• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05/08/1972] Czarne Wesele: Strych - Desmond & Oleander

[05/08/1972] Czarne Wesele: Strych - Desmond & Oleander
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#11
16.09.2024, 23:46  ✶  
Bezustanne i nieubłaganie bezpośrednie doznawanie ciepła czyjegoś ciała oraz tej zaskakującej, śliskiej miękkości ludzkiej skóry było dla niego czymś wyjątkowo intensywnym i... obcym. Musiał gorliwie skupiać się na tym, żeby nie przytłoczyły go te bodźce. Słuchał Oleandra w kompletnym bezruchu i w kompletnej ciszy, przymykając przy tym oczy, choć we wieczornej ciemności strychu widział niewiele. Mimowolnie pomyślał, że znacznie łatwiej byłoby mu się zachowywać normalnie, gdyby wypił więcej.

Czy było to dziwne, że jego przyjaciel dostrzegał na jego twarzy piętno cuchnącej degeneracji, która z miesiąca na miesiąc coraz głębiej wyjaławiała jego duszę? Nie, oczywiście, że nie. Trzymanie przy sobie ludzi, którzy mogli przez lata obserwować twój nieuchronny upadek moralny, było bardzo rozsądnym wyborem. O ile cieszyli się oni przyzwoitym intelektem, ich opinie mogły stanowić pewnego rodzaju papierek lakmusowy, którego odcień wskazać mógł moment, kiedy dokładnie należało rozstać się z resztkami niezasłużonej godności, przełamać strach i, cóż, zawczasu odejść, żeby oszczędzić wstydu sobie i swojej rodzinie.

Poczuwszy ciężar ręki Oleandra na swoim ramieniu, drgnął raptownie, niby wyrwany z transu. Dotąd nie zauważył szczególnej zmiany w fizjologii przyjaciela - przyśpieszone tętno chłopaka harmonizowało z jego własnym - lecz teraz skupił się na tym, jak ten zacieśnił uścisk ich dłoni. Spojrzał na jego ginącą w ciemności twarz, przyjrzał się jego oczom, wciąż jaśniejszym, niż brązowe.
Poczuł nagle jak jego zdrętwiałe członki rwą się wpierw do ucieczki, później do walki. Nie mógł uwierzyć w to, z jaką ostrożnością Oleander obchodził się z nim. Nie chciał ufać temu wszystkiemu, ale musiał. Nie istniały żadne racjonalne argumenty za tym, żeby zrobił teraz cokolwiek innego. Skrzywił się, znów odwracając głowę ku drzwiom.

Po kilku minutach mozolnego łagodzenia głodu przemocy, odezwał się nareszcie:
– Wygląda. Jakby. Na tym świecie nie było niczego naprawdę dobrego. Wszystko jest. Przegniłe. – Głos miał chrapliwy i mokry od zbierających się w oczach łez. – Nie ma w nim niczego z czego można być dumnym czemu można ufać albo komu można ufać. Wszystko zanieczyścił ból. Chaos. Kłamstwo. Fałsz. O ile kiedykolwiek było inaczej. Z roku na rok widzę to coraz lepiej nie wiem. Co z tym zrobić. Ja nie potrafię tak żyć.

W miarę tego, jak mówił, Oleander mógł obserwować, jak jego bezsilny smutek stopniowo przeradza się w równie płonny gniew.
– Nasze życie to fikcja widzisz to. Mógłbym. Nie pracować mógłbym. Nie opuścić domu ani razu aż do śmierci i nic by się nie zmieniło to byłoby. Znacznie łatwiejsze. Cholernie łatwe. – Chwiejnie, ale z zaskakującą siłą poderwał się z okrytego białym płótnem mebla, pociągając za sobą chłopaka, którego dłoń wciąż twardo ściskał. – Jestem zmęczony. Jak. Mam nie pić. To chcę wrócić do domu.
Mruknął cicho i skinął głową, przytakując samemu sobie. Musiał upewnić się kilka razy, że mówi prawdę, ale wciąż wydawało mu się, że faktycznie tak było. Że faktycznie chciał właśnie tego - zamknięcia się w swojej sypialni na cały następny tydzień.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#12
22.09.2024, 17:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2024, 17:29 przez Oleander Crouch.)  
Był płomieniem pożerającym na swej drodze słabszych i mniej wyraźnych, spalającym innych swą namiętnością; był też ciepłem, przyjemnym zapachem zapalonego knota świeczki i popielonego, kominkowego drewna; był harmonijnym ruchem karmazynu, przechodzącym w rozpalony oranż.

Złączenie ich dłoni wydało mu się chwilą tak idealną oraz naturalną; przyspieszone tętno, spięcie ramion, poniekąd panika i też niepewność, zdenerwowanie - wszystkie te emocje zagęszczały atmosferę zakurzonego poddasza. Ciemność pożerała skosy pomieszczenia, a białe płótna stawały się jedynymi odniesieniami w rzeczywistości, majaczyły pośród otchłani, jak mitologiczna waga w śnie Desmonda; Crouch byłby w stanie przysiąc, że usłyszał szum Styksu, bo i tym razem jego źrodłem było bicie własnego serca. Poczuł znajome ukłócie, którym zakończył się sen, wypuścił spomiędzy warg resztkę tchu; miłość była najmniej dostępną z jego kochanek, umykała przed nim i wodziła za nos, przyglądając się enigmatycznie trudom przyjemności.


Zanim zdążył odpowiedzieć, poczuł szarpnięcie i automatycznie się mu poddał. Dopiero po chwili, Desmond mógł zauważyć ukłócie sprzeciwu, gdy Oleander cofnął się w tył, sięgając po ułożoną na zakrytym meblu, wełnianą marynarkę. Jego własne ubranie wierzchnie wciąż nie zakrywało ramion, jego warstwy zatrzymały się na wysokości złączonych w uścisku dłoni i zacisniętej na wełnianym materiale ręce.

- Widzę - odparł płynnie, bez zająknięcia i z wewnętrznym spokojem, który kolidował z trzepotaniem serca. Wciąż w pełni nie odnalazł się w delikatności, a zarazem brutalności tej sytuacji, ale jego umysł ugłaskał lęki nieznajomości zasobami pewności siebie.


- Masz wolność zrobienia tego wszystkiego, co opisałeś i to, samo w sobie, może być piękne. Jesteśmy lepsi, czegokolwiek byśmy nie zrobili, nie wylądujemy w stęchłej dziurze, w najgorszej, śmierdzącej części miasta. Pieniądze to tylko atut, coż, w takim rozumowaniu zmieniła moja podróż do Maroka? Koncerty Liszta wygrywane w Austrii i Włoszech? Zasadniczo niewiele, ale dostarczyły mi nowych doświadczeń, wrażeń. Mogłem spróbować owoców dostatku sprószonych afrykańskimi przyprawami, odkryłem tyle krajobrazów. Ileż nowych perspektyw, kolorów i kształtów mógłbyś stworzyć, gdybyś tylko zobaczył, to co ja? I możesz. Nikt cię nie zatrzymuje - przymrużył zielone oczy, cofając odrobinę głowę, aby móc spojrzeć na przyjaciela w całej okazałości.

- Zgnilizna świata potrafi być dobrą, acz bardzo niewyrozumiałą muzą, Desmond - dodał enigmatycznie, choć pospieszył z wyjaśnieniem, zdając sobie sprawę, że Malfoy potrzebuje bardziej bezpośrednich komunikatów - 'Smutek nieodmienny przez ciąg tylu miesięcy przygniata duszę z taką nieubłagalną i brutalną siłą, z jaką płyta kamienna przygniata mogiłę'*. Słowiański romantyzm ukazuje, że odnalezienie piękna, nawet w cierpieniu, potrafi być lukratywną czynnością, bo każdy je w jakiś sposób odczuwa. Ludzie lgną do sztuki, która z nimi rezonuje - dotykał w swej wypowiedzi wielu tematów, bo czuł, że dyskusja jaką prowadzą jest rozłożona na przeróżnych połaciach życia.

- Lubisz swoją pracę, tak mi się wydawało? Przyjemnie jest Ci się skupić nad tymi mądrymi i trudnymi obliczeniami. Do twarzy Ci przy biurku, nad pergaminem, z lekko zmarszczonymi brwiami. Przy sztaludze wyglądasz inaczej, ale obydwie te sytuacje i czynności składają się na ciebie. Jakbyś nie opuścił domu aż do śmierci, to co z tych rzeczy byś zrobił? Daj sobie trochę przestrzeni na wolność wyboru, bo definitywnie ją masz - chciałby teraz pogładzić go po policzku, odgarnąć blond kosmyki za ucho, acz się powstrzymał.

Podał mu marynarkę, a swoją własną, w miarę możliwości poprawił, aby zasłoniła ramiona.

- Choć. Musimy się pożegnać z weselnikami. Później zabierzesz nas do mnie. Usiądziesz w swoim fotelu i pokażę Ci, co przywiozłem z Maroka - zdecydował się zagrać pierwsze skrzypce w tej czynności i, zanim wyszli ze strychu, wysmyknął swą dłoń z uścisku, czując na skórze tęsknotę, chęć uścisku, nawet chwili urywanej brutalności.


[+]Spoiler
*Żeromski, Opowiadania, II, 43.
Koniec sesji


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desmond Malfoy (3262), Oleander Crouch (4409)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa