31.03.2023, 11:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2023, 21:32 przez Cathal Shafiq.)
„Świeży” martwi kojarzyli się Cathalowi z jednym z dwojga – Brygadą albo patologią. Przy czym ci pierwsi w przeciwieństwie do mugoli nie mieli raczej czegoś takiego, jak wydział zabójstw, Shafiq strzelał więc na to drugie. Co też sporo mówiło o Cynthii. Aby zdać do akademii potrzebowałeś doskonałych wyników na finiszu Hogwartu oraz egzaminach wstępnych. Wpływy i pieniądze Flintów mogły załatwić wiele, ale nie wszystko.
Piękne, inteligentne kobiety, które starały się tę inteligencję nieco zakamuflować i potrafiły doskonale dostosować się do towarzystwa, były podwójnie niebezpieczne, a przynajmniej tak wynikało z doświadczeń Shafiqa.
- To prawda. Choć samą analizą kości zwykle zajmuje się ktoś inny. Ja skupiam się raczej na otoczeniu, runach i pieczęciach – przyznał, bo anatomia i leczenie zdecydowanie nie należały do jego specjalności. Za to potrafił całkiem sporo powiedzieć na podstawie tego, w jaki sposób zwłoki zostały ułożone, resztek biżuterii oraz tego, gdzie je umieszczono. – Skąd taki wybór? Prosektorium Ministerstwa? – spytał, dość nagle przeskakując z tematu na temat. Trudno powiedzieć, czy był po prostu grzeczny (bo ciotka mu kazała), czy faktycznie go to ciekawiło.
- Nie mogę się sprzeczać z tym stwierdzeniem, w końcu w pewnym sensie z ich powodu się tu znalazłem – zgodził się bez oporów na jej słowa o rzece galeonów. Przecież zakładając tę upiorną, elegancką szatę, powtarzał sobie w duchu, by myśleć o dodatkowym pracowniku do ekipy. Potrzebowali wywoływacza duchów. Mógł ułatwić wiele spraw. – Czy ja wiem, czy kreatywny? Kreatywne byłoby na przykład zamienienie go w ślimaka, a następnie rozdeptanie. Ale obawiam się, że to nie jest rozwiązanie dopuszczalne w towarzystwie.
Uśmiechnął się półgębkiem, dość krótko, na słowa Cynthii odnośnie jego ciotki.
- Czyżbyś chciała, żebym został twoim dłużnikiem, panno Flint? – spytał. Jego wzrok powędrował za jej spojrzeniem i również przez chwilę przypatrywał się Moorowi. – Wygląda na to, że jego rozmówczyni nie cierpi Nobyego Leacha równie mocno, jak on. To dobrze, gdy ludzie znajdują płaszczyznę porozumienia – stwierdził z niewzruszonym wyrazem twarzy. To mogła być ironia, chociaż na pewno nie wybrzmiała w tonie głosu.
- Mam. Żona jednego z faraonów zapewne była czarownicą. Chcę zbadać miejsce jej pochówku – wyjaśnił krótko, nie wdając się w szczegóły. Gdyby nie wiedział, że warto, w ogóle by tam nie jechał. Magiczne wykopaliska były nieco ciekawsze i mniej żmudne niż te mugolskie, ale wciąż wymagało to poświęcenia paru lat, a już w tej chwili Cathal uzupełniał edukację, szykował się do krótszych wyjazdów oraz kompletował ekipę i, niestety, dopinał na ostatni guzik sprawy związane ze sponsorami…
Piękne, inteligentne kobiety, które starały się tę inteligencję nieco zakamuflować i potrafiły doskonale dostosować się do towarzystwa, były podwójnie niebezpieczne, a przynajmniej tak wynikało z doświadczeń Shafiqa.
- To prawda. Choć samą analizą kości zwykle zajmuje się ktoś inny. Ja skupiam się raczej na otoczeniu, runach i pieczęciach – przyznał, bo anatomia i leczenie zdecydowanie nie należały do jego specjalności. Za to potrafił całkiem sporo powiedzieć na podstawie tego, w jaki sposób zwłoki zostały ułożone, resztek biżuterii oraz tego, gdzie je umieszczono. – Skąd taki wybór? Prosektorium Ministerstwa? – spytał, dość nagle przeskakując z tematu na temat. Trudno powiedzieć, czy był po prostu grzeczny (bo ciotka mu kazała), czy faktycznie go to ciekawiło.
- Nie mogę się sprzeczać z tym stwierdzeniem, w końcu w pewnym sensie z ich powodu się tu znalazłem – zgodził się bez oporów na jej słowa o rzece galeonów. Przecież zakładając tę upiorną, elegancką szatę, powtarzał sobie w duchu, by myśleć o dodatkowym pracowniku do ekipy. Potrzebowali wywoływacza duchów. Mógł ułatwić wiele spraw. – Czy ja wiem, czy kreatywny? Kreatywne byłoby na przykład zamienienie go w ślimaka, a następnie rozdeptanie. Ale obawiam się, że to nie jest rozwiązanie dopuszczalne w towarzystwie.
Uśmiechnął się półgębkiem, dość krótko, na słowa Cynthii odnośnie jego ciotki.
- Czyżbyś chciała, żebym został twoim dłużnikiem, panno Flint? – spytał. Jego wzrok powędrował za jej spojrzeniem i również przez chwilę przypatrywał się Moorowi. – Wygląda na to, że jego rozmówczyni nie cierpi Nobyego Leacha równie mocno, jak on. To dobrze, gdy ludzie znajdują płaszczyznę porozumienia – stwierdził z niewzruszonym wyrazem twarzy. To mogła być ironia, chociaż na pewno nie wybrzmiała w tonie głosu.
- Mam. Żona jednego z faraonów zapewne była czarownicą. Chcę zbadać miejsce jej pochówku – wyjaśnił krótko, nie wdając się w szczegóły. Gdyby nie wiedział, że warto, w ogóle by tam nie jechał. Magiczne wykopaliska były nieco ciekawsze i mniej żmudne niż te mugolskie, ale wciąż wymagało to poświęcenia paru lat, a już w tej chwili Cathal uzupełniał edukację, szykował się do krótszych wyjazdów oraz kompletował ekipę i, niestety, dopinał na ostatni guzik sprawy związane ze sponsorami…