• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
"Trzymaj ręce przy sobie..." | Castiel & Fergus 29 kwietnia 1972

"Trzymaj ręce przy sobie..." | Castiel & Fergus 29 kwietnia 1972
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#11
04.02.2023, 21:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.02.2023, 21:54 przez Castiel Flint.)  
- Badania nad likantropią. Zbieram jeszcze galeony na potrzebne akcesoria i będę mógł zająć się tym, co planuję od dwóch miesięcy. - odparł lekkim tonem, nie wprowadzając go teraz w szczegóły dotyczące oczywiście pobierania krwi od wściekłego wilkołaka pozbawionego eliksiru tojadowego. Nie chciał psuć atmosfery. Na chwilę świat się zatrzymał i zamknął w tych trzydziestu minutach. Próbował nacieszyć się chwilą lecz ta nieuchronnie ulatywała. Nie chciało mu się już rozmawiać o Malfoyach, o prawdopodobieństwach, o niczym co nie miało związku z ich relacją. Tylko w takich osobliwych spotkaniach gdzie nikogo wokół nie było mogli poruszać intymne sprawy. Z tego powodu pozwalał dłoniom błądzić pod jego koszulką, drapać jego plecy i całować. Mimo wszystko Fergus przyciągał uwagę do tych prozaicznych tematów. Ech, skoro mus to mus.
- To, co zawsze. Kapryśny artefakt prysnął magią mi w twarz. Musimy o tym mówić?- dopytał z lekkim zniecierpliwieniem i zacisnął palce na jego biodrze, mając ochotę na luźniejsze tematy na przykład…
- Możemy porozmawiać o planach związanych z randką na jachcie. Masz jakieś preferencje co chciałbyś tam ze mną robić?- zapytał cicho, a uśmiech czający się w kącikach ust zdradzał, że miałby parę gorących pomysłów. Mimo wszystko chciał poznać jego oczekiwania. Nie mógł się doczekać aż będą tam sami i to nieograniczoną ilość czasu.
Ten jednak postanowił łaskotać, co było dla Flinta niedopuszczalne. Zbyt wrażliwy na łaskotki dążył do ich zaniechania więc czym prędzej łapał jego rękę i zajmował gorącym pocałunkiem, aby odwieść go od pomysłu łaskotania. Udało mu się, poczuł to po jego odpowiedzi. Wydawało mu się, że go tym zaskoczył i jednocześnie ucieszył więc pogłębił pocałunek, zabierając mu oddech i miał nadzieję, racjonalność. Po chwili powróciła myśl związana z opuszczeniem szpitala zanim Bulstrode odkryje, że salka jest tymczasowo zamknięta. Uśmiechnął się szczęśliwie słysząc jego odwzajemnienie, zapisując sobie w pamięci wyraz jego twarzy. Nie miał pojęcia co się później stało lecz w pewnej chwili odkryli, że łóżko jednak jest jednoosobowe. Fergus mu spadł, a gdy próbował go chwycić został lekko pociągnięty i również zleciał na podłogę z tym, że na kolana i jedną rękę, tuż nad Fergusem. Miał go niemal pod sobą.
- Mógłbyś się przy mnie nie ranić i nie zabijać? Zacznę wierzyć w klątwę pecha.- poprosił z krzywą miną i pogładził go po kolanie. Nie powinien tego robić. Miał pomóc mu wstać, schować się pod kołdrę i grzecznie stąd wyjść. Zamiast tego wrócił do pocałunku… tak, na tej podłodze. Tym razem zacisnął zęby na jego dolnej wardze, wsunął wolną rękę w roztrzepane włosy i przycisnął wargami jego usta, całując go intensywnie i bez tchu. Przesunął dłoń po jego brzuchu i zatrzymał na pachwinie. Nie powstrzymał się aby przesunąć palce kilka cali dalej, na jego krocze. Czekał na pospieszny wdech związany z uzmysłowieniem sobie jak bardzo nieracjonalnie się teraz zachowuje. Non stop cieszył się, że może go teraz dotykać. Zachowywał się tak jakby musiał odrobić sobie te dni rozłąki i nieudane popołudniowe wyjście na obiad. Wtedy też, gdy tylko rozmasował to wrażliwe miejsce, oderwał się od jego warg, sprawdzając czy są dobrze unerwione od tego jak je teraz potraktował. Były.
- Opisz mi w liście w jaki sposób dokończymy to spotkanie na jachcie.- szepnął, próbując go skłonić do większej namiętności w słowach pisanych. Zaraz to bezczelnie się podniósł i pomógł mu wstać, a następnie przypilnował by leżał w łóżku. Nie siadał już obok niego ale uśmiechał się zawadiacko, zupełnie jak nie Castiel Flint.
- To była zemsta za łaskotki. Zbieram się już do wyjścia. Będę czekał na list. Najlepiej zacznij pisać go od razu.- podał mu z szafki pergamin i pióro, kładąc obie rzeczy na jego kolanach. Rozwiązał włosy i je poprawił aby nie wyglądać jakby właśnie skończył macać jednego z pacjentów.
- Do zobaczenia niebawem.- uśmiechnął się od ucha do ucha i z taką oto ucieszoną miną otworzył zasuwę w drzwiach i wyszedł, opuszczając szpital.

[opuszczam lokację]
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#12
05.02.2023, 20:55  ✶  
Pytania na temat likantropii same cisnęły mu się na usta. Powinien dociekać; wręcz wypadało, biorąc pod uwagę to, jaki był ciekawski. Zwłaszcza, gdy coś dotyczyło Castiela. Chciał wiedzieć, co to za badania, na jakim etapie już był i ile go to będzie kosztowało - nie tylko w kwestii pieniężnej, ale również zdrowia i bezpieczeństwa, skoro większość społeczeństwa była dość cięta na wilkołaki, szczególnie w świetle ostatnich wydarzeń i ataków. Musiał się też dowiedzieć, co to za wypadek i artefakt, że Flint trafił do szpitala pod opiekę Bulstrode. Nie zajmowała się byle jakimi przypadkami, zdawał sobie z tego doskonale sprawę. Jeśli Cas uszkodził się na tyle, że nie potrafił sobie poradzić sam, musiało to być dość skomplikowane i przy tym kłopoczące. Blondyn szybko jednak uciął jego rozważania, odmawiając dalszej rozmowy na te tematy. Nie był tym zadowolony, ale rozumiał. To ta nuda wywołana leżeniem w szpitalnym łóżku skłaniała go do rozmów bardziej niż by tego chciał. W towarzystwie nie potrafił zamknąć ust. Tak mu się przynajmniej wydawało.
W reakcji na zadane mu pytanie poczuł, jak krew napływa mu do twarzy, zapewne sprawiając, że skóra na jego policzkach przybrała ciepły odcień. Miał całe mnóstwo pomysłów, które mógłby z nim zrealizować nawet teraz, gdyby tylko nie znajdowali się w miejscu publicznym (choć teraz chwilowo zamkniętym). Czy wypadało w ogóle mówić o tym na głos? I tak nie potrafiłby ubrać tego w odpowiednie słowa, nigdy nie był dobrym mówcą, ani tym bardziej poetą. Pokazałby mu to wszystko bez zbędnych zdań, hamując chęć przekomarzania się, która rodziła się w nim za każdym razem, gdy widział ten zawadiacki uśmiech Castiela, w którym zakochiwał się najbardziej ze wszystkich jego wersji. Badałby jego ciało palcami, ucząc się go i poznając jak nowo odkrytą mapę. Prowadziłby jego własne dłonie, by poruszały się według woli Fergusa. Spijałby pocałunki z jego warg, aż obu zabrakłoby tchu i musiałby się od niego oderwać, by po złapaniu pierwszego oddechu tworzyć ustami ścieżki na jego skórze. Mógłby mu to powiedzieć, tego oczekiwał od niego Castiel, ale nie byłby sobą, gdyby nie postąpił zupełnie inaczej, w złośliwy sposób atakując go łaskotkami.
Zapominał o istnieniu otaczającego ich świata, zatapiając się w bliskości Castiela i tracąc resztki rozumu, który podpowiedziałby mu, że wszelkie gwałtowne ruchy były niewskazane. Może gdyby tak łatwo się temu nie poddał, nie leżałby teraz obolały na posadzce, spoglądając na twarz wiszącego nad nim mężczyzny. Zdawało się, że wylądował z o wiele większą gracją od niego, mając przy tym przewagę. Nici z kolejnej zemsty. Wciąż wisiał mu tę pierwszą, po wrzuceniu go do jeziora. Woda podobno miała otrzeźwiać, ale od tamtego momentu miał wrażenie, że cały czas był na haju. Uzależnił się od obecności Castiela, czując euforię na jego widok i niepokój, gdy tylko go brakowało.
- To tylko przyciąganie katastrof, mówiłem ci już o tym - zaśmiał się z ochrypniętym od wysiłku głosem. Wciąż miał nieco zamglone spojrzenie, kiedy spoglądał w błękit oczu Castiela; nie otrzeźwił go nawet upadek. - Jesteś po prostu jak magnes.
Może nawet zbyt silny magnes, na tyle przyciągający, że nawet podłoga zdawała się najwygodniejszym materacem w chwili, gdy pochylił się nad nim, a ciepły oddech na twarzy Ollivandera zwiastował zbliżający się kolejny pocałunek. Nawet nie chciał teraz myśleć o tym, co by się stało, gdyby ktoś zdecydował się teraz otworzyć drzwi. Odrzucił te myśli w tył głowy, skupiając się jedynie na dotyku Castiela wywołującym uczucie przepływającego przez jego ciało prądu. Jęknął cicho pod wpływem szarpnięcia zębów na jego wardze i dłoni wędrującej w dół jego brzucha. Wsunął dłonie pod jego koszulę na plecach, przyciągając go bardziej w swoją stronę, choć pozycja i to, że wciąż znajdowali się na podłodze, utrudniały mu zadanie. Przesuwał ręce po jego skórze, zatrzymując jedną z nich w końcu na biodrze, ale zaraz zamarł na moment, przerywając pocałunek i wciągając powietrze ustami, gdy zorientował się, gdzie zawędrowały palce Flinta. Posłał mu niepewne spojrzenie, mające przypomnieć o tym, gdzie się znajdowali. Jeśli jednak jedyna racjonalna osoba w tym towarzystwie straciła resztki rozumu na rzecz chwili przyjemności, mógł na to przystać. Bez ryzyka nie ma zabawy, tak się chyba mówiło. Przyciągnął go do kolejnego pocałunku, jeszcze bardziej zachłannego od poprzednich, opierając prawą rękę na jego plecach, by bardziej jej nie uszkodzić, a lewą próbując wsunąć za pasek jego spodni, podczas gdy Castiel masował tworzące się między jego nogami wybrzuszenie. Oddychał szybko, urywanie, wciąż starając się wypchnąć lęk przed nakryciem ze swojej głowy. Znów jęknął w momencie, gdy usta blondyna zbliżyły się do jego ucha. Otworzył gwałtownie oczy, gdy zorientował się, co się dzieje. Nie! Nie zrobisz mi tego, prawda?
- Co? - wyrwało mu się nieświadomie, gdy po wypowiedzianych słowach Castiel zaczął się podnosić. Przyglądał mu się zszokowany i owładnięty uczuciem niespełnionego pożądania, podpierając łokciami na podłodze, by lepiej widzieć poprawiającego ubranie mężczyznę. Niechętnie podał mu ofiarowaną dłoń, podejmując bezskuteczną próbę ponownego pociągnięcia go w swoim kierunku. - Tak się nie robi, wiesz? - mówił z wyrzutem, a jego twarz wykrzywiał grymas pełen rozpaczy, zupełnie nie współgrający z uśmiechem Castiela wyrażającym zadowolenie z siebie. - Naprawdę jesteś okropnym człowiekiem, najgorsze stworzenie świata nie obmyśliłoby tak okrutnej zemsty - gadał, wciąż buntując się przeciwko umieszczeniu go w łóżku. Próbował drażnić Castiela, zahaczyć ustami o jego własne, ale złapał jedynie jego policzek, co - na jego własne nieszczęście - ten mógł odebrać jako przymilną zgodę i pożegnanie. W dupę sobie wsadź ten list! Mogłeś to mieć na żywo. Gdy tylko Flint zniknął za drzwiami, a Fergus dopiero teraz zorientował się, że cały czas byli bezpieczni z powodu zasuwy, strącił pergamin i pióro na podłogę. Ukrył twarz w dłoniach, warcząc głośno z frustracją i licząc na to, że nikt go nie usłyszy. Miał ochotę udusić Castiela gołymi rękami, a jednocześnie po prostu złapać w objęcia i przyciągnąć do siebie. Podniósł się z łóżka, w pierwszej chwili myśląc o tym, żeby go dogonić, ale w tym stanie nie miało to racji bytu. Zamiast tego złapał ręcznik znajdujący się w szufladzie komody i znalazł nowy cel swojej wędrówki. Potrzebował prysznica. I nigdy wcześniej nie pomyślałby, że szpitalna łazienka zostanie tym miejscem, do którego udajesz się w samotności, by marzyć o innych.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Castiel Flint (3420), Fergus Ollivander (4404)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa