18.06.2024, 11:12 ✶
11.07.1972
Gdzieś na Nokturnie
Gdzieś na Nokturnie
Świat nie był miłym miejscem, nie w oczach Viorici, która w swoim życiu widziała więcej niesprawiedliwości niż pewnie zwykły szary czarodziej. Raczej trudno było wyciągnąć inne wnioski, gdy sporą część swojego życia spędziło się na Nokturnie, na którym działo się całe te badziewie, na które większość przymykało oczy. Lepiej dla nich, a jeszcze lepiej dla wszystkich mało prawych person, które znalazły tu dom. I które nie były tylko czarodziejami, bo zamieszkiwało tu całkiem sporo innych istot. W tym gobliny.
Na początku Vior więc w ogóle nie zwróciła uwagi na grupkę, która stała przy jednym z pubów, które mijała, trzymając się Billego za ramię, w celu lepszego złapania równowagi. Odwiedzili już wspólnie jedno miejsce, gdzie Viorica zdążyła przegrać w karty sakiewkę, a później ją odzyskać, zabierając ją gościowi, który poszedł do baru po dolewkę piwa. Oczywiście w chwilę potem należało się ewakuować i znaleźć jakieś inne miejsce na spędzenie reszty wieczoru.
- Należało się sukinsynowi, za te seksistowskie żarty, które wcale nie były nawet śmieszne - mówiła, wyraźnie podburzona spotkaniem ze współgraczem, który jak znaczna część osób, wydawał się jej nie doceniać. Ku ich późniejszej stracie.
Nie była przez to w najlepszym nastroju, może więc dlatego sprawy potoczyły się tak a nie inaczej.
Gobliny prowadził coraz bardziej zażartą dyskusję, która chyba postanowili rozszerzyć, bo nim Vior i Billy zdążyli koło nich przejść, usłyszeli wołanie.
- EJ, TY! A ty jak myślisz? Gordryk ukradł miecz Ragnukowi, czy nie, co? Co na ten temat sądzą jakże szanowni czarodzieje? - Szyderczy uśmiech wykrzywił twarz goblina, a Zamfir uniosła wysoko brwi, rozglądają się, czy na pewno tekst był skierowany do niej. A potem musiała wziąć głęboki wdech.
Co prawda większość lekcji Historii Magii, którą zdawała na egzaminach końcowych, przespała, coś jednak zostało jej w głowie. Na przykład ta cała historia, którą wałkowało się zapewne jakieś kilkaset razy na zajęciach. I tak naprawdę w dupie to miała. Ale z drugiej strony…
- Szanowna czarodziejka myśli, że powinieneś spierdalać. A jak kowal nie potrafi rozstać się ze swoim arcydziełem, to powinien przemyśleć swoją ścieżkę zawodową, bo zachłanna menda z niego, a nie rzemieślnik - odpowiedziała z uśmiechem i zaczęła się odwracać, kontynuując poszukiwanie innego pubu. Na pewno jakiegoś daleko stąd.