• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[01.07.72] Other drugs just don't fit us right

[01.07.72] Other drugs just don't fit us right
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#11
11.06.2024, 20:12  ✶  

Może i faktycznie, rozmawianie o uczuciach nie było czymś co mogli wynieść ze swoich domów, nie mniej jednak troska o swoich była głęboko zakodowana w ich krwi. A Lou zawsze miał okropną słabość do Trixi, była jak ta wymarzona, idealna siostra, którą czasami wolał wymienić za te swoją, która z każdym kolejnym rokiem dokładała mu tylko kolejnych zmartwień. I nawet jeśli miał ukryty cel w delikatnym i miarowym podburzaniu kuzynki to faktycznie stał za tym co mówił. Tym bardziej, że miał niejako związane ręce i nie mógł zainterweniować w tej sprawie tak jak chciałby, tak jak to miał w zwyczaju bronić dobrego imienia bliskich mu kobiet. No i tutaj miał co do bronienia, bo godności Trixi nie można było niczym podważyć, w przeciwieństwie co do niektórych.

No i nie potrafił podpowiedzieć odpowiedniego wyjścia z tej sytuacji. Bo jedyne i najbardziej uniwersalne wyjście z wielu sytuacji, mianowicie przemoc, nie było zbyt oględne do zaproponowania. Rudolf wciąż był jego kuzynem i podsuwanie młodziutkiej Belli spuszczenia mu wpierdolu, byłoby co najmniej konfliktem interesów z jego perspektywy, łagodnie mówiąc. Gdyby był to ktoś z innego, czystego rodu, nie miałby tutaj z niczym problemu. Agresja i czarna magia jako panaceum na wszystkie trudności w relacjach międzyludzkich. Z chęcią jeszcze pokręciłby się gdzieś w okolicy, kiedy doszłoby to takiej rzekomej konfrontacji, bo mało rzeczy na świecie jest piękniejsze, niż mordercze kobiety. A gdyby faktycznie rozkręciłoby się na grubo, to z pewnością pomógłby z ukryciem, a nawet utylizacją ciała i innych śladów po zbrodni. Bo wciąż płynęła w nich ta sama, smolista krew.

- Ah tak, prawie zapomniałem. - odrzucił, błyskawicznie zmieniając postawę z troskliwego misia na zadziorny uśmiech i dryg. Oderwał się od kuzynki i krzesła, wstając na równe nogi. Odszedł na moment i z któregoś najsłabiej oświetlonego kąta, przyniósł ze sobą płócienne zawiniątko. Położył je stoliku obok nich, a po odwinięciu materiału ich oczom ukazał się naszyjnik. Długi, piękny, lśniący i na pewno bardzo drogi, bo wykładany drogimi kamieniami. Idealnie wyszlifowane ametysty i agaty, z akcentami mniejszych cytrynów, a na samym środku największy z kamieni, heliotrop niczym perła w w koronie. - Zamierzam podarować go pewnej bardzo niepokornej trzpiotce, ale chciałbym by była to jednocześnie lekcja dyscypliny dla niej. - wyjaśnił, nad wyraz spokojnym tonem. Jego wcześniejszy zadziorny uśmiech na twarzy powoli zaczynał zmieniać wyraz na bardziej szatański. Widać było po nim, że miał to dość dobrze zaplanowane i wystarczyła chwila, jedno zdanie by rozmarzył się w swoim podstępie. - Wyobrażam sobie ją jak próbuje go ściągnąć, ale im bardziej próbuje tym bardziej zaciska się na jej gardle... Stanął za plecami Trixi, nie odrywając wzroku od naszyjnika, a dłonie oparł na jej obu ramionach, subtelnym gestem sugerując, że właśnie tutaj potrzebuje jej pomocy. - Gdybyś była tak kochana i nałożyła na niego odpowiednio silną klątwę, bardzo byś mnie tym uszczęśliwiła, wiem że potrafisz. Już niemal półszeptem dopowiedział niemalże do ucha, pochylając się lekko, nad siedzącą Bellą jakby właśnie wyjawiał jej jakąś tajemnicę.


Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#12
14.06.2024, 23:12  ✶  

Na pewno było to miłe. Ta troska, którą jej okazał. Nie przywykła do podobnych zachowań. Rzadko kiedy ktokolwiek martwił się jej uczuciami, dlatego też nie do końca umiała się odnaleźć w takiej sytuacji. Zainteresowanie Lou jednak było miłe, a przynajmniej tak się jej wydawało. Sytuacja nie należała do najprostszych w końcu wszystko działo się w rodzinie, nie rozmawiali o nikim obcym, co mogło tylko i wyłącznie skomplikować sprawę. Black wiedziała, że nie może sobie pozwolić na demonstrację swoich uczuć, gdy się złościła, to nie do końca nad sobą panowała. Tutaj musiała uważać, nie chciała, aby ich rodziny się poróżniły. Musieli patrzeć w jedną stronę, wspierać się, czy tego chciała, czy też nie. Miała to gdzieś z tyłu głowy.

Postawiło ją to nieco pod ścianą, zabrało sposoby do rozwiązania konfliktu, przynajmniej te, po które zazwyczaj sięgała. Może nie wyglądała, jednak naprawdę lubiła najprostsze, najmniej skomplikowane wyjścia, przemoc wydawała się być zawsze odpowiednim rozwiązaniem. Może i kuzyn nieco ją podburzył, ale nie zmieniła podejścia. Miała świadomość, że nie może sobie pozwolić na wiele. Priorytetem było to, żeby wspólnie pomagali Czarnemu Panu dotrzeć do władzy. Jej uczucia, mrzonki, nie miały w tej chwili żadnego, nawet najmniejszego znaczenia, liczyła się przede wszystkim idea.

Zauważyła zmianę w jego tonie głosu, kiedy zmieniła temat rozmowy. Nie chciała się nad sobą zbyt długo użalać, wolała przejść do rzeczy. W końcu Lou chciał skorzystać z jej pomocy, była gotowa zrobić dla niego wszystko, tak bardzo ceniła sobie nastawienie kuzyna. Chciała, żeby wiedział, iż zawsze, w każdej sprawie może na nią liczyć, było to dla niej ważne.

Przyglądała mu się uważnie, kiedy wstał. Nie do końca wiedziała, czego powinna się spodziewać. Lubiła czuć taką dozę niepewności.

W końcu zaczął mówić. Przyglądała się wtedy naszyjnikowi, który położył na stole. Był piękny, minerały, z których został stworzony robiły naprawdę ogromne wrażenie. Wyglądał na coś, co chciałaby dostać niejedna panna. Zastanawiała się kim ona jest i dlaczego Louvain pragnie wymierzyć jej karę. Oczywiście nie zamierzała o to wypytywać, bo to nie była jej sprawa.

Poczuła jego dłonie na swoich ramionach, uniosła głowę delikatnie do góry, żeby na niego spojrzeć. - Nie wiem, czym zawiniła ci ta panna, ani kim jest, ależ oczywiście możesz liczyć na moje wsparcie, najdroższy. - Nie obchodziło ją to, komu może zrobić krzywdę. Liczyło się tylko i wyłącznie to, że może pomóc kuzynowi w osiągnięciu celu. Potrafiła rzucać uroki, była w tym naprawdę świetna, nie chciała go zawieść. Sięgnęła więc po różdżkę i mruknęła pod nosem zaklęcie. Chciała przekląć naszyjnik, dokładnie tak, jak życzył sobie tego kuzyn. Miał zaciskać się na gardle osoby, która chciała go zdjąć.

Nie musiał jej do tego namawiać, bardzo chętnie pomogła mu w tej drobnej sprawie.


Rzut PO 1d100 - 47
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 92
Sukces!

zauroczenie
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#13
02.07.2024, 20:43  ✶  

Miłosne mezalianse, miłosnymi mezaliansami, ale Louvain od początku potrzebował tutaj Ballatrix z pewnych, bardzo jasno określonych powodów. Jednak kiedy zauważył, nawet przez krótki moment, że coś trapi młodziutką Trixi i jest powodem do jej zmartwień, nie mógł przecież przejść obok tego obojętnie. Nawet nie z poczucia obowiązku wspierania Księżniczki Śmierciożerców, ale przede wszystkim dlatego, że mu na niej zależało. Bo nawet taki złamas, chuj rybi z poczuciem wyższości do niemalże wszystkich i wszystkiego miał swoją miękką, delikatną i troskliwą stronę, dla tej wybranej garstki czarodziei. Jasne, że widział w tym też pragmatyczne pobudki, jak okazja do zbliżenia się do Belli jeszcze bardziej, niż mógł, ale bez przesady. Swoim należało pomagać, a zwłaszcza tym których darzyło się szczególną sympatią z dna zepsutego serca.

Naszyjnik był kluczowym elementem jego kolejnej strategii w tej gierce między nim, Alexandrem, Ambrosią, własną siostrą, Dianą i pewnie kilku innych drugoplanowych postaci. Pieprzony lowar sprawiał mu ból krzywdząc Lorettę, oblizując się przy tym szatańsko. Dlatego zwykły, klasyczny i tradycyjny wpierdol nie był wystarczający. Musiał odpłacić mu pięknym za nadobne zgodnie z mugolskim powiedzeniem, więc i Ambrosia musiała przez niego cierpieć. W konsekwencji cierpiąc przez Louvaina, cierpiała przez samego Alexandra, chociaż i tak wiedział, że była zbyt dysjunkcyjna by kiedykolwiek to zrozumieć. Była w tym tak paskudnie podobna do Loretty, że Louvain zaczął momentami powątpiewać w swoje sztywne morały i idee o wyższości gatunki czystej krwi nad resztą, a przynajmniej poddawać pod wewnętrzne dyskusje. Skoro dziewczyna z takiego "dobrego domu" i dziewczyna z przeciwnego punktu tego spektrum, tak samo padały pod cygańskim urokiem to czy faktycznie tak diametralnie się czymś różniły? Słyszał, że ponoć romowie potrafili hipnotyzować psy, najwidoczniej zepsute suki również.

Gdyby powiedział to na głos powtórzyłby się po raz enty już w swoim życiu, ale ani przez moment nie zwątpił w talent Trixi. Wiedział, że postawił na najwyższą kartę w tym rozdaniu jeszcze zanim przepyszny aromat czarnej magii roztoczył swą woń po piwniczce z winami. Wiedział, że była to klątwa bliska perfekcji, kiedy do nozdrzy uderzył charakterystyczna woń zepsucia. Urok tak udany, że poczuł w gardle i na podniebieniu uścisk jego spaczenia. Choć uczucie w gruncie niekomfortowe, nie jednego mogłoby przeprawić o mdłości i zawroty głowy, to dla niego, a właściwie dla wszystkich złych ich maści niemalże zero jedynkowo kojarzyło się z potęgą.

- O właśnie tak... - wyszeptał tuż znad ramienia kuzynki. Całkowicie ukontentowany, z rozkosznym uśmiechem podszytym diabelskimi intencjami, zamknął oczy i pozwolił sobie na rozpłynięcie się przez moment w tym uczuciu właściwie "przedzwycięstwa", tak jakby jej sukces był również jego sukcesem. I pogrążył się w tym cały bo, stracił na ten moment nad sobą panowanie. Odgarnął pasmo podobnie do niego, jej kruczoczarnych włosów, po to by nosem przejechać kilka milimetrów tuż nad jej wrażliwą skórą szyi oraz ramion, delektując się aromatem czystego talentu zamkniętym w tym drobnym ciele. Ręce jego same przylgnęły do bioder Bellatrix na krótki moment, tylko po to by dosłownie chwilę potem, obrócić całą ją frontem do siebie, by zetknęli się twarzą w twarz. Wciąż nie panując nad swoimi na wpół zdeprawowanymi i śmierciożerczymi instynktami, pocałował własną kuzynkę, chcąc jeszcze bardziej poczuć smak prawdziwej personifikacji nikczemności. Wszystko to nie trwało zbyt długo, bo w końcu rozsądek został mu przywrócony, więc odstąpił od popełnionego grzechu. Nie czuł się jednak w żaden sposób winny, przynajmniej wyraz jego twarzy ani trochę tego nie sugerował.

- Chyba... trochę cię rozmazałem. - przełamał ciszę, uśmiechając się  jakby właśnie dziecko zostało przyłapane na gorącym uczynku i liczyło, że swoim urokiem osobistym zatuszuje całą sprawę. Opuszkiem kciuka przetarł wilgoć na jej wargach, a z kącika ust wytarł ślad po rozmazanej szmince. W żaden sposób nie zamierzał się teraz strofować, ani tym bardziej sięgać po jakieś zachowawcze "wybacz Trxi", czy "zapomnijmy o tym". Nie żałował, więc po co.

- Sprawiasz, że czuję się jakbym miał demencję, bo znowu muszę to powiedzieć... Jesteś najzdolniejszą czarownicą naszego świata, słodka. Dodał w ramach podziękowania i oczywiście uznania, bo co jak co, ale jej się to należało jak psu buda.


Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#14
21.07.2024, 21:43  ✶  

Miała świadomość, że Lou skontaktował się z nią z jakiegoś powodu, wspominał o tym przecież w liście. Jak zawsze jednak wykazał zainteresowanie tym, jak się czuje. Był bystry, nic mu nie umykało, więc dostrzegł, że coś jest z nią nie tak. Nie miała problemu, żeby podzielić się z nim tym, co ją kłopotało. Akurat jemu ufała, wiedziała, że nie da jej zrobić krzywdy, że może powiedzieć mu wszystko. Może aż nadto wierzyła w jego dobre intencje, ale był jedną z nielicznych osób które traktowała w ten sposób. Miała wrażenie, że on też wiedział, że może przyjść do niej ze wszystkim, zawsze była gotowa go wspierać. Nie działo się tak dlatego, że byli rodziną, w końcu jej familia była całkiem spora, niewiele osób miało takie specjalne miejsce w jej czarnym serduszku.

Nie miała pojęcia po co był mu ten naszyjnik. Nie wiedziała komu chce go wręczyć, nie obchodziło jej to zbytnio. Skoro Lou potrzebował, aby go przeklęła, to zamierzała to zrobić. Nie musiała wiedzieć nic więcej. Istotne było tylko i wyłącznie to, że kuzyn tego potrzebował.

Panna Black nie zwlekała, bardzo szybko wzięła się do roboty. Skupiła na tym swoją całą złość, aby klątwa była jak najbardziej uciążliwa. Oczywiście udało jej się osiągnąć cel, bardzo szybko. Nie, żeby ją to zaskoczyło, była pewna, że dokładnie tak będzie. Kiedy dokonała swojego dzieła uśmiechnęła się od ucha do ucha. Była zadowolona z tego co osiągnęła, miała pewność, że będzie on działał dokładnie tak, jak chciał Louvain.

Trixie była prymuską, nie da się tego nie zauważyć, zawsze wszystko musiała robić najlepiej jak tylko potrafiła, tak, aby efekt końcowy był bliski ideału.

Usłyszała jego głos znad swojego ramienia. Cieszyło ją to, że był z niej dumny. Nie wiedzieć czemu zależało jej na jego uznaniu, nie chciała go zawieść, miała nadzieję, że zawsze będzie jej się udawało spełniać oczekiwania starszego kuzyna.

W powietrzu można było wyczuć zapach czarnej magii, z początku trochę drażnił Bellę, z czasem jednak kiedy zaczęła jej więcej praktykować zaczął być jedną z jej ulubionych woni. Przymknęła na moment oczy i zaciągnęła się nim głęboko. Było jej bardzo przyjemnie.

Poczuła jego oddech na swoim karku, znajdował się bardzo blisko niej nie widziała w tym jednak nic złego. Mogli razem napawać się tą chwilą, sukcesem, który osiągnęli. Kiedy dotknął rękoma jej bioder po jej ciele przeszedł dreszcz, nie spodziewała się podobnych gestów z jego strony. Odwrócił ją do siebie i pocałował. Był to naprawdę ciekawy sposób na świętowanie tego sukcesu. Odwzajemniła jego pocałunek, chociaż nigdy nie zakładała, że w ogóle kiedykolwiek do niego dojdzie. Dała się ponieść tej krótkiej chwili.

Nie wydawało jej się, żeby to było coś złego. Czyż wszyscy czystokrwiści nie zachowywali się podobnie?

- Nie przejmuj się. - Nie było w niej wstydu, najwyraźniej i ona nie uważała, żeby w tej krótkiej chwili zapomnienia na którą sobie pozwolili wypadało doszukiwać się czegoś, czego nie powinni robić. Byli przecież dorośli, a to był tylko i wyłącznie jeden, zupełnie niewinny pocałunek.

Na jej ustach malował się uśmiech, nawet kiedy dotykał ich swoimi palcami. Nie odsunęła się od niego na krok, ale nie uważała, żeby był sens komentować to, co między nimi zaszło.

- Dziękuję, twoje słowa to miód na moje serce. - Nigdy nie szczędził jej komplementów, naprawdę doceniała to, że zawsze może liczyć na to, że ją doceni.

Udało jej się wykonać zadanie, które jej zlecił, więc czas najwyższy opuścić te miejsce, bo jeszcze ktoś zacznie się o nią niepokoić. - Dziękuję za wszystko i powodzenia. - Z tym naszyjnikiem, miała nadzieję, że bardzo dobrze spełni swoje zadanie. Później odwróciła się na pięcie i ruszyła do wyjścia.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bellatrix Black (3555), Louvain Lestrange (3749)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa