15.03.2026, 03:28 ✶
W grudniu miną dwa lata od kiedy Brenna przyszła do niego z ryzykowną propozycja dołączenia do Zakonu, na którą oczywiście się zgodził. Zabawne, że zaraz miał spotkać się z Robertem i rozmawiać o Zakonie w tym samym gabinecie, w którym rozmawiał o tym z Longbottom. Tylko, że teraz to on przejął od niej te obowiązki, a czarownica otrzymała nowe zadania.
– Robercie. Doskonale cię widzieć. Cieszę się, że tak wybitny sędzia Wizengamotu znalazł dla mnie czas. Dobrze rozumiem że ty też udajesz się później na to spotkanie z Anthonym? – powiedział witając Roberta od progu. Późniejsze spotkanie... Shafiq miał plan, a chociaż sytuacja pomiędzy ich dwójka była wciąż... Dość dziwna, to zamierzał mu pomóc w tej inicjatywie. To jednak była sprawa na później. Na razie miał interes do samego Roberta. – Chcesz się może czegoś napić? Jesteś głodny? – spytał, wpuszczając kuzyna do środka i zamykając za nim drzwi.
Czuł, że zaangażowanie w to wszystko Roberta było dobrą decyzją. Crouch w końcu nadawał się idealnie. Przede wszystkim miał serce po właściwej stronie, nie bał się otwarcie mówić o swoich przekonaniach i Jonathan miał czasem wrażenie, że jego drogi kuzyn w pewnym sprawach był progresywnieijszy niż on sam. A to był przecież dopiero początek, bo naprawdę potrzebowali kogoś jeszcze w Ministerstwie, a pozycja Roberta była wręcz idealna. Sędzia Wizengamotu po ich stronie. To naprawdę mogło pomoc.
Czarodziej obiektywnie mówiąc był też dość wyględny, a chociaż nie był to w żaden sposób element obowiązkowy, to jednak dobrze było, aby Zakonnicy wyglądali całkiem dobrze zwłaszcza w kontrze do paskudnych masek Śmierciożerców. Tak. Robert był idealnym kandydatem. Pytanie tylko, czy wysoko postawiony sędzia Wizengamotu i ojciec był w stanie podjąć takie ryzyko?
– Robercie. Doskonale cię widzieć. Cieszę się, że tak wybitny sędzia Wizengamotu znalazł dla mnie czas. Dobrze rozumiem że ty też udajesz się później na to spotkanie z Anthonym? – powiedział witając Roberta od progu. Późniejsze spotkanie... Shafiq miał plan, a chociaż sytuacja pomiędzy ich dwójka była wciąż... Dość dziwna, to zamierzał mu pomóc w tej inicjatywie. To jednak była sprawa na później. Na razie miał interes do samego Roberta. – Chcesz się może czegoś napić? Jesteś głodny? – spytał, wpuszczając kuzyna do środka i zamykając za nim drzwi.
Czuł, że zaangażowanie w to wszystko Roberta było dobrą decyzją. Crouch w końcu nadawał się idealnie. Przede wszystkim miał serce po właściwej stronie, nie bał się otwarcie mówić o swoich przekonaniach i Jonathan miał czasem wrażenie, że jego drogi kuzyn w pewnym sprawach był progresywnieijszy niż on sam. A to był przecież dopiero początek, bo naprawdę potrzebowali kogoś jeszcze w Ministerstwie, a pozycja Roberta była wręcz idealna. Sędzia Wizengamotu po ich stronie. To naprawdę mogło pomoc.
Czarodziej obiektywnie mówiąc był też dość wyględny, a chociaż nie był to w żaden sposób element obowiązkowy, to jednak dobrze było, aby Zakonnicy wyglądali całkiem dobrze zwłaszcza w kontrze do paskudnych masek Śmierciożerców. Tak. Robert był idealnym kandydatem. Pytanie tylko, czy wysoko postawiony sędzia Wizengamotu i ojciec był w stanie podjąć takie ryzyko?