• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[12.03.1971, Aberystwyth] Skarbnica wiedzy | Rodolphus, Robert

[12.03.1971, Aberystwyth] Skarbnica wiedzy | Rodolphus, Robert
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#1
12.12.2023, 10:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 06:55 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

12.03.1972
Aberystwyth, Walia

Skrzat domowy dostarczył Robertowi informacje, jak znaleźć kolejną z chat, które Rodolphus wynalazł z dala od Londynu. W liściku, który mu przekazał, wytłumaczył swoją decyzję brakiem należytej inwigilacji Ministerstwa Magii w tych rejonach Wysp oraz ciszą i lokalizacją na uboczu miasteczka. Nikt postronny nawet nie pomyśli, żeby zapuścić się w te rejony. A nawet gdyby pomyślał, to nałożone na chatę zaklęcia uchronią budynek przed wścibskim spojrzeniem.

W liście była też informacja o tym, że dokumenty Rodolphus będzie miał ze sobą. Nie mogli ich zostawić tam, je trzeba było trzymać blisko. To był jedyny mankament tak odległej lokalizacji, lecz była to zaledwie maleńka niedogodność w tym całym przedsięwzięciu. Dokumenty mogli trzymać u Rolpha lub Roberta, blisko, albo zostawić tam, czego jednak młody Lestrange raczej nie chciał. Ta kwestia była do dogadania. Robert mógł się domyślić, o które dokumenty chodzi - nie o badania, a o spis mugoli, który udało się zebrać. To było dość łatwe przedsięwzięcie, w przeciwieństwie do prawdziwego wyzwania, które stało przed nimi: zdobycia spisu czarodziejów. To jednak było tak odległe zadanie, że na razie Rodolphus skupił się na tym, co mieli.

Dość powiedzieć, że to była nie tylko bułka z masłem, ale i przyjemność. Wystarczyło proste zaklęcie, urok osobisty i niewinne kłamstwo, a także odrobina perswazji żeby po prostu zdobyć to, co chciał. Sierocińce odpadły w przedbiegach, lecz szpital i budynek mugolskiego urzędu w Londynie oraz Rhayader i Brecon, w Walii, to był strzał w dziesiątkę. Specjalnie wybrał dodatkowe dwa miasta poza Londynem, żeby nie wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania.

Do liściku dołączony był świstoklik z informacją, że Rodolphus będzie na Roberta czekał 12 marca i później, jeśli Robert wyrazi chęć przełożenia spotkania.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#2
13.12.2023, 07:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2023, 16:47 przez Robert Mulciber.)  

Wbrew pierwotnym założeniom, zamiast śledzić poczynania Rudolphusa, osobiście zaangażował się w prowadzone przez niego badania. Nie planowal tego. Nie uważał, aby mógł sobie na to pozwolić. Miał przecież inne obowiązki na głowie. Inne zadania. Okazało się jednak, że naukowca zawsze ciągnie do laboratorium.

Prawie tak samo jak tego nieszczęsnego wilka do lasu.

Kiedy otrzymał świstoklik, a wraz z nim krótką informacje od Lestrange'a, kolejne dni zaplanował w taki sposób, aby we wskazanym terminie móc znaleźć się na miejscu. Mógł sobie na to pozwolić. Ostatecznie był tylko handlarzem, który zajmował się sprzedażą świec oraz kadzideł. Przynajmniej oficjalnie.

Podróże przy pomocy świstoklika nie były czymś przyjemnym. Nieszczególnie za tym przepadał, ale też - nie miał wielkiego wyboru. Z racji na nieprzyjemne przeżycia wiążące się z teleportacją, nie zdołał jej nigdy w pełni opanować. Aby podróżować przy pomocy kominka, potrzebował zaś znać dokładny adres. Przekazywanie go poprzez sowe mogło niestety okazać się zbyt ryzykowne. Wiadomość zawsze można było przechwycić.

Na miejscu zjawił się w późnych godzinach popołudniowych. Miał na sobie szary płaszcz. Pod spodem czarne spodnie i również szary sweter. Pogoda o tej porze roku bywała paskudna. Na wszelki wypadek zadbał więc o to, aby mieć odpowiednio dobrany do niej strój. Na miejscu wylądował z gracją kogoś, kto świstoklikiem podróżuje pierwszy raz. Może trzeci. Niewiele brakowało, aby rąbnął o niewysokie drzewo.

Szybko jednak pozbierał się. I resztki swojej godności również. Rozejrzał się po okolicy, do której sprowadził go Rudolphus. Zaciekawiony, choć nie dało się tego dostrzec na pierwszy rzut oka. Nie pozwalał na to, aby odmalowało się to na jego obliczu. Ruszył we właściwym kierunku. Zgodnie z otrzymanymi instrukcjami. Odnalazł chatę.

- To ma być to miejsce? - zadał młodzikowi pytanie, ledwie znaleźli się obydwaj w jednym miejscu, omijając tym samym etap przywitania się, nie decydując na wyciągnięcie, uścisk ręki. Wolał przejść z miejsca do rzeczy. Lestrange zdążył mu co prawda to i owo przedstawić w liście, ale co innego zobaczyć to wszystko na własne oczy. Zawsze bezpieczniej było dokonać osobistej inspekcji.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#3
15.12.2023, 10:43  ✶  
Rodolphus sam nie przepadał za teleportacją. Korzystał z niej tylko wtedy, gdy musiał - uczucie było nieprzyjemne, a ryzyko rozszczepienia duże. Zdecydowanie wolał kominki fiuu lub świstokliki. Te drugie były wygodniejsze, tak po prostu, a po co rezygnować z wygodnych rzeczy?

Rodolphus stał przed chatą, owinięty czarnym, wełnianym płaszczem. Czekał na Roberta mimo pogody, która - krótko mówiąc - nie należała do najprzyjemniejszych. Wiał tu mocny, porywisty wiatr, który przeszywał ich ciała nawet pomimo ciepłego ubrania. Szarpał poły płaszcza i kosmyki włosów, rozbijał się o policzki i wdzierał do oczu, powodując łzawienie, jeśli się tylko wystawiło w jego stronę twarz. Na ich szczęście nie padał deszcz, chociaż sądząc po niebie, to miało się za chwilę zmienić.
- Miejsce na końcu świata - potwierdził, odwracając się całym ciałem do Roberta. I on nie wyciągnął w jego stronę ręki - nienawidził tego rodzaju przywitań. Uważał, że spokojnie każdy mógłby się obejść bez dotyku tego typu, wystarczyłoby skinięcie głową czy po prostu rozpoczęcie rozmowy. Nienawidził small talków, nigdy zresztą nie był w nich dobry, chyba że miały konkretny cel.

Chata stała w niezbyt gęstym lasku, ukryta między drzewami. Bez instrukcji znalezienie jej byłoby trudne, ale nie niemożliwe. Wyglądała... Biednie. Trochę jak rudera, chociaż gdy Robert się przyjrzał, to dostrzegł solidne drzwi niepasujące do rudery, a także szczelne okna. Drewno wydawało się przegniłe, ale nie mogło być to prawdą, bo w innym przypadku nie zachowałyby się okna i drzwi w tak dobrym stanie. Chata została magicznie postarzona, by z daleka nie zachęcała do odwiedzin, gdyby komuś udało się przełamać zaklęcia maskujące i zabezpieczające.
- Z daleka jej nie widać, mugole jej nie zobaczą nawet, gdy przejdą obok. Zabezpieczam ją zaklęciami, gdyby komuś przyszło tu w okolicy węszyć, tak na wszelki wypadek - powiedział, ruszając do drzwi. Wyciągnął różdżkę i wyszeptał kilka słów. Zamek jakby zamigotał srebrną poświatą, zafalował i zmienił się w mosiężną klamkę. Rodolphus ją nacisnął i wszedł do środka, podejrzewając że nawet gdyby puścił Mulcibera przodem, ten nie zechciałby wejść jako pierwszy.

Wnętrze wyglądało tak, jak wnętrze poprzedniej chaty. Surowe, puste, drewniane ale nowe. Trochę zbyt nowe, pachniało tu świeżym drewnem, żywicą i czymś jeszcze. Unosił się tu charakterystyczny zapach remontu i magii. Dwa pokoje: ten, w którym stali i ten naprzeciwko, z uchylonymi drzwiami. Jedno biurko, czarna zamykana drewniana szafa, para krzeseł i odznaczająca się klapa w podłodze. Lestrange miał dziwny pociąg do piwnic.
- Na dole jest więcej miejsca, ale jest zimniej. Ciężko to ogrzać, gdy nie przychodzi się tu regularnie - powiedział, zerkając na nierozpalony kominek. Nie chciał teraz podpalać szczap drewna, bo jeszcze nie rozwiązał problemu z dymem, który unosiłby się z komina. - Poprzedni właściciel chętnie wyłożył pieniądze na remont, lecz zginął tragicznie, przygnieciony belą drewna, zanim zdążył remontowaną w tajemnicy ruinę przekazać swoim potomnym, przed którymi trzymał ten sekret, licząc że sprawi im miłą niespodziankę na nowej drodze życia.
Lestrange cmoknął, jakby ze zmartwieniem. Aczkolwiek wyraźnie było czuć w tym odgłosie fałsz. Rodolphus nie ściągał jeszcze rękawiczek, chcąc najpierw się należycie ogrzać, bo przecież mimo tego, że kominek był nierozpalony, to chociaż tutaj nie wiało. Wiatr wściekle uderzał w okna i ściany. Dach skrzypiał nieprzyjemnie, lecz wydawał się solidny. Jeśli jednak będą chcieli przebywać tu częściej, na pewno będzie trzeba wprowadzić kilka zmian. I rozwiązać problem z ogrzewaniem.
- Udało mi się zdobyć dokumenty ze szpitali mugolskich. Nie było to trudne, bardziej czasochłonne - powiedział, przechodząc do rzeczy. Spojrzał na szafę, lecz na razie się w jej kierunku nie ruszał. - Wybrałem to miejsce ze względu na lokalizację, zapomnienie o nim oraz cały segment pod ziemią. Jest prawie tak samo dużo miejsca, jak tu.
To się nieczęsto zdarzało. To, że znalazł coś takiego, to był prawdziwy cud. Albo grzebanie w biurze zagospodarowania przestrzennego i dyskretne zniszczenie dokumentów, poświadczających że w ogóle tutaj kiedykolwiek był jakiś budynek.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#4
26.12.2023, 17:23  ✶  

Marzec taki właśnie był. Niby ustąpiła zima, pogoda powinna być coraz przyjemniejsza, zarazem jednak niezbyt często zdarzało się, aby o tej porze roku można było schować do szafy ciepłe płaszcze i buty. Porywisty wiatr. Deszcze. Czasem gwałtowne burze. Każdego roku wszystko zdawało się wyglądać podobnie. Robert dawno temu już się do tego stanu rzeczy przyzwyczaił.

Nie był zachwycony, ale paskudna pogoda nie stanowiła dla niego przeszkody.

- Lokalizacja jest pewna? - zapytał, rozglądając się po okolicy. Jego również nie ciągnęło w stronę niepotrzebnych, grzecznościowych rozmów. Stanowiły tylko stratę czasu. Ostatecznie przecież pojawił się tutaj z konkretnego powodu, chciał się właśnie tym zająć. Możliwie sprawnie.

Z widocznym zainteresowaniem, zbliżył się do budynku. Zainteresował się ścianami, oknami, drzwiami. Dłoń powędrowała w stronę drewna, wyglądające na przegniłe, a jednak cała konstrukcja zdawała się solidna. Dla kogoś, kto tego rodzaju zaklęciami zajmował się od wielu lat, stosunkowo szybko stało się oczywistym w jaki sposób nieruchomość została zabezpieczona przed Lestrange'a. Czy był zadowolony widząc efekty pracy wykonanej przez niewymownego? Przede wszystkim nie narzekał. Nie krytykował. A przecież nie dał się dotąd poznać jako człowiek, który zwykł gryźć się w język.

Nie było to w jego stylu.

Kiedy Rodolphus otworzył drzwi, wszedł do środka za nim. Dobrze założył, że wejście przodem nie wchodziło w przypadku Roberta w grę. Zachowywał ostrożność. Na chwilę obecną nie ufał Lestrange'owi na tyle, żeby zaryzykować. Na to potrzeba było czasu. Znacznie większej jego ilości, niż otrzymali na ten moment.

- Rozumiem, że zająłeś się tym, żeby istnienie tej nieruchomości przypadkiem nie wypłynęło? - zadał pytanie. Nawet jeśli poprzedni właściciel krył się z remontem, informacje o tej posiadlości musiały znajdywać się w dokumentach. Posiadał ją zapewne jakiś urząd. Może nawet kilka urzędów? Dużo zależało od tego, kto konkretnie był właścicielem. Czy był to mugol, czarodziej? Mulciber wolałby poznać możliwie najwięcej szczegółów, zanim podejmie decyzje na temat tego, czy będzie w tym miejscu pracował. O ile sam standard zdawał się odpowiedni, nie budził jego zastrzeżeń, tak inne kwestie mogły prowadzić do powstania wątpliwości. Miał zbyt wiele do stracenia. Zbyt duże ryzyko mogło w jego przypadku doprowadzić do wypłynięcia na światło dzienne informacji o innych ludziach oraz ich działalności. Niekoniecznie legalnej.

- Przydałoby się jeszcze kilka szaf, może ze dwa stoły. - skomentował, rozglądając się po wnętrzu. Nieśpiesznie. Oceniająco. Nawet jeśli większość rzeczy miała znajdywać się w piwnicy, to przecież nie spędzi tam całego dnia, który przeznaczy na badania. Poza tym... może warto było zadbać o pozory? Urządzić chatę tak, żeby sprawiała wrażenie zwykłego domku. Może letniego? Służącego jako miejsce, w którym mógł się zatrzymać ktoś, kto interesował się polowaniami. - Warto rozważyć czy dobrym posunięciem nie byłoby urządzenie chaty w stylu typowym dla domków myśliwskich. - podzielił się tym, co przyszło mu do głowy. Gdyby nałożyć odpowiednie zaklęcia, stworzyć iluzję, nawet dym unoszący się okazjonalnie z komina nie powinien wzbudzać zainteresowania. Choć oczywiście istniało ryzyko, że ściągnie na chatę niepotrzebną uwagę. Ciężko było to jakoś przeskoczyć. Będzie musiał nad tym pomyśleć. Poświęcić tej kwestii więcej czasu.

- Zapoznałeś się z nimi? Dokonałeś wstępnej selekcji? - zainteresował się tematem zdecydowanie bardziej niż kwestią samej nieruchomości. Odpowiedni dobór obiektów był istotny. Popełniając błędy już na tym etapie, można było przekreślić całe badania. Wyrzucić do kosza wszystkie obserwacje, notatki, zapiski.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#5
01.01.2024, 10:27  ✶  
Z początku nie odpowiedział Robertowi, tylko kiwnął potwierdzająco głową. Mulciber jednak już podchodził do domu i go oglądał, dotykał. Z jednej strony to dla niektórych byłoby ogromnie irytujące - że zadaje pytania, a potem idzie i sprawdza sam. Że jest tak dokładny, pedantyczny wręcz. Że jest chłodny w obyciu, że nie sili się na grzecznościowe rozmówki, że jest ostry i gdy mówi, to zwykle krytykuje lub mówi co jest nie tak, nigdy nie chwali. Ale Rodolphusowi to nie przeszkadzało. Nie był jego synem, by szukać w Robercie akceptacji i ciepła rodzica - ich relację można było określić bardziej jako mistrzowsko-uczniowską lub wręcz współpracowniczą. Od kogoś takiego nie były potrzebne pochwały i poklepywanie po plecach. Jeżeli coś było dobrze, wystarczyło skinąć głową na znak, że jest dobrze. Po co dodatkowe, puste słowa? Jeśli z kolei coś było źle, potrzebne były proste wyjaśnienia, bez emocji. Robert mu to wszystko dawał, Rolph nie potrzebował nic więcej.

- Oczywiście. Wszystkie ślady bytności tego miejsca zniknęły z rejestrów oraz umów. Pewnie cię to nie zdziwi, ale zmiana adresu w dokumentach mugolskich jest bardzo prosta i nie jest do tego potrzebna nawet magia - skrzywił się lekko. To, w jaki sposób można było oszukać tych ludzi, zakrawało o śmieszność. Z jednej strony to dobrze, bo naprawdę ułatwiło mu sprawę, ale z drugiej to było żałosne. Drażniło go to, że muszą się ukrywać przed kimś takim, ale mimo młodego wieku potrafił utrzymać nerwy na wodzy. Pielęgnował w sobie tę złość, ten gniew i nienawiść. Podsycał te emocje odpowiednio, dając im upust w chwili, gdy było to wymagane. Na ten moment to wystarczało - pytanie na jak długo? - Nie jestem dobry w urządzaniu wnętrz. Przeniosłem to, co uznałem za słuszne, ale pewnie masz rację. Brakuje tu wielu rzeczy, głównie czysto praktycznych.
Przytaknął, nie bojąc się przyznać, że w tej dziedzinie jego gust był bardziej niż ubogi. Jego mieszkanie dekorował ktoś od rodziców, przy odpowiednim pokierowaniu Lestrange. Innego nie miał, a poprzednia chatka wyglądała tak samo surowo, jak ta. Gdyby miał sam urządzać swój pokój, pewnie by kupił łóżko, komodę i szafę, nic więcej i nic mniej. Bo tylko tyle było mu potrzebne do życia. Nie lubił wykonywać dodatkowych ruchów i gestów, nie używał zbędnych słów - podobnie było i w jego otoczeniu. Ale szafy i stoły to była konieczność.

- Tak, dokonałem wstępnej selekcji. Mamy aż 10 obiektów, które spełniają kryteria, musimy je tylko zawęzić - to nie tak, że nie odważył się sam podjąć decyzji. Po prostu wolał sprawdzić wszystko dwa lub trzy razy, żeby i tym razem nie popełnić błędu. Podszedł do szafy i machnął różdżką, zdejmując zabezpieczenia. Dopiero wtedy wyciągnął z kieszeni klucz i włożył go do zamka. Przekręcił się gładko, bez kaprysów. Rolph schował różdżkę. Dokumentów był ogrom - mieli 10 obiektów, ale dokumentacja była dużo szersza. Oprócz danych ze szpitali, były tam też dane z urzędów. Wszystko było posegregowane w odpowiednie teczki. Robert mógł zobaczyć, że było aż 10 symboli na wszystkich, co ułatwiłoby segregowanie w razie gdyby ktoś postanowił w nich mieszać. Chociaż patrząc na charaktery tej dwójki, to odłożą je zapewne tak, jak je znaleźli.

Pierwszą partię przeniósł w rękach, kolejne już przenosił za pomocą zaklęcia na biurko. Zmieściły się tylko 3 komplety.
- Informacje o rodzinach, zdrowiu i ewentualnych powiązaniach magicznych. Przy dwóch mam wątpliwości ze względu na choroby, które przebyli. Przeglądając dokumentację odniosłem wrażenie, że mieli styczność z naszym światem, ale wymazano im wspomnienia. To dość istotna kwestia, nie naruszająca co prawda struktury mózgu, lecz w mojej opinii powinniśmy ich wykluczyć, jako że dokonano na nim zmian przy pomocy magii - zaczął, podchodząc do jednej sterty dokumentów. Przewertował pierwszą teczkę, by upewnić się, że to ta, a potem podał ją Robertowi. Pierwsza osoba - John Smith - trafiła do szpitala z nieuleczalną chorobą psychiczną. Mówił coś o latających koniach, co zostało podkreślone kilkukrotnie. Relegowano go na oddział psychiatryczny, ponieważ stwarzał zagrożenie dla innych, mówiąc że żyją w iluzji, ale nagle jednej nocy wszystko wróciło do normy. Nie pamiętał, co się działo dnia poprzedniego. Z kolejną było podobnie - Emma Wright również jednej nocy wróciła do pełni władz umysłowych. Nagle, jak za... właśnie - dotknięciem różdżki.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#6
04.01.2024, 15:17  ✶  

Tak jak założył Rodolphus, Roberta to wcale nie dziwiło. Wiele lat temu zdążył wyrobić sobie pewne zdanie na temat mugoli. W jego mniemaniu, znajdywali się oni na znacznie niższym poziomie rozwoju. Niezależnie od tego, ile włożyliby w to wysiłku, nie byli w stanie pod tym względem dogonić czarodziejów. Dorównać im na jakimkolwiek polu. Nie posiadali odpowiednich ku temu możliwości. Predyspozycji.

- Odpowiednią ostrożność należy zachować również w sytuacji, kiedy dana rzecz nie wydaje się szczególnie skomplikowana. - mimo wszystko pozwolił sobie wygłosić tę drobną uwagę. Lestrange nie powinien czuć się za bardzo pewnym siebie; zanadto ufać swoim możliwością. W końcu jak to się zwykło mawiać - pycha zawsze kroczy przed upadkiem. Obydwoje znajdywali się w na tyle specyficznym położeniu, że błąd jednego, mógł wiele kosztować ich obydwu.

Robertowi nie uśmiechało się płacić za potknięcia Rodolphusa.

Oczywiście nie brał przy tym pod uwagę opcji, zgodnie z którą to on sprowadzi nad ich głowy pewne problemy. W końcu posiadał już na tym polu pewne doświadczenie. Nie był żółtodziobem, dopiero co stawiającym swoje pierwsze kroki.

- W takim razie będziemy musieli się tym zająć wspólnie. Zanim zaczniemy właściwe prace, dokończymy przygotowywać lokum. - nie zamierzał zajmować się wystrojem wnętrza chaty sam, bez pomocy Lestrange'a. Bez znaczenia było to, iż ten nie czuł się w tym przypadku kimś odpowiednim do tego rodzaju prac. Nie zawsze będzie miał obok siebie kogoś, kto go w danej czynności wyręczy.

Poza tym Robert wyręczać go w żadnym razie nie zamierzał.

Nie taka była jego rola w tym całym przedsięwzięciu.

Postanowił rozpiąć płaszcz. Wewnątrz budynku było zbyt ciepło, żeby pozostać ubranym tak jak do tej pory, zarazem jednak zbyt zimno, żeby faktycznie pozbyć się płaszcza. Trzeba było zdecydować się na rozwiązanie połowiczne. Następnie oparł się rękoma o jedno z krzeseł. Nie zamierzał na nim siadać. Nie planował spędzać tu większej ilości czasu. Przynajmniej nie tego konkretnego dnia.

- Wymazano im wspomnienia? - zainteresował się. To rzeczywiście powinno mieć znaczenie. Mogło wpłynąć na wyniki prowadzonych badań. Tylko czy aby na pewno dobrym posunięciem byłoby skreślenie takich obiektów? Nie był przekonany.

Przyjął podane przez Lestrange'a dokumenty. Zapoznał się z nimi. Pobieżnie. Teraz nie mieli wystarczających ilości czasu na to, aby dokładniej się we wszystko wczytać. Poza tym, Robert preferowałby zajęcie się tym na osobności. Na spokojnie. We własnym tempie. Mógłby się wówczas odpowiednio na wszystkim skupić.

- Być może powinniśmy się nad tym tematem pochylić. Potraktować Emmę i Johna jako kolejną kategorie obiektów. - brakowało mu co prawda pewności, ale jakiś głosik z tyłu głowy zdawał się podpowiadać, że obydwaj mugole mogli dostarczyć sporo istotnych informacji. Gdyby tylko odpowiednio do tego podejść? Czy kontakt ze światem magicznym wpływał w jakiś sposób na mugoli? Ich mózg? Możliwości poznawcze? Czy wyczyszczenie pamięci faktycznie rozwiązywało wszystkie problemy? Nie pozostawiało żadnych śladów? Tak wiele pytań, tak wiele możliwości. - Pozwól, że zabiorę te teczki ze sobą. - nie pytał, po prostu informował. Chciał dokładnie się ze wszystkim zapoznać, zanim podejmą jakiekolwiek decyzje. Pośpiech nie był wskazany. Czas ich nie gonił.

Odłożył teczki na stół, w odpowiedniej odległości od pozostałych. Tak, żeby nie było wątpliwości w stosunku do tego, co konkretnie go interesowało.

- Rozumiem, że na dole również wszystko jest gotowe? - wskazał na prowadzącą do piwnicy klapę.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#7
05.01.2024, 10:52  ✶  
Rodolphus przytaknął. Zgadzał się z tą drobną uwagą, której nie odebrał jako przytyku. Ot, po prostu Robert wypowiedział swoje zdanie, które Lestrange w pełni popierał. Nie był paranoikiem co prawda, ale uważał, że w każdej sytuacji należy zachować odpowiednią ostrożność. Nie oznaczało to jednak, że nie popełniał błędów, choć usilnie starał się tego unikać. Tak, jak Robertowi nie uśmiechało się płacić za błędy Rolpha, tak Rodolphusowi nie uśmiechało się płacić za ewentualne potknięcie Roberta. Nie podejrzewał, że Mulciber mógłby zrobić głupi błąd, ale razem tkali skomplikowaną, delikatną w stworzeniu i utrzymaniu pajęczą sieć... Miała tyle nici, tyle łączeń, że wiadomym było, że prędzej czy później któryś z nich popełni błąd. Oby tylko było to drobne potknięcie, bo Lestrange wiedział, że gdy jeden pójdzie na dno: pociągnie za sobą drugiego. Trwali w tej dziwnej relacji, tym dziwnym związku, nierozerwanie i kto wie - być może na zawsze? Bo czy gdyby któryś z nich postanowił zrezygnować, to czy drugi by nie postanowił... Pozbyć się problemu? Na tę myśl kącik mężczyzny lekko drgnął. Tak, zapewne tak właśnie by się to skończyło.

Gdy Mulciber wspomniał o dokończeniu wystroju chaty, brew Rodolphusa powędrowała odrobinę w górę. Nie skomentował tego w żaden inny sposób poza oszczędnym skinięciem głowy. Skoro tak chciał, to tak będzie. On jednak nie należał do osób, które przywiązywały jakąkolwiek uwagę do wystroju. Owszem, lubił przebywać w schludnych i czystych wnętrzach, lecz czy potrafiłby dobrać odpowiednią tapetę do mebli, które wybiorą? Czy będzie potrafił lawirować między różnymi odcieniami drewna i bezbłędnie dopasować je do koloru podłogi? Wątpił. W tej kwestii liczył bardziej na Roberta, chociaż nie miał pojęcia, czy mężczyzna się na tym znał. On równie dobrze mógłby wszystko urządzić w bieli i czerni i byłby zadowolony, lecz podejrzewał że Mulciber był pod tym względem bardziej wymagający.
- Na to wygląda - potwierdził, opierając się o biurko. Również nie zamierzał siadać, podejrzewając że zaraz będzie musiał wymachiwać różdżką, by pokazać Robertowi resztę dokumentów. Ewentualnie że Robert... No właśnie. - Zgodzę się z tym - osobna kategoria to dobry tor badań, zwłaszcza że nic mi nie wiadomo o tym, by Departament Tajemnic zajmował się kiedyś podobną kwestią. Obecnie badania wyglądają w ten sposób, że są... Pobieżne. Jeżeli pojawia się nowy wątek, trop - są odkładane na później. Prą do przodu, zmuszając do tego resztę, a gdy przychodzi czas na to, by spojrzeć wstecz: jest już za późno. Odnoszę wrażenie jednak, że w przypadku gdy dokonano wymazania wspomnień, po prostu wygodniej jest im przemilczeć tę kwestię.
Bo to wydłużyłoby pracę - doskonale o tym wiedział. Pytał o podobne wątki niejednokrotnie, lecz w pewnym momencie zaprzestał, by nie wzbudzać zbytnich podejrzeń. Gdy Robert powiedział, że zabiera teczki ze sobą, kiwnął głową. Nie dodawał, żeby ten był ostrożny - Robert był starszy, bardziej doświadczony i z pewnością nie był głupcem. Informowanie go, że powinien uważać, byłoby wysoce nietaktowne. Robert zawsze uważał.
- Dół jest w większości urządzony. Są stoły, pasy, słoje, regały, odczynniki i narzędzia oraz aparatura. Brakuje mi jeszcze kilku eliksirów, ale nie byłem w stanie zebrać ich na czas, by nie wzbudzić podejrzeń. Załatwienie wszystkiego z różnych źródeł wymogło na mnie dodatkowe sprawdzenie sklepów i dostawców, ale do tygodnia powinienem zebrać wszystko - w szczególności załatwienie aparatury było problematyczne. Wymogło na nim nie tylko wzniesienie się na wyżyny kłamstwa, ale również wielokrotnego rzucenia przeróżnych zaklęć, które uniemożliwiłyby dotarcie po nitce do kłębka. Pieniądze również nie były tu bez znaczenia, ale do nich przywiązywał mniejszą wagę. Miał złoto, zawsze mógł się zwrócić też do rodziny o pomoc, kłamiąc że jest mu to potrzebne do... czegokolwiek. Tak rzadko ich o to prosił, że rodzice nawet nie pytali, ciesząc się tylko, że odnosi sukcesy w Ministerstwie i mieszka poza domem rodzinnym. I nie pakuje się w kłopoty - przynajmniej publicznie. - Chcesz zobaczyć?
Wątpił, by Robert uwierzył mu na słowo, ale nie ruszył się, póki Mulciber nie wyraził takiej chęci. Doskonale wiedział, że starszy mężczyzna nie wejdzie do piwnicy jako pierwszy, ale może nie miał ochoty tam wchodzić w ogóle, skoro brakowało zaledwie kilku rzeczy?
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#8
06.01.2024, 18:57  ✶  

Robert samego siebie nie uważał za paranoika. Prędzej za człowieka uważnego, ostrożnego oraz - co istotne - kierującego się w pierwszej kolejności zdrowym rozsądkiem. To pozwalało na uniknięcie wielu problemów oraz mniejszych czy większych niedogodności. Błędy popełniał nadal. Był tego świadom. Nie oszukiwał w tym przypadku samego siebie. Ostatecznie przecież był tylko człowiekiem. Niczym więcej. Nikim więcej? Pozostawał świadomym swoich mocnych oraz słabych stron. Potrafił z nich odpowiednio korzystać. Gdyby nagle wybuchł pożar; gdyby któryś z nich zaliczyłby potknięcie, wiedziałby w jaki sposób sobie z tym poradzić. Dałby radę wyprostować sprawy; odpowiednio zająć się wszelkimi konsekwencjami jakie mogły z tego wyniknąć.

Tylko czy przy okazji wyciągnąłby pomocną dłoń w kierunku Lestrange'a?

Wiele zależałoby od okoliczności.

Podobnie jak Rodolphus, Robert nie był człowiekiem przykładającym większą wagę do odpowiedniego wystroju wnętrza. We własnym mieszkaniu nie zmienił nic od wielu lat. Gabinet, w którym spędzał znaczną część dnia, urządzony był dokładnie w ten sam sposób, co w czasie, kiedy za masywnym biurkiem zasiadał jego ojciec. Nie odczuwał potrzeby dostosowania czegokolwiek pod siebie. W przypadku chaty, która miała służyć im za swego rodzaju laboratorium, prezentował jednak zupełnie inne podejście. Miejsce nie powinno przyciągać uwagi. Należało wszystko odpowiednio zabezpieczyć. Zadbać o każdy jeden szczegół. Wszak nie dało się przewidzieć tego, co wydarzy się w najbliższej przyszłości.

Skoro Rodolphus na to przystał, nie protestował, Robert nie odczuwał potrzeby przekonywania niewymownego do współpracy na tym polu. Mogli przejść na spokojnie do kolejnych kwestii.

- Nikomu w Ministerstwie nie zależy obecnie na tym, aby mniej wygodne kwestie wyszły na światło dzienne. - zareagował na słowa Lestrange'a. Nic z tego co chłopak mówił nie stanowiło dla Roberta swoistego novum. Chociaż od jego odejścia z Departamentu Tajemnic minęły lata, był wciąż całkiem nieźle zorientowany w tym, jak wszystko funkcjonowało. Znał odpowiednich ludzi. Posiadał pewne kontakty. - Zwłaszcza, jeśli odkryta prawda mogłaby wywołać pewne konsekwencje. Aczkolwiek sam jesteś tego wszystkiego świadom. Nie ma sensu tracić czasu na związane z tym rozmowy.

Skoro Rodolphus nie protestował, tematu teczek nie kontynuowali. Robert po prostu je zabierze. Za moment, w odpowiedniej chwili. Teraz zaś pozostawało jeszcze zająć się kwestią piwnicy. Jej wyposażenia. Kolejny raz coś było gotowe w większości. Niekoniecznie odpowiadało to Mulciberowi. Nie dał tego jednak po sobie poznać. Na ten moment wykazywał się sporymi pokładamy cierpliwości. Tylko czy zawsze tak to będzie wyglądało?

- Poczekam aż wszystko będzie gotowe. Na ten moment nie jest to konieczne. - po chwili zastanowienia zrezygnował z zaglądania do piwnicy. Nie widział sensu ze sprawdzaniem tego miejsca dwa razy. Dzisiaj oraz za kilka dni, kiedy wszystko już znajdzie się na swoim miejscu. Wolał zrobić coś raz, za to porządnie. Dokładnie. - Zastanawiałeś się już nad tym z kim moglibyśmy nawiązać współpracę? - zamiast udać się do piwnicy, poruszył kolejną kwestie. Dla niego równie istotną co pozostałe. Sam swego czasu zadeklarował, że wykorzysta swoje kontakty. Zdążył już stworzyć nawet wstępną listę osób, do których mógłby się zwrócić z propozycją współpracy. Niekoniecznie teraz, na tak wczesnym etapie, ale kiedyś z pewnością to nastąpi. Najpewniej w momencie, kiedy uzna, że obaj z Lestrange'em są na ten krok gotowi; że wszystko odpowiednio przygotowali.

Obecnie jednak znajdywali się daleko od tego miejsca. Wciąż sporo było przed nimi. Nadmierny pośpiech zaś nie był wskazany. Mógł sprowadzić nad ich głowy problemy. Większe bądź mniejsze, ale zawsze prowadzące do komplikacji.

Kiedy skończyli omawiać wszystkie tematy, pożegnali się. Powrót do rodzinnej kamienicy, nie stanowił dla Mulcibera problemu. Skorzystał ze świstokliku, który przez cały ten czas miał przy sobie. Schowana w kieszeni spinka, pozwalala szybko dostać się do bezpiecznego, dobrze mu znanego miejsca.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Robert Mulciber (1982), Rodolphus Lestrange (2278)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa