• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[Jesień 1954, Hogwart] Uśpiona groza

[Jesień 1954, Hogwart] Uśpiona groza
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#11
16.04.2023, 14:30  ✶  
Przewróciła teatralnie oczyma. No tak. Cała Marta. Cokolwiek by się nie powiedziało, to bardzo brała do siebie i jednocześnie dawała bardzo głośno upust emocjom. Typowe. Zwłaszcza że naprawdę nikt jej tu nie wyśmiewał – po prostu Leta stwierdziła fakt: miała mugolskie pochodzenie.
  Tylko tyle i aż tyle, nie padły żadne słowa sugerujące, że jest szlamą (w sumie była), nikt się tu nie śmiał. A jednak… jednak.
  - Jakbyście się zastanawiali, to właśnie dlatego ta łazienka nigdy nie jest używana – stwierdziła dość ponurym tonem. Posłała dość ponure spojrzenie w stronę umywalek, rozważając coś. Niby nie jej interes, niby nie jej sprawa, niemniej pobyty w Egipcie – bo przecież dzięki matce spędziła tam niemało czasu – uczyły, że woda jest cenna. Tu, w Szkocji, nie istniał jej deficyt, jednakże Crouchównę takie marnowanie niemiłosiernie bolało.
  - Prędzej słońce wzejdzie na zachodzie niż ona przestanie się drzeć – mruknęła ciszej w odpowiedzi Cathalowi, podejmując przy okazji decyzję. Sięgnęła po różdżkę, machnęła nią lekko, zmuszając tym samym kurki do ponownego zakręcenia. Duch zamanifestował swoją złość i zniknął – nie przewidywała, że Marta wyskoczy zaraz niczym filip z konopi, żeby na złość znowu wszystko poodkręcać. Pokazała już wszak, co miała pokazać.
  - O ile dobrze wszystko rozumiem, za życia całkiem sporo czasu tu spędzała – westchnęła cicho, w domyśle pozostawiając „i tak jej już zostało”. Inna sprawa, że przecież wcale a wcale nie musiała być uwiązana do Hogwartu – tyle że starannie sobie na to zapracowała. Tak że… najwyraźniej postawiła na to, co wychodziło jej najlepiej, czyli na zamykanie się w łazience.
  I przy okazji odstraszanie wszystkich chętnych do skorzystania z niej.
  Właściwie pierwsze, co zrobiła po przekroczeniu progu klasy, to usadzenie swoich szanownych liter na blacie jednej z ławek – co wcale nie oznaczało, iż nie była zainteresowana tym, co Cal miał do powiedzenia, wręcz przeciwnie.
  - W każdej legendzie jest ziarno prawdy – wymruczała, odchylając się nieco do tyłu i podpierając przy tym rękoma o blat. Znikąd opowieści się przecież nie brały – Ujmę to tak, Salazar pod sufitem to równo nie miał, wystarczy spojrzeć na nasz Pokój wspólny – oświadczyła z pewnością w głosie – Więc jak dla mnie, to taka komnata jak najbardziej mogła istnieć, zwłaszcza jeśli się uparł i chciał postawić na swoim za wszelką cenę. Wiecie, miał inną wizję odnośnie selekcji uczniów niż pozostali założyciele, więc jestem w stanie sobie wyobrazić, że zostawił po sobie… niespodziankę – wzruszyła lekko ramionami. Sama potrafiła być upartą kozą, nawet jeszcze gorzej, więc też była w stanie sobie wyobrazić, co mogło się stać w momencie, gdy za wszelką cenę chciało się postawić na swoim.
  - Gdyby zmarła od uderzenia w umywalkę, to byłyby odpowiednie ślady – zauważyła z pewnym namysłem w głosie. Zmarszczyła brwi, coś sobie przypominając, jakieś wypowiedziane dość dawno temu słowa… Nie dość dawno, żeby całkiem zapomnieć – Oskarżono wtedy kogoś o jej zabójstwo. Coś z pająkami. Tak, wiem, to nie ma sensu, te cholerstwa nie mają oczu. Nie żółte.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#12
16.04.2023, 22:19  ✶  
Na dobrą sprawę, przynajmniej w oczach Ulyssesa, Cathal mógł właściwie powiedzieć cokolwiek a i tak nie zabrzmiałby głupio lub jak wariat. Młody Rookwood stawiał go sobie za niedościgniony wzór do naśladowania i bardzo poważnie traktował wszystko co ten mówił i robił.
Z największą przyjemnością oddalił się od okupowanej przez zapłakanego ducha łazienki. A najbardziej cieszyło go właśnie to, że nie musiał już wsłuchiwać się w jej rozdzierające zawodzenie i hałasy, które wydawała wylewająca się z kranów woda. Pochłonięty pragnieniem schowania się gdzieś, nie zauważył, że Cathal zdecydował się jednak pomóc Marcie i posłał do łazienki zaklęcie, które przynajmniej częściowo zatarło drażniące ją napisy a Leta (również za pomocą magii) zakręciła kurki.
Celowo nie rozglądał się po pustej klasie, ale od razu skupił uwagę na towarzyszących mu osobach. Słuchał ich, w sumie nie wiedząc co powinien myśleć o całej sprawie. I jemu wydawało się, że jeśli tylko Jęcząca Marta nie umarła przypadkiem (albo nie popełniła samobójstwa – opijając się eliksirem nasennym) to musiał ją ktoś zamordować. Ale czy dziedzic Slytherina naprawdę polowałby akurat na nią? Na płaczliwą i histeryczną mugolaczkę? Musiałaby mu naprawdę zaleźć za skórę, gdyby zdecydował się posłać za nią grozę czającą się w jakiejś tajemnej komnacie. No i czy wtedy nie ryzykowałby zbyt wiele dla zabicia takiej… takiej przeciętnej uczennicy? Co właściwie mógłby osiągnąć zamordowaniem jej? Poza postawieniem na nogi połowy Ministerstwa Magii? Dla Ulyssesa to nie miało większego sensu.
Zmarszczył brwi.
- Gdyby to rzeczywiście był Dziedzic Slytherina, który wypuścił drzemiącą w środku grozę, to czy nie powinien… - młody Rookwood zająknął się nieco. - …kontynuować swojego dzieła? – Zamordowanie jednej czternastolatki nie miało większego sensu. No chyba, że Marta byłaby jakaś szczególna, ale patrząc na nią i na jej zachowanie, Ulysses mógł najwyżej uznać, że była szczególnie męcząca. – Pająki mają oczy. Zazwyczaj od sześciu do ośmiu. Zdarzają się nawet takie, których oczy mogą wydawać się przy odpowiednim oświetleniu żółte – poprawił odruchowo Letę. – Ale żółte oczy częściej są spotykane u gadów, np. krokodyli. Lub u płazów, w tym węży. Albo u ssaków. Niektóre koty mają żółte oczy. - Może więc rozwiązanie zagadkowej śmierci ducha było o wiele prostsze i Martę wystraszył jakiś kot?
Chrząknął. A potem jakby dotarła do niego cała nielojalność, którą właśnie przejawił wobec Shafiqa, bo dodał:
- W Hogwarcie z pewnością ukryte jest wiele sekretnych komnat. Slytherin mógł być o tyle sprytniejszy od reszty, że tych należących do niego jeszcze nie odnaleziono.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#13
17.04.2023, 15:51  ✶  
- Chciał też nauczać czarnej magii. Mógł stworzyć sale choćby pod to. Do eksperymentów, których nie pochwaliliby inni założyciele. I później zmienić jej przeznaczenie – odparł Alethei.
Jakby nie było, w głowie Cathala Salazar od dawna prowadził kampanię na rzecz przekonania go, że czarna magia jest bardzo przydatna. I, po prawdzie, nawet zasiał w Shafiqu ziarno, które miało wykiełkować. Być może gdyby nie te podszepty, nigdy nie nauczyłby się cruciatusa i nigdy nie sięgał bez emocji po magię tylko po to, by kogoś skrzywdzić.
- Zakładam, że jako dziedzic Slytherina chciał ukończyć szkołę. Jeśli ktoś zacząłby tutaj mordować… Ministerstwo pewnie zamknęłoby Hogwart – powiedział Cathal w zamyśleniu. Nie dodał jeszcze jednego: ktoś mógł domyśleć się, kto jest dziedzicem Slytherina. Gauntowie pilnie strzegli swoich sekretów, ale chełpili się swoim rodowodem. Jeżeli ktoś domyślił się pochodzenia tej osoby… - W czasach Slytherina kilka przypadkowych morderstw budziło dużo mniej zainteresowania niż obecnie.
I Cathal niekiedy odnosił nieodparte wrażenie, że Salazar wciąż nie do końca to pojmowała. Być może pchnął jakiegoś nastolatka do poszukiwania komnaty, a potem ten nastolatek ze zdumieniem uświadomił sobie, że za „szlamę” może trafić do Azkabanu równie szybko jak za czystokrwistego. I że to już nie te czasy, w których kiedy wszyscy reprezentacji podczas Turnieju Trójmagicznego ginęli, po czterech latach ogłaszało się jego kolejną edycję, znowu dopuszczając do zawodów trzynastolatków.
Pająk.
Pająk…
- Czy nie zapamiętałaby pająka? – spytał, chyba bardziej siebie niż ich. Ulysses miał rację, pająki owszem, miały oczy, ale Cathal, który widział takie raz, w pierwszej chwili zwrócił raczej uwagę na nadmiar wielkich, owłosionych nóg. – Nie wspominając o tym, że one mordują w określony sposób. Zostałaby otruta albo ciężko poraniona. Z jej historii wynika raczej, że… wyszła i umarła. Większość duchów wygląda tak, jak wtedy, gdy umarły. Na przykład nie mają głowy. Tak… zabija avada kedavra. Albo bardzo specyficzne zwierzęta.
Bazyliszek, szeptał cichy głos w jego głowie, a Shafiq wzdrygnął się ledwo zauważalnie.
- Na szczęście nie przegapilibyśmy potwora, chodzącego po korytarzach – stwierdził w końcu, biorąc się w garść. – Idziemy? – spytał, otwierając drzwi klasy, gotów razem z nimi podjąć przerwaną wędrówkę. Nawet jeżeli w jego głownie pełno teraz było węży i diabelskich szeptów.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2202), Leta Crouch (1598), Ulysses Rookwood (1877)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa