• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki

[ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#11
14.03.2023, 02:47  ✶  
Ah, gdyby Flint tylko wiedziała, jak brzydko ten nieszczęsny Lovegood, którego spotkała we właściwym czasie i miejscu, o niej myślał, to dopiero zrobiłoby się jej słabo. W całym jej krótkim i zajętym pracą życiu nikt jeszcze nigdy nie miał jej za ćpunkę. Nawet nie za alkoholiczkę! Byłaby to ujma na jej dumie i honorze, zwłaszcza że Cyna bardzo rzadko kłamała, a kadzidła przecież sobie nie wymyśliła! Może jakaś wiedźma nim machała w bocznej alejce? Jakie musiały być tam substancje, że zadziałały tak intensywnie? Przygryzła wargę na ułamek sekundy w zamyśleniu, bo dudnienie i towarzyszący kołysaniu kadzidłem dźwięk, nie opuszczał jej głowy. Rozbrzmiewał z każdym stuknięciem obcasa o bruk, raz lepiej i raz gorzej. Poczuła też, że chce się jej pić.
- Pewnie z przemytu lub złodziejstwa. Aurorzy mają z nimi pełne ręce roboty. - odpowiedziała ze spokojem, bo takie tematy były dla niej codziennością. Mnóstwo jej znajomych było w zatrudnionych w Ministerstwie, Victoria była aurorem. Często też do niej i Lorrety trafiły zwłoki przypadkowych ofiar takich rabunków, czasem cmentarnych hien. - Zwykle szukam książek. Wielka Brytania nie dopuszcza do druku i sprzedaży wielu dział zagranicznych, a na przykład w Nowym Orleanie mają zupełnie inne odmiany ziół lub stosują je w innych proporcjach.
Nigdy nie było tajemnicą, że kochała książki i naukę, fascynowała ją alchemia. Nie kupowała przeklętych przedmiotów czy dzieł prawiących o klątwach, jedynie zaspokajała naukową ciekawość, samej badając i tworząc mikstury. Zerkając na niego, wiedziała, że jej nie wierzył i powodowało to u niej jakąś irytację. Nie była przyzwyczajona.
Na wzmiankę o tym, że mieszkał w okolicy z imprezami tego typu, przemknął jej po ciele chłodny dreszcz. To nie było tak, że duchy mogły opętać? Okultyzm nie leżał w wąskim kręgu jej zainteresowań, ale jasnowłosa przez chwilę pomyślała, że może warto byłoby się wyedukować w tym zakresie. Jego mina na słowa o śmierci sąsiadki, wyraz oczu i potem szybki uśmiech sprawiły, że przymknęła na kilka sekund oczy, zdając sobie sprawę, że kłamał. Czyżby Lovegood był człowiekiem złotoustym?
- Rozumiem. Przykro mi, że ją to spotkało, ale z pewnością wprowadzi Cię w najlepsze zabawy duchów, jeśli Cię lubiła.
Nigdy nie była dobra w pocieszaniu, co wytykali jej wszyscy od Castiela, poprzez Fergusa i aż do Theona. Nie umiała też tego dobrze udawać, więc poza kolejnym, dość krótkim spojrzeniem i drgnięciem warg, nie dostał absolutnie niczego. Na pytanie o Ministerstwo wydała z siebie mruknięcie, które świadczyło o konsternacji. Czy oni mieli egzorcystów? Za mało wychodziła z prosektorium. Dorównała kroku Theodorowi, pozwalając kilku kosmykom spłynąć do przodu. - Nie wydaje mi się, aby egzorcyzmy były tutaj kluczem. Na pewno istnieje sposób na przekonanie duszy, aby została w jednym miejscu i uniemożliwienie jej opuszczania wyznaczonego terenu. Może prędzej jest tak, że dusze można uwięzić, ale nie wypędzić? Przykro mi, nie mam pojęcia. Zajmuje się tym pewnie ktoś pod Departamentem Tajemnic, a niewymowni są milczący.
Wzruszyła ramionami, faktycznie trochę niezadowolona z faktu, że nie wiedziała. Znów zakręciło się jej w nosie od zapachu, który gdzieś tam wyczuwalny był w powietrzu, jednak nie dała po sobie niczego poznać, mając dobrą minę do złej gry. Nie lubiła nie wiedzieć, nie lubiła nie mieć kontroli i był to duet niezwykle męczący. I jeszcze kwestia wampira!
- Wampir by chyba nie powiedział mugolom, że jest wampirem...?
To mogłoby mieć tragiczne konsekwencje dla ich świata. Jej dłonie poruszyły się w kieszeniach, po ciele przeszedł ją dreszcz. Najchętniej spróbowałaby przejrzeć tomisko o ziołach, szukając takich, których działanie pasowało do jej stanu.
- Pewnie tak. Gdybym miała przy sobie, wypiłabym Veritaserum Lovegood, bo na Merlina, to naprawdę było kadzidło.
Wypaliła uparcie, niezadowolona trochę z jego braku wiary, chociaż z drugiej strony — jej rozsądek, wcale mu się nie dziwił . Będąc na jego miejscu, też byłaby pewnie podejrzliwa i czujna. Bez namacalnego dowodu istnienia tego ustrojstwa, najlepszym rozwiązaniem były środki odurzcające. Westchnęła, licząc do dziesięciu w myślach i kilka razy zacisnęła oraz rozluźniła palce. - I skromniejszego.
Dodała już spokojniej, chociaż wciąż patrzyła gdzieś przed siebie i na bruk pod nogami, a nie na swojego przewodnika. Nie mogła skojarzyć nazw ulic, na których była, gdy wszystko to zaczęło się dziać. Może coś było w jej kawie? Może któreś zwłoki lub organy były zatrute? Trybiki w jej głowie pracowały.
- Lepiej, dziękuje. Tu już normalnie pachnie. Zauważyłeś, że u Olivandera zawsze pachnie drewnem? Mój przyjaciel, Fergus Olivander też tak pachnie. Napiłabym się kawy. Mogę kupić Ci kawę w podziękowaniu? - odwróciła twarz w jego stronę, przyglądając się mu uważnie jasnymi oczyma, leniwie stawiając kroki. Wiele działo się w jej wnętrzu, jednak wciąż musiała zachować klasę, mieć odpowiednią maskę i zrobić dobre wrażenie tak, jak była nauczona.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#12
27.03.2023, 13:55  ✶  
Miał pojedyncze momenty, w których sprawiała normalne wrażenie. W szczególności gdy się jej przysłuchiwał, przechodziło mu przez głowę, że jest zbyt rozsądna i opanowana jak na osobę z problemami z uzależnieniem. Uczucie to było jednak szybko przykrywane przez fakty – to gdzie ją znalazł, w jakim stanie i z czym potrzebowała pomocy, jednoznacznie podpowiadało mu, jakie były jej losy, nim na siebie trafili.
Nie oceniał ją za bardzo. Każdy ma tylko jedno życie i nikt nie przeżyje go za ciebie. Każdy miał prawo robić ze swoim życiem to, na co miał ochotę. Nawet jeśli sam nigdy nie bawiłby się tak, jak najwyraźniej zabawiła się Cynthia, to jednak miała prawo popełniać błędy i marnować życie po swojemu.
Usłyszał kilka słów kluczy: Przemyt, złodziejstwo, „zioła”. Nie połączyły się jednak w sposób, jaki się spodziewał. Zmrużył oczy, przyglądając się jej uważnie.
- Książki o ziołach, tak? Jesteś specjalistką od ziół, o których nie można się dowiedzieć w normalnie sprzedawanych publikacjach? Rozumiem… - powiedział przeciągle. Choć jej słowa można było zinterpretować na tysiąc innych sposobów, on przez swoją oślą upartość przeanalizował to w sposób, który potwierdzałby jego teorię.
- No racja, nie powiedziałby – musiał się zgodzić z jej założeniem o wampirze, bo przecież nawet oni musieli utrzymywać tajemnice przed mugolami. Aż podrapał się po głowie z wysiłku, próbując znaleźć wyjaśnienie - Sam już nie wiem o co może chodzi z tymi drzwiami w takim razie. Tajemnicza sprawa – odetchnął głośno, po czym się poddał. Najwyraźniej była to zbyt trudna zagadka, by móc rozwiązać ją w trakcie rozmowy. Nie miał już ochoty dalej się wysilać i szukać kolejnego wyjaśnienia, bo by go tylko od tego głowa rozbolała.
- Póki co nie narzekam, ale jeśli będzie trzeba, to pójdę do ministerstwa i solidnie przegonię urzędasów, żeby przysłali jakiegoś niewymownego lub innego specjalistę – zapewnił ją. Mimo że nie miała pojęcia, jak to działa, to jednak wyjaśniła mu dosyć dużo. Na pewno wiedziała więcej niż on o ministerstwie i tym, jak funkcjonował.
- No już dobrze, dobrze, niech ci będzie, że to było kadzidło… - zaśmiał się i wystawił przed siebie dłonie w obronnym geście. Uśmiechnął się nad nią rozczulająco. Był pod wrażeniem – zagrała to perfekcyjnie, tak jakby naprawdę została potraktowana jakimś kadzidłem! Wyrzuciła to z siebie tak neutralnie, z taką frustracją, że nie był w stanie wyczuć nutki fałszu. Miał wrażenie, że prędzej miała wyjątkowy dryg do kłamstwa, niż że mówiła prawdę.
- Znasz Fergusa? A to fajny zbieg okoliczności, to również mój przyjaciel! - wypalił podekscytowany. Jakże miło było poznać kogoś, kto znał się na dobrym towarzystwie! Aż się ucieszył, że postanowił jej pomóc, gdy ujrzał ją zagubioną w uliczce.
- Chętnie wybiorę się z tobą na kawę gdy już nie będziesz pod wpływem „kadzidła” – ostatnie słowo wypowiedział w sposób sugerujący jednoznacznie, że nie wierzył w istnienie żadnego kadzidła. Wspomnienie o Ollivanderze znacznie pomogło mu zdecydować się przyjąć zaproszenie. Skoro znała Fergusa, to musiała być w porządku, a to znaczyło, że Lovegood był gotów lepiej ją poznać.
- I o to jesteśmy – powiedział kiwając głową w stronę wyłaniającego się przed nimi Dziurawego Kotła. Uśmiechnął się pod nosem i poprowadził ją w stronę wejścia, a następnie znalazł jej wolny kominek oraz załatwił od barmana troszkę zielonego proszku potrzebnego do podróży za pomocą sieci Fiuu.
- Mam nadzieję, że byłem dobrym przewodnikiem? - spytał, choć w jego ustach brzmiało to raczej jak stwierdzenie faktu, a nie pytanie – To do zobaczenia – dodał i poczekał, aż blondynka się teleportuje.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (3348), Theodore Lovegood (3158)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa