Okres Yule był czasem, w którym rodzina Guinevere zbierała się do wspólnego świętowania. Odkąd była małym dzieckiem, jej rodzice dzielili ten czas na angielską część rodziny i egipską – zawsze wracała z Uagadou do domu a stamtąd… Zależy czy był to rok parzysty czy nieparzysty: nieparzysty zarezerwowany był na Egipt, zaś parzysty na Anglię – krążyli więc tak cyklicznie co dwa lata, raz tu, raz tam.
Gin bardzo lubi święta w Anglii. Prawdę powiedziawszy to zawsze cieszyła się na ten przyjazd, bo mogła zobaczyć śnieg, którego w Egipcie nie było. Zbierali się zawsze w Ostoi dla zwierząt, gdzie mieszkają jej dziadkowie, odwiedzało ich rodzeństwo dziadka – Minerva i Robert Jr., pradziadek, Robert Sr. również zasiadał z nimi do stołu. Były prezenty, mnóstwo śmiechu i rozmów. Ginny, jako dziecko, bardzo starała się we wszystkim pomóc – w dekorowaniu domu, ubieraniu wielkiej choinki, pieczeniu pierniczków (które uwielbia), w dekorowaniu ich, gotowaniu potraw z babcią, pakowaniu prezentów… a potem rzecz jasna w ich odpakowywaniu i jedzeniu. Prezenty nigdy nie były przesadnie drogie, chociaż dla małej Ginny nigdy ich nie szczędzono. Z biegiem lat brat dziadka i jego córka już się nie pokazywali na świętach, Guinevere nie pamiętała już nawet dlaczego. I pomimo ciągłego powtarzania sobie „ach, nie wręczajmy sobie nic!” i tak nikt nie wyobrażał sobie, by miało się to odbyć bez upominków – tych przywiezionych z Egiptu, ani tych wręczonych dawno niewidzianej rodzinie. Gdy Ginny już ukończyła szkołę i skończyła pełnoletność, nadal co dwa lata sumiennie przyjeżdżała z rodzicami świętować Yule z angielską rodziną. Bywało, że któryś ze zwierzęcych podopiecznych wymykał się ze swojego schronienia, chcąc dołączyć do wspólnego świętowania (i dorwać się do prezentów…) i składania sobie życzeń, być może chcąc przemówić ludzkim głosem? Ginny siedziała z rodziną zwykle do późna, rozpalają kominek… Czasami, gdy już dziadkowie i pradziadek poszli spać, udawała się na Pokątną, by tam obejrzeć jak tym razem wygląda wielka choinka i napić się czegoś lekkiego w barze.
Yule spędzane w Egipcie pozbawione jest całej tej otoczki wielkich przygotowań do święta. Nadal odwiedzała rodzinę matki z rodzicami, odbywał się uroczysty obiad i wręczanie prezentów, ale w zupełnie innym duchu, gdzie cześć oddaje się też starożytnym bogom egipskim: Ra, Horusowi, Bastet – słońcu, niebu i ognisku domowemu. Palili kadzidła, których dym miał zanieść do nieba wypowiadane na nowy rok życzenia. Gdy podjęła pracę na wykopaliskach, w czasie, gdy w trakcie Yule przebywała w Egipcie, najczęściej wpadała do dziadków na kilka godzin, by ostatecznie powrócić do pracy, ale poświetować też z kolegami z wykopalisk.