• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[Noc Beltaine 72, Aleja Horyzontalna] Granice światów

[Noc Beltaine 72, Aleja Horyzontalna] Granice światów
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#11
06.04.2023, 22:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2023, 23:15 przez Leta Crouch.)  
Więcej, szybciej, jeszcze więcej słów. Jedno za drugim, cały ich potok, byleby tylko zalać nimi nie-Jamila, odwrócić skutecznie uwagę. Na razie się udawało, chociaż pytanie brzmiało: jak długo? Jak długo uda się skierować uwagę nieznanego gościa w inną stronę, zanim ten nie dojdzie do wniosku, iż w istocie stanowią zagrożenie, a całe to machanie różdżką to nie tylko gestykulacja, ale również i czary, i to takie niekoniecznie przyjacielskie? Choć może i przyjacielskie – dla Jamila – bo tym samym podejmowali próby mające na celu zapobieżenie porwaniu jego ciała i pozostanie jedynie pasażerem, kiedy inny byt ewidentnie przejął stery. I raczej nie planował się wynieść ot tak, jak podejrzewała.
  - A… pewnie ja – odparła beztrosko na smrodliwe pytanie. No bo co innego miała zrobić? Cyrk musiał trwać, to jedno, dwa – tak, nadal była zła, ale patrz punkt pierwszy – Pamiętasz, jak mówiłam, że magia sobie poszła? No to jest właśnie efekt tego, przeniosło mnie prosto do śmietnika. Niestety nie był wypełniony perfumami, czego serdecznie żałuję, ale tak z dwudniowa kąpiel raczej powinna załatwić sprawę. Albo i trzydniowa – szczęście i nieszczęście zarazem: Leta w istocie potrafiła się roztrajkotać, będąc zdolną tym samym zastąpić paplaninę chyba z trzech przyjaciółeczek, spotykających się na plotki nad kawą. Szczęście – bo mogła zaabsorbować uwagę. Nieszczęście – bo uszy niestety mogły uznać, że to akurat najwyższa pora na zwiędnięcie i że generalnie nie da się tego słuchać. No i wyglądało na to, że miarka jednak się przebrała…
  - Jakie stop, Klaus, złociutki, co ty mówisz, jeszcze mam bardzo dużo do opowiedzenia! – oburzyła się i zerknęła bardzo przelotnie na różdżkę – O wydłubanie oka się nie martw, nie sięgam tak wysoko – wypaliła bez większego namysłu. Cóż, całe metr pięćdziesiąt, plus długość ręki, plus długość różdżki… możliwe, że faktycznie dałaby radę, gdyby faktycznie powzięła takowy zamiar.
  Mimo że w teorii miała baczenie na nie-Jamila, to i tak została zaskoczona. Cóż, pojedynki nie należały do mocnych stron Lety, tak że można rzec, że miała sporo szczęścia, iż tej nocy magia kaprysiła – przynajmniej w tym dokładnie momencie można to było nazwać „szczęściem” – skoro nie została spetryfikowana. Czego nie dało powiedzieć się o Nell.
  Cóż, zabawa się skończyła. Najwyższa pora ku temu. I chwała niech będzie Cathalowi – w zasadzie to było najrozsądniejsze, co można było teraz zrobić, skoro ewidentnie zaklęcia nie działały tak, jak należy.
  - Sam widzisz, jak magia działa, niczego nie obiecuję – mruknęła, znacznie poważniejąc, ściągając niejako maskę, którą utrzymywała przez dość długą chwilę. Zbliżyła się do Nell, po czym wzięła głęboki wdech i machnęła różdżką, modląc się w duchu, żeby tym razem nic nie wypaczyło zaklęcia. Limit pecha na ten dzień chyba już został osiągnięty. Dla odmiany, udało się wręcz perfekcyjnie.
  - Nell. w porządku? – spytała, kucając przy kobiecie, próbując się upewnić, czy ta jest cała i generalnie większych szkód – na ciele – nie poniosła. I żeby w razie czego podać pomocną dłoń, celem pozbierania się z mało wygodnej przecież ziemi.

Rzut PO 1d100 - 97
Sukces!
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#12
07.04.2023, 10:49  ✶  
Smród śmietnika był równie nieznośny, co całe to towarzystwo i okolica, w której się znaleźli. Salome była na siebie wręcz wściekła, że pozwoliła się teleportować z tej polany, nim na dobre rozeznała się z sytuacją. Chociaż, czy z tym ciałem byłoby to tak łatwe, jak pierwotnie sądziła? Udawanie na nic się jej nie zdawało i być może sprzedała się już na początku, używając francuskiego zupełnie bez namysłu. Szansa na to, że trafi na kogoś, kto nim władał, była zaledwie jedna na sto. Najwyraźniej jednak ten rosły blondyn posługiwał się tym językiem całkiem przyzwoicie.
- Spokojnie, moja droga, w ostateczności transmutujemy cię w kwiat – zaproponowała, przedrzeźniając nieco podniesiony do trajkotania ton głosu kobiety. Jeśli miałaby tego słuchać na co dzień, pewnie prędzej czy później rzeczywiście by ją transmutowała w coś bezgłośnego. Mogła przewidzieć, że zbyt łatwo udało jej się opętać ciało tego człowieka. Musiał być w tym jakiś haczyk i najwyraźniej byli nim ludzie, z którymi zadawał się ten Klaus.
Nie wytrzymała. Próba rozbrojenia ciemnowłosej kobiety zdała się na niczym, petryfikacja, by w końcu zamknęła usta, tym bardziej. Trafiła nie w tę osobę, w którą planowała. Nie umiała stwierdzić, co było przyczyną: obca różdżka, obce ciało, zły cel, czy fakt, że magia szwankowała, o czym ciągle mówili? Może wszystko naraz? Cudem było i tak, że w ogóle jakikolwiek efekt się udał. Gorzej z ewakuacją, bo nim zdążyła podjąć jakikolwiek krok, mężczyzna rzucił się w kierunku Klausa. Uderzenie w twarz zamroczyło ją na moment, ale wciąż usilnie trzymała się tego ciała. Nie zamierzała odpuścić tak łatwo. Zbyt długo czekała, by powrócić do żywych. Nim się jednak zorientowała, została przyparta do ściany i spętana, a różdżka należąca do jej gospodarza spoczęła w dłoni blondyna. Szarpnęła się, próbując uwolnić z więzów, ale magiczne sznury nie ustępowały.
Leta, bo najwyraźniej tak miała na imię ta irytująca kobieta, zupełnie zmieniła ton wypowiedzi, stając się bardziej znośną. Salome nie zwracała już jednak na nią większej uwagi, zbyt zajęta faktem, że została jeszcze bardziej przyciśnięta do muru.
- Monsieur? Czy ja wyglądam jak… Nieistotne, nie było pytania – odparła również po francusku, uświadamiając sobie, że przecież znajdowała się w ciele mężczyzny, więc ciężko byłoby zinterpretować jej osobę inaczej. Zresztą, zorientowali się. Najwyraźniej wiedzieli od samego początku. – Lepszym pytaniem jest, z kim ja mam do czynienia? Mówi pan po francusku, jak gdyby urodził się we Francji, choć Francuzem na pewno nie jest. Nie wygląda pan też jak pracownik ministerstwa, raczej jak turysta. Kim zatem pan jest? Człowiekiem Dumbledore’a? Nie, nawet on nie współpracowałby z tchórzami uciekającymi z pola walki.
W międzyczasie Leta odczarowała Nell, co sprawiło, że znów przeciwko Delacour było trzech przeciwników. Teraz jednak uświadamiała sobie, że nie poradziłaby sobie nawet z jednym z nich.
- Cracmol - dodała jeszcze, spluwając mu w twarz, co było raczej kiepskim posunięciem, ale ciało i tak nie należało do niej, więc wszystko jej w tym momencie było jedno, czy Klaus oberwie kolejny raz. - Tak się u was traktuje przyjaciół? - rzuciła po angielsku, by zrozumiały ją również kobiety.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#13
07.04.2023, 11:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2023, 11:11 przez Cathal Shafiq.)  
- W porządku?! Będzie w porządku, jak ja mu kopnę...!!!
To były pierwsze słowa Nell, gdy odzyskała władzę nad ciałem. Usiadła na bruku, poprawiła spódnicę i wianek na głowie, a potem się poderwała, jakby faktycznie chciała kopnąć Anwara. Cathal jednak złapał ją w pół, nim do niego dopadła.
- To nie był Jamil. Jest opętany.
- Dobrze, to kopnę tego, kto go opętał!
- To ciągle ciało Jamila - wyjaśnił Cathal ze spokojem przedszkolanki, która przywykła już do wielu wybryków przedszkolaków. Wobec obcych pewnie już straciłby cierpliwość, ale tutaj… przywykł.
- Jamil zrozumie, w końcu kopnę kogoś, kto ukradł mu ciało. Sam powinien chcieć tego kogoś kopnąć. Poza tym to na pewno jego wina. On chciał mnie potraktować zaklęciem, więc duch to zrobił. Zresztą, tobie wolno, a mnie nie?
- Nell!
Bagshot mruknęła coś pod nosem i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, spoglądając na niego z niezadowoleniem. I… w tym momencie na Cathala napluto.
- Dalej nie mogę? – spytała z nadzieją. Shafiq zacisnął szczękę i otarł rękawem policzek. Z najwyższym trudem powstrzymywał się przed chęcią skręcenia duchowi karku.
- Nie – wycedził z wyraźną wściekłością. - Jeśli teleportacja działa, leć do Sebastiana. Jeżeli nie, też leć do Sebastiana. Może nie poszedł na sabat.
- Sama. Po nocy. Przez Londyn. A jeśli napotkam jakiegoś zboczeńca? - prychnęła Nell, ale rzuciła Anwarowi nieco zaniepokojone spojrzenie. Może i była typową osobą "poza schematem", która nie zawsze reagowała adekwatnie, ale fakt, że w ciele Jamila zamieszkał jakiś duch wcale się jej nie podobał.
- Jeśli to zboczeniec, to dlaczego miałbym się przyjmować, co z nim zrobisz? - spytał Cathal. - No leć.
Nell westchnęła i najpierw najwyraźniej postanowiła testowo teleportować się na niewielką odległość. Znikła, pojawiła się na końcu ulicy, a potem przepadła im z oczu.
- Jestem swoim własnym człowiekiem, a walka Voldemorta i Dumbledore’a niewiele mnie interesuje – skwitował Cathal po francusku.. Po prawdzie nawet nie wiedział o istnieniu Ruchu Oporu i o tym, że Albus nim kieruje, chociaż że ten przeciwstawia się Voldemortowi, mógł podejrzewać. Czyżby Jamila opętał jakiś śmierciożerca…? Nie pomyślał o Grindewaldzie. Teraz w końcu ich światem wstrząsnęła inna wojna. Shafiq przeniósł ponure spojrzenie na Letę. – Najwyraźniej mamy jakiegoś gościa od strony Latajka – poinformował ją, po czym znów wycelował różdżką. Ciało Jamila uniosło się na magicznych noszach. Nie mogli przecież tkwić na ulicy.
Gdy spojrzał na Anwara, wyraz twarzy miał nieruchomy, a spojrzenie zimne.
- Nie jest pani moją przyjaciółką. Ale bez obaw. Zademonstrujemy, jak traktujemy… nieprzyjaciół – przyrzekł, otwierając drzwi kamienicy.
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#14
08.04.2023, 10:45  ✶  
Jamil, Jamil, Jamil. Kim na przeklęte abraxany był ten Jamil? I nagle ją olśniło, że imię to należało do ciała, które opętała. Że od początku ją przejrzeli, bo żaden Klaus nigdy nie istniał. I własna głupota jeszcze bardziej ją rozsierdziła, choć ból policzka po uderzeniu, natężony przez splunięcie w twarz blondynowi, nie pozwolił jej przez moment się odzywać. Mogłaby spróbować przejść chociażby na tę Nell, która – jak widać – jednak do najbystrzejszych również nie należała. Czy warto jednak tak ryzykować? Wciąż też pozostawało pytanie, kogo zamierzali sprowadzić i po co. Trójka dorosłych czarodziejów nie potrafiła sobie poradzić z jedną Salome Delacour, choć ją związali? Doprawdy, żałosne.
- Vol de la mort? Cóż za bezsensowna nazwa bez ani krzty finezji. Po co Gellert miałby to robić? Jego nazwisko jest już dostatecznie znane bez żadnych pseudonimów – odparła, prychając, gdy mężczyzna odezwał się do niej po zniknięciu blondynki. Chyba że to wcale nie Grindelwald, a ktoś inny robił mu konkurencję? – Kim jest ten Latajek? – zapytała, mimo wszystko modląc się w duchu, że to nie ten, za którym bez namysłu poszłaby w ogień stoczył się tak bardzo. Który w ogóle był rok? Jaki dzień i miesiąc potrafiła zinterpretować po tym, że odbywało się Beltane. Tak jak i miejsce, w którym umarła, gdy wdała się w walkę z ludźmi Dumbledore’a.
Przenieśli ją na nosze, wciąż unieruchomioną, choć rzucała się w ciele Jamila, by jakkolwiek spróbować się uwolnić. Bez różdżki nie była jednak w stanie nic zrobić. Mogłaby spróbować się teleportować, tylko dokąd? Zresztą, jeśli magia wciąż szwankowała, mogła sobie tylko zaszkodzić. Zwłaszcza że nie znała możliwości mężczyzny, którego ciało przejęła. Gdyby pozwoliła sobie przepuścić jego własnego ducha, by zyskać jakieś informacje, mógłby nie pozwolić jej wrócić. Wykorzystała przecież tylko chwilę zamroczenia z powodu zaklęć na sabacie.
Najwyraźniej morał z jej historii był taki, że bezmyślne pójście na pewniaka wróży tylko kłopoty. Zginęła, bo uważała się za mistrzynię pojedynków. Teraz przegrała walkę z nimi, bo z góry założyła ich szczerość w doborze imienia. Jak na tak silnego ducha, była dość słaba w układaniu jakichkolwiek planów. Może dlatego Grindelwald wrzucił ją w walce na pierwszy ogień?

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (1908), Jamil Anwar (2125), Leta Crouch (1756)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa