• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.1972] Joseph Rookwood | Sauriel & Victoria

[25.08.1972] Joseph Rookwood | Sauriel & Victoria
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#61
11.02.2025, 00:41  ✶  

Właśnie - Victoria wydawała się, jakby czytała w myślach. Właściwie to on wymagał, żeby robiła to, co zawsze - czyli w nich czytała! Byłą taka dobra w ukrywaniu, w drugą stronę to nie działało? Mieli tutaj jakąś ścianę, której nie mogła przebić? Nagle okazywało się, że były tematy, na które trzeba rozmawiać. Sauriel nie chciał na ich temat rozmawiać, bo były ciemne, brzydkie, bo psuły jego pogląd na rzeczywistość, kiedy ulegały styczności z opiniami innych. Teraz był bliski tego, żeby wstać i się odsunąć. Próbował trochę z tym walczyć, kierując się prostą myślą: to głupie. To wstanie, kręcenie się, bo po co? Co jak jej się zrobi przykro? A jeśli będzie tu tak tkwił z miną, jakby mu kot w gacie nasrał to lepiej niby będzie? Unikając jej spojrzenia, bo było nagle za ciężkie? Jej bliskość była za ciężka? Wytłumacz TO! Nonsensowność myśli, kiedy chcesz jednocześnie zostać, ale jakaś siła pcha cię do prostego wniosku: nie możesz. Z roztargnieniem Sauriel podniósł się i odłożył ten album na sofę. Na miejsce, w którym siedział.

- Muszę to rozchodzić. - Mruknął tylko i spojrzał na nią z taką dozą przestrachu. Z obawą, że jednak zrobi to na niej inne wrażenie. Ale naprawdę musiał. Musiał się ruszyć, nie był w stanie siedzieć w miejscu i normalnie prowadzić konwersację, jakby wszystko było w najlepszym porządku. Nie było. Nie dlatego, że naprawdę coś się działo, że temat był taki straszny. Mózg się nakręcał, a hormony nawet w wampirzym organizmie, jak się okazuje, potrafiły robić co im się żywnie podoba. Podobało im się robienie burdelu w jego głowie. Więc oto mamy burdel. I wszystko to za zasłoną czarnych oczu.

Przeszedł się szybkim krokiem wzdłuż pomieszczenia, przytrzymał ręce za plecami - brakowało, żeby się wyprostował jak struna, żeby zaczął imitować żywszą i bardziej energiczną wersję Josepha. Lecz nie - to ciągle był Sauriel, który ramiona nosił bardziej podkulone. Zakręcił w rogu - poszedł w drugą stronę. Ściany wróciły już do swojej racji - stały się tak samo rozpierdolone, jak wcześniej. Och, przepraszam! Wygładzone! Ostatnie muśnięcia i będzie tu jak... Jak gdzie? Jak u Sauriela Rookwooda? Poszedł wzdłuż ściany dalej i kiedy dotarł do następnej - zawrócił. Nie chodził w kółko jak jakiś idiota. Chodził w linii prostej jak... jakiś idiota.

- Im więcej personalnych rzeczy zostawiam, tym łatwiej potem o dowody, o połączenia, o informacje, o wszystko. Psy Ministerstwa są takim samym problemem jak Szczury ze Ścieżek. Nie jestem bogiem, jestem zwykłym człowiekiem, który robi błędy, a pod wpływem impulsywności - nawet niemałe. - Jasne, że się starał. Nie było dla niego gorszej wizji niż więzienie. To ono było największym z jego koszmarów. Śmierć... kiedy już raz ją przeżyłeś wcale nie stawała się mniej straszna. Za to stawała się bardziej znana. I była definitywnie lepsza od wieczności spędzonymi za kratami wśród dementorów. - Powinienem pozbyć się wszystkiego, ale nie chcę, zależy mi. - To była słabość, czyż nie? Przywiązanie do rzeczy materialnych. Ale przecież o tych Joseph i Victoria mieli okazję dzisiaj wymienić słówko.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#62
11.02.2025, 01:30  ✶  

Niestety (dla Sauriela), Victoria nie była wprawnym legilimentą, nie była żadnym legilimentą i z pewnością nie rzuciła legilimens patrząc w jego czarne jak sama otchłań oczy. Otchłań spojrzałaby wtedy i na nią, prawda? W zupełnie innym wymiarze – bo jego myśli i wspomnień, nic nie mogłoby się wtedy przed nią ukryć, gdyby przeczesywała jego głowę z łatwością kociaka, który wpadł w te wszystkie swoje papierki, rozrzucając wszystko dookoła. Mogłaby wtedy siać prawdziwe spustoszenie, zabierać i niszczyć, czytać coś, co do niej nie należało. Nie potrafiła tego jednak – i wcale nie chciała tego umieć. Tak mogła się narodzić prawdziwa więź, niewymuszona strachem o to, co można zobaczyć w głowie, a czego wcale nie chciało się pokazać w ten sposób, niewzięta z łatwością, gdy czyta się czyjeś myśli, zamiast wysiłku włożonego w prawdziwą rozmowę, w próbę przekazania czegoś drugiej osobie, niezrodzoną z lenistwa – bo po co mówić, kiedy można pokazać; a najgorsze, że to wszystko działałoby wtedy w jedną stronę.

Nie musiało.

Zgięła palce dłoni, układając je równo na swoich udach, gdy Sauriel wstał. Wodziła za nim wzrokiem, z początku zaskoczona, ale zaraz spłynęło to zrozumienie i Victoria po prostu kiwnęła głową. Czasami… czasami też tak krążyła, gdy temat był dla niej trudny. I co prawda wolałaby złapać go teraz za ręce, by dać mu w ten sposób znać, że nic złego się nie dzieje, ale jedyny ruch, jaki wykonała, to ten, gdy sięgała dłonią do szklanki w ginem, by w końcu upić tego pierwszego łyka, a potem drugiego. Spokojnego spojrzenia dużych, brązowych oczu, spoglądających spod firany czarnych jak smoła rzęs, jednak od Sauriela nie oderwała.

A on w końcu się odezwał. Przysięgłaby, że gdyby tylko potrzebował oddychać, to właśnie wciągnąłby powietrze głęboko, z lekkim świstem, nim się odezwał. A ona mu nie przerywała, jedynym świadectwem, że była żywa i prawdziwa, a na jego kanapie nie siedziała wykuta z zaklętego magią marmuru rzeźba pięknej kobiety był fakt, że leciutko zmarszczyła brwi – lecz po chwili jej czoło się wygładziło.

– Nie jesteś w stanie pozbyć się wszystkich informacji o swoich personaliach, czemu więc myślisz o tym tak fatalistycznie i niemalże niechlujnie? Jeśli ktokolwiek z jakiegokolwiek powodu wpadnie na twój trop i znajdzie nic, tym bardziej zacznie kopać, bo będzie to takie podejrzane – jej głos był cichy, spokojny i melodyjny, jak zawsze, nie przesadnie wysoki czy skrzekliwy, ale na pewien sposób głęboki. – Po co marnować siły na rozmyślania o tym, by usunąć informacje o rzeczach, które można znaleźć inną drogą? Ja na ten przykład – możesz mnie usunąć z tego albumu, ale i tak do mnie dotrą innymi drogami. Twoi znajomi ze szkoły… wystarczy udać się do Hogwartu po listę dzieciaków przyjętych na dany rocznik i roczniki obok, zapytać nauczycieli, więc i tak można do tego dojść. A koty… No jak koty, powiedzą tylko tyle, że lubisz zwierzaki, to nic nadzwyczajnego, kochanie – dopiero po kilku sekundach dotarło do niej, co powiedziała na końcu i miała choć tyle przyzwoitości, by choć trochę się zarumienić, ale zaraz przy tym zmarszczyła brwi, niezrażona, kontynuując. – A ten pokój… Chciałabym zobaczyć, jak ktoś tu się włamuje tylko po to, żeby wparować tu i przetrząsać twoje rzeczy, mhm – znaczyło to ni mniej, ni więcej, że było to równie absurdalne, co Victoria ubrana we wściekle różową, falbaniastą sukienkę, przemalowana na blond.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#63
12.02.2025, 00:11  ✶  

Marszczył brwi, teraz, kiedy tak krążył. Nie czuł się tak uspokojony, jak chciał być. Właśnie dlatego też nie chciał się odzywać - nie chciał słuchać tego głosu rozsądku mówiącego mu, że jest inaczej. Że ten świat inaczej wygląda, że inaczej go malujemy, że to tylko jakieś przekrzywiony monochrom szarości, a nie barwy tęczy, jaką możemy doświadczyć. Powiedzieć: no cicho bądź? Tylko że nie chciał jej uciszać. Nie było zgody w jego własnych uczuciach, wszystko było rozciaprane, rozbabrane. Skupić się? No jasne. Skoro już zaczął swój bełkot, to równie dobrze mógł do dokończyć. I pozwolić jej wziąć udział w dialogu, żeby nie słuchała tylko monologu. I miała rację. Kurwa, pewnie, że miała rację. Jak zawsze! I wcale nie miała racji. Nie, nie rozumiała, jak ktoś miał zrozumieć! Wymazanie się z kart istnienia było najlepszym, najbardziej bezpiecznym dla siebie samego, co mógłby zrobić. Duch. To było możliwe. Myślał o tym. Mógł tego dokonać, chociaż wymagałoby to długiej pracy. Istnienie osoby takiej jak Sauriel Rookwood... ile osób musiałoby w tym celu zginąć? Nie był na to gotów. Mimo rozsądku - po prostu nie chciał. Nie chciał być... nikim. Anonimem wśród tych wszystkich osób.

- Jestem. - Żachnął się i przekręcił nieco głowę na bok. W takim nieco nerwowym drygu. - Jak już będą czegokolwiek szukać to dlatego, że jestem, kurwa, podejrzany. - Można tworzyć fałszywe tożsamości, zastępować nimi obecne. Stać się tym Nikim. Gra warta świeczki? Spotkał na swojej drodze osobę, która była takim nikim. Ale może niewystarczająco głęboko szukał? Pewnie tak. Wcale nie chciał mieć na głowie Dante za to, że zainteresował się, co to w ogóle za typiarz. Przynajmniej na razie nie chciał.

I nie było żadnego nienaturalnego zachowania na słowo, które padło. Magiczne słowo kochanie wybrzmiało tutaj, a Sauriel pokiwał głową, pogrążony w tych chmurnych myślach, które teraz waliły piorunami. No tak, tak, to nic złego, no tak, o Victorii się dowiedzą, ona musiałaby zniknąć, gdyby on chciał zniknąć... wszystko było niemożliwe, kiedy miało się elementy które trzymają cię przy tym imieniu i nazwisku: Sauriel Rookwood. Nie tylko Czarny Kot. Druga, żyjąca tożsamość... która dzięki Victorii wcale nie miała się tak źle. Prychnął.

- No. Też bym chciał. - Zwolnił swojego kroku i spojrzał w kierunku Victorii z cynicznym uśmieszkiem na twarzy. Czy on już tego nie mówił? Wydawało mu się, że tak. Na szczęście czasami miał wybitnie krótką pamięć. Zatrzymał się. - No dobra... mówią, żeby nie mieszać... ale może chcesz się napić? I przejść, jak za szczeniaka, po parku? - Sauriel był mistrzem dziwnych randek. Teraz proponował taką zadziwiająco normalną. Choć, znając ich szczęście, pewnie jakieś ufo zleci z nieba i któregoś z nich porwie. Albo coś. Miał nadzieję, że porwałoby Victorie, to wtedy mógłby ją ratować. I komuś wpierdolić przy okazji.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#64
12.02.2025, 10:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2025, 11:26 przez Victoria Lestrange.)  

A jednak uważała że, nawet jeśli nie chciał tego słuchać, to powinien. Nie mówiła tego po to, żeby go zmusić do swojego myślenia, bo tylko to jej jest prawidłowe, a po to, by sobie to przemyślał. By wyciągnął wnioski i skontrował je ze swoim negatywnym myśleniem. By miał podkład do tego, by poprawić swoje myśli, jeśli uzna to za warte świeczki. Jak miał się stawać lepszą osobą, gdy nie mógł się rozwijać? Ponoć jesteśmy sumą pięciu najbliższych nam osób, czy więc nie było warto tego chociaż wysłuchać? Dlatego mówiła. Mówiła do niego różne rzeczy, nie tylko dzisiaj, a tak ogólnie. Mówiła mu o tym, jak sama widzi świat, by dostrzegł, że są w nim barwy – wcale nie muszą być intensywne, ale nie musi być też szaro i smutno.

Cichutko wypuściła powietrze przez usta i uśmiechnęła się, leciutko kręcąc głową. Saurieluszek upartuszek znowu robił swoje scenki, a ona nie zamierzała się z nim wykłócać czy faktycznie był czy nie był w stanie to zrobić – nie miało to znaczenia.

– To tylko dlatego, że robisz te swoje minki – zachichotała, starając się, by nie brzmiało to tak strasznie poważnie, stąd ten mały żarcik. Ale była to prawda, wydawał się być podejrzany, bo robił… takie miny, jakby zaraz miał coś wywinąć, nawet jeśli tego wcale nie planował. Może to jakaś ogólna nerwowość, albo przekonanie o tym, że tak musi być, skoro został wampirem, jakaś podświadoma nienawiść do siebie? Nie umiała tego rozgryźć, prawda jednak była taka, że wyraz twarzy nie musiał wcale zdradzać intencji i w przypadku Sauriela tego nie robił. Był mylny.

Właściwie to dobrze, że nie było żadnego spięcia na to, co jej się wyrwało, bo jeszcze tego tutaj brakowało: kolejnego dystansu, bo nie umiała trzymać języka za zębami. Na szczęście Sauriel zareagował na to aż nadto spokojnie i Victoria nie była pewna, czy dlatego, że do niego nie dotarło, czy raczej dlatego, że mu to nie przeszkadzało. Dla niej nie był nikim, nie wstydziła się go, jeśli o to chodziło. Lubiła go jako Sauriela, pieszczotliwie nazywała Kotem, ale nie uważała, żeby była tu podstawa, by zniknąć całkowicie. Pracował przecież w Ministerstwie, do jego imienia i nazwiska nie przyklejały się żadne skandale – jedyne, co o nim głośniej mówiono to to, że jest mężem, a nie narzeczonym Victorii, gdy ktoś puścił plotkę, że wzięli potajemny ślub, a później, że się rozstali. To tyle. Niektórzy wiedzieli, że jest wampirem, ale za co mieliby go szukać, przeszukiwać?

Uniosła wyżej brwi. Nie, nie mówił tego, co najwyżej w swoich myślach, których ona nie czytała, ale najwyraźniej biegły po bardzo podobnych torach. A później się na niego zapatrzyła, zaskoczona propozycją, i przez moment po prostu mrugała powiekami. A w końcu się uśmiechnęła.

– Mogę się jeszcze trochę z tobą napić, ale nie za dużo. Muszę być rano na chodzie, nie na kacu. Nie wypada się w ten sposób żegnać – odparła i na moment posmutniała wyraźnie, jej ramiona opadły odrobinę, a ona wydawała się przez moment zagubiona. – Spaceru nie odmówię – dodała, żeby nie było wątpliwości. Chciała tego rozproszenia, potrzebowała go. Tak samo jak chciała spędzić czas z Saurielem, potrzebowała tego. I to był w całości jej wybór.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#65
12.02.2025, 22:59  ✶  

Jej uśmiech był zaraźliwy. Zawsze taki był, czy jednak coś się zmieniło? Na pewno zmienił się wyraz jego własnej twarzy. Jak złagodniał i to napięcie zaczęło powoli odpuszczać. Rozluźniasz się, kiedy wchodzisz do ciepłej wody po męczącym dniu. Victoria działała dokładnie tak samo - jak kąpiel pełna tej śmiesznej pianki, którą się bawisz klapiąc w taflę wody ręką. Pachniała... czym pachniała? Nie znał się na perfumach, ale pachniała ta woda dokładnie tym, czym Victoria. A on palił i zasmradzał to wszystko dymem, pozwalając popiołowi spadać na kafle poza wanną. Miał to poczucie odetchnięcia. Kąciki ust mu drgnęły, lekko pokręcił głową. Powód? Brak - to było tylko pokręcenie głową do własnych myśli. Głupi, głupi Saurielu... Mógł być mistrzem ignorancji, ale przecież nie był zupełnie ślepy na to uczucie, które ich ze sobą zespajało. Wkurwiało go to wcześniej, przeszedł przez zupełne wyparcie przez to cholerne Beltane, zawędrował do nicości i teraz wyłaniał się z tych cieni. Mało z tego było odrodzenia - to był nadal ten sam syf. Po prostu dzięki Victorii zaczęły na tym wysypisku rosnąć kwiaty.

- A... no trudno... to zabranie butelki sobie daruję. - Faktycznie, przecież Victoria musiała... czekaj, co? - A z kim się żegnasz? - Ktoś wyjeżdżał? Oby Izka, nie chciał oglądać jej mordy nawet wtedy, kiedy nie musiał oglądać jej mordy, bo dzieliła ich spora odległość kilometrów. Taka całkiem spora. Kilka godzin jazdy. No aaale mogła ich dzielić jeszcze... sporsza. - To chodź. - Kiwnął na nią głową i kiedy wychodzili to zgasił za nimi światło. Całkowita cisza domostwa nie wskazywała na to, żeby ktokolwiek tutaj był. Nie pojawił się skrzat, nie było gospodarza, który by im przeszkadzał. Albo nie przeszkadzał. Być może zależy, kogo o to zapytać.

Zamknął za nimi drzwi. Właściwie wystarczyło przejść przez uliczkę, chodnik, żeby przed nimi był park ze stawem. Całkiem spory, teraz właściwie już pusty. Prawie pusty. Z głębi dało się usłyszeć czyjś śmiech - chłopięcy? nastolatka jakiegoś? Dzieciaka, który jeszcze pod koniec wakacji ewidentnie próbował korzystać z wolnego czasu i sprawdzać, czy noc w Londynie jest naprawdę taka niebezpieczna, jak to ją lubili przedstawiać rodzice.

- Jestem tak ciekaw, co by zrobił Joseph z włamywaczem, że korciło mnie kogoś celowo nasłać. Z ciekawości. Ale ciekawość zabiła kota, a ja jednak... jednak chcę jeszcze trochę pożyć. - Spojrzał na nią z góry, z uśmieszkiem pod nosem. Dla siebie? Dla niej? Altruizm i egoizm wcale nie musiały sobie przeczyć. Mogły żyć w całkowitej zgodzie, dopóki możliwe było ich balansowanie. - Ja wiem, że to trochę nonsens z tym... odkrywaniem rzeczy. Grozić to zawsze grozi, ale bycie duchem to zrezygnowanie ze wszystkiego. Bez sensu. Po co wtedy w ogóle żyć. - Każdy się czegoś bał. Niekoniecznie każdy zagrożenia, które miał przed twarzą. Niektóre lęki były wyimaginowane - jak ten przed więzieniem. Możliwy do realizacji? Jasne. Przy życiu, jakie prowadził, jak najbardziej. - Mam już chyba tylko 7 żyć, muszę dbać o tę resztę, co mi została.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#66
13.02.2025, 00:37  ✶  

Sauriel miał dzisiaj w sobie zadziwiająco dużo łagodności. Pomijając oczywiście kłótnię w salonie, z której na szczęście szybko ochłonął, i nerwy, które złapały go tutaj, że aż musiał to rozchodzić, to miał w sobie tę łagodność. Tak jak on nie potrafił powiedzieć, czy jej uśmiech zawsze był taki zaraźliwy, tak ona nie umiała stwierdzić, czy to, że tak szybko mu przechodziło, to wina (zasługa?) jego chimeryczności, czy może powód był inny. Czy zawsze miał w sobie tak dużo łagodności? Rozum chciał powiedzieć, że nie, ale serce było tutaj głośniejsze: tak, zawsze, skrzętnie ukryta, ale była z nim zawsze, mocno uwidoczniona tylko wtedy, gdy leżał z głową na jej kolanach na tej samej kanapie, na której ona właśnie siedziała. Ale było to w nim zawsze – gdy przyszedł przeprosić ją z kwiatami, albo wtedy, gdy odwiedzał ją po sennym ataku, nawet podczas ich nieszczęsnego spaceru, a nade wszystko – gdy zjawił się po wydarzeniach na Windermere i dotrzymywał jej towarzystwa.

– Z moim partnerem – odparła, uniósłszy na niego spojrzenie o smutnym uśmiechu. – Z biura aurorów – dodała, gdy dotarło do niej, jak to mogło zabrzmieć. Nie chodziło jej o partnera romantycznego, nie miała nikogo takiego, nie, gdy to miejsce w sercu zajmował mężczyzna, którego właśnie miała przed oczami. – Pogrzeb jest rano – wypuściła głośniej powietrze, jakoś nieświadoma, że mu o tym nie powiedziała i że to nie było oczywiste, że chodziło o takie ostatnie pożegnanie, a nie wyjazd. Niestety.

Nie trzeba było jej długo namawiać, wstała, sięgnęła raz jeszcze po szklankę, upiła dwa łyki ginu i narzuciwszy sobie pasek torebki na ramię, wyszła z pokoju Sauriela, rzucając na niego ostatnie spojrzenie. Poczekała na niego oczywiście, aż pogasi i żeby razem zeszli na parter, a stamtąd udali się do wyjścia.

To był przyjemny, ciepły letni wieczór – ale Victorii i tak było po prostu zimno. Przywykła już do tego i nawet nie próbowała się opatulić żadną chustą. Przeszła wraz z Saurielem na drugą stronę uliczki i już zaraz byli w tym pięknym, spokojnym parku; natura w środku miasta, tyle zieleni, woda… Miała wrażenie, że to żaby mieszkające w stawie wygrywały właśnie swoją cichą piosenkę, która mogłaby z taką łatwością utulić do snu.

– Hmm, mam wrażenie, że zrobiłby im coś takiego, że już nikt nigdy by nie próbował. Albo stałoby się to jakimś celem do pokonania dla tych, którym życie niemiłe – poniekąd sobie zażartowała, ale czuła, że w tym, co mówi, musi być jakieś ziarno prawdy. Oczywiście tylko sobie dywagowała, bo nie miała bladego pojęcia, w czym Joseph się specjalizował, w czym czuł się najlepiej. – Wtedy pozostałbyś tylko celem dla egzorcystów, nie warto – to też był taki lekki żarcik… ale też nie do końca. Jej dłoń odszukała jego dłoni, gdy w tym powolnym spacerze otarła się o niego palcami. Chciała go złapać, ale też dać możliwość, by się z tego wywinąć bez niezręczności, gdyby jednak nie miał na to ochoty. – Tylko siedem? Z jednym wiem co się stało, a co z drugim? – matematyka niezbyt jej się zgadzała, ale to wszystko to było coś, co już mu kiedyś mówiła: że dostał drugą szansę, której wielu nie otrzymywało, szkoda byłoby ją zmarnować. – Nie rezygnuj z niczego, życie jest po to, żeby je przeżyć, a nie w nim tylko egzystować. I twoje życie jest równie cenne, jak każde inne – przede wszystkim nie chciała, by rezygnował z marzeń, z tego, by grać, by tworzyć. Tyle syfu nagromadzonego w życiu musiało mieć gdzieś ujście, a czemu nie w sztuce? Victoria była pewna, ze ta dusza byłaby w stanie stworzyć coś pięknego, poruszającego tak bardzo, jak mało innych rzeczy na świecie. – Dla mnie na pewno jest – dla innych mógł być nikim, mógł być duchem, ale dla niej… dla niej był naprawdę ważną osobą, która warta była tego, by nie pozwolić mu się zatracić w ciemności.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#67
14.02.2025, 21:35  ✶  

Po paru krokach już był obok niej i ją przytulił. Objął ją ramionami i położył dłoń na potylicy, żeby przytrzymać ją przy sobie. Śmierć kogoś bliskiego - straszne, prawda? Czasem straszne, że to nie ty zadajesz tę śmierć, ale przecież nowiny o Chesterze miały dopiero nadejść. Victoria świetnie radziła sobie ze znoszeniem różnych rzeczy. Były osoby, które chciały o to walczyć, nawet jeśli jej się wydawało, że jest sama i tak naprawdę nie bardzo ma kogokolwiek. To też czas miał pokazać, a on miał jej nigdy o tym nie powiedzieć - że Louvain przyjebał mu w ryj za zerwane zaręczyny, albo raczej "za skrzywdzenie Victorii". Nie był pierwszą i pewnie nie był też ostatnią osobą, która była gotowa to zrobić. Dobre znoszenie tego nie znaczyło, że nie było jej przykro. Nie mówiła wiele o swoim partnerze, w ogóle niewiele mówiła o pracy, a on też nie chciał pytać. Tak jak nie chciał sam być pytany o to, co robi. Jakby sobie wyjaśniali te sytuacje? Może by sobie uzupełniali dane: "aa, to ten chłop zniknął, bo go przyskrzyniliście... a tamten brygadzistwa już nie wróci - ktoś mu przetrącił kark, gnije w jednej uliczce". Nie.

- Potrzebujesz towarzystwa? Mogę przyjść. - Chyba że będzie wyjątkowo ładna pogoda, wtedy się zastanowi ze dwa razy. Ale mógł przyjść. Stanąć pod jednym drzewkiem, a potem zniknąć do jakiegoś zacienionego, bezpiecznego kąta. Człowiek potrzebuje obecności drugiej osoby? Nie było to dla niego oczywiste. Z drugiej strony dobrze wiedział, że kiedy robiło się źle, to naprawdę nie chciało się zawsze zostawać samemu. Niekiedy ta druga osoba i jej obecność były wielkim błogosławieństwem.

- Ciekawe, jak u niego z kreatywnością do takich rzeczy... - Wymruczał, uśmiechając się pod nosem. Splótł ich palce, kiedy ruszyli ciemną alejką rozjaśnioną przez latarnie. - Z oboma wiesz, co się stało. - Przechylił głowę na bok. - Jedno zabrał mi Joseph, drugie próbowałem zabrać sobie sam. - W obu przypadkach stał się cud i nic złego się nie wydarzyło. I w obu przypadkach ten cud nie był chciany. Skoro się jednak przydarzył... trzeba było żyć dalej. Przyjąć swoją porażkę. Zaraz ta przekrzywiona głowa obróciła się w kierunku Victorii, a jego uśmiech się poszerzył. Zagrały blaski rozbawienia w jego czarnych, zmęczonych oczach. To było surrealne - sposób, w jaki łączyli tę chwilę. Może to przez pryzmat wszystkiego, przez co przeszli i tych szalonych przygód, które ich tak łączyły, jak i dzieliły? Każdy człowiek miał słaby punkt. Sauriel wiedział doskonale, że jego najsłabszym są osoby takie jak Victoria. - To mi wystarczy.

Nie potrzebował aprobaty od nikogo innego. Och... może prócz Czarnego Pana.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (17222), Victoria Lestrange (19233)


Strony (7): « Wstecz 1 … 3 4 5 6 7


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa