30.06.2024, 13:16 ✶
Nim Peregrinus zdążył podsunąć swoje wątpliwości, Vakel sam siebie skontrował, choć niekoniecznie tym samym, co Trelawneyowi przyszło do głowy. Asystent nie myślał nad tak wielopoziomową, zagmatwaną intrygą. Szukanie wykładnika blefu, na jakim operował Thoran, mijało się dla niego z celem. Miał prozaiczniejszą obserwację:
— Ze wszystkich jasnowidzów Anglii wybrać akurat tego największego do testowania swoich teorii. — Pokręcił głową z lekkim niedowierzaniem dla tego ryzyka, niebezpiecznie podobnego głupocie. — Nawet teraz, gdy w teorii udał mu się ten brawurowy wyskok, wiemy, kogo szukać. Na jego miejscu nie robiłbym sobie ot tak, dla eksperymentu, wroga w Vakelu Dolohowie.
Usłyszawszy, że herbata jest dla niego, na twarzy wróżbity wymalowało się uprzejme zaskoczenie. Vasilij Dolohov robił mu herbatę.
Czarodziej delektował się każdym elementem tej niecodziennej sceny: swobodnym siedzeniem w jadalni Dolohova w promieniach porannego słońca, wróżbitą w szlafroku, jego niecodziennym gestem.
— Dziękuję. To coś nowego. — Uśmiechnął się ostrożnie.
Nie pobrzmiewało to w żadnym razie wyrzutem, a subtelnym zdumieniem; z naciskiem na subtelnym, coby nie uczynić sytuacji niezręczną. Nie oczekiwał przecież nigdy od mistrza żadnych podobnych gestów. W zasadzie to były one jego działką: dopilnowanie, żeby Dolohov mógł pracować rozpraszany możliwie minimalną ilością bzdur. A więc wykonywał za niego żmudniejsze części przeglądania materiałów do badań, wybierał się w jego imieniu do bibliotek i składnic ksiąg, zarządzał terminarzem, dbał o uzupełnianie wyposażenia Praw Czasu, ale i, no właśnie, to on wstawał, gdy kończyła się w dzbanku kawa. Nie tym razem.
Jeśli zaś chodzi o pewność własnych możliwości, Peregrinus bez wątpienia był bardziej pokorny w samoocenie niż Vakel, choć akurat odznaczanie się większą pokorą niż celebryta nie było szczególnie trudne. Trelawney nie tchnął więc aż takim niezachwianym przekonaniem co do tego, że odkryją sekrety anomalii, choćby w najwyższym skupieniu. Ani mu się jednak śniło podcinać Dolohovowi skrzydeł czy narzekać, jeśli ten chciałby spróbować zgłębić temat. Gotów był podążyć za nim w każdym kierunku, jaki obierze.
— Zatem będziesz próbował to rozwikłać? — zainteresował się.
Będąc na miejscu Peregrinusa, ciężko było nie zauważyć, że Vakel nie był taki sam od czasu, gdy wyszły na jaw grzechy Annaleigh. Nawet jeśli nie widać było tego na pierwszy rzut przeciętnego oka. Trelawney oglądał jednak Dolohova z bliska od czterech lat i jakkolwiek słynny wróżbita wciąż był dla niego w pewnych obszarach nieprzeniknioną zagadką, tak nie umknęły mu te zmiany. Choć bardzo chciał coś na to poradzić, co tak naprawdę mógł dla niego zrobić? Usunąć Annę z Praw Czasu i jego życia? Pomóc mu w ten sposób zapomnieć? Być może to była ścieżka warta zbadania, nawet jeśli sam Vasilij uważał, że znalazł się w potrzasku.
— Ze wszystkich jasnowidzów Anglii wybrać akurat tego największego do testowania swoich teorii. — Pokręcił głową z lekkim niedowierzaniem dla tego ryzyka, niebezpiecznie podobnego głupocie. — Nawet teraz, gdy w teorii udał mu się ten brawurowy wyskok, wiemy, kogo szukać. Na jego miejscu nie robiłbym sobie ot tak, dla eksperymentu, wroga w Vakelu Dolohowie.
Usłyszawszy, że herbata jest dla niego, na twarzy wróżbity wymalowało się uprzejme zaskoczenie. Vasilij Dolohov robił mu herbatę.
Czarodziej delektował się każdym elementem tej niecodziennej sceny: swobodnym siedzeniem w jadalni Dolohova w promieniach porannego słońca, wróżbitą w szlafroku, jego niecodziennym gestem.
— Dziękuję. To coś nowego. — Uśmiechnął się ostrożnie.
Nie pobrzmiewało to w żadnym razie wyrzutem, a subtelnym zdumieniem; z naciskiem na subtelnym, coby nie uczynić sytuacji niezręczną. Nie oczekiwał przecież nigdy od mistrza żadnych podobnych gestów. W zasadzie to były one jego działką: dopilnowanie, żeby Dolohov mógł pracować rozpraszany możliwie minimalną ilością bzdur. A więc wykonywał za niego żmudniejsze części przeglądania materiałów do badań, wybierał się w jego imieniu do bibliotek i składnic ksiąg, zarządzał terminarzem, dbał o uzupełnianie wyposażenia Praw Czasu, ale i, no właśnie, to on wstawał, gdy kończyła się w dzbanku kawa. Nie tym razem.
Jeśli zaś chodzi o pewność własnych możliwości, Peregrinus bez wątpienia był bardziej pokorny w samoocenie niż Vakel, choć akurat odznaczanie się większą pokorą niż celebryta nie było szczególnie trudne. Trelawney nie tchnął więc aż takim niezachwianym przekonaniem co do tego, że odkryją sekrety anomalii, choćby w najwyższym skupieniu. Ani mu się jednak śniło podcinać Dolohovowi skrzydeł czy narzekać, jeśli ten chciałby spróbować zgłębić temat. Gotów był podążyć za nim w każdym kierunku, jaki obierze.
— Zatem będziesz próbował to rozwikłać? — zainteresował się.
Będąc na miejscu Peregrinusa, ciężko było nie zauważyć, że Vakel nie był taki sam od czasu, gdy wyszły na jaw grzechy Annaleigh. Nawet jeśli nie widać było tego na pierwszy rzut przeciętnego oka. Trelawney oglądał jednak Dolohova z bliska od czterech lat i jakkolwiek słynny wróżbita wciąż był dla niego w pewnych obszarach nieprzeniknioną zagadką, tak nie umknęły mu te zmiany. Choć bardzo chciał coś na to poradzić, co tak naprawdę mógł dla niego zrobić? Usunąć Annę z Praw Czasu i jego życia? Pomóc mu w ten sposób zapomnieć? Być może to była ścieżka warta zbadania, nawet jeśli sam Vasilij uważał, że znalazł się w potrzasku.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie