• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 9 Dalej »
[27.07.1972] Duch | Sauriel & Victoria

[27.07.1972] Duch | Sauriel & Victoria
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
01.04.2024, 22:30  ✶  

- Znaczy... - Znaczy dokładnie tyle, że wiedział i nie potrzebował zapewnień. A jednak to zapewnienie nakłoniło do jakiejś refleksji. Do myśli, że no tak, może zachowywał się głupio, a może to głupie wcale nie było, bo miał serdecznie dość słowa "głupie" - tym bardziej, jeśli odnosiło się to do jego słów, czynów. Jak cię mogę, robił głupie rzeczy, zgoda. Ale do uczuć? Kiedy one nie były jednostajne, jednoznacznie ułożone? Kiedy nie możesz powiedzieć nie, ale jeszcze bardziej nie powiesz "tak"? - Jest jak jest. Nie zamierzam udziwniać i się nadmiernie przejmować. - Odpowiedział nieco gburowatym tonem, nieco rozdrażnionym. I już na nią nie spoglądał, bo przecież ile można znosić tego kontaktu wzrokowego, kiedy był taki... Niepewny. Niepewnie odbierany, bo Victoria lepiej wiedziała co czuła i czego chciała od niego samego.

Jej spokój był cenny, zbyt cenny. Jej uśmiech i jej życie na poziomie wyrównanym było monetami wysyłanymi pod stopy, w których odbiciu się przyglądałeś sobie jak zwykłemu cieniu. Tkwić obok, tak. Trwać w mocy, wnosić nadmiar od siebie, stawać się częścią czyjegoś światami... Nie. To go przerastało. Chyba niekoniecznie potrzebował tego dla siebie samego na obecnym etapie życia.

- Cześć pchlarzu. - Zwierzęta różnie reagowały na jego obecność, ale niekoniecznie od razu uciekały czy na niego syczały. Niektóre dawały się głaskać bardzo ufnie. Sauriel nie ruszył się nawet na milimetr, żeby czasem nie spłoszyć kociaka. Spodnie dzielnie przyjęły kocie igły na siebie, ale część zatrzymała się na jego skórze. W końcu wyciągnął ręce, żeby diabła złapać i z uwielbieniem przesunął palcami po malutkiej kulce. - Zatrudnij kocią opiekunkę. Mają takie do bachorów ludzi, do kociąt na pewno też takie są.

królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
02.04.2024, 00:00  ✶  

Znaczy? Co znaczy i dlaczego? Chciała to wiedzieć, jednak nie zadała na głos tego pytania, nie chcąc przeciągać już i tak naciągniętej struny. Przestrzeń. Wiedziała i rozumiała (nauczyła się go już na tyle), że Sauriel potrzebuje przestrzeni i dawkowania… Nie tyle, co dawkowania informacji co jakichś takich bodźców, zwłaszcza tak mocnych jak uczucia. Ich uczucia – porozsypywane gdzieś po podłodze tak, że trzeba je było pozbierać do wiaderka, a Victoria najchętniej zebrałaby je do wazonu i wręczyła Saurielowi. Ale nie gwałtownie, co to, to nie. Nie posunęłaby się do tego, by nazwać… cokolwiek się działo w jego sercu – głupim. Ani jego zachowanie, ani tym bardziej uczucia. Zachowanie było dla niej niezrozumiałe i oddałaby wiele, by zrozumieć, naprawdę bardzo się starała, próbowała na to spojrzeć też z innej perspektywy, ale to wcale nie było proste, a Sauriel tego nie ułatwiał – ale Victoria się nie poddawała. I nigdy nie dała mu odczuć, że cokolwiek robi i mówi, uważa za głupie, bo nie uważała.

Kiwnęła za to głową, widząc, że się napuszył i najeżył jak rasowy kocur, jakby się bronił przed spodziewanym uderzeniem z jej strony, nawet takim mentalnym, ale ono nie nadeszło. Sauriel odwrócił wzrok, jakby jej spojrzenie miało go przeniknąć na wskroś, wprost przez jego duszę, a to przecież jego czarne jak sama otchłań oczy na co dzień sprawiały takie wrażenie – jakby pożerał twe jestestwo samym spojrzeniem, jakby się człowiek miał zapaść w otchłań może nawet samego piekła… Lecz nie. Te piękne, bezdenne oczy umknęły przed jej spokojnym, ciepłym spojrzeniem. Może faktycznie czuł się niepewnie… Ale Victoria jedyne co chciała zrobić, to ściągnąć z jego ramion ten ciężar i złość, które sprawiły, że taki nabuzowany ją odwiedził. I chyba się udało – przynajmniej w jakimś stopniu. Lestrange uśmiechnęła się pod nosem. Sauriel tak się tego wszystkiego bał, a prawda była taka, że już stał się częścią jej świata i życia, pewnym filarem, który przez długi czas utrzymywał ją na powierzchni i tylko dzięki niemu w ogóle jeszcze żyła. Dosłownie. Chociaż i ona potrzebowała czasu, by to sobie uświadomić i przed sobą przyznać.

Zwierzęta może i różnie reagowały, ale to był mały kociak, który dopiero uczył się świata. Ciekawa wszystkiego kulka, choć jeszcze z ostrożnością podchodziła do Victorii, to nie uciekała przed jej chłodem – raczej po prostu przed nieznajomym zapachem. Z Saurielem zapewne nie mogło być mocno inaczej. Pomijając, że śmierdział właśnie dymem papierosa, którego dopiero co wypalił (a który od jakiegoś czasu tak podobał się Victorii…), był równie zimny co i ona, a kociak złapany w czułe, męskie dłonie nie wyrywał się, tylko nieco niepewny, nieco zaciekawiony i tylko odrobinkę przestraszony rozglądał się na boki, na oddalający się świat i przybliżającego Sauriela, który zaraz zaczął głaskać śmieszne, bo kociakowe jeszcze futerko na grzbiecie kici. Mruczenie było głośne niczym hałas mugolskiego traktora na polu.

– Gdzie ja ci znajdę opiekunkę kocich dzieci – odparła, spoglądając z pewnym zainteresowaniem na czułości wymieniane pomiędzy Saurielem a (chyba) Luną. – Zresztą. Już na bank widzę, jak tu byle kogo wpuszczam, żeby mi po domu myszkował – bo wbrew opinii Sauriela, Victoria wcale nie była taka ufna i nie chciała, żeby obcy ludzie kręcili jej się po domu. – Ładnie ci z tym kotem, twarzowo – rzuciła zaczepnie. Niektórzy ludzie rzucali takie uwagi do bezdzietnych kobiet, albo par, które swoich dzieci nie miały, a zajmowały się na jakichś urodzinach czy innej imprezie rodzinnej dzieckiem siostry, kuzyna albo innego spowinowaconego. Ale uwaga Victorii w tym wypadku była miła, a nie miała być żadnym przytykiem.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
02.04.2024, 20:39  ✶  

Małe kocięta były przesłodkie, ale to chyba jak wszystko, co małe. Bo małe krzesełka z ogórków też były całkiem słodkie, chociaż niekoniecznie słodkie były już same ogórki. Ale to był kot, nie ogórek. Definitywnie nie ogórek. Trzymał go bardzo delikatnie, był śmiesznie mały na jego łapie, wbijał się tymi igiełkami, próbując się utrzymać na swoich równie śmiesznych niby-nóżkach, na których się nadal rozkraczał. Ale nie próbował uciekać. Usadził tyłek i zaczął mruczeć. Kocie ciepło było bardzo przyjemne, zupełnie inne od ludzkiego, za którym niekoniecznie przepadał. Ale nawet takie dzikusy jak on miały na nie ochotę.

- Ooo kto jest takim pięknym, uroczym kociakiem... mmm... tak, tak, śliczny kotek, nooo... - Victoria niestety przegrała walkę o atencję z własnym kotem, ale to chyba można było wybaczyć? Jeszcze moment i Sauriel gotów był tutaj mruczeć od mruczenia, bo już wydał z siebie pomruk zadowolonego kocura, kiedy tak przytulił tą czarną kulkę do siebie. Nie było wątpliwości, że w tej wielkiej łapie był równie bezpieczny, co mała pantera u boku wielkiej, kociej mamy. Tylko Sauriel nie spełniał się w roli samicy i nie miał kompleksów wielkich kotów wynikających z braku tolerowania innych kotowatych na swoim terenie. - Nora miała mówiącego kota. Salem miał na imię. Był jej dobrym przyjacielem. - Tak mu się przypomniał ten wspaniały kocur, który dawał mu się głaskać z włosem, miziać za uszkiem, podziwiać i uwielbiać. Ten podziw i uwielbenie nie trwały długo. Dokładnie tyle czasu, ile przez przypadek Salem go ugryzł w palec i odkrył, że zimna ręka to jedno. To, że nie leci z niej krew - drugie. - Prawda? - Uniósł kociaka i przystawił sobie do twarzy, żeby potem posadzić go na swoim barku. Ale czuwał, gdyby niezdara miała zaraz się ześlizgnąć czy spaść. - Na pewno bardziej niż z moją choleryczną sową. - Która była niedobra, zła i w ogóle... lepiej wymienić ją na nowszy model. Tak przynajmniej narzekał, bo może nie był wielkim fanem zwierząt (chociaż lepsze są zwierzęta od ludzi w większości przypadków), ale na pewno był ostatni do robienia im krzywdy.

Ale czy naprawdę nie było nikogo, kto mógłby jej tego kota przypilnować? Nikogo? Żadnych znajomych, nic? Okej, wszyscy mieli pracę... hm.

- Ile płacisz za godzinę? - Kasa fiskalna w głowie Sauriela zadzwoniła. - Nie mam codziennie czasu, ale mogę czasami przyjść. - Bo czasami chciał zresetować mózg i jednak spać, a praca na Głębokich Ścieżkach nie wymagała szwendania się po nich akurat nocą.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
02.04.2024, 22:37  ✶  

Nie wszystko co małe było słodkie: na ten przykład ludzkie noworodki były dalekie od słodkich. A najgorsze w nich było to, że trwały w tym stanie nie–słodkości całkiem długo. Słodkie robiły się może dopiero wtedy, gdy zaczynły chodzić i mówić, do momentu, gdy nie uczyły się pyskować albo zasypywać innych mrowiem pytań; wtedy czar pryskał. Tym niemniej mały kituś, który już był porośnięty czarnym futerkiem, i którego proporcje kończyn nie pasowały do wielkości tułowia i głowy, czy ogona, który miał te swoje maleńkie łapeczki i pazurki niczym igiełki kaktusa, a nie faktyczne kocie pazury, a zęby jak kolejne igiełki i nie potrafił z siebie wydawać jeszcze pełnoprawnego miauku, tylko jakieś piszczące coś… Tak. Kociak był słodki i Victoria nie zamierzała się z tym kłócić, bo na widok tego małego szczęścia spojrzenie miękło jej jeszcze bardziej i uśmiechała się mimowolnie i spokojnie.

A tym bardziej rozmiękła, kiedy patrzyła z jaką delikatnością i czułością Sauriel się z małą Luną obchodził. Kicia trochę niepewnie siedziała na dłoni czarnowłosego, bo było to nowe, bo tak wysoko, bo zapachy, bo wszystko… Victoria zaś oparła się tyłkiem o biurko i po prostu przyglądała w ciszy. Tak, przegrała z własnym kotem, ale tak prawdę powiedziawszy z tym zwierzakiem to nie była żadna konkurencja: oczywiste było, że to Luna wygra, a ona będzie się musiała wycofać pokonana… Dlatego nawet nie zamierzała się w tym momencie o tę atencję bić. Przecież sama chciała ją pokazać Saurielowi, pochwalić się, podzielić swoją radością – a Sauriel mógł być pewien, że chyba od miesięcy, o ile w ogóle kiedykolwiek, nie widział Victorii tak spokojnej i tak… szczęśliwej.

– Pamiętam, mówiłeś mi o gadającym kocie – nawet obiecał jej, że zabierze ją do Nory, bo jak usłyszała o kocie i to jeszcze który gada… Ale to nigdy się nie stało. Tego samego dnia, w którym Sauriel jej to obiecał, Victoria prawie umarła i zaczęła się ta cała parada spierdolenia. – Ale Luna mówić nie będzie. Za to chyba cię polubiła – ale całkiem możliwe, że kitka polubiłaby każdego, była dopiero dwumiesięcznym kociakiem, który dopiero zapoznawał się ze światem, i wszystkiego czego się teraz nauczy, pewnie będzie rzutować na przyszłość. Przystawiona do twarzy otarła się o policzek Sauriela a potem bardzo niepewnie łapkami próbowała nowego podłoża, jakim było jego ramię i dopiero po kilku próbach i chwili zdecydowała się na to ramię wejść – cały czas asekurowana. – Ty i twoja sowa macie ze sobą coś wspólnego – stwierdziła, dając mu takiego lekkiego pstryczka w nos – może i rozmiękła ostatnimi czasy za bardzo, może przestała przy Saurielu pokazywać swój charakterek, ale on ciągle tam był. A teraz zamrugała niewinnie.

Kobieta zapatrzyła się na Sauriela z zastanowieniem wypisanym na twarzy, kiedy zapytał ile płaci. Ale… na pewno chciał? Zapytał o to i pierwsze co przyszło jej do głowy to to, że potrzebował pieniędzy. Drugie to to, że kiedyś miał dostać jej pieniądze, po ślubie, który został odwołany. Trzecie otarło się mocno o rozmowę, jaką kiedyś przeprowadzili, kiedy ona dla zabawy zapytała, czy nie chciały zostać jej dziwką. Los… Lubił sobie kpić, tym bardziej że to tylko potwierdzało, że wcale nie chciał się trzymać z daleka.

– Nie znam się. Ty tak serio? – tak po prawdzie, to z pensji aurora pewnie mogłaby go zatrudnić na pełen etat do całkowicie uczciwej pracy, wcale nie biedowy, i jeszcze by jej sporo zostało. A to… Victoria mu ufała. Nie miała problemu, by tu przychodził, bo akurat przed nim… nie bardzo miała co ukryć. Widział tak wiele i wiedział tak wiele… – A ile byś chciał? – fakt, miałby tutaj spokój. Spokój od rezydencji Rookwoodów, gdzie patrzyli na niego ze strachem, spokój od Nokturnu… Święty spokój tak po prawdzie. I kota, który przyszedłby się pobawić, a potem przytulić… i znowu pobawić. I któremu trzeba by było dać jeść i czasem przypilnować, by nie spadł z szafki… Victoria rozważała to teraz całkowicie na poważnie. – Jeśli tylko chcesz, to zapraszam. Ta mała rozbójniczka chyba też by się ucieszyła.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
03.04.2024, 23:45  ✶  

Racja, niemowlaki nie były wcale słodkie, były brzydkie, paskudne... ale kociak od razu po urodzeniu też nie był słodki. Też był paskudny, dopóki matka go nie wylizała. Z niemowlakami było dokładnie tak samo. Chociaż ciężko było o kociaka, który słodki nie był, a o niemowlaka, który był brzydki, jakoś mimo wszystko łatwiej. Kto nam kanony piękna określał? Z czystej przekory, albo dla zasady "bo mogę" Sauriel by powiedział, że on. Ale gdyby już pytać dalej to wzruszyłby ramionami. Piękno - każdy miał swoje. I dopóki nikt m nie wieszał zdjęć małych bachorów w pokoju, dopóty mogli sobie i wszyscy wokół uważać, że dzieci to najwspanialsza rzecz pod słońcem i najbardziej urodziwa. Tak jak jeden powie, że Victoria była najpiękniejszą panną po tej stronie Tamizy, a inny, że nie, bo akurat stara Minewra Mcgonagall. I co?

Z kotami nie dało się konkurować i ciężko było nawet z nimi dyskutować. Istnieli jacyś degeneraci i zboczeńcy, którzy nie znali się zupełnie, albo po prostu nie wiedzieli, co mówią - pijani, zaćpani, albo niespełna rozumu, co to powiedzą, że kotów nie lubią. Jak tu takiemu zaufać? Sauriel by takie hasło wziął personalnie i... no tak, to pewnie dlatego nie znał nikogo, kto nie lubił kotów. Żaden nie pożył na tyle długo. Co innego mieć uczulenie, co innego nie mieć serca do zwierząt, jeszcze co innego woleć psy. Ale żeby w ogóle NIE LUBIĆ kotów? Jeśli ktoś kotów nie lubił znaczy, że ich nie poznał. Tak, to też rozumiał. Ignorancja, bo przecież to był bardzo wygodny system zaprojektowany w naszym mózgu. Wiedział, bo w końcu sam z niego korzystał. Mógł więc obijać mordy ludziom, ale krzywdzić zwierzęta? Były takie punkty konwencji genewskiej, że nawet Sauriel ich nie przekraczał.

- No... - Tak, mówił. Miał zapoznać Victorię z Norą, nawet w końcu ją tam zaprowadził, ale było już za późno. O wiele za późno. Salema już wtedy nie było między żyjącymi, ale kto wie? Może jego duch czuwał zza tej drugiej strony i zerkał na kochaną Norę Figg? Było minęło, teraz należało cieszyć się współczesnością. - Każdego by polubiła ta mała flądra. - Tylko by ktoś spróbował mądry wbić mu takie szpileczki w ciałko, to popamiętałby go na całe życie. Ale kot mógł. Kot mógł prawie wszystko i jeszcze więcej, taka była zasada kociego życia. Więc mogła sobie spacerować i próbować swoich sił w przeprawie - dla niej to pewnie było jak Mount Everst. - Mamy. Na przykład miny, jak ktoś nas obudzi o nie tej porze, co trzeba. - Nawet nie mógł powiedzieć, że to był żart - to było zabawne, bo prawdziwe! - Jestem pewien, że mojej sowie się popierdoliło, że jest papugą. Mimiczną papugą. - Papugi powtarzały głos. A Sauron powtarzał jego miny, więc prawie wszystko się zgadzało. Nie znał się na naturze, to mogło się PRAWIE wszystko zgadzać.

- A czemu nie. - Wzruszył ramionami i musiał łapać kota, bo ten się zsunął... iii zaraz z powrotem wspiął, najwyraźniej uznając tę zabawę za wspaniały pomysł. Szczególnie, że zajął się właśnie polowaniem na kosmyki włosów Sauriela. Celowo stanął teraz przy ścianie, żeby czasem nie spadł mu za plecami - ciężko łapać tak spadającą kulkę, wygięcie ludzkich rąk miało swoje ograniczenie. Nawet jak złamałeś sobie kości. - Mniej niż za morderstwo. - To był żart. Powiedziany takim samym lekkim tonem, jakim mówił wtedy do Cynthii, że przecież nigdy nie dopuściłby się takich straszliwych zbrodni. I jakżeby mógł kogokolwiek zabić... - No i spoko. Ty, dupku mały... będziesz na mnie skazana. Dobrze cię wychowamy na królową życia, żeby każdy wiedział, kto rządzi w tym domu, nie? - Może w odpowiedzi czarna kulka wyrżnęła i Sauriel znowu musiał ją ratować. - To się jakoś pozgadujemy. - Podszedł do Victorii, żeby to małe gówienko (vel najcenniejszy skarb) złożyć w jej ramionach.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
04.04.2024, 22:05  ✶  

Tak, zaprowadził w końcu Victorię do Nory… ale już było inaczej, prawda? Co prawda obiecał jej to zanim ktokolwiek pomyślał co się może wydarzyć na Beltane, ale zaprowadził ją już po tym jak moc rytuału została zerwana, a Sauriel był po swojej na szczęście nieudanej próbie. Chociaż wtedy jeszcze nie było tak dziwnie jak po tym, gdy zostały zerwane ich zaręczyny. Przez ostatni miesiąc zdarzyło się tak wiele… jakby minęło pół roku, a to ledwie trzydzieści dni. To życie nie zwalniało; ono tylko przyspieszało, przynajmniej w mniemaniu Lestrange.

– Na pewno nie każdego – bo nie każdego by do niej w ogóle dopuściła. Sauriela tak – jemu ufała… to ironiczne, bo ufała mu swoim życiem, chociaż tak wiele ich odebrał i żywił się krwią. Ufała mu swoim życiem, chociaż była aurorem, a on cholernym Śmierciożercą. Mała Luna dopiero badała, uczyła się i pomagała sobie tymi swoimi pazurkami. Oczywiste było, że nie chciała Saurielowi zrobić krzywdy celowo, że nawet nie wiedziała, że kogoś może to boleć. Ból na pewno był dla niej czymś obcym i Victoria oddałaby wszystko, by tak zostało już zawsze, by tego malca nigdy nic nie bolało. – Papugą? – co to za absurdalny pomysł… ale Tori zaśmiała się pod nosem na wyobrażenie Sauriela obudzonego nie o tej porze, o której trzeba. Może zwierzaki wdawały się w tego, z kim spędzały dużo czasu? Jeśli tak by pomyśleć, to fakt, że jej własna zdradziecka sowa lubiła Saurona od Sauriela… cóż. Tak. – Kto z kim przestaje, takim się staje – stwierdziła i zaśmiała się cicho.

Chyba w jakimś odruchu aż zrobiła gwałtowny wypad do przodu, chcąc złapać kota, ale był to po pierwsze odruch, a po drugie niepotrzebne, ponieważ Sauriel przecież miał lepszy refleks od niej i nie pozwoliłby, by małej coś się stało. Złapał ją zręcznie, a Victoria cicho odetchnęła z ulgą, po czym uśmiechnęła się z wdzięcznością do czarnookiego. To „mniej niż morderstwo” potraktowała dokładnie tak jak trzeba, więc połowicznym wywróceniem oczami i pokręciła głową. Tak… Sama odczytała to jako żart – wypowiedziany z tak samo kamienną twarzą, w jaki sposób ona opowiadała swoje. Jak to było? Sama powiedziała, że kto z kim przestaje… Czy to chujowe poczucie humoru Rookwood wziął od niej, czy zawsze takie miał…? Rysy jej twarzy wygładziły się, kiedy dalej zaczął gadać do małej kici, że ją wychowają… Chyba nigdy nie widziała Sauriela tak czymś przejętego. To był miły wniosek. I znowu Sauriel okazał się szybszy, a po chwili wyrywająca się kuleczka została z delikatnością oddana w jej ręce. Odruchowo przytuliła ją do siebie, niemalże z nabożną czcią, gdy tak uważała, by nie zgnieść delikatnych kosteczek kiciusiowego ciałka i pochyliła się, by musnąć ustami futerko na głowie Luny. Teraz mruczała w jej rękach.

– Zawsze jesteś tu mile widziany – tak, jakoś się pozgadują… Ale i tak chciała, by to wybrzmiało. I nie chodziło wcale o to, jak blisko niej się znalazł, że zapomniała jak się myśli czy mówi i dlatego plotła cokolwiek. Naprawdę miała to na myśli – zresztą jak wszystko inne, co powiedziała. A potem nagle przypomniała sobie, że ciągle nie wręczyła Saurielowi prezentu z Włoch. Nie chciała mu tego wysyłać sową, bo zwyczajnie chciała mu to dać do rąk własnych, a ciągle nie było… okazji. – Chodź, dam ci coś – nie odłożyła kota, ciągle trzymała ją w ramionach, kicia mogła się więc z kocią ciekawością porozglądać z bezpiecznego miejsca. Poprowadziła ich z powrotem do salonu i dopiero tam postawiła kicię na stół, wierząc, że Sauriel będzie miał na nią oko, kiedy ona zanurkowała do jednej z szafek, by wyciągnąć… Butelkę likieru Limoncello i opakowanie… oryginalnych włoskich cygar. – Dla ciebie. Z Włoch – myślała o tym co i dla kogo kupuje, nie był to prezent raczej standardowy, który kupuje się hurtowo dla każdego znajomego.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
06.04.2024, 01:00  ✶  

Miało być wesoło. Mieli naprawdę rozmawiać o czekoladkach i może nawet Nora pozwoliłaby im jakieś zrobić pod swoim okiem? Mieli potem zrobić swoje. Sauriel miał robić więcej głupot kuchennych... chociaż i tak je zaczął robić. Wszystko dlatego, że dorosły ogórki podlewane whiskey. To jednak, jak mogłoby być, nie przekreśliło tego, żeby dalej żyć. Dalej próbować. Jasne, unosiliśmy się na cienkiej granicy między istnieniem a nieistnieniem, ale to nie była do końca prawda, że to cierpienie tak koronowało nasze głowy, uszlachetniało, że to ono zbliżało. Przynajmniej dla Sauriela - to cierpienie tylko bardziej odpychało. Przecież nie chcesz przelewać na kogoś, na kim ci zależy, wszystkich swoich negatywów. Nie chcesz też z drugiej strony ich ciągnąć do siebie. Nie służyło to niczemu dobremu, tylko pogrążało obie strony, grzebało nas gdzieś pod zgniłymi liśćmi, a przecież byliśmy istotami, które potrzebowały żyć w słońcu. Potrzebowały promieni. Przynajmniej Victoria ich potrzebowała.

- To znaczy, że moja sowa jest ponadprzeciętnie inteligentna, silna i niezależna. I jest kotem. Prawda, Luna? - Pyknął leciutko kociaka w nochal, który ściągnięty z ramienia przestał być aż tak nadaktywny. Pewnie go teraz położyć, zrobi dwa kroki, albo nawet i nie i padnie spać. Na moment. Na drobny moment, zanim znowu ożyje i zacznie skakać i cudować. Kociaki były lepsze od dzieci też pod tym względem, że nawet w swoich psotach były o wiele słodsze. Łatwo tak mówić, kiedy samemu nie myślało się o jakimkolwiek ojcostwie. Sam się uśmiechnął, kiedy Victoria się zaśmiała, bo rzeczywiście... nie pamiętał, kiedy miała taki dobry humor. Koty leczą - potwierdzona nowina. Stanley też wydawał się bardziej uleczony z tą swoją kicią imieniem KOT.

Chujowe poczucie humoru Sauriela ich podzieliło na samym początku, więc ono zmieniło się tylko pod tym kątem, że nie było aż tak chamskie na co dzień. Victoria złapała wystarczająco szacunku - więcej już go chyba dostać od czarnowłosego nie można było, a przynajmniej on sam nie kojarzył takiej osoby, takiej sytuacji, takiego... siebie samego w bardziej oddającym honor wydaniu. Chociaż... uznając strach za najlepsze medium do kontrolowania ludzi - to przecież był ciągle Czarny Pan. Kotwica w dół.

Gwizdnął aż, kiedy zatrzymał się krok od Victorii i spojrzał, co też jest wyciągane w jego kierunku. No, to się naprawdę pokusiła na gest... Sauriel raczej nie palił cygar. Raczej. Drogie tałatajstwo, a on za dużo palił. Jak po złośliwości - nie mógł mówić, że pali dlatego, że palenie zabija. Spojrzał na butelkę, na jej etykietę, ale chociaż świat miał mało przed nim tajemnic to poliglotą nie został. Jeszcze.

- No, no... śródziemnomorska piękność wyciągnęła dla mnie trochę łakoci z promiennej Italii? - Uśmiechnął się pod nosem i oderwał spojrzenie od prezentów, żeby unieść wzrok na nią. - Dziękuję. Doceniam. - Nawet bardzo. Pomyślała o nim, sztachnęła się na podarek... Owszem, pieniądze dla niej nie stanowiły bariery, ale to nie o to tu chodziło. Nawet nie miał, swoim zwyczajem, poczucia, że musi się odwdzięczyć - i to w tym pozytywnym znaczeniu. - Myślisz, że Lunę już mogę uczyć pić? - Wyszczerzył kły w paskudnym uśmiechu i zrobił krok do tyłu, tak zapobiegliwie, jakby Victoria zaraz miała się na niego zamachnąć.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
06.04.2024, 14:15  ✶  

To wspólne robienie czekolady… O tym też pamiętała. To było już później, po tym, gdy rytuał na cześć Matki związał ich bardzo dziwaczną więzią. Nic dziwnego, że się to nie udało wtedy, gdy to planowali – bo niedługo później Victoria została zaatakowana i uczenie się gotować czy piec to było ostatnie, co zaprzątało jej głowę, a później… zajmowali się tematem zerwania tej więzi a jeszcze później… się… popsuło między nimi i… no nie zrobili tego, a mieli. Nadal mogli, te wszystkie cierpienia i ból rzeczywiście tego nie przekreśliło, tylko należało chcieć, a Victoria nie chciała mu nic takiego proponować, nie chciała się narzucać bardziej, niż już to zrobiła – wciskając mu aparat i wyciągając na oglądanie zaćmienia słońca. Radziła sobie jak mogła ze sobą, pomimo beznadziejnej diagnozy – ale chciała żyć, tak. Dlatego przygarnęła tego kota, a tak po prawdzie gdyby była bardziej odpowiedzialna, to by tego przecież nie zrobiła, bo mogła kociaka narazić na „osierocenie”, jeśli za trzy miesiące jej zabraknie. Potrzebowała tego jednak. Tak jak gburowata obecność Sauriela i jego problemy wcale nie ciągnęły jej w dół jeszcze bardziej – raczej dawały jej bodziec do działania i niepoddawania się, wiedząc, że dla kogoś jest i że ktoś na niej polega. Przez długi czas to, że on był, było dla niej takim filarem, który nie pozwolił jej się załamać, a potem wszystko się zachwiało i upadła, bo poczuła, że jej osoba nie jest nikomu potrzebna. A chciała się czuć potrzebna. Chciała czuć, że jej obecność robi dla kogoś różnicę, tak jak jej robiło różnicę być albo nie być Sauriela.

– Kiedyś usłyszałam, że sowy to takie koty wśród ptaków, więc może jest w tym więcej niż ci się wydaje – ale z tej jego sowy to był taki sam kot, jak i z Sauriela – co najwyżej z nazwy. Niczego to jednak nie odbierało jednemu jak i drugiemu, a Victoria głośniej wypuściła powietrze nosem, w takim zaśmianiu. Teraz to kicie pytał o zdanie, nie ją? Czarna kicia nic z tego rzecz jasna nie zrozumiała i zagapiła się na błyskotkę – jedną z tych obrączek, które Sauriel tak nosił, a która odbijała teraz światło i z zaciekawieniem wpatrywała w jego dłoń.

Było chujowe poczucie humoru i chujowe poczucie humoru – brzmi tak samo, ale różnica jest zasadnicza, bo o ile poczucie humoru Sauriela często było świńskie, to to od Victorii, kiedy mówiła „żarty” z kamiennym wyrazem twarzy, tak że ludzie nie wiedzieli czy to na serio czy nie… No oba były chujowe.

Sauriel za dużo palił i pewnie za dużo też pił, ale nie czuła, że tym prezentem podbija jego nałogi, raczej uważała, że nic nie zmienią, a może odmienność od codzienności sprawi mu pewną przyjemność i na przykład zapali te cygara nie dlatego, że musi, a dlatego, że chce.

Śródziemnomorska piękność uśmiechnęła się na ten komplement nieznacznie – jej ród swoje korzenie miał w Francji, to też się łapało na śródziemnomorskie państwo i w jej urodzie było to być może bardziej widoczne niż u kuzynek i kuzynów, znacznie bledszych niż ona, ale o równie ciemnych włosach. W niej samej jednak gdzieś te geny i krew wypłynęły, tak jak zresztą i u jej ojca. Francja to nie były Włochy, ale wszystko się zgadzało. I co prawda zrobiło jej się miło i ciepło słysząc takie słowa, to nie chciała sobie do tego dopisywać więcej niż było, nawet jeśli był blisko… może nawet za blisko, bo ten krok od niej.

– Myślałam na początku o jakichś czekoladkach, ale uznałam, że to twoja broszka, nie moja – to on był specem od kupowania jej czekoladek. I to wszystko to nie do końca była prawda, ale po prostu dała się ponieść rozmowie. – Cieszę się, że ci się podoba – tak, pomyślała o nim i sztachnęła się, próbując to dopasować do niego. Ale chyba nie stanowiło to niczego zaskakującego – że zadała sobie trud względem niego. – Myślę, że ani się waż – żart, wiedziała, że to żart, ale gdy on zapobiegliwie cofnął się o krok, to ona zrobiła ten krok do przodu. Nie zamachnęła się jednak. Jej wzrok z rozbawieniem na ustach spoczywał na Saurielu, nim kątem oka nie wyłapała ruchu na stole – gdzie postawiła Lunę. Ta obeszła stolik, a teraz się tam położyła i „zasnęła”. Równie szybko, co pewnie się obudzi – na co ciemnooka westchnęła. – Daję jej pięć, może dziesięć minut i pewnie znowu zacznie skakać – powiedziała cicho, miękko.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#19
06.04.2024, 19:05  ✶  

Victoria była zbyt ważnym elementem jego nieżycia, żeby myśleć o tym, że miałaby zniknąć. Powodem, dla którego nie potrafił się odciąć od znajomości, chociaż uważał to za bardzo egoistyczne z własnej strony. Nie to, żeby był wielkim altruistą, żeby wielce się poświęcał dla ludzi. A jednak miał swoje odpały. Kiedy przychodziło do osób, na których mu zależało, to nie istniały granice. Pewnie byłoby łatwiej, gdyby większą ilością rzeczy dzielił się chociażby z nią, ale jego charakter samotnika był, jest i będzie. To się nie zmieni. Zmienić się mogło jednak wiele rzeczy dookoła tego... na przykład emocje. Mogły w końcu dojrzeć, mogły ewoluować. Mogły w końcu przestać mieć blokady przez mentalność, która opatrzona była murami i wilczymi dołami przed przyjęciem odpowiedzialności. Lepiej czegoś nie mieć, niż płakać przez straty. Wystarczyło pozwolić, żeby wszystko układało się w normy i Sauriel potrafił wrócić do myśli, że Victoria była jedną z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się w jego życiu. Żeby sobie przypomniał, jaka jest ciepła, jak błyszczy. Tamto uczucie w kawiarni... ciągle je pamiętał. Ciągle nosił je przy sercu. Jej obecność robiła różnice. Bardzo dużą różnicę.

Skwitował tą mądrość krótkim "hmm", przetrawiając nowo nabytą wiedzę i jeszcze tak pokręcił głową na boki, jakby widział w tym więcej mądrości, niż powinien. Jeszcze gotów sobie to zapamiętać i głosić, że koty też mogą być sowami. To jak z tymi jajeczkami, z których wykluwają się ogórki. Specem od przyrki nie był, ważne, że znał się chociaż na rozczytywaniu książek z niej. Nie to, co Staszek. Dopiero teraz jak o tym pomyślał to dotarło do niego, że chyba trzeba zbudować mu szklarnię tam na Ścieżkach...

- Ej, Vika... znasz się na szklarniach? Trudne to do zbudowania? - Nie był jakimś specjalistą od robótek ręcznych, ale może mógłby trochę zarobić, zbudować taką..? Jak to często bywało z urwanymi myślami Sauriela - pojawiały się znikąd i potrafiły szybko zniknąć. Dlatego zazwyczaj korzystał, póki je pamiętał.

- Pewnie. - Tak, bardzo mu się podobało i to prawda, że to niczego w jego nawykach nie zmieni. To była po prostu bardzo miła odmiana, fakt, dołożenie do tych niekoniecznie drogich whiseky czy burbonów takiego przysmaku i do zwykłych fajek cygara. - To jakbyś się chciała umawiać? Najlepiej jakbyś mi dawała jakąś tygodniową rozpiskę, kiedy byś potrzebowała pomocy, to się zajmę tym pchlarzem. - Kochanym, słodkim, który teraz spał w najlepsze. Na zwierzętach się nie znał, ale z kotów był bardzo obcykany. Pewnie jego sowa też się znała na kotach, tylko nie miałby jej odwagi zapytać, z której strony.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
06.04.2024, 21:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2024, 22:29 przez Victoria Lestrange.)  

Czasami potrzeba było czasu, by pozwolić sobie na otworzenie przed drugą osobą. Czasu, na uświadomienie sobie, że nie zostanie się skrzywdzonym. Rozmowa pozwalała uporządkować rzeczy w głowie, znaleźć rozwiązanie a czasami po prostu ściągnąć ciężar z ramion czy z serca. Victoria być może lepiej niż ktokolwiek inny wiedziała z czym Sauriel się zmaga; była kimś, kto odczuł to nie tyle na własnej skórze, co na własnej… pamięci. Czym jest nienasycony głód krwi, chęć zapolowania, wygryzienia się w czyjeś gardło, nadgarstek albo tuż nad zgięciem łokcia; wiedziała czym jest krew ściekająca po przełyku, przyjemnie ciepła; wiedziała też jak smakuje dusza, która całkowicie się zepsuła, do tego stopnia, że chciało się skrzywdzić osobę, która się kochało – by ona nie mogła skrzywdzić jej; wiedziała czym był mord, by zapewnić sobie życie i spokój od tego pragnienia i głodu. Ta jedna kobieta wiedziała to wszystko i skrzętnie zapisała, na wypadek, gdyby kiedyś miała zapomnieć. Zapisała to wszystko, by w razie gdyby coś jej się stało, Sauriel mógł odtworzyć jej kroki i wszystko co robiła. To wiedza była potęgą, nie pieniądze, a ona nosiła w sobie jedną z największych tajemnic czarodziejskiego świata. Kto jak kto – ale Victoria rozumiała Sauriela lepiej niż pewnie ktokolwiek inny i już mu powiedziała, że cokolwiek nie postanowi, tym razem nie będzie z tym sam… lecz wtedy jeszcze nie wiedziała jakie widmo nad nią wisiało. Nie chciała się temu poddawać, nie chciała, gdy miała tyle do zrobienia… nie wiedziała za to, że jej obecność robiła taką różnicę – dla niego. Tak jak on robił dla niej.

– Na szklarniach? Tyle co mieliśmy w ogrodzie – stwierdziła i uniosła wyżej jedną brew, patrząc na Sauriela badawczo. Był jedną z tych osób, które potrafiły zupełnie losowo zmienić temat rozmowy, wpaść na coś kompletnie absurdalnego. Jak teraz: szklarnie. – Nie mam pojęcia jak się takie buduje… no pewnie… potrzeba szkła…? – spróbowała bardzo inteligentnie zresztą i zmrużyła oczy w niepewności tego, co właśnie mówi. No… szkło. Ale jak się je łączyło, to nie miała bladego pojęcia. – Czemu akurat szklarnie? – nie rozumiała, ale gdy nie rozumiała, to chciała zrozumieć, taka po prostu była.

– Tak naprawdę to kiedy tylko byś chciał. Jak będziesz miał ochotę na towarzystwo kota, albo święty spokój, to możesz wpaść nawet bez wielkiego  umawiania – wzruszyła ramionami, obserwując, jak kulka zwija się w jeszcze większą kulkę. – Mogę ci dać mój grafik, ale on czasami różni się od rzeczywistości. Ostatnio na przykład jak wróciłam z Włoch, to wyszłam do pracy jednego dnia i wróciłam w późnym wieczorem kolejnego – skrzywiła się na to, ale pewnie zdawał sobie z tego sprawę, nie znali się przecież od wczoraj. – W sumie to… dam ci klucz. Na wszelki wypadek – bo różnie bywało, jak pokazywał ostatni przykład: mogła zniknąć na półtorej dnia, bo i tak się zdarzało. – Jak będzie się coś wyjątkowego miało zadziać to dam ci znać o ile dam radę – to nie była wielce stabilna praca w tym sensie, że od ósmej do szesnastej i do domu. Czasami.. dość często…  zdarzało się coś niespodziewanego. – Bo smoka akurat nie przewidziałam – wymamrotała pod nosem.

Sauriel na całe szczęście z jej niestandardowymi godzinami pracy był dość dobrze zaznajomiony i niekoniecznie wielce zdziwiony… Chwilę później zrobiła sobie herbatę, jemu oferując to samo, albo czegoś z barku, jeśli miał ochotę, i ciasteczka, które dzisiaj kupiła (bo przecież ich sama nie upiekła, nie umiała, ale może czas najwyższy było się nauczyć gotować coś więcej niż wodę). Kicia rzeczywiście spała tylko chwilę, a wzięta w ramiona szybko się obudziła, znowu ciekawa świata – mogli się więc zabarykadować wraz z nią w tym pokoiku, który póki co przeznaczyła dla Luny: to po to, by oswoiła się z nowym miejscem, zapachami, samą Victorią… by wielkość domu jej nie przytłoczyła. No i Lestrange bała się, że mała ma jeszcze za krótkie nóżki na schody: i zresztą te wszystkie obawy powiedziała Saurielowi, pokazując mu co gdzie jest dla kota, by nie musiał się głowić, gdy zostanie z nią sam. Rozłożyli się z tymi ciasteczkami i napojami na podłodze i mogli pogadać… Na przykład wyjaśnić o co chodziło z tym smokiem – przypowiastka, która ludzi wyjątkowo bawiła, może dlatego, że Victoria gubiła wtedy ubranie.

Było w tym coś normalnego, prawda?


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (5200), Victoria Lestrange (7586)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa