• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert

[21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#21
09.07.2024, 19:29  ✶  

Udało się Robertowi zamknąć temat, przypominając, że od śmierci Marty Warren, minęło prawie trzydzieści lat. Richard się na moment zawiesił, jakby informacja ta sprawiła, że mógł się mylić. Na przestrzeni tylu lat, mogło się wiele zmienić.

- Trzydzieści lat... Kiedy to tyle minęło.
Zasiedział się w Skandynawii i zapomniał jak ten czas szybko zapierdalał. Aż westchnął.
- Dobra. Masz rację.
Zgodził się tym samym zakończyć temat. To nie był w sumie jego problem, nie jego córka, a z Hogwartem już dawno nie ma nic wspólnego. Ufał bratu, lecz potrzebował pewnych zapewnień, przekonujących argumentów.

Richard zapewnił Roberta, że po tej przygodzie będzie na siebie bardziej uważał i tutaj kochany braciszek postanowił trzymać go za słowo.

- No to teraz muszę tego słowa dotrzymać.
Skoro tak powiedział wcześniej a brat zamierzał tego pilnować, nie miał innego wyjścia, jak tylko być tutaj grzecznym. Póki Śmierciożercy nie planują wycieczki na Skandynawię, tam im nic nie groziło. Zresztą Robert wspomniał, że nie powinni się niczym przejmować. Są czarodziejami czystej krwi i takich podobno nie ruszają.

Wyjaśnił mu z kolei kwestię nazewnictwa, słownictwa, jak się zwą Ci, co są od Lorda Voldemorta. Co jak widać, nazywają się różnie. A skoro nie były przedstawiane różnice, dla Richarda byli tej samej rangi.

Tutaj już kiwnął głową że okej, rozumie i skupił się na przedstawieniu swojego punktu widzenia ich działań, że najwyraźniej zaczęli robić coś nie po kolei? Ale to nie była w sumie jego sprawa. Brat chciał wiedzieć, przedstawił swoje zdanie i najwyraźniej czekał na reakcję? Odpowiedź? Opinię? Robert jednak wydawał się jakiś zamyślony w tym temacie. Co dało Richardowi pewne podejrzenia. Stąd rzucił mu pytaniem. Przy okazji sięgnął po kubek i upił łyk kawy.

Zdążył przełknąć, kiedy usłyszał odpowiedź. Odstawił kubek na blat stołu. Spojrzał na brata jakby nie wiedział czy on sobie z niego teraz żartuje czy mówił poważnie.

- Brawo braciszku. W końcu po trzech latach od śmierci ojca znalazłeś sobie nowe hobby. A tak poważnie, Robert. Serio? Ty i zabijanie szlam?
O ile z początku przytaknął zadowolony bratu, tak w kolejnych słowach był już poważny. Czy to było coś, o czym jeszcze nie wiedział? Brat nie zdążył się pochwalić? Bo o ile pamiętał, nawet własnej żony nie potrafił dobrze doprowadzić do samobójstwa. No prawie mu się udało, ale trzeba było ją tylko popchnąć, znaczy, pomóc jej.

Przez tyle lat obaj się zmienili. Ale u Roberta te zmiany mogły być widoczne bardziej. Trochę nie pasowało mu to zabijanie. Czy może o czymś nie wiedział? Czy Robert faktycznie dołączył do tego ugrupowania po to, aby zdobyć się na tę odwagę? Miałoby sens.

- Robert. Bądź ze mną szczery. Nie ufasz mi?
Jakoś Richardowi nie chciało się wierzyć, że pierw potwierdzał, że coś wie a teraz nagle, że coś gdzieś zasłyszał. Jakby nie chciał mu nic więcej powiedzieć. Ucinał tematy, odpowiadał i pytał krótko. To nie były te żywe rozmowy, co dawniej. Jak bardzo zmienił się jego brat?

Zapytał wprost odnośnie zaufania. Mógłby też wstać i udać się do pokoju brata, sprawdzić czy w garderobie faktycznie ma szatę śmierciożercy i maskę. Wolał jednak usłyszeć to od niego. Czy dołączył do nich. Czy rzucił kiepskim żartem.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#22
14.07.2024, 16:48  ✶  

Richard bywał zdecydowanie za bardzo spostrzegawczy. Zwracał uwagę na kwestie, co do których byłoby znacznie lepiej, gdyby je po prostu przeoczył. Trzeba było jakoś z tego wybrnąć. Odbić piłeczkę w taki sposób, żeby ta nie wróciła. Albo przynajmniej nie wróciła zbyt wcześnie. Pozbyć się tych wszystkich jego słusznych podejrzeń. Ostatnim czego chciał Robert, było bowiem wplątanie własnego bliźniaka w sprawy, z którymi nie powinien on być w jakikolwiek sposób powiązany. Wystarczyło, że jeden z nich tkwił już w tym bagnie po pas.

Nie zamierzał się tutaj uginać. Zmieniać tego, co jakiś czas temu sam sobie postanowił. Liczył właśnie na taką odpowiedź ze strony Richarda. On, Robert Mulciber, miałby być tym kimś, kto zaangażował się w mordowanie szlam? O ile pod względem poglądów mógł idealnie nadawać się na śmierciożerce, to czy w ślad za tym faktycznie szły odpowiednie predyspozycje? Niektórzy mogli by mieć w tym temacie sporo wątpliwości. Wątpliwości, które byłyby w dodatku jak najbardziej uzasadnione.

- Wiesz przecież, że nie ma drugiej osoby, której ufałbym równie mocno, co Tobie. - odpowiada. Spogląda prosto w oczy brata. Próbuje te wzajemne zaufanie wykorzystać na swoją korzyść. Przekaz jest w tym przypadku jasny. Gdyby coś było w tym przypadku na rzeczy, wiedziałbyś o tym, Rick. Tylko czy na pewno jest w tym wszystkim wystarczająco wiarygodny? - Nie szukaj tego na siłę, Rick.

Ostatnie słowa, o ile brat tego wszystkiego nie kupił, potraktować powinien jako prośbę. Prośbę, jaką w stosunku do niego wystosował Robert. Nie grzeb w tym. Zaufaj mi, że jeśli w czymkolwiek obecnie tkwię, to dobrze wiem, o tym co robię. Przecież nie zrobiłbym nic głupiego, prawda? Znasz mnie dobrze.

Nie śpieszył się z tym, żeby zebrać się do gabinetu, choć powinien wreszcie zająć się pracą. Pracą, która na niego czekała. Pracą, której nigdy nie brakowało. I którą w ostatnich tygodniach bardzo często zaniedbywał. Wszystko przez dodatkowe obowiązki, jakie znalazły się na jego barkach. Zadania. Spotkania, które zmuszony był odbyć.

- Masz z dzieciakami jakieś plany na dzisiejszy dzień? - zamiast w tym momencie pożegnać się z bratem, pozbyć się go, uciec przed tym niewygodnym tematem, który dopiero co poruszyli, zadał pytanie. Zainteresował się planami Richarda. Tym, co zamierzał robić. Chciał odciągnąć go tym samym od tych niewygodnych, a przy tym również niezbyt bezpiecznych rozważań? Zapewne owszem, do pewnego stopnia o to mu chodziło.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#23
18.07.2024, 17:12  ✶  

Spostrzegawczość była jedną z wielu jego pozytywnych cech, która bardzo przydawała się także w jego zawodzie. W połączeniu z rozwiniętą percepcją, potrafił widzieć wiele, łączyć niektóre kropki wątpliwych sytuacji. Dzięki temu był doceniany jako auror w kraju, którym mieszkał.

Richard spostrzegł też, że Robert jednak nie wszystko chce mu powiedzieć, albo dla jego dobra, chce ten temat już zostawić, zapewniając braterskim zaufaniem, żeby nie szukał za głęboko. Młodszy bliźniak wpatrywał się w oczy starszego. Tym zaufaniem go kupił. W końcu nie zdarzyło się jeszcze, aby jeden drugiego zawiódł. Mieli tylko siebie. Reszta rodziny to tylko drugi plan. I odległość nie stanowiła dla nich problemu.

- W porządku.

Dla potwierdzenia kiwnął głową, na zgodę. Odpuścił temat. Musiał zaufać bratu. Na tym przecież też polegała ich wieloletnia więź braterska. Jeżeli naprawdę coś by się stało, czy też Robert wiedziałby więcej, przecież by mu powiedział. Na razie Richard postanowił spasować. W końcu sprawa z atakami w kraju była świeżą sprawą. Trwało go od miesiąca czy prawie dwóch.

Dopił kawę i odstawił kubek. Drugą wypije do śniadania. Spojrzał na zegarek czy to już czas, aby dzieciaki wstały czy jeszcze będą leniuchować. Wtem padło pytanie ze strony Roberta o dzisiejsze plany.

- Puściłbym ich pod opieką Leonarda na miasto aby, się wyszaleli.
Stwierdził po przetarciu dłońmi twarzy. Taki miał plan aby dać im dzień swobody i samemu od nich odpocząć. Być może jak byłaby potrzeba, pomógłby bratu w jakichś sprawach. Albo sam udał się gdzie indziej. Chłopców miał już dorosłych, to powinni przypilnować młodsze od nich jedynie dziewczyny.
- Ale obawiam się, że chyba powinienem z nimi iść.
Choćby ze względu na te ataki. Aby zapewnić ich bezpieczeństwo i mieć ich na oku. Czy nie zgubią się, nie odwalą czegoś w mieście. Nigdy nie wiadomo gdzie powieje ich dzieciaki. Miał w planie zabrać ich do Hogsmeade, ale może innym razem ich tam weźmie. Może trwały jakieś publiczne wydarzenia związane z Yule?
- Chyba że masz jakieś propozycje to słucham. Jakieś zadanie dla nich aby się nie nudzili?
Zapytał. Może Robert miałby dla nich jakieś inne zajęcie? Znał brata na tyle dobrze, że nie zawsze proponował mu wspólne wyjścia, ze względu na pracę i inne obowiązki związane z ich handlem. A przy okazji, Richard dostarczył kilka produktów i składników do uzupełnienia magazynów.

Przyjeżdżając do brata ze swoją gromadką, miał nadzieję także od nich trochę odpocząć, aby zajęli się sami sobą. Momentami zastanawiał się, czy potrzebne było mu to trzecie dziecko.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#24
27.07.2024, 10:52  ✶  

Odetchnął. Odetchnął z ulgą, kiedy brat zgodził się tematu nie drążyć. Robert naprawdę nie chciał go wprowadzać w to wszystko. Wolał trzymać Richarda możliwie najdalej od kwestii, które mogły sprowadzić nad ich głowy jedynie problemy. Same problemy. Nie potrzebowali ich. Nie potrzebowali komplikować sobie wszystkiego jeszcze bardziej. Podejmować w tym wszystkim jeszcze większego ryzyka.

Skinął w odpowiedzi na to głową.

- Dziękuje. - padło z jego strony.

I naprawdę mu dziękował. Dziękował bratu szczerze. Za zaufanie. Za dostosowanie się do jego prośby. Za ryzygnację z grzebania w tym, co najpewniej miało okazać się cholernie śmierdzącą sprawą. Mało wygodną. Problematyczną. Doceniał to.

Zmieniając temat, chciał upewnić się, że tym razem nikt z ich rodziny nie zawędruje w nieodpowiednie miejsce. Nie zrobi czegoś głupiego. Czuł się odpowiedzialny za to, aby dbać o bezpieczeństwo bliskich. Zawsze się taki czuł. Dlatego pytał. Dlatego interesował się tym tematem. Tymi planami.

- Byłoby bezpieczniej gdybyś miał ich na oku. - przyznał bratu racje. Cholera jedna wie, co dzieciakom wpadnie do głowy. Leonard może i nie był już nastolatkiem, ale pozostała dwójka pociech Richarda? A do tego jeszcze Sophie? W tym wieku miało się pstro w głowie. W tym wieku się nie myślało. Popełniało różne głupstwa. Biorąc pod uwagę obecną sytuacje w kraju, panujące nastroje, bezpieczniej było trzymać rękę na pulsie.

Czy miał jakieś propozycje? Pomysły? Zadania dla dzieciaków? On, Robert? No nie oszukujmy się, kiepski był z niego organizator, kiedy chodziło o tego rodzaju kwestie. Nie miał zielonego pojęcia na temat tego, co mogłoby ich zainteresować. Wydać im się wystarczająco atrakcyjne. Nie poświęcał dzieciakom wystarczających ilości uwagi, żeby faktycznie je poznać. Zrozumieć. Praktycznie zawsze pozostawał zajęty.

- Po prostu zabierz ich na jakiś plac zabaw. Cokolwiek. - rzucił, nawet nie zauważając, że było to kompletnym idiotyzmem. Co na takim placu zabaw miałyby robić praktycznie dorosłe dzieciaki? No ale ten typ tak już miał. Najpewniej zatrzymał się na tym etapie, kiedy Sophie miała 7 lat i chętnie wdrapałaby się na jakieś drzewo. Albo coś podobnego. A później spadła, złamała rękę i zmusiła go do zabrania jej prosto do Munga. - Byle nie wpadło im do głowy coś głupiego.

I na tym był to w zasadzie koniec. Po tych słowach podniósł się z miejsca, pożegnał, opuścił pomieszczenie. Ruszył najpewniej w kierunku gabinetu, w którym zawsze czekała na niego jakaś robota. Każdego jednego dnia.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (4667), Robert Mulciber (5119)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa