Wyszczerzył się, kiedy kobieta zaczęła go odganiać swoimi rękami. Nie robił tego mocno, nie robił tego nawet szybko, dając się jej odpędzać i odpychać od siebie, jakby jej ciałko naprawdę miało tutaj moc sprawdzą i moc czynienia cudów. Jeszcze trochę i bojówki Nocturna będą wołały Avelinę do ochrony swoich dzielnic przed pazernym Czarnym Kotem. Trochę jednak jej sięgał, żeby poczochrać, aaa tylko trochę! A to ją tyknął przez moment w bok, żeby przestała się tak bronić, żeby móc zaatakować. Nie lubił, kiedy ktoś naruszał jego granice przestrzeni, jakimi było jego ciało. Kiedy ktoś go obłapiał, dotykał, chciał od niego czułości i się przytulał. Choć były osoby, przy których było to miłe. Gdyby Aveliny to nie bawiło to by się sam odsunął, dając jej to, czego sam by oczekiwał. Ale i nie zbliżał się zanadto, bo wygłupy wygłupami, ale podobno byli dorosłymi ludźmi. Kto by ich podglądał tutaj, w tym ogrodzie..? A może właśnie było za dużo ocząt i skrzaty miały potem naskarżyć Augustusowi? Sauriel był tutaj nikim. Siedzącym w tej rezydencji synem jednego z Rookwoodów, całkiem niepokornym. W końcu się odsunął i zaczął jej przypatrywać, kiedy tak błagalnie zawalczyła o tę przestrzeń dla siebie i zaczęła układać na powrót kosmyki włosów.
- Rozczochrana czy nie - i tak wyglądasz słodko. - Przez moment patrzył, jak doprowadza się do porządku, ale po chwili wrócił do ćwiczenia swojego czarowania, z którego lwia część po prostu w ogóle nie wychodziła - jakby kompletnie nie rzucił czaru, chociaż ewidentnie to zrobił. Normalne w pierwszych chwilach nauki. Doświadczenie z innymi zaklęciami jednak wiele tutaj ułatwiało, nawet jeśli mówiliśmy o zupełnie innej dziedzinie magii. - Spokooojnieee! I got this! - Wyciągnął rękę przed siebie, jakby to miało w czymkolwiek pomóc, kiedy rozległa się ta tragiczne kakofonia nieudanego zaklęcia, po czym spojrzał na Avelinę, gdy zamarli na sekundę w bezruchu... i po prostu się zaśmiał. Było wiele niebezpiecznych sytuacji w jego życiu, ale umrzeć od zapałki się nie spodziewał. A jeden głupi dźwięk podniósł adrenalinę we krwi - przynajmniej u Avleiny. U niego nie było czego podnosić.
- Moja nauczycielka zajebista czegoś nie potraaafi? - Uniósł brwi w udawanym zdziwieniu. - Niemożebność. - Dodał już ciszej, z uśmiechem pod nosem. - Dzięki, umówieni jesteśmy do klątwołamaczki. Zajebiście, że zdjęłaś z siebie to świństwo. Musiało ci się uprzykrzać. - No to było stwierdzenie, bo czym miało być? Laska splotła wianek randomowi, który wziął i zniknął. Nie było się z czego cieszyć. - Złamałbym mu nos, żeby mu powiedzieć, że tak się nie traktuje dam, no ale chuj. Zniknął to znikł. - Był frajer - nie ma frajera. I fakt - Sauriel klepał dziobem. Mówił, co myślał, czasami tylko gryzł się w język, żeby przez filtr nie przeszły niektóre skrajnie zbereźne rzeczy, albo takie, które już wiedział, że były w chuj niemiłe. To jest - że tak niemile mogły zabrzmieć w ramach żartów, dla niego śmiesznych, dla kogoś innego niekoniecznie. - Eee tam do zakonu... kota se znajdź. - Wyszczerzył się znowu w paskudnym uśmiechu. - Twoi starsi nic? Żadnego kandydata na horyzoncie? - Nie wyznawał zasady, że aranżowane małżeństwa są spoko, ale Avelina brzmiała naprawdę na... zawiedzioną. Ech, co z tymi babami, że faceta sobie znaleźć dobrego nie mogły... - Wiesz co, jesteś trzecią sympatyczną babeczką, która dla mnie powinna być otoczona wianuszkiem psychofanów, a żadna z was ciągle sobie znaleźć gacha nie może. Pojebana sprawa. - Jego przynajmniej dziwiło i nie rozumiał, jak to się dzieje. Zapatrzył się przez moment w jeden punkt w chwili tego zastanowienia, aż w końcu wzruszył ramionami (bo co on tam mógł niby wymyślić w tej swojej łepetynie) i wrócił do czarowania.
- Nooo ci Zimni. Gazet nie czytasz? - Sauriel czasami ciężko przyjmował do świadomości, że nie każdy był na bieżąco ze wszystkimi gazetami Londynu. - Kurwa, no co u Stacha. Karalucha łatwiej ubić od niego. - Prychnął śmiechem. - Doobrze, zajmuje się ogórkami. Bo zaczął sadzić ogórki, ya know... A co ty tam w ogóle teraz porabiasz? Skoro perspektywa na kota, to jakieś niezależne i samodzielne życie w planie? ...ej poka mnie to jeszcze raz, bo mi to nie wychodzi...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.