Dellian znowu wybuchł śmiechem. Czy podejrzewał, że Leo sprosił już ludzi na parapetówkę? Oczywiście. Gdyby tego nie założył nie mógłby nazywać się przyjacielem swojego przyajciela. Pokręcił głową i cicho westchnął.
– Lubię, gdy zapominasz, że jestem ślepy. Wtedy powstaje ta taka niezręczna cisza, w której czekasz, aż zemdleje na twój widok, a tak naprawdę – podszedł do niego wpychając go lekko na ścianę, bo już obcykał mniej więcej, gdzie co się znajduje i oparł dłoń nad jego ramieniem – to ty mdlejesz na mój widok mój drogi Leonie – wyszczerzył się złośliwie w uśmieszku i zarechotał po chwili złośliwie. Zgarnął dłonią swoje kręcone włosy, aby mu nie przeszkadzały w nie patrzeniu. Jeśli Leo nic nie zrobił to Dell się od niego odsunął.
– Dobra, trzeba pozgarniać jakieś gazety i szukać mebli do środka. Ja z domu mogę zabrać jedną szafę, stolik do salonu pod kawę i łóżko – odpowiedział wzrok kierując mniej więcej w stronę Leo.