała zahipnotyzowanie go spojrzeniem - na partnera.

- Cyt, nie myślmy o tym, ta noc, ten ogród, są z dala od tego co gnębi to ministerstwo, ten kraj, tą wyspę… Tylko kwiaty, piękne kwiaty, tylko my i melodia. Syren? Te oślizgłe ryby nic nie wiedzą o śpiewaniu - jej uśmiech wytracił nieco delikatności, Urd ponad wszystko była kobietą z krwi i kości i chociaż potrafiła być delikatną kiedy była potrzeba, figlarność błysła białymi zębami.

Diament. Ładnie jej powiedział. Była łasa na komplementy, a teraz była łasa na jego uwielbienie. W taką noc jak ta. W takim ogrodzie jak ten.

Zaczęła śpiewać.

Kto mógł jej zabronić? Roztoczyć wizję morza. Klifów. Zacisnąć serce tęsknotą, za wolnością, za wiatrem rozczesującym jasne jak spienione fale kosmyki. Kto mógł zabronić. Kto mógł nie ulec…

Czarujący śpiewa II
Rzut PO 1d100 - 53
Sukces!

[+]sukienka poglądowo
[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#7
24.03.2026, 18:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2026, 18:24 przez Robert Albert Crouch.)  
Słowa kobiety go zaskoczyły. Najpierw pomyślał, że to magibiolożka oburzona jego brakami w wiedzy na temat syren. Bo przecież na ludziach mórz nie znał się za dobrze. Przypuszczał, że są podobni do tych lądowych. Słyszał o wilach, o selkiech, o wampirach, ale raczej w kontekstach wprowadzonych dawniej legislacji, dawnych wyroków ustanawiających prawne precedensy.

Nic nie mogło przygotować go na pieśń.

Słodki głos kobiety poniósł się po najgłębszych zakamarkach jego umysłu. Zobaczył morze – niebezpieczne, szalone, tak bardzo obce. Jednak towarzyszyła temu obrazowi chęć, nie – potrzeba, wejścia, zanurzenia się w nim całkowicie. Utonięcia w przestworze, by stać się jednością z naturą. Nie potrafił tego powstrzymać, ale na razie nie robiło to z nim nic złego. Poczuł jednak coś przerażającego: brak kontroli nad własnymi myślami. Ta kobieta mogłaby z nim zrobić, co tylko chciała. Mogłaby nawet...

Nie. Istniało tylko morze. Bezbrzeżna toń, szum fal, chłodna woda. Piękno tak oszałamiające, że trudno było oddychać. A potem klify, wysokie i ostre, słony wiatr rozwiewający włosy. Samotność, ale taka z rodzaju tych kojących. Odpoczynek. Mógłby zostawić przecież to wszystko. Wyjechać gdzieś do Szkocji lub Irlandii. Porzucić karierę na rzecz spokojniejszego życia.

Nie zachwiał się na nogach. Stał po prostu jak wryty, zasłuchany w pieśń nieznajomej. Urzeczony, ale i lekko strwożony. Wydawało mu się, że jego rozum ulatywał gdzieś daleko, właśnie na klify. Był bezradny i bezbronny.
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#8
01.04.2026, 13:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2026, 13:29 przez Urd Nordgesim.)  
Samotność, ale taka z rodzaju tych kojących.

Przecież nie chciała go przestraszyć, przecież nie chciała sprawić mu dyskomfortu. Wręcz przeciwnie, eliksiry wprawiły ją w taki nastrój, że zamierzała na moment, na krótki moment przychylić mu nieba. Śpiewała od serca prosto do jego serca, świadoma ingerencji w jego umysł, lecz przekonana o własnej niewinności, poddana chwili, którą zechciała z nim współdzielić. Doświadczenie. Tęsknota. Spokój.

Melodia zakończyła się łagodnym wyciszeniem, stopniowym przejściem ze świata kreowanego głosem do świata, których ich otaczał.

Też ładny, lekko upiorny w ten przyjemny, gotycki sposób. Też ładny, ale inny, pozbawiony głębi, pozbawiony uczuć, którym prawdziwie obdarzała morze. Woda pamiętała. Jak krew.

- Już. Teraz nigdy nie pomylisz, że syreny jakkolwiek się znają na śpiewaniu… - wyszeptała cicho, łaskocząc oddechem wrażliwą skórę na płatku ucha, wspierając się o lekko zesztywniałe męskie ramiona, jakby to ona potrzebowała po tym doświadczeniu osiąść w rzeczywistości a nie on. - Nie wiń mnie nieznajomy za to, że uległam pokusie obdarzenia Cię pieśnią. Noc była zbyt czarowna, by nie dać porwać się chwili… - tkała słowa, gęstniejącą aurę dwuznaczności przykrytą ciemnym listowiem i miękkimi czarnymi płatkami skutecznie skrywającymi kolce otaczających ich krzewów.
[+]sukienka poglądowo
[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#9
03.04.2026, 19:09  ✶  
Gdyby ktoś dawał Robertowi szylinga za każdym razem, kiedy osoba, która starała się go uwieść, okazywała się magiczną istotą, miałby już dwa szylingi. To niedużo, ale dziwne, że coś takiego zdarzyło się mu dwukrotnie. Nie uważał na siebie. Był sędzią, a nie myślał głową, lecz zgoła inną częścią ciała. Wreszcie miało go wpędzić to go w kłopoty. Każdy miał swoją słabość, ale bez przesady.

Owa nie-syrena nie miała jednak wobec niego złych intencji. Mogła mu zrobić krzywdę, ale nie zrobiła. Stan, w który go wprawiła był nawet przyjemny, relaksujący. Szczególnie, że teraz szeptała mu do ucha, podpierała się o jego ramię i wciąż prowadziła tę grę. On sam odkrył zaś, że chciał w niej uczestniczyć.

Jestem beznadziejny – pomyślał, łagodnie przejeżdżając dłońmi po ramionach kobiety.

– Twoja pieśń była niezwykła, ale nie potrzebuję jej, by być tobą urzeczony – uśmiechnął się, patrząc w jej oczy. Uniósł palcami podbródek kobiety. – Dziękuję ci jednak, że zdecydowałaś się mi ją pokazać. Zaszczytem było ją usłyszeć. Jesteś... selkie? Wybacz, jestem ignorantem i nie wiem o was za dużo.

Odgarnął pojedynczy kosmyk z jej twarzy. Wciąż lśniła w świetle gwiazd przedzierającym się przez szklany sufit.

big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#10
09.04.2026, 20:38  ✶  
Urd daleka była od uważania, że jej partner jest beznadziejny. Wręcz przeciwnie, jego reakcja utwierdzała ją w przekonaniu, że ten który chwycił ją z anielskiego lotu był wprost idealny. Przyjemny. Szarmancki. Wyraźnie zainteresowany.

Czy można było ją winić za fakt, że lubiła dać się porwać chwili, szczególnie gdy ta obiecywała jej być nader przyjemną chwilą. Wszak usta były tak blisko, szczególnie teraz, gdy i tak ujął jej podbródek niczym bohater poczytnych romansów. I tak odgarnął kosmyk włosów i tak zadawał pytania jakby wcale nie chciał znać na nie odpowiedzi.

Nie zdjęła maski, trochę żałowała, że nie może go poczarować jeszcze kolorem swoich oczu, ale była w pełni swojego ciała i faktu, że ma ono wiele, wiele innych atutów. Zamiast więc odpowiedzieć wprost, wysunęła się ku niemu napierając lekko na klatkę piersiową.

– Wiesz już wystarczająco wiele nieznajomy – wyszeptała w jego wargi na moment przed tym, jak złożyła na nich pocałunek, miękki i soczysty, słodki dojrzałą brzoskwinią zerwaną wprost z drzewa na lazurowym wybrzeżu.

Czyż nie o to chodziło w balach maskowych? O chwilę? O tajemnicę? O ten ułamek życia, w którym nie trzeba było się martwić. Zwłaszcza teraz, gdy ich ścieżki i tak się dotąd nie przecięły.

Urd rzadko kiedy zostawała w jednym miejscu, gnana pieśnią północnego wiatru, tęskniąc i kochając, pijąc i grając, czerpiąc garściami, jakby jutra miało nie być. Eliksiry przestały działać, a oni nie odważyli się sprawdzać, czy świecące szkiełko w ziemi było pułapką. Co innego mogło ich teraz usidlić. Co innego zabrać kilka cennych minut. Słodkich. Okrytych ciemnym całunem przyjemnie orzeźwiającego chłodu październikowego chłodu.


[+]sukienka poglądowo
[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pan Losu (205), Robert Albert Crouch (1196), Urd Nordgesim (1340)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa