Może i faktycznie, rozmawianie o uczuciach nie było czymś co mogli wynieść ze swoich domów, nie mniej jednak troska o swoich była głęboko zakodowana w ich krwi. A Lou zawsze miał okropną słabość do Trixi, była jak ta wymarzona, idealna siostra, którą czasami wolał wymienić za te swoją, która z każdym kolejnym rokiem dokładała mu tylko kolejnych zmartwień. I nawet jeśli miał ukryty cel w delikatnym i miarowym podburzaniu kuzynki to faktycznie stał za tym co mówił. Tym bardziej, że miał niejako związane ręce i nie mógł zainterweniować w tej sprawie tak jak chciałby, tak jak to miał w zwyczaju bronić dobrego imienia bliskich mu kobiet. No i tutaj miał co do bronienia, bo godności Trixi nie można było niczym podważyć, w przeciwieństwie co do niektórych.
No i nie potrafił podpowiedzieć odpowiedniego wyjścia z tej sytuacji. Bo jedyne i najbardziej uniwersalne wyjście z wielu sytuacji, mianowicie przemoc, nie było zbyt oględne do zaproponowania. Rudolf wciąż był jego kuzynem i podsuwanie młodziutkiej Belli spuszczenia mu wpierdolu, byłoby co najmniej konfliktem interesów z jego perspektywy, łagodnie mówiąc. Gdyby był to ktoś z innego, czystego rodu, nie miałby tutaj z niczym problemu. Agresja i czarna magia jako panaceum na wszystkie trudności w relacjach międzyludzkich. Z chęcią jeszcze pokręciłby się gdzieś w okolicy, kiedy doszłoby to takiej rzekomej konfrontacji, bo mało rzeczy na świecie jest piękniejsze, niż mordercze kobiety. A gdyby faktycznie rozkręciłoby się na grubo, to z pewnością pomógłby z ukryciem, a nawet utylizacją ciała i innych śladów po zbrodni. Bo wciąż płynęła w nich ta sama, smolista krew.
- Ah tak, prawie zapomniałem. - odrzucił, błyskawicznie zmieniając postawę z troskliwego misia na zadziorny uśmiech i dryg. Oderwał się od kuzynki i krzesła, wstając na równe nogi. Odszedł na moment i z któregoś najsłabiej oświetlonego kąta, przyniósł ze sobą płócienne zawiniątko. Położył je stoliku obok nich, a po odwinięciu materiału ich oczom ukazał się naszyjnik. Długi, piękny, lśniący i na pewno bardzo drogi, bo wykładany drogimi kamieniami. Idealnie wyszlifowane ametysty i agaty, z akcentami mniejszych cytrynów, a na samym środku największy z kamieni, heliotrop niczym perła w w koronie. - Zamierzam podarować go pewnej bardzo niepokornej trzpiotce, ale chciałbym by była to jednocześnie lekcja dyscypliny dla niej. - wyjaśnił, nad wyraz spokojnym tonem. Jego wcześniejszy zadziorny uśmiech na twarzy powoli zaczynał zmieniać wyraz na bardziej szatański. Widać było po nim, że miał to dość dobrze zaplanowane i wystarczyła chwila, jedno zdanie by rozmarzył się w swoim podstępie. - Wyobrażam sobie ją jak próbuje go ściągnąć, ale im bardziej próbuje tym bardziej zaciska się na jej gardle... Stanął za plecami Trixi, nie odrywając wzroku od naszyjnika, a dłonie oparł na jej obu ramionach, subtelnym gestem sugerując, że właśnie tutaj potrzebuje jej pomocy. - Gdybyś była tak kochana i nałożyła na niego odpowiednio silną klątwę, bardzo byś mnie tym uszczęśliwiła, wiem że potrafisz. Już niemal półszeptem dopowiedział niemalże do ucha, pochylając się lekko, nad siedzącą Bellą jakby właśnie wyjawiał jej jakąś tajemnicę.