Uśmiechnęła się, jakby owe perfumy zawdzięczały jej swą recepturę. Oczywiście, że były zniewalające, ale jako wychowana dziewuszka, skinęła tylko głową dziękując. Była ciekawa, co taka Weasley może wiedzieć o perfumach Potterów. Nawet ona musiałaby potężnie oszczędzać, żeby kupić sobie oryginalny flakonik. Jedynie dzięki bezpośredniemu zaangażowaniu ojca w produkcję, dostawała fiolki z kosmetykami, chociaż często nawet nie wersjami trafiającymi na półki, tylko testowymi lub zlewkami ze zwrotów lub wadliwych opakowań.
Bibliotekarka nie miała powodów, dla których miałaby nie wierzyć dziewczynom. Szczególnie, gdy jedna z nich wspomniała o kartce z zapisanymi tytułami.
— Nic nie szkodzi, Penny, rozpoznam tytuły gdy je zobaczę... — odpowiedziała koleżance i zwróciła się znów do kobiety. — Czy mogłybyśmy zerknąć na kartę biblioteczną mojego wujka? To były książki o historii Carlisle.
Piękne czasy małych miasteczek i braku RODO. Bibliotekarka sięgnęła do woich zapisków i już po chwili dziewczęta mogły radować się stosem książek o poszukiwanym temacie. Pytanie, co teraz.
— Uhm, masz coś do pisania? Może spiszmy tytuły i... tyle? — Szepnęła, gdy były już same. Oczywiście nie miała zamiaru przeglądać teraz książek w poszukiwaniu czegoś o tajemnicy dżumy. Przecież w aż takiej przeszłości nie trzeba było grzebać, by znaleźć Bagshota. Nawet sam spis tytułów nie wydawał się Peppie potrzebny, ale skoro już dotarły tak daleko, to może warto.