14.01.2026, 16:11 ✶
– Też o nich słyszałem – spojrzał na otaczające ich czarne róże. Ich obecność rzeczywiście zdawała się nasycać powietrze dziwaczną energią. – Mógłbym się założyć, że prędzej czy później ktoś pijany lub popisujący się nieporadnie przed piękną kobietą dotknie któregoś z kwiatów. Ale czy w tych kręgach nie byłby to kolejny skandal, który zniknąłby wraz z pojawieniem się kolejnego? Takie kuszenie losu. – Wraz z tymi słowami uniósł wolną rękę nad płatkami jednej z róż. – Chciałaby pani kiedyś taką dostać? Róże, której płatki przesiąkły tym, o czym ludziom nie będzie dane się nigdy dowiedzieć?
Zamaskowany mężczyzna w czerni okazał się być tak rozkosznie zabawny, a drink, który przed momentem wypiła utrzymywał jej iście szampański nastrój... Zaśmiała się wesoło, potykając nieco o własne nogi, niczym ucieleśnienie samospełniającej się przepowiedni, w której pijani czystokrwiści balowicze nawiedzają Maida Vale i ostentacyjnie panoszą się po ogrodzie.
Gdy w nim w końcu stanęli zamilkła na moment, a potem zachichotała raz jeszcze, tłumiąc ten śmiech w jego ramieniu, zdając się białym motylem, który łaskawie przysiadł na nim, by odpocząć.
– Fascynujące... – westchnęła – Świat pełen jest skandali, trzeba to przyznać i przyjąć za dobrą monetę. Fortuna jej kołem się toczy, a kto zbyt długo pochyla głowę nad porażką, ten traci całą zabawę z obrotu swojej sytuacji. – Melodyjny głos wygłaszał swoje życiowe credo bez większej krępacji czy zawstydzenia. Żyła tak zawsze i dobrze jej z tym było. Bez korzeni, bez nici trwalszych niż babie lato.
– Och... dobrze widzę? Czy tam jest oranżeria? Chodźmy tam! Ciekawe czy w jej wnętrzu kwiaty są też takie czarne – pociągnęła go łagodnie ku przeszklonej konstrukcji, rozglądając się ciekawie, choć trzymając bardzo blisko tajemniczego gentelmana, o którym musiała wiedzieć tylko tyle, że jest nią zainteresowany i nie pachnie tanio. Oranżeria... ustronne miejsce. Czy warto było tak szarżować? Cóż, odpuściła sobie licytację, a przecież trzeba mieć coś z życia! I korzystać, że spora część ferajny została w środku patrzeć na skarby rodowe Lestrangów. Ona mogła sobie popatrzeć na inne skarby w tym czasie.
!Maida Vale
Zamaskowany mężczyzna w czerni okazał się być tak rozkosznie zabawny, a drink, który przed momentem wypiła utrzymywał jej iście szampański nastrój... Zaśmiała się wesoło, potykając nieco o własne nogi, niczym ucieleśnienie samospełniającej się przepowiedni, w której pijani czystokrwiści balowicze nawiedzają Maida Vale i ostentacyjnie panoszą się po ogrodzie.
Gdy w nim w końcu stanęli zamilkła na moment, a potem zachichotała raz jeszcze, tłumiąc ten śmiech w jego ramieniu, zdając się białym motylem, który łaskawie przysiadł na nim, by odpocząć.
– Fascynujące... – westchnęła – Świat pełen jest skandali, trzeba to przyznać i przyjąć za dobrą monetę. Fortuna jej kołem się toczy, a kto zbyt długo pochyla głowę nad porażką, ten traci całą zabawę z obrotu swojej sytuacji. – Melodyjny głos wygłaszał swoje życiowe credo bez większej krępacji czy zawstydzenia. Żyła tak zawsze i dobrze jej z tym było. Bez korzeni, bez nici trwalszych niż babie lato.
– Och... dobrze widzę? Czy tam jest oranżeria? Chodźmy tam! Ciekawe czy w jej wnętrzu kwiaty są też takie czarne – pociągnęła go łagodnie ku przeszklonej konstrukcji, rozglądając się ciekawie, choć trzymając bardzo blisko tajemniczego gentelmana, o którym musiała wiedzieć tylko tyle, że jest nią zainteresowany i nie pachnie tanio. Oranżeria... ustronne miejsce. Czy warto było tak szarżować? Cóż, odpuściła sobie licytację, a przecież trzeba mieć coś z życia! I korzystać, że spora część ferajny została w środku patrzeć na skarby rodowe Lestrangów. Ona mogła sobie popatrzeć na inne skarby w tym czasie.
!Maida Vale
sukienka poglądowo![[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]](https://i.pinimg.com/1200x/d3/39/b9/d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg)