• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Zatruta woda

[10.08.72] Szaleństwo Windermere. Zatruta woda
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#41
09.05.2024, 20:32  ✶  

Nie było rzeczy niemożliwych – poczuła to bardzo dobitnie na własnej skórze, ale jednak w pierwszym odruchu mózg wypierał ten fakt i próbował wiele rzeczy brać na logikę, jak to, że trytony nie miały nóg i nie mogły wyjść na ląd. A co, jeśli potrafiły wyjść? Co jeśli umiały tak zakrzywić magię? Przepytywanie selkie trwało. Victoria skorzystała z okazji, że ściągnęła plecaczek i wydobyła z niego notatnik i coś do pisania, chcąc zanotować sobie to, co tłumaczył im z foczego Laurent – by móc w późniejszym czasie do tego sobie spokojnie wrócić i przywołać dokładne słowa. Dlatego zanotowała informacje o Bagshocie z punktu widzenia foczki oraz że już wczoraj historyk się z nim nie widział.

Jej dłoń zawisła nad notatnikiem, kiedy Laurent zaczął opowiadać o trytonie, który wyszedł do ludzi. O czym on mówił? Skoro widział, to dlaczego nie potraktował tego poważnie? Wpatrywała się w plecy Prewetta, jednak to nie był czas ani miejsce na prywatne pytania i rozmowy, nie czuła się swobodnie w towarzystwie reszty osób, z których najlepiej znała Perseusa – ale nie byli tu w trójkę. Zresztą Gerry podjęła ten temat, najwyraźniej i jej coś nie grało w tej historyjce.

Nie wadziło jej jednak, że w pewnym momencie Laurent wykorzystał jej osobę, jako oparcie. Może powinno, była w pracy, ale to spoufalanie się w żadnym stopniu jej nie przeszkadzało, najwyraźniej oboje tego w pewnym sensie potrzebowali.

Ruiny w lesie… Skoro Bagshot się nimi interesował, to zdecydowanie powinny zostać sprawdzone, ale nie mogła ich tutaj zostawić samych, jeszcze gotowi zrobić sobie krzywdę, albo coś ich z tej wody zaatakuje, ledwie spuści się ich z oczu. Na szczęście Geraldine stwierdziła, że w takim razie ona sprawdzi teren – akurat jej ufała co do tego, że nie trzeba jej pilnować ani bronić. Kiwnęła do niej tylko głową na znak, że przyjęła jej decyzję do wiadomości.

– To zależy ile nam zejdzie jeszcze tutaj i sam powrót – powiedziała cicho, zerkając na Perseusa. Też go lubiła, dlatego gdy choć był magipsychiatrą i pomagał ludziom z problemami z bezsennością, sam poszukiwał na nią lekarstwa – nie widziała problemu, by regularnie dostarczać mu eliksirów. Nie wiedziała co miał na sumieniu, że przyłożył się do śmierci Simone Malfoy, ani że zerwał ostatniego kwiatka z jej ogrodu po wichurze na Beltane (choć tym akurat nie przejęłaby się wcale, z jej ogrodu i tak nic nie zostało), ani tym bardziej, że jej obecność wprawiała go teraz w wysoką nerwowość – bo wcale nie starała się tego osiągnąć, jednak jej nastrój i bardzo jasno wyznaczone granice najwyraźniej się mu udzielały.

Zamarła, gdy Laurent zaczął dalej tłumaczyć rozmowę z foką. Śpiew. Jej dłoń, pisząca w notatniku, zatrzymała się na moment, gdy wspominała zaginięcia i martwych znalezionych w Windermere. Samobójstwo przez utopienie, chcąc mąż kobiety zarzekał się, ze nie mogła samobójstwa popełnić. Śpiew trytonów…

– Laurent, zapytaj się jak długo to już trwa? To przygotowanie do wojny, wabienie ludzi do wody – odrzekła sucho, po raz kolejny mocniej łapiąc się swojej oklumencji – bo jedyne co mogło uchronić przed wpływem tego śpiewu, to właśnie oklumencja. Wabienie do wody – jako czynność już wykonywana, a nie możliwa do spełnienia. Zanotowała to notatkach: śpiew, by wszystkich zwabić, utopić, omamić, zwrócić przeciwko sobie.

– Nawet musimy wrócić tą samą drogą – odpowiedziała na pytanie Perseusa. – Teleportacja nie działa, nie mamy innej opcji.

Póki co, dawała Laurentowi wolną rękę, by przekonać selkie, by faktycznie z nimi poszedł i się nie opierał – mieli chwilę czasu, nim Geraldine wróci, bo nie zamierzała jej tu zostawiać samej, nawet jeśli kobieta spokojnie mogłaby przepłynąć jezioro wpław, i nie chodziło wcale o to, że tak dobrze wiosłowała. Po prostu byli tutaj razem, więc nie było zostawiania nikogo w tyle. Ale jeśli Gerry wróci, a selkie dalej się będzie opierać, to zwyczajnie trzeba będzie fokę wziąć do łódki na siłę i pilnować, żeby nie zrobiła sobie nic złego. Albo nie zrobił – Ciril, czy jak tak miał. To imię też zanotowała.

corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#42
10.05.2024, 09:45  ✶  
Ramiona Perseusa uniosły się i opadły w cichym westchnieniu. Komunikację z selkie całkowicie pozostawił Laurentowi - nie dlatego, że jako jedyny potrafił przetłumaczyć na ludzki język to, co wydawało mu się piskiem, lecz przez to, iż zdawało mu się, że Prewett wzbudzi w tej istocie więcej zaufania, niż on; wyglądający jak śmierć. Przecież... Przecież nawet ten, którego bezgranicznie kochał, patrzył na niego w taki sposób, jakby obawiał się, że zaraz wyjmie ostrze i zdejmie z foki jej piękne futro, by sprzedać je gdzieś na Nokturnie.
Chciał ją pogładzić po boku - czule, uspokajająco - ale cofnął w dłoń w obawie przed tym, jak zostanie to odebrane. Wyprostował się, gdy Laurent zaczął mówić o niszczycielskiej sile śpiewu trytonów. Jego wzrok znów powędrował w stronę tafli wody. Utopić ludzi, zwrócić ich przeciwko sobie. Czy właśnie Laurent nie był zwrócony przeciwko Perseusowi? Czy nie widział wiszącej nad nim czerni? Nie, to zbyt śmiała myśl. Gdyby stał się ofiarą tych głębinowych stworzeń, czy nie okazywałby swej nieufności wszystkim, a nie tylko jemu?
— Jest jakiś sposób, by ochronić się przed ich śpiewem? — zwrócił się bardziej w eter, aniżeli do konkretnej osoby. Niewiele wiedział o trytonach, a ta licha wiedza z czasów szkolnych została jeszcze przepuszczona przez sito czasu i niepamięci. A potem uśmiechnął się głupio, bo przyszło mu do głowy, żeby osuszyć całe jezioro i pozwolić zbuntowanym trytonom wyschnąć na wiór, co same w sobie było niemądre.
Wpatrywał się w Laurenta, gdy ten wypowiadał piękne słowa o bronieniu mieszkańców wody (to nieprawda, dobrze wiesz, że większość czarodziejów ma w głębokim poważaniu trytony, zaoponował w myślach) i zanotował w pamięci, że selkie ma na imię Ciril.
— Musimy jakoś przenieść go do łodzi — tym razem mówił już do wszystkich, bowiem każda para rąk była w tej chwili potrzebna. Nie wiedział, ile dokładnie waży foka, ale domyślał się, że przekracza to możliwości nawet Geradline. Stadem, jak powiedział Laurent.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#43
11.05.2024, 05:28  ✶  

Abstrakcyjne myślenie kaletnika nie zatrzymywało się, bo uderzyło w inne nuty abstraktu - w brak zaufania do Laurenta. Ekhem, a raczej w próbę poddania wątpliwościom wszystkiego tego, co mówił. Może spotkali najzwyczajniejszą w świecie fokę, która popiskiwała, a Prewett niczym rażony schizofrenią roił sobie historie o trytonach mających atakować ludzi i robiących przewrót? To by tłumaczyło absurd, to by też tłumaczyło dlaczego w tej historii brakuje żywych trupów, których podobno widziano w Windermere. Esmé pozostawił to tylko jako teorię, chociaż dosyć zabawnym wydało mu się, że każdy zaufał Laurentowi ot tak, mimo łamanej logiki. Widocznie każdy miał jakiś swój powód.

Prawda czy nie, teraz nabierała kształtu. Trytony nie miały wychodzić na ląd, a działać z wody - tak jak jeszcze kilka chwil temu w swym myśleniu "poza ramami" podejrzewał Rowle. Brzmiało to najlogiczniej, a plan wydawał się dobry chociaż... naprawdę? Naprawdę myśleli że tyle wystarczy? Że zwracanie ludzi przeciwko sobie i wabienie ich do wody jest idealnym rozwiązaniem i metodą na prowadzenie wojny? Rozczarowujące. Często nie trzeba było pieśni ani magii, by zwrócić człowieka przeciwko drugiemu człowiekowi. Działo się to nieustannie, często nawet na oczach Esmé. I świat się nie zawalił, ludzie się nie wybili do cna. Ale za to wybili wiele różnych gatunków zwierząt.

Rzucił spojrzeniem na fokę, gdy został jej przedstawiony. Patrzył w jej czarne oczy beznamiętnie, by zaraz nieznacznie kiwnąć głową w ramach przywitania. Do głowy przyszedł mu wredny plan przedstawienia się jako kaletnik, czyli tak, jak niemalże zawsze. Ale w tym przypadku byłoby to bardzo niefortunne przedstawianie się, gdy Laurent walczył o zaufanie Selkie. Powstrzymał się tylko ze względu na blondyna, chociaż kąciki ust rzemieślnika wędrowały ku górze na samą myśl jak wybrzmiałby jego zawód w tej sytuacji. Nie był barbarzyńcą i nie zamierzał mordować Selkie, by stworzyć cokolwiek z tych materiałów. Skóra ludzka również była wartościowa, z kości ludzkich dało się stworzyć bardzo, ale to bardzo wiele. A jednak Esmé nie mordował bezdomnych i chorych. Rzemiosło rzemiosłem, ale moralność moralnością. Mogła być wątpliwa, ale była. Z natury - był dobrym człowiekiem, chociaż przewrotnym ze względu na swój marazm, a może raczej - przez swoją walkę z marazmem.

Rozbawiły go dalsze słowa Laurenta. Żeby nie ujmować mu przekonywalności - odwrócił twarz w drugą stronę i zasłonił usta dłonią, cicho śmiejąc się do siebie. Victoria chroniła takich jak On i Ciril. Zgadzał się i do samego profesjonalizmu Victorii nie miał żadnych zastrzeżeń. Jednak ubranie tego tak w słowa zabrzmiało, jakby chroniła Selkie, a nie ludzi. Istna strażniczka tego gatunku.

Przestało mu być do śmiechu, gdy Prewett zaczął mówić "zaufaj mi", "razem" i "przecież tak było zawsze". Pierwszy raz widział jak ten z istnym wyrachowaniem korzysta z manipulacji, z grania na emocjach, wspomnieniach, naturze. I z jaką łatwością mu to przychodzi, chociaż było to wszystko w dobrej wierze. Raczej. Nie wiedzieli w końcu co jest dobre dla Cirila. Możliwe że poprzez przyjęcie ich pomocnej dłoni zostanie skazany na wieczne wygnanie. Albo zostanie okrzyknięty zdrajcą. Esmé, tak naprawdę, niezbyt rozumiał dlaczego aż tak istotne jest, by Selkie z nimi wrócił. Co z nim zrobią? Naprawdę wyślą do szpitala? A później? Co dalej?

Nie zamierzał jednak oponować. Lepszy jakiś plan, niż żaden. Osoba Cirila była mu, niestety, obojętna w sporej mierze. Opatrzyli jego rany, te nie wydawały się zagrażać życiu i oferowali pomoc, którą ten odtrącał. Tutaj Rowle by rozłożył ręce i uznał "twoja wola", chociaż brzmiało to wszystko jak samobójstwo. A już raz próbował powstrzymać osobę od samobójstwa i... Starucha to doceniła. Szkoda, że kaletnik nie dbał o Bogów i ich satysfakcję.

Niedługo po opatrzeniu ran Cirila, a w momencie, w którym Black oznajmił, że trzeba go przenieść do łódki, wróciła Geraldine. Esmé liczył, że łowczyni bogatsza w wiedzę zaraz oznajmi coś przełomowego, ale... bogatsza była jedynie o garść dorodnych czarnych porzeczek. Jakkolwiek absurdalnie to nie brzmiało - kaletnik był z tego równie zadowolony, częstując się kilkoma, nim zajęli się dźwiganiem foki. Właściwie, to dźwigała głównie Ger, a reszta mogła jej z czystej grzeczności pomagać, będąc pewnie bardziej przeszkodą. Ale Rowle i tak "pomagał".

Nie pozostawało nic innego, jak powrót. Zapakowali się wszyscy do łódki, teraz naprawdę mając w niej bardzo mało miejsca. Cokolwiek czaiło się w wodzie, cokolwiek było tą czernią i mrokiem przesuwającym się pod taflą jeziora, tak mogło mieć teraz solidną ucztę. Czy to niepokoiło Esmé? Tak. Wierzył, że Geraldine sobie poradzi z... wszystkim, ale jednocześnie bał się o nią. Nie o siebie, jego własne życie nigdy nie miało dla niego szczególnego znaczenia, ale o nią. Ten niepokój powoli przerastał nawet ekscytację niepewną, głupią podróżą w ten sam sposób, na tej marnej łódeczce po domenie trytonów, które przecież, wedle Cirila, były im teraz naprawdę wrogie.

I ruszyli. Odbili od brzegu i zaraz machnęli wiosłami raz, drugi, trzeci... oddalając się od bezpiecznego lądu i wypływając na znane-nieznane wody.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (6130), Geraldine Greengrass-Yaxley (3978), Laurent Prewett (4642), Norvel Twonk (1407), Pan Losu (388), Perseus Black (3736), Victoria Lestrange (4730)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa