• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [01.09.72] Deszcz nad Walią

[01.09.72] Deszcz nad Walią
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#11
26.05.2025, 12:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.05.2025, 12:27 przez Cathal Shafiq.)  
– Straszysz czy obiecujesz? – odparł Cathal, zgryźliwym tonem, już dopadając iskrzącej bariery pieczęci. Humor miał zaiste paskudny, bo pierwsze, bolał go nos, po drugie, bolało go ego, po trzecie, to całe zamieszanie na pewno zdezorganizuje pracę na wykopaliskach, a w dodatku deszcz już nie kropił, a zaczynał padać coraz mocniej i mocniej, i gdzieś w oddali nawet zagrzmiało.
– Potrzebujesz z nim pomocy? Proszę, powiedz, że nie potrzebujesz z nim pomocy. Trochę boję się podejść. Robi mi się słabo na widok ran – wyjęczał Tim gdzieś za plecami Ginny. Po tym, jak wywlekł pracownika z dziury i upewnił się, że ten żyje, rusza się i ogólnie rzecz biorąc wszystko jest mniej więcej w porządku, podszedł nieco bliżej, ale wyraźnie rozdarty był w tej chwili między chęcią pomocy koledze, a przestrachem na myśl o tym, co zobaczy, jeśli kucnie obok uzdrowicielki.
Cathal tymczasem ukląkł wprost w wilgotnym już piasku i zaklął, raz po angielsku, potem drugi raz po rosyjsku, a potem trzeci, po egipsku. Jakby czuł, że raz nie wystarczył przy tym, co zobaczył. Gdy McGonagall zajmowała się rannym, usztywniając sprawnie nogę i podając mu eliksir – ranny jęknął, nie odzyskując całkiem przytomności – on pośpiesznie usiłował zrobić coś z tymi pieczęciami… tyle że te nie do końca przypominały takie, z jakimi miał dotąd do czynienia w szkole, w Irlandii, w Peru czy w Egipcie, albo nawet na kartach podręczników.
Może to z tego powodu, a może dlatego, że na moment zamarł, próbując porównać jedną z pieczęci do setek tkwiących w jego głowie, niepotrzebnie przecież, że poszło… źle.
Błysnęło i Cathal został odrzucony, uderzając plecami o ścianę dołu. Opadł na ziemię i leżał tak przez chwilę w bezruchu, nawet nie tylko z powodu oszołomienia: wpatrywał się po prostu w szare niebo nad nimi i myślał sobie, że to chyba nie jego dzień, nie jego miesiąc i w ogóle nie jego rok.


Rzucam sobie pod edycję na WOS, jak pójdzie Cathalowi z pieczęciami.

Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#12
04.06.2025, 19:04  ✶  

– Oba – odparła i gdyby sytuacja nie wymagała od niej całkowitego skupienia na bardzo rannym mężczyźnie, to byłaby się odwróciła do Cathala i bardzo sugestywnie puściłaby do niego oko. Musiał sobie to jednak jedynie w jej wykonaniu obecnie wyobrazić (co znowu raczej nie było takie trudne, zważywszy ogólnie na to, jak bardzo Ginny lubiła Cathala delikatnie zaczepiać i podszczypywać właściwie odkąd zaczęli razem pracować), bo w tym momencie jej oczy zwrócone były tylko i wyłącznie na Liama, któremu z wprawą usztywniała nogę. Po zastanowieniu, dołożyła też kolejny bandaż, by mieć pewność że jego stopa i but… a w zasadzie wszystko co z tego zostało, nie spróbują odpaść gdzieś po drodze. I być może był to dobry ruch, skoro okazało się, że Tim, po pomocy ugrzęźniętemu pracownikowi, sam wszedł do dziury i najwyraźniej nadal chciał pomóc, a bał się ran.

I gdyby zobaczył nogę Liama, to pewnie zemdlałby na miejscu i musieli by mu podawać jakieś sole trzeźwiące. A tak… Jedyne co mógł zobaczyć to zabandażowana noga od połowy uda aż po sam but.

– Tak, potrzebuję. Trzeba go stąd możliwie jak najdelikatniej wyciągnąć. Nie mogę go teleportować, nie jest w stanie na teleportację – teraz dopiero się odwróciła, patrząc na Tima, ale też kątem oka na Cathala, który nadal przeklinał pod nosem – najwyraźniej pieczęci, którymi się zajmował były… cokolwiek się tam z nimi działo. – Nie bój się, zabandażowałam go, nie ma ran na wierzchu. Ale trzeba go stąd pilnie zabrać, a ja nie jestem mistrzem w translokacji. Nie jestem w tym nawet średnia. Usztywniłam mu nogę, tymczasowo powinno wystarczyć, ale muszę się nim zająć w spokoju, nie tutaj – gadała. Tim się stresował, więc gadała, żeby zająć jego uwagę i nie miał czasu zacząć panikować.

I wtedy błysnęło, łupnęło… A Guinevere zaklęła naprawdę szpetnie po arabsku.

– Zabierz go stąd! – niemalże krzyknęła do Tima, nim się pozbierała, podniosła i rzuciła do Cathala, aż klęknęła w piasku przy nim, nachylając się tak, że to nie szare niebo nad nimi widział, a ją. Napiętą, zdenerwowaną, ale jeszcze nie spanikowaną, o złotych kocich oczach o pionowych źrenicach.

– Cathal? Cal? Na Horusa, błagam, zostań tu ze mną – zaczęła gadać po arabsku, jednocześnie szukając wszelkich oznak tego, co się teraz dzialo z Shafiqiem, jak i ewentualnych ran po tym, co się stało. A nie miała pojęcia co się wydarzyło.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#13
06.06.2025, 11:26  ✶  
Cathal nigdy nie był nieśmiałym mężczyzną, podszczypywania ze strony Ginny nijak więc go nie zbijały go z pantałyku, a chociaż nigdy nie podrywał jej ze szczególnym zaangażowaniem – w Peru odkrył, że związki w pracy bywają trudne – bywało, że je odwzajemniał. Wszak jego pytanie do niej jak najbardziej podpadało pod kategorię w pełni świadomej prowokacji, odpowiedź więc nie dziwiła, a i mruganie okiem rzeczywiście by nie zdziwiło. Ona jednak musiała zająć się nogą pracownika, a on pieczęciami… które parę sekund później wysadziły go w powietrze.
Na moment przed tym, jak doszło do błysków i widowiskowego lotu w powietrzu, Tim gorliwie pokiwał głową na polecenie medyczki, i machnął różdżką, by wyczarować nosze. Wyciąganie rannego w jego wykonaniu wyglądało trochę groteskowo, bo starał się wydobyć rannego bezpiecznie, ale jednocześnie też za bardzo na niego nie patrzeć, a potem, kiedy doszło do wybuchu, kwiknął i nie wiedzieć czemu obrócił się wokół własnej osi, przez to nieprzytomny mężczyzna na noszach też zawirował. A potem Tim zamarł, jakby niepewny, co robić dalej – na całe szczęście, okrzyk McGonagall dość jasno wskazywał, co ma robić, mężczyzna odbiegł więc po prostu, prowadząc za sobą nosze, a w tym czasie inny pracownik pomagał odejść temu, którego wcześniej wyciągnięto z dziury.
Cathal Shafiq leżał sobie w tym czasie, wpatrując się w niebo, czując chłodne krople na twarzy, póki widoku nie przysłoniła mu twarz Ginny. Miał rozbity nos i poharataną wargę, ślady po wcześniejszym upadku, twarz, jasne włosy i ubranie ogólnie brudne, a rękę trochę poparzoną – zapewne efekt wybuchu, do którego doszło, kiedy usiłował prowizorycznie naprawić pieczecie. Nie czuł jeszcze w pełni bólu, wciąż oszołomiony, chociaż powoli jego kręgosłup zaczynał powoli sygnalizować, jak bardzo jest oburzony takim traktowaniem.
Zwrócił spojrzenie niebieskich oczu na kobietę, nawiedzony absurdalną myślą, że dobrze, że nie ma tu przynajmniej jeszcze Nell i Lety, bo wtedy to chyba pozostałoby mu błagać, żeby go dobiły.
– Jaki Cathal? – spytał, z niewzruszonym wyrazem twarzy, może w przypływie jakiegoś szczeniackiego poczucia humoru, a potem bardzo powoli spróbował usiąść i syknął, sięgając dłonią do pleców.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#14
07.06.2025, 22:44  ✶  

Zaczepiała go w ten sposób właśnie dlatego, że się nie peszył. Jakaż by to była w ogóle zabawa, gdyby przy każdej takiej odzywce czy geście z jej strony, facet by się rumienił, albo zapominał języka w gębie? Żadna. Lubiła zresztą tę jego bezczelność i gburowatość. Być może wpływ na to miały jej osobiste doświadczenia z mężczyznami, którzy wszystko pudrują pod pięknymi słówkami, a być może to po prostu dlatego, że lubiła wyzwania. Fakt był jednak taki, że pomimo tych zaczepek, granicy żadnej nie przekraczała, bo nie chciała, żeby się zrobiło dziwnie. Nawet, jeśli sama nie miałaby nic przeciwko, to mimo wszystko była osobą, która bardzo szanowała granice innych. Tym niemniej… Cathal zwykle odpowiadał, czasami nawet zaczepiał pierwszy. I tak to się kręciło…

Bajzel. Panował tutaj zwyczajnie bajzel i Ginewra czuła, że ma wszystko na swojej głowie, a w większości tak na co dzień, po prostu była sobie z boku i wykonywała polecenia przełożonego. Tegoż samego, który miał teraz rozbitą twarz, a w tej chwili to w ogóle leżał niezdolny do jakiegokolwiek kierowania zespołem i McGonagall musiała wszystko wziąć na siebie, bo inaczej nikt nie zrobiłby nic. Odpowiedzialność by się rozmyła, jak to zwykle w takich przypadkach, a pierwsza zasada udzielania pierwszej pomocy mówiła: zwróć się bezpośrednio i wydaj polecenie do konkretnej osoby, nigdy do ogółu w eter, bo inaczej nikt się nie zbierze. Nie była żadnym dowódcą… Na szczęście była na tyle charyzmatyczną osobą i w tym momencie chyba najbardziej kompetentną, jeśli chodziło o ratowanie zdrowia czy życia, że Tim nie protestował. Dzięki bogom. Był w translokacji znacznie lepszy niż ona i kiedy wyciągną stąd rannego i nieprzytomnego, to będzie kolejny ciężar z głowy.

Tylko ten Cathal… Jego twarz wyglądała… nie za dobrze. Ale wszelkie rany na twarzy zazwyczaj wyglądały źle i często wydawały się bardziej poważne niż były. W tamtej jednak chwili Liam był jej priorytetem, ale teraz… Patrzyła mu prosto w oczy, robiąc za chwilową ochronę przed wzmagającym deszczem. Niebieskie oczy spojrzały wprost na nią, nie uciekały na boki, źrenice… źrenice wyglądały w normie. I byłaby stwierdziła, że nie ma tu żadnego wstrząśnienia mózgu, kiedy usłyszała jaki Cathal? I zbladła w moment, zupełnie niegotowa w tym momencie na kolejne żarciki spod stajni Shafiqa.

Czy to była amnezja? Chwilowa, czy… Nie dokończyła myśli, bo Cal spróbował się podnieść i usłyszała syk, nie zatrzymała też ruchu dłoni za plecy, w tej chwilowej gonitwie myśli szacując jak bardzo jest źle, skoro nawet nie kojarzył swojego imienia (a przecież pamiętał… pamiętał chyba wszystko!). Ale to ją oprzytomniało i ten strach w oczach szybko zmienił się w determinację.

– Tak masz na imię. Nie ruszaj się. Zaraz… Zaraz zobaczę co się dzieje – wymamrotała i wyciągnęła dłoń do jego twarzy, chcąc lekko, choć zdecydowanie odwrócić jego głowę i upewnić się, że nie ma żadnych ran zagrażających życiu, a dopiero po chwili swoje oględziny przeniosła na resztę ciała, mając z tyłu głowy że najwyraźniej pieczęci, które uruchomili tu pracujący, zaskoczyły też Cathala. – Gdzie boli? – zapytała w trakcie.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#15
11.06.2025, 11:39  ✶  
– Głupie imię – powiedział, wciąż z kamiennym wyrazem twarzy, a jego myśli odpłynęły na moment ku staroceltyckiemu. Cath, bitwa. Val, władać. A potem ku liście królów, którzy nosili to imię, i w większości władali zaledwie kawałkiem ziemi, i jeden po drugim w bezsensownych bitwach. Przez chwilę nie odpowiadał, zawieszony, kiedy w jego głowie przewijały się kolejne nazwiska, przydomki i daty śmierci. Otrząsnął się wreszcie, chyba bardziej pod wpływem deszczu niż czegokolwiek jednego.
Nie lubił, kiedy padało. W deszczowe dni bywało, że zaczynał tęsknić za Egiptem i zastanawiać się, dlaczego w ogóle wrócił na mokre i szare Wyspy Brytyjskie.
Nie żeby w lecie, w największe upały w Afryce nie zastanawiał się, dlaczego w ogóle opuścił Anglię.
Co go bolało? Gdyby zaczął teraz wymieniać, brzmiały pewnie jak osiemdziesięcioletni mugol w poczekali u doktora, rywalizujący w liście swoich dolegliwości z sąsiadem z krzesła obok. Poobijał się bardzo solidnie, chociaż jednocześnie, na ile mógł to ocenić, nic nie zagrazało życiu, a najbardziej ucierpiała jego duma. Całą resztę dało się doprowadzić do porządku względnie szybko.
– Tylko nos – zapewnił twardo, ani myśląc pozwalać, aby Guinevere oglądała jego kość ogonową i to jeszcze tutaj, gdzie pewnie zaraz na brzegach dziury stanęłaby cała masa ich współpracowników, aby podziwiać to niewątpliwe upokorzenie. – A ty kim jesteś? Znamy się? – dorzucił jeszcze, a jego spojrzenie przez chwilę skupiało się na niej, zanim powędrowało do miejsca, w którym znajdowała się runiczna pułapka. Najwyraźniej jednak jego lot ostatecznie wyczerpał jej moc, bo teraz nic tam nie błyszczało, a Shafiq uznał, że ten jeden raz odpuści i obejrzy to sobie później.
Dźwignął się z ziemi, w typowym dla siebie uporze. Wiedział, że McGonagall by to odradzała, a Nell już na niego wrzeszczała, ale nie zamierzał siedzieć dalej w błocie i tak sobie moknąć, zwłaszcza, że oczywiście, że nie dolegało mu nic poważnego.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#16
21.06.2025, 11:31  ✶  

Nie skomentowała jego odpowiedzi o głupim imieniu. Osobiście zupełnie tak nie uważała, imię jak imię – to jego dobrze leżało na języku i nie było żadnym łamańcem trudnym do wymówienia. Pasowało do Shafiqa niczym druga skóra – nie było jednym z tych, które, gdy usłyszysz przypisane do danej osoby, to pomyślisz sobie „nie no, to nie może być Cathal, bardziej pasuje do niego Paul”. Nie skupiała się zresztą teraz tak do końca na jego słowach, bo gorączkowo przekopywała własną pamięć w poszukiwaniu informacji o amnezjach. Te wcale nie zdarzały się aż tak często, a zwłaszcza nie potrafiła powiedzieć jaki mógłby być wynik w połączeniu z… bardzo niecodzienną pamięcią Cathala.

Cóż, może to był dobry moment żeby zacząć jednak wymieniać, skoro miał do dyspozycji dwójkę uzdrowicieli, z których przynajmniej jeden nie skasuje go jak za zboże.

– Taak, tylko nos – odparła z przekąsem, oglądając sobie ten jego nos, z którego się lało. Był złamany, trzeba było go nastawić odpowiednio, podać jeden z obrzydliwszych eliksirów jakie znał magimedyczny światek, a potem usadzić go w miejscu, żeby nie biegał kiedy będzie się wszystko zrastać. Widziała siniak na policzku i poparzenie na ręce, ale prawdę powiedziawszy, to był najmniejszy problem. Tym największym było to, że próbował ją właśnie oszukać. Doskonale słyszała jęk, jaki wydobył się z jego gardła, kiedy próbował się podnieść do pozycji siedzącej i nie była przecież ślepa, kiedy w odruchu dotykał się po plecach. – Znamy się – gdyby się nie znali, nie wiedziałaby przecież jak ma na imię… ale rozumiała, że logiczne myślenie w tej chwili to nie jest coś, czego powinna wymagać od kogoś, kto wyleciał w powietrze po tym, jak próbował rozbroić runę, która przyniosła tutaj taki kocioł. – Jestem uzdrowicielem, przyszliśmy zobaczyć co się stało po wybuchu – odparła krótko, myśląc o kolejnych krokach jakie należało podjąć, by jak najbardziej zminimalizować obrażenia wszelakie.

I wtedy Cathal postanowił wstać – a że był znacznie silniejszy od Ginny, to ta nawet by go nie utrzymała na tej ziemi, co wywołało u niej westchnienie zrezygnowania i sama wstała.

– Masz złamany nos i poparzenia. Teraz może jeszcze tego nie czujesz, ale po takim wybuchu nie uwierzę, że nic sobie nie stłukłeś, nawet jeśli nic więcej sobie nie połamałeś, mam przynajmniej taką nadzieję – dodała. – Zalecam odpoczynek, Nell albo ja się tobą zajmiemy, ale będziemy musiały zobaczyć co z nogą Liama, bo tam jest dużo gorzej – patrzyła uważnie na Cathala, czując niepokój w sercu. Powinni się stąd jak najszybciej zabrać. Powinni już iść do namiotu, zająć się rannymi, oszacować zniszczenia i tak dalej… – Co ostatnie pamiętasz? – ale było jeszcze to: kolejny problem, pamięć Cathala, który kierował całą tą grupą i wykopaliskami. Starała się nie poddawać panice, bo ktoś musiał tu być przytomny.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#17
23.06.2025, 10:11  ✶  
– No dobrze. Trochę boli mnie głowa – przyznał Cathal, dalej zdecydowany nie przyznawać się do bólu kręgosłupa, co do którego miał pewność, że to jeden z gatunku tych: poboli i przejdzie. Uzdrowiciele po prostu zawsze przesadzali, przynajmniej w jego skromnej opinii, a surowych spojrzeń to pewnie uczono ich na specjalnych kursach w Akademii Munga. Wstał ostrożnie i poruszył się, z pewną ulgą przyjmując, że chyba faktycznie nic nie pękło… poza nosem, znaczy się, bo chociaż liczył, że ten nie jest złamany, to McGonagall miała jednak dużo większe doświadczenie przy diagnozowaniu takich.
– Jestem dużym chłopcem. Parę siniaków mnie nie zabije – oświadczył stanowczo na ten „tylko nos”, odruchowo uniósł rękę do rzeczonego nosa i zaraz ją opuścił. Dotykanie złamanej kości, w dodatku brudną i poparzoną dłonią, prawdopodobnie nie należało do najmądrzejszych rzeczy, jakie mógłby zrobić. – Złamany? Cudownie. To ostatecznie rujnuje moje szanse na zostanie męskim modelem Rosierów – podsumował, w myślach godząc się dość szybko z tym, że ma szansę skończyć z krzywym nosem. Może to to ostatecznie nawet okaże się przydatne, kto wie – będzie wyglądał bardziej na zabijakę.
Co niektórych przepłoszy, a innych tylko skłoni do wszczynania bójek.
Pokręcił lekko głową i niemal natychmiast tego pożałował.
– Nic mi nie jest. Pamiętam cię, Ginny – powiedział, bo gdy zamroczenie wywołane upadkiem i uderzeniem minęło, dotarło wreszcie do niego, że uzdrowicielka nie powinna tkwić teraz przy jego boku, a zajmować się Liamem, zwłaszcza jeśli nie zdołają dość szybko znaleźć Nell. – Te cholerne pułapki Blackwooda… ma szczęście, że już nie żyje.
Acz jeśli Cathal odkryje, które kości dokładnie należały do niego, może wymyśli dla nich jakieś kreatywne zastosowanie. Oczywiście, w celach badawczych, nie niszczy się szczątków tylko z czystej mściwości albo dlatego, że należały niegdyś do absolutnego kretyna.
– Biegnij do Liama. Nalegam, aby uratować jego nogę. Obawiam się, że bez niej będzie mu trudno dokończyć pracę, a mamy już tydzień opóźnienia w harmonogramie – zamarudził i spojrzał na wyjście z dołu, zastanawiając się, na ile sprawnie zdoła wydostać się na górę. Bo gdyby spadł tutaj z powrotem, to jego duma kolejnego takiego ciosu by już chyba nie zniosła.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#18
23.06.2025, 21:00  ✶  

„Trochę boli mnie głowa” również sprawiło, że się skrzywiła. Guinevere na co dzień była łagodną osobą, psotliwą, zgoda, lubiła się droczyć z ludźmi, ale generalnie była tym ugodowym typem, który się chwile pobawi, jak kot upolowaną myszką, a potem zostawi w spokoju (już bardzo nie po kociemu). Tolerancyjna dla wielu zachowań ludzi… ale do czego nie miała cierpliwości to do nie słuchania się zaleceń uzdrowicieli. Albo do kłamania im w żywe oczy na temat swojego stanu zdrowia.

– Tak, głowa – powtórzyła za nim mechanicznie, lekko mrużąc oczy, gdy walczyła z odruchem przetarcia ich i strzepnięcia kropel deszczu, które osiadły na czole, nosie i rzęsach. Na końcu języka miała odzywkę, że uwierzy, o ile zamienił głowę z tyłkiem – bo to w te rejony sięgał ręką, być może nieświadomy, że jest bardzo czujnie obserwowany przez uzdrowicielkę.

Zachowywał się… No normalnie, jak Cathal. Poturbowany, ale nadal Cathal, z tymi samymi odzywkami, jakby byli tutaj całkiem sami, a nie znajdowali się w dole, pośród uwijających się członków ekipy, gdy zbierali się po fatalnym w skutkach wybuchu. Nie wiedziała w ogóle, gdzie to zaklasyfikować, ani jak źle jest z blondynem, co z nim zrobić, wiedząc, że ma w perspektywie, że w pierwszej kolejności powinna ustabilizować stan ich kolegi z pracy. Ale do cholery jasnej – to był szef ich ekipy, kolega, bliski znajomy, przyjaciel, a może powinna go nazywać jeszcze inaczej – nie wiedziała, miała mętlik w głowie, zwłaszcza po tym, jak miesiąc temu wybrali się na kilka dni nad jezioro Windermere. Nie pozwalała sobie o tym myśleć, a już zwłaszcza nie powinna się nad tym zastanawiać tutaj i teraz, ale jednak, jej myśli pobiegły i skręciły w bardzo dziwne miejsce. I może galopowałyby dalej, gdyby Cathal nie zwrócił się do niej po imieniu, na co uniosła na niego spojrzenie, nie będąc w stanie ukryć ulgi, która za chwilę zagościła w jej oczach, gdy uświadomiła sobie… Że Shafiq albo miał zajebiście krótką amnezję, albo cały czas robił sobie z niej żarty.

I gdyby nie to, że jednak był ranny, to zostałby właśnie pacnięty piąstką w ramię.

– Cal… – odezwała się po kilku sekundach, gdy już sobie wszystko (w miarę) w głowie poukładała i przekalkulowała. Tak, Liam był priorytetem, ale jednak… – Nie olewaj tego. Przyjdź później, nastawię ci nos, nie będzie nawet śladu. Zobaczę resztę ran. Musisz być w formie – a widząc zamieszanie jakie się tu zrobiło – będzie dużo rzeczy, którymi trzeba się będzie zająć. – Obiecaj mi, że przyjdziesz!

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#19
25.06.2025, 09:58  ✶  
– Przyjdę. Lubię oddychać nosem – obiecał Cathal, bo nawet jeżeli w swoim uporze za żadne skarby nie zamierzał tutaj, w błocie, w deszczu, ściągać koszuli i dawać się oglądać, kiedy jeszcze przy dziurze zgromadziło się paru ich współpracowników, to nie był aż tak durny, aby całkowicie odrzucać pomoc uzdrowicieli. Źle zrośnięte kości miały poważne konsekwencje: Nell kiedyś Shafiqowi wyliczyła wszystkie możliwe opcje, i teraz jej opowieść o odłamkach potencjalnie poruszających się pod skórą rozbrzmiewała w jego głowie. Sięgnął dłonią do tyłu głowy i znowu zaraz opuścił rękę, nie chcąc ani ubrudzić rany, jeśli jakaś się tam znajdowała, ani urazić poparzonych palców.
Był zły. Nie wybuchał może gniewem, nie wrzeszczał i nie ciskał avadami na prawo i lewo, ale złość całą sytuacją, obrażeniami, i jeszcze tym, że nie mógł teraz zapalić, dawała się mu we znaki równie mocno jak ponabijane siniaki.
– Zajmij się Liamem. Ja spróbuję jako tako doprowadzić się do porządku i przyjdę z tym nosem – rzucił. Spojrzał na jednego z pracowników, który przybiegł na miejsce wydarzeń, przez jakieś pięć sekund zastanawiał się nad poproszeniem go o pomoc z wyjściem z tym dziury, po czym – oczywiście – zaczął gramolić się z niej sam. Jak przystało na bardzo upartego mężczyznę, który nie chciał przyznać, że te poparzone dłonie go bolą, i jeszcze bardziej nie chciał przyznać, że boli go ta cholerna kość ogonowa…

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (3344), Guinevere McGonagall (3726)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa