• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
[8-9.09.72] Chwila pomiędzy [Robert & Jackie]

[8-9.09.72] Chwila pomiędzy [Robert & Jackie]
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#1
08.06.2025, 20:33  ✶  
Już od kilku dobrych godzin Robert starał się ogarniać chaos w atrium Ministerstwa Magii. Piętra były zabezpieczone, a co jakiś czas dostawał meldunki o tym, że teren był czysty. Nie dochodziło do aktów dywersji, a akta wydawały się całkiem nieźle chronione. Nie znaczyło to, że nie trzeba było uważać. Śmierciożercy to byli sprytni dranie i mogli w każdej chwili zaatakować. Podwójne straże przy budkach telefonicznych na razie ich odstraszały, ale Robert zdawał sobie sprawę z tego, jak dynamiczna była sytuacja. Szczególnie, że ludzi przybywało, a nawet prowizoryczne punkty kontroli nie zawsze zapewniały pełne bezpieczeństwo, że nie wedrze się do środka żaden niepożądany gość. Udało się jednak zmobilizować pracowników, by zapewnili ludziom ciepłą, słodzoną herbatę. Organizacja posiłków w tak zamkniętych warunkach była zdecydowanie cięższa niż przyniesienie kociołków na napoje. Nikt przecież nie przynosił do pracy składników kulinarnych, szczególnie na taką skalę. Robert poprzysiągł sobie, że wniesie projekt powstania czegoś, co by chociaż przypominało porządną ministerialną stołówkę, by już do takich sytuacji nie dochodziło.

Jak zostawało się samozwańczym liderem, nowe sprawy wciąż napływały. Raz była to kwestia tego, czy pierwszeństwo powinny mieć matki z dziećmi, ranni, czy może ranne matki z dziećmi, czy matki z rannymi dziećmi. Robert ustalił, że pomoc poszkodowanym była najwyższym priorytetem, a zwyczajni cywile musieli niestety czekać w chronionej przez funkcjonariuszy kolejce. Sprawdzanie każdego na wejściu wymagało tego poświęcenia. Rozsądzanie rzeczy tak trudnych było ciężką dolą sędziego, a tego typu wybory nie były mu bynajmniej obce. Poza tym, wciąż zdawał sobie sprawę, że pod jego okiem wykwitł fioletowy ślad po ataku mugolaka. Ludzie rzadko o to pytali. Więcej: przez to, że on sam był poszkodowany, jeszcze bardziej budził ich zaufanie. Niesamowita sprawa, ludzka psychika w kryzysie. Potrafiła zaskakiwać nawet najbardziej obyte towarzysko osoby, takie jak właśnie Crouch. Wiele osób miało pamiętać jego twarz jako oblicze tego, który zadbał o nich i o ich rodziny, zapewnił ludziom schronienie, picie, ciepło i opatrunki. Nie robił tego oczywiście sam. Galinda Sallow stała się dla niego swego rodzaju główną współpracownicą, która ogarniała rzeczy bardziej oddolne.

Najgorsze, że Robert wciąż nie miał pojęcia, gdzie była Samantha. Może zmyła się z pracy, zanim to wszystko się zaczęło? Wyszła gdzieś w przerwie i zdarzenia spalonej nocy ją zatrzymały? Z Jenkins też nie było kontaktu, a Crouch coraz bardziej myślał o tym, jak bardzo jej kariera polityczna miała się po tym wszystkim zawalić. Eugenia opuściła swych ludzi w potrzebie, zostawiła ich na placu boju. Nie dało się już czegoś takiego odratować, tak jednym błędem zakopywało się własną polityczną karierę. Ktoś musiał w tym momencie zrobić to, co by czynił dobry minister. Szkoda tylko, że nie dało się zebrać porządnego sztabu kryzysowego. Robert wyraźnie widział, że Ministerstwo było kompletnie niegotowe na tę sytuację. Wszystkie ważne, decyzyjne osoby się zmyły lub nie dało się ich znaleźć. Każdy poszedł ratować własny dobytek, mając w głęboko dupie stabilność państwa.

— Robercie, ludzie mówią, że sytuacja na zewnątrz jest coraz gorsza. Mówią o zamieszkach — powiedziała mu Galinda, idąc za nim pomiędzy zgromadzonymi. — Co mamy robić z ludźmi, którzy wychodzą?

Robert westchnął ciężko. Dałby całą swoją fortunę za chwilę odpoczynku, choć ciągle napływające nowe problemy wcale go nie przytłaczały. To była zwykła, fizyczna zwałka. Może powinien wziąć skądś kawę? A raczej posłać jednego z biegających dookoła urzędników po filiżankę czarnego jak noc niemagicznego eliksiru energii.

— Ostrzegajcie ich, jak możecie, ale nie trzymajmy ich tu siłą. To nie kwarantanna — odrzekł spokojnie. — Oczywiście nie licząc BUM-u. Ale oni słuchają się Bonesa, a on wie, że potrzebni są też tutaj. Byle ci, których już tu mamy, nie uciekali.

Galinda pokiwała głową, po czym ruszyła do swoich obowiązków.

Nagle Robert poczuł gwałtowne ukłucie w skroni. Takie, jakby ktoś wwiercał mu jakiś gwóźdź prosto w czaszkę. Kiedy ostatnio coś pił? Zapewnił ludziom herbatkę, ale zapomniał o kubku dla siebie. A przy takim wysiłku trzeba było pić. Był to truizm, a jednak Robertowi w tym całym zamieszaniu wypadł z głowy. Dlatego uznał, że pora podejść do stolika z herbatą. Zasłużył też na to, by ominąć kolejkę. Dlatego, kiedy znalazł się przed stolikiem zwrócił się do kobiety, która była pierwsza. Też wyglądała na sponiewieraną, ale miała w sobie coś dziwnie znajomego.

— Czy zrobi pani ogromną różnicę, jeśli wezmę herbatę przed panią? — zapytał nawet po dżentelmeńsku. Obdarował ładną kobietę łagodnym, proszącym uśmiechem. — Zarządzam tu od kilku godzin i jak się odwodnię, istnieje ryzyko, że Ministerstwo Magii upadnie — jego ton był żartobliwy, choć nie wiedział, czy aby nie mówił prawdy.

Przewaga: kokieteria (na czarujący uśmiech), dowodzenie (zarządzam ludźmi).
Czarodziej
Bezużyteczną rzeczą jest uczyć się, lecz nie myśleć, a niebezpieczną myśleć, a nie uczyć się niczego.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
Pisarka
165cm | 50kg | szare oczy | długie włosy na granicy ciemnego blondu i jasnego brązu.

Jacqueline Greengrass
#2
20.02.2026, 04:05  ✶  
W pierwszej chwili poczuła poirytowanie, że ktoś próbował właśnie wepchnąć się w kolejkę, nawet jeśli robił to uprzejmie. Mając jednak z tyłu głowy, że jest w miejscu publicznym, do tego powiązanym zarówno z pracą jej brata jak i ojca, więc musi się zachowywać w miarę spokojnie i nie narobić im przypadkiem problemów, nie okazała tego zirytowania, zmuszając wyraz twarzy, by pozostawał w neutralno-uprzejmym lekkim uśmiechu, wyuczonym przez lata życia w ambasadzie, kiedy zwróciła oczy na mężczyznę, który się do niej odezwał, zaraz tłumacząc się ze swojego zachowania. Widać było jednak przebijające się przez narzuconą fasadę zmęczenie i ból.
— Proszę. — Jej głos był lekko ochrypły od całego dymu, który wdychała w drodze do ministerstwa, jak i trochę nosowy, wyraźnie przez uraz nosa, którego nabawiła się niedawno. Przesunęła się przy tym odrobinę, by zrobić nieznajomemu miejsce przy stacji herbacianej. Nie, żeby miała też jakąś ogromną ochotę na herbatę, która wyglądała, jakby nawet koło prawdziwej herbaty pewnie nie stała. Musiała jednak napić się czegoś ciepłego, żeby ta koszmarna noc była chociaż odrobinę lepsza, więc stała w kolejce nawet nie oczekując zbyt wiele poza po prostu czymś ciepłym, o co mogłaby chociaż ogrzać dłonie i stworzyć iluzję kontroli nad sytuacją, w jakiej się znajdowała i bezpieczeństwa.
— Skoro koordynuje Pan działaniami ministerstwa... potrzebujecie gdzieś pomocy? — Zajęcie się czymś byłoby zapewne rozsądne. Wiedziała, że nawet jeśli znajdzie jakiś spokojny kąt, żeby usiąść i spróbować spać, to za nic w świecie nie zaśnie w tych warunkach. Za duży gwar, za dużo ludzi, nie ta temperatura, nie ten poziom światła... mogłaby jeszcze długo wymieniać czynniki potencjalnie przeszkadzające jej w spaniu. Równie dobrze mogła zaoferować się z pomocą z czymkolwiek, zająć tym myśli i zabić czas, o ile w ogóle pomoc była gdziekolwiek potrzebna. — ... i być może wie Pan również, czy można gdzieś się dowiedzieć, czy konkretna osoba przebywa aktualnie w budynku? — Po chwili zawahania się stwierdziła, że jednak zapyta również o to. Nawet jeśli nie planowała narzucać się bratu ze swoją obecnością w ministerstwie, wolała wiedzieć, czy w ogóle był w okolicy, czy jednak gdzieś tam biega wśród tego całego dymu i popiołu. A może w ogóle był w little hangleton i tam mieli całkowity spokój od całego tego ognia? Nie sądziła, żeby zastała Anthonyego w ministerstwie, to nie była godzina, żeby był w pracy, jednak zapytanie nie szkodziło. Być może wcale nie musiała się martwić o tego wrednego gada, który był jednocześnie jedynym pozostającym przy życiu bratem. A może właśnie powinna? Nie była pewna, jak u niego było z umiejętnościami ładowania się w kłopoty na każdym kroku, ale znając siebie i Thomasa, raczej wątpiła, żeby Anakoni akurat w tym również różnił się od rodzeństwa i aby miał tę noc spokojną.
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#3
22.02.2026, 14:08  ✶  
Podziękował nieznajomej i wziął sobie kubek z herbatą. Napój nie był specjalnie smaczny, szczególnie dla kogoś, kto pijał na co dzień mieszankę Assam. Normalnie każdy szanujący się Brytyjczyk powstydziłby się choćby myśli o tego rodzaju herbacie: słabej i przesłodzonej. A jednak, w tym momencie taki właśnie napój działał doskonale. Dodawał energii.

– Na razie nie, ale doceniam propozycję. Zależy nam tylko na tym, by wszyscy zachowali spokój i dostali to, czego potrzebują – odparł, rozglądając się wokoło. Całkiem nieźle udało się do zorganizować. Rozdawano koce i herbatę, medycy udzielali pomocy tym, którzy jej potrzebowali, choć oczywiście, z konieczności, było ich za mało. Najtrudniejszym zadaniem okazało się zapanowanie nad tłokiem, zaplanowanie wszystkiego tak, by ludzie nie zaczęli walczyć o zasoby. – Może jednak pani ze mną chwilę porozmawiać, bo ledwo się trzymam na nogach. Jeśli to oczywiście nie kłopot.

Robert musiał wyglądać dość mało wyjściowo z podbitym okiem, ale miał nadzieję, że to nie zadziała na nieznajomą odstraszająco. Zrozumiałby, jeśli taka rozmowa, choćby zwyczajna, byłaby dla niej niewygodna. Tej nocy każdy musiał swoje przecierpieć. Zadaniem Croucha i Ministerstwa było to cierpienie ograniczyć. I zadbać, by azyl w atrium azylem pozostał.

– Obawiam się, że w tym tłumie trudno będzie kogoś znaleźć. Jeśli pani bardzo na tym zależy, mogę załatwić głośny komunikat. Musiałbym tylko wiedzieć, kogo pani szuka. – Przeszedł do miejsca, w którym było minimalnie mniej ludzi. Tam wyciągnął rękę w stronę kobiety. – Nazywam się Robert Crouch.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Jacqueline Greengrass (450), Robert Albert Crouch (983)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa