21.09.2023, 21:54 ✶
Tak, też się tego nie spodziewała. W chwili, gdy skutecznie zajęła jego ręce dwoma kubkami, była całkiem pewna, że każde z nich miało jeden dla siebie i drugi dla „potrzebującego”. A tu proszę, jakimś cudem to jej przyszło być bohaterem w srebrnej zbroi ewidentnie mugolskiej kurtce, której nadal z siebie nie zdjęła.
Ale jednak, życie potrafiło spłatać figla (a może po prostu: los się sprzysiągł czy coś w ten deseń) i musiała koniec końców zgarnąć kubek od Moody’ego, jeśli nie chciała pozostać bez życiodajnego napoju, jakim była kawa.
Nie szukała sobie żadnego siedzącego miejsca, woląc się podeprzeć plecami o ścianę. I choć kiedyś może by i mogła parsknąć z tego, co właśnie usłyszała, to teraz… teraz po prostu rzuciła ewidentnie zmęczone spojrzenie człowieka, który miał za sobą ciężki czas i nie bardzo wiedział, ile jeszcze utrzyma się na nogach, zanim padnie. Choć akurat do tego specjalnie się nie spieszyła; upierała się, że nie może odpuścić, że musi wytrwać tyle, ile będzie trzeba – wedle jej uznania.
- Przykro mi – wyrzekła pod adresem Botta, choć trudno powiedzieć, do czego dokładnie piła. Do Grażynki? Do strat, jakie poniósł? Do cholera-wie-czego? - Jakbyś potrzebował pomocy, to daj znać, pomyśli się – dodała i pociągnęła łyk kawy, przymykając na chwilę oczy. Pomyśli się – bo była całkiem pewna, że w ciągu najbliższych dni trudno będzie znaleźć chwilę na podrapanie się po dupie. Formalności to jedno, przygotowania to drugie, trzecie… ktoś musiał posprzątać cały burdel po Beltane i nie zamierzała się od tego wymigiwać. Nawet jeśli w teorii mogłaby zagrać kartą, iż po ostatnich wydarzeniach naprawdę potrzebuje czasu dla siebie.
- Pojebane kreatury? – spytała cicho. Cóż, poprzedni dzień miała praktycznie wyjęty z życia, a ten poświęciła na coś zupełnie innego, więc… mogła być trochę zacofana, jeśli chodziło o wszelkie wieści.
Ale jednak, życie potrafiło spłatać figla (a może po prostu: los się sprzysiągł czy coś w ten deseń) i musiała koniec końców zgarnąć kubek od Moody’ego, jeśli nie chciała pozostać bez życiodajnego napoju, jakim była kawa.
Nie szukała sobie żadnego siedzącego miejsca, woląc się podeprzeć plecami o ścianę. I choć kiedyś może by i mogła parsknąć z tego, co właśnie usłyszała, to teraz… teraz po prostu rzuciła ewidentnie zmęczone spojrzenie człowieka, który miał za sobą ciężki czas i nie bardzo wiedział, ile jeszcze utrzyma się na nogach, zanim padnie. Choć akurat do tego specjalnie się nie spieszyła; upierała się, że nie może odpuścić, że musi wytrwać tyle, ile będzie trzeba – wedle jej uznania.
- Przykro mi – wyrzekła pod adresem Botta, choć trudno powiedzieć, do czego dokładnie piła. Do Grażynki? Do strat, jakie poniósł? Do cholera-wie-czego? - Jakbyś potrzebował pomocy, to daj znać, pomyśli się – dodała i pociągnęła łyk kawy, przymykając na chwilę oczy. Pomyśli się – bo była całkiem pewna, że w ciągu najbliższych dni trudno będzie znaleźć chwilę na podrapanie się po dupie. Formalności to jedno, przygotowania to drugie, trzecie… ktoś musiał posprzątać cały burdel po Beltane i nie zamierzała się od tego wymigiwać. Nawet jeśli w teorii mogłaby zagrać kartą, iż po ostatnich wydarzeniach naprawdę potrzebuje czasu dla siebie.
- Pojebane kreatury? – spytała cicho. Cóż, poprzedni dzień miała praktycznie wyjęty z życia, a ten poświęciła na coś zupełnie innego, więc… mogła być trochę zacofana, jeśli chodziło o wszelkie wieści.