Ginny nie trzeba było dwa razy zapraszać do rozmowy, lubiła nieść ją na własnych barkach, jeśli oznaczało to, że druga strona czuje się z tym lepiej. A poza tym miała swoje zawodowe zacięcie historyka: mogłaby opowiadać, opowiadać, opowiadać… Skakać od tematu do tematu. I może nie byłaby przy tym tak nudna jak profesor-duch Binns, który nauczał historii magii w Hogwarcie (a o czym Ginny wiedziała jedynie z opowieści własnego ojca) – bo nie mówiłaby tak monotonnym i usypiającym głosem jak on.
Zastanowiła się wyraźnie, a było to zwizualizowane jej zmarszczonymi i ściągniętymi brwiami, kiedy intensywnie przekopywała pamięć w poszukiwaniu imion i nazwiska; dopasowując twarze, co niby nie powinno być tak trudne, bo ilu anglików widywało się w Egipcie na wykopaliskach… No umówmy się – niezbyt wielu i się wyróżniali na tle rodowitych Egipcjan. Ginny też trochę się odznaczała, ale tylko trochę.
– Florian i Flora… Cholerka, ja nie kojarzę. Ale zapiszę sobie, co? Może mój tata będzie kojarzyć. Nazywa się Saturnus McGonagall – dodała, w ramach wymiany imion i nazwisk z już nie tak nieznajomą dziewczyną. I tak, Ginny podała jej całkowicie angielskie nazwisko, które dodatkowo nosiła zastępczyni dyrektora w Hogwarcie. – Zapytam się go dzisiaj. Albo jutro – uśmiechnęła się do Aveliny i wyciągnęła z torebki zwitek papieru, a następnie różdżką niczym piórem zapisała na nim imiona i nazwisko rodziców Aveliny, żeby nie zapomnieć. Nosiła ze sobą takie wolne kartki, bo nie raz łapała ją jakaś myśl i nie chcąc jej zgubić, zapisywała sobie. Tak to już było jak miało się sporo na głowie i starało się być zorganizowaną osobą.
– Jesteś jak kot – powiedziała bezpośrednio i całkowicie nie mając nic złego na myśli. Rzecz jasna po tym, gdy Ave stwierdziła, że lubi ciepło i się wygrzewać. – Wspaniałe stworzenia. W starożytnym Egipcie były czczone niczym bogowie. Kiedy ktoś wyrządził kotu krzywdę, to potrafiono taką osobę skazać nawet na śmierć, niezależnie od tego, jaki miała status. Wiedziałaś? Całkowicie fascynujące. Równie ciekawe jest to, że ogólnie są kojarzone z czarami, czarodziejami. Mugole wyobrażając sobie czarownice i wiedźmy często za ich towarzysza biorą właśnie kota – aż musiała się napić tego grzańca. Wspaniale rozgrzewał, nie był wcale gorzki – a wręcz pyszny. A potem to Avelina zaczęła mówić i Ginny zamieniła się w słuch, odwracając do towarzyszki głowę. Ładna była. I ta czerwona szminka robiła dokładnie to, co robić miała. – Brzmi jak koszmarnie dużo roboty – przyznała po chwili. – I to jeszcze w tym okresie. To bardzo miło z twojej strony, że chcesz pomóc szefowi. Mam nadzieje, że są pod kontrolą jakiegoś kompetentnego magimedyka – bo można było być magimedykiem i magimedykiem. – A ty… sama robić eliksiry? Niesamowite. To pewnie dużo pracy, co? – miała jakieś tam pojęcie, bo tez chodziła do szkoły… tylko w eliksirach nigdy dobra nie była.