Wczoraj, 22:49 ✶
Życje najwyraźniej nie chciało, aby Robert zbyt szybko pomógł Zakonowi, co nie oznaczało, że los nie upomniał się w końcu i o Croucha. W sumie to wszystko zaczęło się od tamtej rodziny, której pomogli Guinevere i Anthony. Mugolacy, którzy przebywali w Londynie bez odpowiednich dokumentów, a po Spalonej Nocy i ataku na jedną z córek, postanowili uciekać. Oczywiście pomogli im a w podziękowaniu rodzina Phat wskazała im kolejnych czarodziejów w podobnej sytuacji.
I tym sposobem Zakon trafił do innych potrzebujących pomocy, a w jednym z przypadków pomoc Roberta mogła się okazać nieoceniona.
Podobnie jak było za pierwszym razem, gdy wypłynął temat Zakonu, Jonathan zaprosił kuzyna do swojego gabinetu po pracy. Tym razem jednak z biurka Selwyna zniknęły niemal wszystkie rzeczy, a zamiast tartaletek, Crouch został uraczony ciastem cynamonowym i kawą.
– Mam nadzieję, że wypiek ci smakuje – powiedział, gdy już usiedli, sięgając do jednej z szyflad biurka. – Merkucjo testował nowy przepis i był całkiem zadowolony z efektów, a ja uważam, że całkiem słusznie, ale mniejsza o to. – Wyjął czerwoną teczkę i przysunął ją w stronę Roberta. Jeśli czarodziej ją otworzył mógł zobaczyć zdjęcie dwóch śmiejących się osób. Kobiety w średnim wieku o ciemniejszej karnacji i dziewczynki, która nie mogła mieć więcej, niż osiem lat.
– Pani Chantrea Khiavi i jej córka Diana Stock. Pani Khiavi wyjechała z Kambodży jakieś dziewięć lat temu, czy też raczej z niej uciekła i no cóż… W Wielkiej Brytanii przebywa nie do końca legalnie. Jej córka urodziła się już tutaj, jej ojciec był białym Anglikiem i naciskał, aby dziecko miało jego nazwisko po czym uznał jednak że życie rodzinne nie jest dla niego i zniknął bez śladu. Z tego co rozumiem był mugolem i nieszczególnie dobrze przyjął wieść o magicznych zdolnościach swojej partnerki. Sama pani Khiavi jest mugolaczką i niestety została obrana za cel ataków podczas Spalonej Nocy. Jak sam pewnie rozumiesz zmotywowało ją to do szybkiego opuszczenia kraju. We Włoszech czeka na nią rodzina, tylko że widzisz… Podczas pożaru część potrzebnych do ucieczki dokumentów uległa spaleniu w tym akt urodzenia Diany. Ta włoska rodzina to mugole, pani Khiavi chce aby jej córka miała tam spokojne życie w obu światach. Jak zauważyłeś Diana ma inne nazwisko. Nie przypomina też szczególnie swojej matki, co zwiększa szanse na dodatkowe problemy i podważanie pokrewieństwa podczas legalizacji spraw we Włoszech. Gdyby tylko znalazła się dobra dusza, która byłaby w stanie odtworzyć akt urodzenia, tak aby ułatwić tej biednej kobiecie ucieczkę…
I tym sposobem Zakon trafił do innych potrzebujących pomocy, a w jednym z przypadków pomoc Roberta mogła się okazać nieoceniona.
Podobnie jak było za pierwszym razem, gdy wypłynął temat Zakonu, Jonathan zaprosił kuzyna do swojego gabinetu po pracy. Tym razem jednak z biurka Selwyna zniknęły niemal wszystkie rzeczy, a zamiast tartaletek, Crouch został uraczony ciastem cynamonowym i kawą.
– Mam nadzieję, że wypiek ci smakuje – powiedział, gdy już usiedli, sięgając do jednej z szyflad biurka. – Merkucjo testował nowy przepis i był całkiem zadowolony z efektów, a ja uważam, że całkiem słusznie, ale mniejsza o to. – Wyjął czerwoną teczkę i przysunął ją w stronę Roberta. Jeśli czarodziej ją otworzył mógł zobaczyć zdjęcie dwóch śmiejących się osób. Kobiety w średnim wieku o ciemniejszej karnacji i dziewczynki, która nie mogła mieć więcej, niż osiem lat.
– Pani Chantrea Khiavi i jej córka Diana Stock. Pani Khiavi wyjechała z Kambodży jakieś dziewięć lat temu, czy też raczej z niej uciekła i no cóż… W Wielkiej Brytanii przebywa nie do końca legalnie. Jej córka urodziła się już tutaj, jej ojciec był białym Anglikiem i naciskał, aby dziecko miało jego nazwisko po czym uznał jednak że życie rodzinne nie jest dla niego i zniknął bez śladu. Z tego co rozumiem był mugolem i nieszczególnie dobrze przyjął wieść o magicznych zdolnościach swojej partnerki. Sama pani Khiavi jest mugolaczką i niestety została obrana za cel ataków podczas Spalonej Nocy. Jak sam pewnie rozumiesz zmotywowało ją to do szybkiego opuszczenia kraju. We Włoszech czeka na nią rodzina, tylko że widzisz… Podczas pożaru część potrzebnych do ucieczki dokumentów uległa spaleniu w tym akt urodzenia Diany. Ta włoska rodzina to mugole, pani Khiavi chce aby jej córka miała tam spokojne życie w obu światach. Jak zauważyłeś Diana ma inne nazwisko. Nie przypomina też szczególnie swojej matki, co zwiększa szanse na dodatkowe problemy i podważanie pokrewieństwa podczas legalizacji spraw we Włoszech. Gdyby tylko znalazła się dobra dusza, która byłaby w stanie odtworzyć akt urodzenia, tak aby ułatwić tej biednej kobiecie ucieczkę…