02.08.2023, 22:09 ✶
Chciał trochę wytrącić ją z równowagi. Zaskoczyć, bo sama swego czasu rzuciła mu takie wyzwanie, ale i licząc, że w tym zaskoczeniu dowie się o niej więcej i przejrzy choć na chwilę przez maski, które nosiła. Miał wrażenie, że to się udało, bo drobne zmiany mimiczne, drobne drżenia głosu, nie pasowały do tego wszystkiego, co zapamiętał dotąd – a zapamiętał przecież wszystko. Kolekcjonował każdy taki drobiazg, dorzucając go do całej reszty, jakby były to elementy wyjątkowo skomplikowanego równania, które miał kaprys rozwiązać.
Poza tym Cathal faktycznie chciał pokazać jej coś, co ją zainteresuje. Nie znudzi, nie sprawi, że będzie musiała stać z przyklejonym do ust uśmiechem, jak tamtego dnia, gdy Christopher rozprawiał o Nobym Leachu. Udając, że dobrze się bawi, kiedy tak naprawdę chciałaby być gdziekolwiek, byle nie tutaj.
– Niektórzy podobno uwierzyli, że to, co widzą, to przyszłość. Wmówili sobie albo nie zdawali sprawy z tego, jak lustro działa, a już wiara w to, że zobaczyli prawdę, mogła zrujnować ich życia, gdy odkryli, że jest inaczej – powiedział Cathal, a jego wzrok odruchowo powędrował ku napisowi na ramie. On odruchowo odczytał go w poprawny sposób, nie mógł więc do końca zrozumieć, jak ktoś dałby się tutaj zwieść. – Inni… to zwierciadło pokazuje najgłębsze, najbardziej desperackie pragnienia duszy. Są ludzie, którym ciężko odwrócić od niego wzrok. Słyszałem o przynajmniej jednym czarodzieju, który zaczął przez to tracić kontakt z rzeczywistością.
A być może było ich więcej. Cathal w teorii rozumiał mechanizm, w praktyce nie potrafił jednak pojąć, jak ktoś mógł postępować w ten sposób. Zamiast zająć się życiem, stać przed lustrem i wiecznie spoglądać w to, czego nie mógł mieć.
– Jest stare. Powstało podobno przed dziewiętnastym wiekiem. Jeżeli gdzieś zachowały się zapiski na temat jego powstania, ja nigdy się z nimi nie spotkałem – stwierdził na jej pytanie. A potem Cynthia przesunęła się, stanęła między nim i lustrem, i nie patrzył już na samego siebie, uwolnionego od klątwy Slytherina, a na nią. To trzeba było przyznać Cynthii Flint: doskonale wiedziała, jak skupić na sobie uwagę, kiedy tego chciała.
Przy okazji dorzuciła kolejne dwa kawałeczki do swojego obrazka. Nie była pewna, co takiego zobaczy w Ain Eingarp, nie wiedziała więc do końca, o czym marzy bądź nie poświęcała temu wielu myśli. I czegokolwiek pragnęła, nie było to coś, czego żadna magia i żadne pieniądze nie mogłyby jej dać.
– Myślę, że rzadko widać w nim kalejdoskop. Nie pokazuje wszystkich pragnień, a jedynie te najgłębsze. I w takim razie masz niewątpliwe szczęście, panno Flint – powiedział Shafiq, ponownie z cieniem rozbawienia w głosie. – Zamiast wpatrywać się w lustro i żałował, że nigdy nie osiągniesz tego, co w nim widzisz, możesz ruszyć w świat i zacząć działać, by stało się twoim udziałem.
Ograniczała ją rodzina, oczekiwania, chęć utrzymania opinii, te wszystkie bariery, które narzucał jej świat – choć jeszcze niedawno utrzymywała w rozmowie, że zawsze ma się wybór – i które sama sobie narzucała. Ale Cathal zakładał, że jeżeli Cynthia czegoś będzie bardzo chciała, to jakoś znajdzie sposób, aby osiągnąć swój cel.
– Typowo ślizgońskie: próbujesz podstępem wydusić podpowiedź – oświadczył, mrużąc lekko oczy. Mogłoby się jej nawet udać, gdyby stała tu z kimś innym, ale Cathal sam był przecież Ślizgonem z krwi i kości, i nieraz już spotykał się z podobnymi sztuczkami. – Nic z tego, Cynthio, nie powiem, co sądzę o którymkolwiek z tych luster, nie zaprzeczę ani nie potwierdzę, że któreś lubię szczególnie. Musisz zgadywać sama.
Drobny zakład, drobna próba – nie miał zamiaru ułatwiać jej zadania. Zwłaszcza, że samo rozwiązanie zagadki, jakie poda, powie mu już coś niecoś o niej, nieważne, czy zgadnie, czy też będzie zupełnie się myliła.
Poza tym Cathal faktycznie chciał pokazać jej coś, co ją zainteresuje. Nie znudzi, nie sprawi, że będzie musiała stać z przyklejonym do ust uśmiechem, jak tamtego dnia, gdy Christopher rozprawiał o Nobym Leachu. Udając, że dobrze się bawi, kiedy tak naprawdę chciałaby być gdziekolwiek, byle nie tutaj.
– Niektórzy podobno uwierzyli, że to, co widzą, to przyszłość. Wmówili sobie albo nie zdawali sprawy z tego, jak lustro działa, a już wiara w to, że zobaczyli prawdę, mogła zrujnować ich życia, gdy odkryli, że jest inaczej – powiedział Cathal, a jego wzrok odruchowo powędrował ku napisowi na ramie. On odruchowo odczytał go w poprawny sposób, nie mógł więc do końca zrozumieć, jak ktoś dałby się tutaj zwieść. – Inni… to zwierciadło pokazuje najgłębsze, najbardziej desperackie pragnienia duszy. Są ludzie, którym ciężko odwrócić od niego wzrok. Słyszałem o przynajmniej jednym czarodzieju, który zaczął przez to tracić kontakt z rzeczywistością.
A być może było ich więcej. Cathal w teorii rozumiał mechanizm, w praktyce nie potrafił jednak pojąć, jak ktoś mógł postępować w ten sposób. Zamiast zająć się życiem, stać przed lustrem i wiecznie spoglądać w to, czego nie mógł mieć.
– Jest stare. Powstało podobno przed dziewiętnastym wiekiem. Jeżeli gdzieś zachowały się zapiski na temat jego powstania, ja nigdy się z nimi nie spotkałem – stwierdził na jej pytanie. A potem Cynthia przesunęła się, stanęła między nim i lustrem, i nie patrzył już na samego siebie, uwolnionego od klątwy Slytherina, a na nią. To trzeba było przyznać Cynthii Flint: doskonale wiedziała, jak skupić na sobie uwagę, kiedy tego chciała.
Przy okazji dorzuciła kolejne dwa kawałeczki do swojego obrazka. Nie była pewna, co takiego zobaczy w Ain Eingarp, nie wiedziała więc do końca, o czym marzy bądź nie poświęcała temu wielu myśli. I czegokolwiek pragnęła, nie było to coś, czego żadna magia i żadne pieniądze nie mogłyby jej dać.
– Myślę, że rzadko widać w nim kalejdoskop. Nie pokazuje wszystkich pragnień, a jedynie te najgłębsze. I w takim razie masz niewątpliwe szczęście, panno Flint – powiedział Shafiq, ponownie z cieniem rozbawienia w głosie. – Zamiast wpatrywać się w lustro i żałował, że nigdy nie osiągniesz tego, co w nim widzisz, możesz ruszyć w świat i zacząć działać, by stało się twoim udziałem.
Ograniczała ją rodzina, oczekiwania, chęć utrzymania opinii, te wszystkie bariery, które narzucał jej świat – choć jeszcze niedawno utrzymywała w rozmowie, że zawsze ma się wybór – i które sama sobie narzucała. Ale Cathal zakładał, że jeżeli Cynthia czegoś będzie bardzo chciała, to jakoś znajdzie sposób, aby osiągnąć swój cel.
– Typowo ślizgońskie: próbujesz podstępem wydusić podpowiedź – oświadczył, mrużąc lekko oczy. Mogłoby się jej nawet udać, gdyby stała tu z kimś innym, ale Cathal sam był przecież Ślizgonem z krwi i kości, i nieraz już spotykał się z podobnymi sztuczkami. – Nic z tego, Cynthio, nie powiem, co sądzę o którymkolwiek z tych luster, nie zaprzeczę ani nie potwierdzę, że któreś lubię szczególnie. Musisz zgadywać sama.
Drobny zakład, drobna próba – nie miał zamiaru ułatwiać jej zadania. Zwłaszcza, że samo rozwiązanie zagadki, jakie poda, powie mu już coś niecoś o niej, nieważne, czy zgadnie, czy też będzie zupełnie się myliła.