• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[09.09.1972] Holding out for a hero

[09.09.1972] Holding out for a hero
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#1
24.07.2026, 18:56  ✶  
9 IX 1972, Spalona Noc
ok. 1:00 w nocy

Nie dbała o to, że miała sadzę rozsmarowaną na twarzy i popiół we włosach. Nie dbała o to, że mundur miała gdzieś rozerwany – nawet nie zauważyła, w którym momencie się to wydarzyło. Może wtedy, gdy wybiegała z płonącego budynku z dzieckiem na rękach? A może wtedy, gdy wyciągała faceta ze skoncentrowanej chmury dymu? Mogło być też wtedy, gdy aresztowała wariata będącego ewidentnie w trakcie jakiegoś rytuału, który mu przerwała… Nieistotne. Swój mundur też miała zakurzony, ale nie dbała o to: wystarczyło mieć trochę oleju w głowie i widać było, że jest to charakterystyczny mundur aurora, zwłaszcza te srebrne wstawki, ciągle gdzieś się przebijające poprzez kurz i sadzę.

Victoria przystanęła na chwilę, próbując złapać oddech, co spowodowało tylko, że rozkaszlała się potężnie. Jej gardło i płuca podrażnione były kilkugodzinnym wdychaniem wszystkiego, co właśnie latało w powietrzu: od tego pyłu, który wszystko zapalał, po spopielone części ulatujące w powietrze. Widoczność była przez to wszystko mocno ogarniczona, chociaż całkowita ciemność środka nocy rozświetlana była przez liczne ognie, których nadal nie opanowano, a które co jakiś czas powstawały w różnych miejscach.

Ale tutaj chyba był chwilowo spokój. To znaczy o ile można było tak nazwać przeróżne krzyki w tle; nawoływania, przerażenia, złości…

Nie miała wątpliwości, że to wszystko, to sprawka Voldemorta. Że w końcu dopiął swego, popieląc Anglię, napuszczając na siebie ludzi… Ofiarami byli wszak wszyscy, ogień nie patrzył na to, czy pali dom mugolaka czy czarodzieja półkrwi, a jak się miało okazać, również i domy czarodziejów czystej krwi, których supremację ogłaszano, stawały  w płomieniach. Jaki był wzór? Któż to wie. Może nie było żadnego, a może był konkretny, ale nie był to czas, w którym Lestrange by się mogła nad tym w ogóle zastanowić – nie wiedziała jeszcze nawet, że jej rodzinny dom stał właśnie w płomieniach.

Miała odpocząć jeszcze przez chwilę, ale wtedy usłyszała jakiś męski głos, a sądząc po tonie, nie miał wcale dobrych zamiarów.

– To wszystko wina takich jak ty, wiedźmo! – krzyczał.

Wtedy właśnie Victoria puściła się biegiem w tamtą stronę, z różdżką w ręku.

edytka rokłudowa
— you're insane —
GOD FORBID a girl
carry on her FAMILY LEGACY

wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
mocny, niedbały makijaż oczu | długie, najczęściej rozpuszczone włosy prawie zawsze w nieładzie | neutralny wyraz twarz | dołeczki, gdy się uśmiecha | lekko odstające uszy | budowa szczupła, ale i kobieca | 170 cm wzrostu | blada skóra bez skazy oraz rumieńców | drogie szaty w kolorze głębokiej czerwieni, zieleni lub czerni | dużo pierścieni oraz srebrnych bransolet | pachnie świeżym praniem, owocami, ale i odrobiną dymu papierosowego

Edith Rookwood
#2
26.07.2026, 23:08  ✶  

Przez ten cały popiół nie mogła normalnie oddychać. Czarna chusta, którą zasłoniła usta przed wyjściem na ulicę, zupełnie nie radziła sobie z pyłem unoszącym się na ulicach Londynu. Było w tym wszystkim coś nieroztropnego; rozum podpowiadał, że powinna zostać w domu, że powinna bliżej przyjrzeć się runie, która pojawiła się na jednej z ścian jej mieszkania, że powinna poczekać na jakiekolwiek wieści od ojca, na wytłumaczenie tego co tak właściwie się stało.

Była pracownicą Ministerstwa, więc chyba powinna również pomóc tym, którzy teraz cierpieli najbardziej; tym, których bliscy leżeli obecnie na ulicach Londynu i których domy, zamieniły się w proch. Ale była wyjątkowo samolubna i szczerze — nikogo nie żałowała.

Zafascynowana obserwowała popiół opadający na ulicę, nie zwracając uwagi na czarodziejów kręcących się wokół. Być może dlatego nie zauważyła rozgoryczonego mężczyzny, który szybkim krokiem zaczął zmierzał w jej stronę. W ostatniej chwili usłyszała jego słowa, coś o tym, że to jej wina. Poczuła, jak ciągnie za chustę, brutalnie ściągając materiał z twarzy, odsłaniając usta i nos, jednym ruchem, pozbawiając anonimowości. Nie miała czasu na strach; spojrzeniem omiatała czarodzieja, skupiając się na szczegółach jego wyglądu, tym w co był ubrany czy jakichkolwiek cechach charakterystycznych, wiedziała, że nie puści mu tego płazem, ale  wszechobecny popiół, ograniczał widoczność, więc właściwie niczego nie dostrzegła. Już miała odpowiedzieć; była pewna, że gdy zatrzepie rzęsami i odegra słodką idiotkę, uda jej się załagodzić sytuację, ale zanim zdążyła zareagować czerwona ciecz uderzyła ją prosto w twarz.

Oślepiona, w pierwszym odruchu odskoczyła do tyłu, próbując uratować się przed tajemniczą mazią. Na nic były jednak jej starania, bo ta pokryła ją od stóp do głów, dostając do nozdrzy, uszu, oczu oraz ust. Na chwilę ją zaćmiło, słyszała jedynie dźwięczenie w uszach oraz dźwięk ulicy, ten był jednak przyćmiony, jakby Edith i wszystkich na około, dzieliła gruba szyba. Nie osunęła się jednak na ziemię, dzielnie trzymając na nogach, chociaż w środku cała drżała. Nie był to jednak strach, w końcu już dawno wyzbyła się tej, konkretnej emocji — całe zdarzenie było upokarzające, to prawda, ale nic nie mogło się równać z przerażeniem, jaki wzbudzał w niej Cyrus, gdy popełniała najdrobniejszy błąd. Tliła się w niej złość i poczucie niesprawiedliwości, i najbardziej chyba nienawidziła właśnie siebie. Bo była bezużyteczna, bo w tłumie ludzi łaknących krwi była całkowicie sama, bo nie potrafiła poradzić sobie z przypadkowym śmieciem, który powinien już dawno klęczeć u jej stóp.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#3
28.07.2026, 08:59  ✶  

Nie wiedziała, którą godzinę nadgodzin właśnie robiła, nie miała nawet pojęcia, że jest już 9 września. Była na zmianie w biurze aurorów, gdy zaczęło się to piekło i od tamtej pory niemalże nieustannie gdzieś biegła, coś robiła. Dziękowała samej sobie, że w którymś momencie gdzieś pół roku temu postanowiła zadbać o swoją kondycję, ale nawet ją to wszystko męczyło po tylu godzinach na nogach i z pyłem i dymem podrażniających płuca i oczy. Miała na ustach i nosie jakiś szalik gdzieś wcześniej, ale nie pomagało to zbytnio, gdy trzeba było wziąć głębszy oddech, zresztą cały przesiąkł smrodem tej nocy a i na nim zaczął osiadać pył, ostatecznie znajdując się bliżej nosa i ust autorki. Pozbyła się go gdzieś po drodze i próbowała ratować zaklęciami, żeby dało się oddychać jakkolwiek, ale i to pomagało tylko na chwilę.

Biegła w kierunku tamtego pojedynczego krzyku. Chlupot farby został zagłuszony przez te wszystkie inne dźwięki wypełniające ulicę, nie wiedziała więc, że czarodziej postanowił w ten sposób zaatakować tę “wiedźmę”, ale zobaczyła w końcu ten obrazek: kobietę, najpewniej w szoku, stojącą jak słup soli i nad nią mężczyzna z jakimś naczyniem. W świetle łuny ognia nie widziała wiele, ale wystarczająco, by w biegu próbować wyczarować więzy, które mogłyby opleść mężczyznę, w myśl, że nawet jeśli coś źle zrozumiała, to pytania będzie zadawać później, najwyżej się typa przeprosi i wypuści, ale ten być może miał instynkt samozachowawczy, a może jakoś ją usłyszał, bo cisnął w bok pusty pojemnik, z którego oblał stojącą przed nim dziewczynę, po czym teleportował się w pośpiechu. Jej zaklęcie nigdy nie sięgnęło celu i grube liny zwinęły się w ciasny kłębek w miejscu, w którym jeszcze chwilę temu stał mężczyzna.

Zaklęła pod nosem, ale w tej chwili nie było czasu tego roztrząsać, bo dziewczyna stała tuż obok, ewidentnie zamroczona. Victoria nie rozpoznała jej w tym stanie.

– Auror Lestrange – powiedziała w biegu, nie chcąc przestraszyć dziewczyny, ani zasugerować, że mogłaby jej zrobić krzywdę. – Wszystko w porządku? – rzuciła, zatrzymując się w końcu i próbując zapalić światełko na końcu różdżki, by lepiej widzieć w półmroku.


// Kształtowanie ◉◉◉◉○ – Lumos xd
Rzut PO 1d100 - 30
Akcja nieudana


Odkryj wiadomość pozafabularną
Na więzy nie rzucam bo założyłam, że  nie ma to znaczenia, skoro facet zwiał Serduszko
edytka rokłudowa
— you're insane —
GOD FORBID a girl
carry on her FAMILY LEGACY

wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
mocny, niedbały makijaż oczu | długie, najczęściej rozpuszczone włosy prawie zawsze w nieładzie | neutralny wyraz twarz | dołeczki, gdy się uśmiecha | lekko odstające uszy | budowa szczupła, ale i kobieca | 170 cm wzrostu | blada skóra bez skazy oraz rumieńców | drogie szaty w kolorze głębokiej czerwieni, zieleni lub czerni | dużo pierścieni oraz srebrnych bransolet | pachnie świeżym praniem, owocami, ale i odrobiną dymu papierosowego

Edith Rookwood
#4
05.08.2026, 02:57  ✶  

Może gdyby Cyrus wychował Edith inaczej to teraz błagałaby agresora o litość. Może padłaby na ziemie, w ten kurz i pył, i brud lepiący się do tkanin i skóry, może zamknęłaby oczy, całkowicie poddając cierpkiemu losowi. Może zapłakałaby na głos nad swoim pieprzonym losem. Najgorsza była ta ciemność towarzysząca oślepieniu i to, że tak wiele osób widziało tę całą sytuację.

W końcu zainteresował się ktoś nią; głos wydawał się być znajomy — jakby wspomnienie z niedawnej przeszłości. Roztrzęsione dłonie, mimowolnie wycierały pozostałości czerwonej farby, ta uparcie nie chciała jednak ustąpić. Zdawała się wchłonąć już na zawsze, wsiąknąć w powierzchnie bladej skóry. Przez dłuższą chwilę nie potrafiła nic powiedzieć, tylko tarła tak te dłonie i twarz, próbując pozbyć obcej cieczy.

"Auror Lestrange", dotarło do niej w końcu, potem jeszcze pytanie, ale bardziej w tle, jakby dalej reszta świata znajdowała się gdzieś poza jej zasięgiem. W końcu wyprostowała się, jakby nic zupełnie się nie wydarzyło, jakby tej farby i gapiów, i ich dwójki pośrodku tej całej wojny i zamieszania nie było, i otworzyła oczy, gdy już była pewna, że nic nieznajomego się do nich nie dostanie.

— Amnezjatorka Rookwood — wylegitymowała się, kiwając jednocześnie głową na przywitanie. Nie była pewna czy powinna porzucić te wszystkie formy grzecznościowe, jakie obowiązywały w Ministerstwie, czy może zachowywać się śmielej i użyć imienia Lestrange. Dawno już ze sobą nie rozmawiały, więc może nie powinna dawać sobie tego prawa, ale kiedyś dość sporo je ze sobą łączyło. — Myślałam, że sytuacja trochę się uspokoiła, więc wydawało mi się, że mogę trochę pomóc. Nie dostałam co prawda wytycznych z Ministerstwa, ale trudno mi było patrzeć na tych wszystkich biednych ludzi, którzy stracili dzisiaj domy i bliskich. Jak się to skończyło widzisz. — rzekła, spuszczając oczy w dół. Przeleciała nimi po swojej własnej sylwetce, zafarbowanych dłoniach oraz brudnej szacie. Była z niej dobra aktorka, fantastyczna aktorka wręcz, więc to małe kłamstewko, wydobyło się spomiędzy jej warg z wyjątkową łatwością. Kilka lat temu może i czułaby wyrzutu sumienia, wiedziała jednak, że nie może wyjść na idiotkę — bo to co zrobiła, że tak wyszła z domu bez przygotowania i nastawienia, że ktoś może ją zaatakować idotyzmem było. Dlatego wypowiadała te słowa spokojnie bez zająknięcia.

W końcu skierowała swe spojrzenie na Victorię. Dopiero teraz zauważyła w jaki strasznym jest stanie. Domyśliła się, że aurorka spędziła kilka poprzednich godzin na pomocy właśnie, bo o tym świadczył stan jej szat oraz popiół, oblepiający odsłoniętą skórę. Nie powiedziała jednak nic, chociaż w głowię Edith kłębiło się wielkie niezrozumienie. Zastanawiała się po co Victoria tak ryzykuje swoim własnym życiem. Miała przecież wiele, nie musiała poświęcać się dla kilku marnych groszy płaconych przez Ministerstwo. Fascynowało ją te powódki, bo ona nigdy nie czuła potrzeby pomagania — ciągle myślała przecież tylko o samej sobie. Wyjątkowo dziwna była najstarsza z sióstr Lestrange.

— Chyba powinnam to zgłosić, ale wątpię, że uda się złapać winnego. Ja sama nie pamiętam nawet jego twarzy.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#5
11.08.2026, 14:42  ✶  

Miała ochotę potrząsnąć różdżką, która leniwie zamigotała światełkiem i zaraz zgasła, choć w głębi duszy wiedziała, że to nie problem różdżki, a jej samej i zmniejszonej koncentracji od tego, jak długo była już w pracy. Łatwiej było jednak swoją złość przekierować na obiekt, niż przyznać się na głos sama przed sobą, że jest zwyczajnie zmęczona, a nie było wciąż widać końca tego dnia. Ostatecznie zrezygnowała jednak z ponownej próby rozpalenia światełka na końców swojej kapryśnej różdżki i postanowiła  w tej chwili spojrzeć na dziewczynę w świetle łuny ognia, jaka rozświetlała okolicę.

Pamiętała Edith. Victoria z natury miała dość dobrą pamięć do twarzy czy imion, zwłaszcza ludzi, z którymi łączyło ją coś więcej niż po prostu mijanie na korytarzu w szkole, a z Edith nie dość, że pracowała, to jeszcze przez ostatnie kilka miesięcy istniały plany, że miała łączyć nazwisko. Nie z własnej woli, wszak to były interesy i umowy pomiędzy ich rodzinami, pomysł rodziców, teraz jednak nie miało to większego znaczenia, bo i zaręczyny zostały w lipcu zerwane, a choć ona i Sauriel jeszcze potem byli razem widziani i może do czegoś to dążyło, to raczej nie do ślubu. Victoria odetchnęła, podchodząc bliżej panny Rookwood, ale przy tym rozejrzała się czujnie dookoła, czy przypadkiem zaraz ktoś nie wybiegnie zza jakiegoś budynku. Najwyraźniej jednak mundur aurora był na tyle charakterystyczny, a srebrne wstawki odbijały przeróżne światła, że ludzie zwykle widzieli, z kim mają do czynienia i jej nie atakowali przez te kilka godzin, odkąd była w Magicznych Dzielnicach.

– Jest straszny chaos, w Ministerstwie też – odparła jej. Edith najwyraźniej nie miała dzisiaj dyżuru w pracy i sytuacja zastała ją najwyraźniej w domu, a co prawda była częścią czarodziejskiego Pogotowia Ratunkowego, ale oni przeszkoleni byli do sprzątania skutków wypadków, a nie radzenia sobie z wypadkami takimi jak ten, Victoria więc nie widziała w tym niczego podejrzanego. – Podejrzewam, że wezwą was jak już to wszystko się skończy i… – tutaj westchnęła. – Trzeba będzie posprzątać – w tym również wyczyścić mugolom pamięć, bo w takich warunkach czarodzieje próbujący dogasić swoje domy rozsiane po Londynie czy w innych miejscowościach (bo w tym momencie Victoria wiedziała już, że to nie tylko Londyn był atakowany, a z początku tak właśnie myśleli) nie zwracali uwagi na to, że rzucają czary przy kimś, kto nie powinien tego widzieć…

Dlaczego Victoria tutaj była… Narażała się, owszem, ale za to jej płacili i to niemało. Pod tym względem nie mogła narzekać na swoją pensję, bo Niewymowni, aurorzy i brygadziści BUM-u, za ryzyko wpisane w pracę, dostawali bardziej niż przyzwoitą wypłatę. A tak się składało, że gdy rozpoczął się o 20:00 atak, była jeszcze w pracy… Czuła się do tego więc zobowiązana, choć bala się też o resztę swojej rodziny – ojca na dyżurze w Mungu, Primrose, która dopiero co wróciła z Francji, matkę i Daphne, o których nie wiedziała, jaki miały grafik, czy były w pracy, czy w domu…

– Nie jesteś ani pierwsza, ani zapewne ostatnia… – mruknęła, patrząc teraz na Edith. Victoria nie miała tych wątpliwości co Edith odnośnie tego, jak powinna się do niej zwracać. – Zgłoszenie niewiele da, oprócz odnotowania, że zostałaś zaatakowana – Victoria skrzywiła się. – Dobrze się czujesz? – zapytała jeszcze, z tej odległości widząc, że Rookwood oblana jest dość hojnie czerwoną farbą. Ubrania to tam mały problem w obliczu wszystkiego, ale czy ta maź… nie robiła jej  krzywdy?

edytka rokłudowa
— you're insane —
GOD FORBID a girl
carry on her FAMILY LEGACY

wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
mocny, niedbały makijaż oczu | długie, najczęściej rozpuszczone włosy prawie zawsze w nieładzie | neutralny wyraz twarz | dołeczki, gdy się uśmiecha | lekko odstające uszy | budowa szczupła, ale i kobieca | 170 cm wzrostu | blada skóra bez skazy oraz rumieńców | drogie szaty w kolorze głębokiej czerwieni, zieleni lub czerni | dużo pierścieni oraz srebrnych bransolet | pachnie świeżym praniem, owocami, ale i odrobiną dymu papierosowego

Edith Rookwood
#6
17.08.2026, 14:26  ✶  

Powoli schodził z niej ten cały szok oraz strach. Była w towarzystwie znajomej osoby i to aurora, i chociaż ten mundur i odbijające światło elementy nie robiły na Edith żadnego wrażenia — szczególnie, że przed chwilą była świadkiem tego, jak Victoria nie daje rady wyczarować zwykłego Lumos, jednego z pierwszych zaklęć jakich uczyli się będąc w Hogwarcie — to czuła się całkowicie bezpieczna.

Rozsądek podpowiadał jednak, że nie może pokazać tej pewności i warto jeszcze trochę pozgrywać ofiarę, w końcu zawsze taka niewinna była i bez skazy, i swoim zachowaniem na tę farbę oraz nienawistne krzyki sobie nie zasłużyła, prawda?

Jest straszny chaos, w Ministerstwie też. Prawie prychnęła słysząc te słowa. Niczego innego się  po Ministerstwie Magii właściwie nie spodziewała, ale to tylko upewniło ją w przekonaniu, że obecnie sprawujący władzę czarodzieje oraz czarownice są kompletnie bezużyteczni. Zgadzała się z działaniami Czarnego Pana, to prawda, ale może naiwnie liczyła, że Ci na wyższych stołkach zrobią cokolwiek by przygotować ich na zmasowany atak. Czarnoksiężników było stosunkowo niewielu, a i tak potrafili zrobić zamieszanie, chociaż tego co działo się w Anglii, nie można było nazwać zamieszaniem, a kompletną destrukcją. Ale, co by się stało, gdyby zaatakowali ich mugole — wszyscy niemagiczni mieszkańcy Londynu vs. społeczność czarodziejska zamieszkująca miasto. W głowie Edith rysowały się jeszcze gorsze obrazy.

Ostatecznie to przemilczała. Na większość słów odpowiadała kiwnięciami głowy oraz westchnięciami pełnymi zadumy może, rozejrzała się nawet wokół z niepokojem w oczach oraz smutkiem, że niby czuła współczucie patrząc na to wszystko co się wokół nich dzieje — chociaż w rzeczywistości, wcale tak nie było.

— Jestem tylko zszokowana, ale trochę bardziej tym co się wokół nas dzieje, niż swoim obecnym stanem, do ostracyzmu troch przywykłam. — wzruszyła ramionami, jakby to było nic, zupełnie codzienna sprawa, że zostaje oblana farbą przez przypadkowych ludzi, ale bycie Rookwoodem trochę właśnie takie było. Nawet, jakby była dobrym człowiekiem, to i tak spisywano ją na straty, dlatego nie warto było się starać, Pomijając fakt, że na poklasku ze strony pospólstwa nigdy Edith nie zależało.

— Próbowałam kontaktować się z rodziną, ale mam wrażenie, że wszyscy jesteśmy od siebie odcięci. — mruknęła zaniepokojona. W głębi duszy wiedziała, że nic im nie jest, warto było jednak poudawać zmartwioną kuzynkę czy córkę. — Trochę mydła i ciepła woda, i powinnam się domyć — znów spojrzała na swoje dłonie i czerwień pokrywającą bladą skórę, westchnęła, ale już teraz na poważnie, bo w końcu o nią chodziło, a nie zupełnie obcych ludzi. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że to normalna farba, nic z czym sobie nie będzie mogła poradzić, ale pozory mogły myli, więc spodziewała się najgorszego. — Właściwie to, jak wygląda sytuacja? Dotknięty jest tylko Londyn czy cała Anglia płonie? — spytała, maskując swa ciekawość zmartwieniem, które wyraźnie rysowało się w brzmieniu jej głosu.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Raczej Ci to niepotrzebne, ale mam Kłamstwo I w Przewagach, więc sobie udaje przejęcie do Viki i jestem/będę jeszcze bardziej kłamczuszkiem w kolejnych postach Słodziutki


charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#7
19.08.2026, 01:45  ✶  

To na tych najprostszych czarach czarodzieje się zwykle wykładali, bo byli zbyt pewni siebie przy ich rzucaniu. Przy skomplikowanych wiedziałeś, że musisz się skupić, żeby nie rzucać go na odpierdol, ale uniesienie piórka? Ach, przecież wystarczy smagnąć dłonią dzierżącą różdżkę niby biczem i już, przecież rzucało się to już tysiące razy, co może pójść nie tak? Wszystko. Tym bardziej, gdy byłeś zmęczony i oszczędzałeś energię właśnie na te trudne czary. Victoria była już na nogach i w terenie dzisiaj tak długo, że nie potrafiła się przejąć bardziej, że jej zaklęcie nie wyszło.

Czarodzieje nie spodziewali się ataku na taką skalę. Nie spodziewali się, że w losowy piątek u początku września, Voldemort postanowi spopielić Londyn i nie tylko. W tajemnicy mówiło się o wizjach, jakie jasnowidze mieli – o jesieni, o ogniu… ale był dopiero początek września. Liście nie zdążyły się nawet jeszcze zażółcić i zaczerwienić, niczym ten ogień na gałęziach, ci, którzy o tych wizjach wiedzieli, myśleli, że cokolwiek złego się stanie – nastąpi to później. Może w Mabon? W Samhain? W jakieś dni pomiędzy, gdy już liście zaczną mocno opadać z drzew, a nie… nie ósmego września. Ale Ministerstwo nie było przygotowane. Ministerstwo nigdy na nic nie było gotowe. Ministerstwo nie słuchało. Ministra nie słuchała. Szefowie departamentów myśleli chyba, że Voldemort to tylko krótkie zagrożenie.

– Nie powinnaś była do tego przywyknąć – odparła jej tylko. Victoria, na przykład, była zbyt dumna, by pozwolić innym na pomiatanie sobą, na jawny okaz braku szacunku.

– Nie skontaktujesz się teraz z nimi. Sieć fiuu jest w dużej mierze odcięta, wiele kominków jest zniszczonych. Sowy nie są w stanie lecieć w takich warunkach. Zostaje teleportacja, ale ten dym jest wszędzie i dusi, łatwo stracić przytomność albo się rozszczepić – Victoria nie wiedziała, że sowy przy okazji były atakowane przez Śmierciożerców. Że wiele z nich tej nocy po prostu zginęło wcale nie przez dym czy ogień, a wymierzone w nich zaklęcia. A kominki, prócz tego, że domy były zniszczone, to dodatkowo były rozwalane przez Naśladowców Czarnego Pana. Wielu czarodziejów było więc uwiezionych, uziemionych… I to nie tylko w Londynie. – Chyba, że masz lusterko dwukierunkowe. Ale nie wiem czy jesteś w zasięgu – dodała. – Mam nadzieje, że faktycznie woda i mydło wystarczą – powiedziała, z jakimś takim napięciem w głosie i zaraz się rozejrzała, bo stanie tutaj i rozmawianie to nie  był najszczęśliwszy pomysł pod słońcem. – Jest źle. Londyn, Dolina Godryka, Little Hangleton i wiele innych miejsc płonie – powiedziała, wiedząc doskonale, że rezydencja rodowa Rookwoodów znajdowała się właśnie tam. Nie miała też kontaktu z Saurielem, nie wiedziała, czy jest bezpieczny, chociaż nie mieszkał już w rodowej, a przeniósł się ze swoim wampirzym stwórcą do Londynu. – Chodź, nie powinnyśmy tutaj tak stać. Tu nie jest bezpiecznie. Jeśli nie masz się gdzie zatrzymać, to idź do Ministerstwa. W atrium, co prawda jest chaos, ale nikt nie ośmielił się atakować Ministerstwa. Możesz pójść do swojego biura i to przeczekać. Nie wiem jak długo to jeszcze potrwa, budynki zapalają się co jakiś czas, wiele się zawaliło – w jej głosie słychać było pewne napięcie, widoczne to było też w jej ruchach i tym, że nie skupia wzroku na Edith, a bardziej na otoczeniu.

edytka rokłudowa
— you're insane —
GOD FORBID a girl
carry on her FAMILY LEGACY

wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
mocny, niedbały makijaż oczu | długie, najczęściej rozpuszczone włosy prawie zawsze w nieładzie | neutralny wyraz twarz | dołeczki, gdy się uśmiecha | lekko odstające uszy | budowa szczupła, ale i kobieca | 170 cm wzrostu | blada skóra bez skazy oraz rumieńców | drogie szaty w kolorze głębokiej czerwieni, zieleni lub czerni | dużo pierścieni oraz srebrnych bransolet | pachnie świeżym praniem, owocami, ale i odrobiną dymu papierosowego

Edith Rookwood
#8
19.08.2026, 23:21  ✶  

Edith nie przywykła. Z zemstą czekała jednak do samego końca. Na razie, nie mogła zbyt wiele zdziałać — była zwykłym pracownikiem ministerstwa, nie miała tyle władzy, by komukolwiek zagrozić, wiedziała jednak, że w przyszłości się to zmieni — jak dalekiej trudno było ocenić.

Nie wcinała się jej w słowa. Mogłaby powiedzieć wiele, że naprawdę źle się dzieje w ich kraju i, że to niepoważne, że grupka czarodziejów potrafi rozniecić tak wielki chaos w czasie jednej nocy i, że ktoś powinien coś z nimi zrobić, ale oprócz tej farby na twarz, nie obchodziło ja to, że działy się rzeczy okropne, które zapiszą się na kartach historii i o których będą pamiętać czarodzieje i czarownice przez wiele, wiele następnych lat. Miała w sobie na tyle taktu, a może po prostu Viktorię najzwyczajniej na świecie lubiła, że nie chciała jej jeszcze bardziej męczyć. Bo wyglądała, jak ktoś na granicy, jak ktoś kto obawia się każdej ciemnej uliczki, każdego zakamarka czy czarodzieja spoglądającego na nich niezbyt przyjaźnie. Ale chyba miała ku temu powodu, w końcu Edith również została zaatakowana. Nie był to może atak niezwykle brutalny, ale dalej atak.

— Nie martw się o mnie, ja dam sobie radę, mieszkam niedaleko, więc myślę, że uda mi się bezpiecznie dotrzeć do domu. Powinnaś pomyśleć o sobie i swoim bezpieczeństwie, obawiam się, że w tym stanie już nikomu nie pomożesz. Jeśli chcesz to możesz zatrzymać się u mnie, przynajmniej na chwilę. Nie nalegam, ale trochę też nalegam. — w jej spojrzeniu pojawiło się zmartwienie. Sama sobie nie potrafiła wytłumaczyć skąd ta propozycja. Wydawało jej się zawsze, że nie posiada w arsenale swoich uczuć czegoś takiego jak współczucie czy troska o kogokolwiek, kto nie jest członkiem jej rodziny. Spalona Noc udowodniła jej jednak, że oni — czarodzieje i czarownice czystej krwi zawsze powinni trzymać się razem. No i Lestrange, była obecnie jedyną osobą, która sama wyciągnęła w jej stronę pomocną dłoń. A ona, nie lubiła być nikomu dłużna. Zaproszenie do swojego domu, do miejsca, gdzie oprócz ojca i naprawdę bliskich jej sercu osób nie dostawał nikt było pewnego rodzaju poświęceniem.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#9
20.08.2026, 02:59  ✶  

Victoria przede wszystkim nie była pewna, że to, co się działo, to faktycznie sprawka grupki czarnoksiężników, czy może jednak to Voldemort, jakimś okropnym rytuałem i mocą zaczerpniętą prosto z Limbo, zdołał zrobić to, co właśnie działo się w Anglii. Jeśli tak, to jego moc była straszliwa… i jednocześnie Victoria nie wyobrażała sobie, że po takim wyczynie nie potrzebowałby odpocząć. Martwiło ją to, co może w związku z tym mieć miejsce podczas Samhain – nie dlatego, że Voldemort miałby znowu chcieć rozrywać zasłonę pomiędzy ich światem, a światem duchów, a dlatego, że zabranie stamtąd energii chwiało równowagą, i anomalie ciągle miały miejsce w Anglii.

A co, jeśli to nie Voldemort rozpętał te pożary, tylko wyliczył, kiedy jakieś skoncentrowanie energii osiągnie szczyt i po prostu z tego skorzystał, próbując spętać tę moc?

– Chyba w żadnym domu nie jest teraz bezpiecznie – wymamrotała, ale westchnęła. – To nic, potrzebuję tylko chwilę odpocząć. Nie wiem też co z moją rodziną, nie miałam z nikim kontaktu – Victoria martwiła się o wiele spraw. O swoje siostry, o rodziców (tak, o matkę, z którą miała tak napiętą relację, również), o swoich przyjaciół, o swoje koty w kamienicy na Pokątnej, o Sauriela – na Panią Księżyca, o niego martwiła się chyba najbardziej, bo widziała tatuaż na jego przedramieniu. – Dobrze… Ale tylko na chwilę – spróbowała się uśmiechnąć, co wyszło jej dość blado. Potrzebowała tylko chwilki. Tłumaczyła to sobie tym, że przynajmniej upewni się, że Edith nikt nie napadnie po drodze, że nic jej się nie stanie i że bezpiecznie dotrze przynajmniej do domu. A w domu… Jeśli jej dom zacznie płonąć, to może gdy ona tam będzie, będzie mogła zareagować i go przynajmniej ugasić? Victoria nie była jeszcze świadoma, że niektóre lokaje zostały naznaczone w zupełnie inny sposób…

Rzuciła jeszcze zaniepokojone spojrzenie za siebie i zaraz ruszyły w kierunku wskazanym przez Rookwood.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edith Rookwood (1705), Victoria Lestrange (2106)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa