20.03.2025, 16:50 ✶
—12/08/1972—
Szkocja, okolice Edynburga
Anthony Borgin & Anthony Shafiq
![[Obrazek: 0gyIypN.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=0gyIypN.png)
Out there on a sunny day,
With a bass to chase the blues away.
Playing chords and singing words
Just to find you.
Darkness lives inside my head,
Thoughts that I'll be better dead,
But with a bass in hand, I know
That I will find you.
Ah, now I sing my song.
Ah, now I play it loud.
![[Obrazek: 0gyIypN.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=0gyIypN.png)
Out there on a sunny day,
With a bass to chase the blues away.
Playing chords and singing words
Just to find you.
Darkness lives inside my head,
Thoughts that I'll be better dead,
But with a bass in hand, I know
That I will find you.
Ah, now I sing my song.
Ah, now I play it loud.
Od momentu gdy Erik zaprosił go do Szkocji, jakoś tak łatwiej i naturalniej Anthony'emu teleportowało się tam, gdy szukał spokoju. Wspomnienie niedawno przeżytej eutierii w niewielkiej szkockiej chatynce towarzyszyło mu niezmiennie, gdy przechadzał się odludnymi szlakami, zbierając myśli po ciężkim dniu.
Umowa Kambodżańska wchodziła w ostatnią fazę planowania i wiele rzeczy było już dopiętych, w miarę stabilnych. Był od krok od przełomu w magii bezróżdzkowej a spędzona wspólnie noc pod gwiazdami razem z Erikiem, choć nie nosiła ze sobą zbyt wiele romantycznych gestów napełniała serce nadzieją na więcej. Droga zdawała się jasna i przyjemna, a Anthony absolutnie nie był świadom, że te spacery to ostatnie godziny spokoju.
Teraz jednak był wewnętrznie spójny i stały, szumiący jak pola po których biegały upojone latem owce, szumiąca jak lasy pokrywające szkockie wzgórza. Ubrany był jak mugol, który by na bakier z bieżącą modą. Biała koszula, sztruksowa kamizelka i spodnie, w ręku szata, którą zdjął z powodu ciepła. Wieczorne spacery dobrze mu robiły, dotleniały go, pozwalały myśleć o szybowaniu pośród chmur mimo wojny, mimo trwającego konfliktu, podczas nich, to było daleko poza nim. W Londynie. W zgiełku i smrodzie miasta.
Nie tutaj.
Jakieś było jego zdziwienie, gdy obok malowniczego czarciego kręgu, który właściwie był celem dzisiejszej wędrówki, dostrzegł znajomą sylwetkę młodzieńca tak sprawnie obracającego cudzym pieniądzem. Jego imiennik zdawał się również pogrążony w rozmyślaniach, Anthony więc w pierwszej chwili zawahał się, czy jest sens do niego podchodzić, finalnie jednak postanowił nie tracić okazji - czarodzieje dawno się nie widzieli, w sumie nawet nie byłby w stanie powiedzieć cóż takiego teraz zajmuje młodemu Borginowi głowę.
– Uszanowanie Anthony, nie spodziewałem się tu zastać kogokolwiek, z tego co mi wiadomo, nie jest to już miejsce mocy od dwóch wieków, a jednak widać że magnetycznie działa na pobłogosławionych magią. – Uśmiechnął się życzliwie do młodzieńca. – Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za pomoc z dokumentacją i tą scenę przed moim przyjacielem w którym udawałeś przedstawiciela prawowitych "właścicieli". Oczywiście Morpheus zorientował się w całej szaradzie, jego uśmiech jednak wart był tego zachodu, a także fakt, że między innymi dzięki Tobie, będę mógł nazywać go sąsiadem.
Umowa Kambodżańska wchodziła w ostatnią fazę planowania i wiele rzeczy było już dopiętych, w miarę stabilnych. Był od krok od przełomu w magii bezróżdzkowej a spędzona wspólnie noc pod gwiazdami razem z Erikiem, choć nie nosiła ze sobą zbyt wiele romantycznych gestów napełniała serce nadzieją na więcej. Droga zdawała się jasna i przyjemna, a Anthony absolutnie nie był świadom, że te spacery to ostatnie godziny spokoju.
Teraz jednak był wewnętrznie spójny i stały, szumiący jak pola po których biegały upojone latem owce, szumiąca jak lasy pokrywające szkockie wzgórza. Ubrany był jak mugol, który by na bakier z bieżącą modą. Biała koszula, sztruksowa kamizelka i spodnie, w ręku szata, którą zdjął z powodu ciepła. Wieczorne spacery dobrze mu robiły, dotleniały go, pozwalały myśleć o szybowaniu pośród chmur mimo wojny, mimo trwającego konfliktu, podczas nich, to było daleko poza nim. W Londynie. W zgiełku i smrodzie miasta.
Nie tutaj.
Jakieś było jego zdziwienie, gdy obok malowniczego czarciego kręgu, który właściwie był celem dzisiejszej wędrówki, dostrzegł znajomą sylwetkę młodzieńca tak sprawnie obracającego cudzym pieniądzem. Jego imiennik zdawał się również pogrążony w rozmyślaniach, Anthony więc w pierwszej chwili zawahał się, czy jest sens do niego podchodzić, finalnie jednak postanowił nie tracić okazji - czarodzieje dawno się nie widzieli, w sumie nawet nie byłby w stanie powiedzieć cóż takiego teraz zajmuje młodemu Borginowi głowę.
– Uszanowanie Anthony, nie spodziewałem się tu zastać kogokolwiek, z tego co mi wiadomo, nie jest to już miejsce mocy od dwóch wieków, a jednak widać że magnetycznie działa na pobłogosławionych magią. – Uśmiechnął się życzliwie do młodzieńca. – Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za pomoc z dokumentacją i tą scenę przed moim przyjacielem w którym udawałeś przedstawiciela prawowitych "właścicieli". Oczywiście Morpheus zorientował się w całej szaradzie, jego uśmiech jednak wart był tego zachodu, a także fakt, że między innymi dzięki Tobie, będę mógł nazywać go sąsiadem.