14.03.2023, 02:47 ✶
Ah, gdyby Flint tylko wiedziała, jak brzydko ten nieszczęsny Lovegood, którego spotkała we właściwym czasie i miejscu, o niej myślał, to dopiero zrobiłoby się jej słabo. W całym jej krótkim i zajętym pracą życiu nikt jeszcze nigdy nie miał jej za ćpunkę. Nawet nie za alkoholiczkę! Byłaby to ujma na jej dumie i honorze, zwłaszcza że Cyna bardzo rzadko kłamała, a kadzidła przecież sobie nie wymyśliła! Może jakaś wiedźma nim machała w bocznej alejce? Jakie musiały być tam substancje, że zadziałały tak intensywnie? Przygryzła wargę na ułamek sekundy w zamyśleniu, bo dudnienie i towarzyszący kołysaniu kadzidłem dźwięk, nie opuszczał jej głowy. Rozbrzmiewał z każdym stuknięciem obcasa o bruk, raz lepiej i raz gorzej. Poczuła też, że chce się jej pić.
- Pewnie z przemytu lub złodziejstwa. Aurorzy mają z nimi pełne ręce roboty. - odpowiedziała ze spokojem, bo takie tematy były dla niej codziennością. Mnóstwo jej znajomych było w zatrudnionych w Ministerstwie, Victoria była aurorem. Często też do niej i Lorrety trafiły zwłoki przypadkowych ofiar takich rabunków, czasem cmentarnych hien. - Zwykle szukam książek. Wielka Brytania nie dopuszcza do druku i sprzedaży wielu dział zagranicznych, a na przykład w Nowym Orleanie mają zupełnie inne odmiany ziół lub stosują je w innych proporcjach.
Nigdy nie było tajemnicą, że kochała książki i naukę, fascynowała ją alchemia. Nie kupowała przeklętych przedmiotów czy dzieł prawiących o klątwach, jedynie zaspokajała naukową ciekawość, samej badając i tworząc mikstury. Zerkając na niego, wiedziała, że jej nie wierzył i powodowało to u niej jakąś irytację. Nie była przyzwyczajona.
Na wzmiankę o tym, że mieszkał w okolicy z imprezami tego typu, przemknął jej po ciele chłodny dreszcz. To nie było tak, że duchy mogły opętać? Okultyzm nie leżał w wąskim kręgu jej zainteresowań, ale jasnowłosa przez chwilę pomyślała, że może warto byłoby się wyedukować w tym zakresie. Jego mina na słowa o śmierci sąsiadki, wyraz oczu i potem szybki uśmiech sprawiły, że przymknęła na kilka sekund oczy, zdając sobie sprawę, że kłamał. Czyżby Lovegood był człowiekiem złotoustym?
- Rozumiem. Przykro mi, że ją to spotkało, ale z pewnością wprowadzi Cię w najlepsze zabawy duchów, jeśli Cię lubiła.
Nigdy nie była dobra w pocieszaniu, co wytykali jej wszyscy od Castiela, poprzez Fergusa i aż do Theona. Nie umiała też tego dobrze udawać, więc poza kolejnym, dość krótkim spojrzeniem i drgnięciem warg, nie dostał absolutnie niczego. Na pytanie o Ministerstwo wydała z siebie mruknięcie, które świadczyło o konsternacji. Czy oni mieli egzorcystów? Za mało wychodziła z prosektorium. Dorównała kroku Theodorowi, pozwalając kilku kosmykom spłynąć do przodu. - Nie wydaje mi się, aby egzorcyzmy były tutaj kluczem. Na pewno istnieje sposób na przekonanie duszy, aby została w jednym miejscu i uniemożliwienie jej opuszczania wyznaczonego terenu. Może prędzej jest tak, że dusze można uwięzić, ale nie wypędzić? Przykro mi, nie mam pojęcia. Zajmuje się tym pewnie ktoś pod Departamentem Tajemnic, a niewymowni są milczący.
Wzruszyła ramionami, faktycznie trochę niezadowolona z faktu, że nie wiedziała. Znów zakręciło się jej w nosie od zapachu, który gdzieś tam wyczuwalny był w powietrzu, jednak nie dała po sobie niczego poznać, mając dobrą minę do złej gry. Nie lubiła nie wiedzieć, nie lubiła nie mieć kontroli i był to duet niezwykle męczący. I jeszcze kwestia wampira!
- Wampir by chyba nie powiedział mugolom, że jest wampirem...?
To mogłoby mieć tragiczne konsekwencje dla ich świata. Jej dłonie poruszyły się w kieszeniach, po ciele przeszedł ją dreszcz. Najchętniej spróbowałaby przejrzeć tomisko o ziołach, szukając takich, których działanie pasowało do jej stanu.
- Pewnie tak. Gdybym miała przy sobie, wypiłabym Veritaserum Lovegood, bo na Merlina, to naprawdę było kadzidło.
Wypaliła uparcie, niezadowolona trochę z jego braku wiary, chociaż z drugiej strony — jej rozsądek, wcale mu się nie dziwił . Będąc na jego miejscu, też byłaby pewnie podejrzliwa i czujna. Bez namacalnego dowodu istnienia tego ustrojstwa, najlepszym rozwiązaniem były środki odurzcające. Westchnęła, licząc do dziesięciu w myślach i kilka razy zacisnęła oraz rozluźniła palce. - I skromniejszego.
Dodała już spokojniej, chociaż wciąż patrzyła gdzieś przed siebie i na bruk pod nogami, a nie na swojego przewodnika. Nie mogła skojarzyć nazw ulic, na których była, gdy wszystko to zaczęło się dziać. Może coś było w jej kawie? Może któreś zwłoki lub organy były zatrute? Trybiki w jej głowie pracowały.
- Lepiej, dziękuje. Tu już normalnie pachnie. Zauważyłeś, że u Olivandera zawsze pachnie drewnem? Mój przyjaciel, Fergus Olivander też tak pachnie. Napiłabym się kawy. Mogę kupić Ci kawę w podziękowaniu? - odwróciła twarz w jego stronę, przyglądając się mu uważnie jasnymi oczyma, leniwie stawiając kroki. Wiele działo się w jej wnętrzu, jednak wciąż musiała zachować klasę, mieć odpowiednią maskę i zrobić dobre wrażenie tak, jak była nauczona.
- Pewnie z przemytu lub złodziejstwa. Aurorzy mają z nimi pełne ręce roboty. - odpowiedziała ze spokojem, bo takie tematy były dla niej codziennością. Mnóstwo jej znajomych było w zatrudnionych w Ministerstwie, Victoria była aurorem. Często też do niej i Lorrety trafiły zwłoki przypadkowych ofiar takich rabunków, czasem cmentarnych hien. - Zwykle szukam książek. Wielka Brytania nie dopuszcza do druku i sprzedaży wielu dział zagranicznych, a na przykład w Nowym Orleanie mają zupełnie inne odmiany ziół lub stosują je w innych proporcjach.
Nigdy nie było tajemnicą, że kochała książki i naukę, fascynowała ją alchemia. Nie kupowała przeklętych przedmiotów czy dzieł prawiących o klątwach, jedynie zaspokajała naukową ciekawość, samej badając i tworząc mikstury. Zerkając na niego, wiedziała, że jej nie wierzył i powodowało to u niej jakąś irytację. Nie była przyzwyczajona.
Na wzmiankę o tym, że mieszkał w okolicy z imprezami tego typu, przemknął jej po ciele chłodny dreszcz. To nie było tak, że duchy mogły opętać? Okultyzm nie leżał w wąskim kręgu jej zainteresowań, ale jasnowłosa przez chwilę pomyślała, że może warto byłoby się wyedukować w tym zakresie. Jego mina na słowa o śmierci sąsiadki, wyraz oczu i potem szybki uśmiech sprawiły, że przymknęła na kilka sekund oczy, zdając sobie sprawę, że kłamał. Czyżby Lovegood był człowiekiem złotoustym?
- Rozumiem. Przykro mi, że ją to spotkało, ale z pewnością wprowadzi Cię w najlepsze zabawy duchów, jeśli Cię lubiła.
Nigdy nie była dobra w pocieszaniu, co wytykali jej wszyscy od Castiela, poprzez Fergusa i aż do Theona. Nie umiała też tego dobrze udawać, więc poza kolejnym, dość krótkim spojrzeniem i drgnięciem warg, nie dostał absolutnie niczego. Na pytanie o Ministerstwo wydała z siebie mruknięcie, które świadczyło o konsternacji. Czy oni mieli egzorcystów? Za mało wychodziła z prosektorium. Dorównała kroku Theodorowi, pozwalając kilku kosmykom spłynąć do przodu. - Nie wydaje mi się, aby egzorcyzmy były tutaj kluczem. Na pewno istnieje sposób na przekonanie duszy, aby została w jednym miejscu i uniemożliwienie jej opuszczania wyznaczonego terenu. Może prędzej jest tak, że dusze można uwięzić, ale nie wypędzić? Przykro mi, nie mam pojęcia. Zajmuje się tym pewnie ktoś pod Departamentem Tajemnic, a niewymowni są milczący.
Wzruszyła ramionami, faktycznie trochę niezadowolona z faktu, że nie wiedziała. Znów zakręciło się jej w nosie od zapachu, który gdzieś tam wyczuwalny był w powietrzu, jednak nie dała po sobie niczego poznać, mając dobrą minę do złej gry. Nie lubiła nie wiedzieć, nie lubiła nie mieć kontroli i był to duet niezwykle męczący. I jeszcze kwestia wampira!
- Wampir by chyba nie powiedział mugolom, że jest wampirem...?
To mogłoby mieć tragiczne konsekwencje dla ich świata. Jej dłonie poruszyły się w kieszeniach, po ciele przeszedł ją dreszcz. Najchętniej spróbowałaby przejrzeć tomisko o ziołach, szukając takich, których działanie pasowało do jej stanu.
- Pewnie tak. Gdybym miała przy sobie, wypiłabym Veritaserum Lovegood, bo na Merlina, to naprawdę było kadzidło.
Wypaliła uparcie, niezadowolona trochę z jego braku wiary, chociaż z drugiej strony — jej rozsądek, wcale mu się nie dziwił . Będąc na jego miejscu, też byłaby pewnie podejrzliwa i czujna. Bez namacalnego dowodu istnienia tego ustrojstwa, najlepszym rozwiązaniem były środki odurzcające. Westchnęła, licząc do dziesięciu w myślach i kilka razy zacisnęła oraz rozluźniła palce. - I skromniejszego.
Dodała już spokojniej, chociaż wciąż patrzyła gdzieś przed siebie i na bruk pod nogami, a nie na swojego przewodnika. Nie mogła skojarzyć nazw ulic, na których była, gdy wszystko to zaczęło się dziać. Może coś było w jej kawie? Może któreś zwłoki lub organy były zatrute? Trybiki w jej głowie pracowały.
- Lepiej, dziękuje. Tu już normalnie pachnie. Zauważyłeś, że u Olivandera zawsze pachnie drewnem? Mój przyjaciel, Fergus Olivander też tak pachnie. Napiłabym się kawy. Mogę kupić Ci kawę w podziękowaniu? - odwróciła twarz w jego stronę, przyglądając się mu uważnie jasnymi oczyma, leniwie stawiając kroki. Wiele działo się w jej wnętrzu, jednak wciąż musiała zachować klasę, mieć odpowiednią maskę i zrobić dobre wrażenie tak, jak była nauczona.