rzut na rozpraszanie w celu usunięcia głosów z głowy i uniemożliwienie dalszej ingerencji w swoje myśli
Krytyczny sukces!
rzut na translokacje w celu uniesienia istoty która przemawiała głosem Roberta i wyrzucenia ją daleko w las
Sukces!
Żołądek podleciał jej do gardła, umysł zaczął panikować – bo skoro spadają, to znaczy, że byli gdzieś wysoko? Victoria bała się wysokości, bała się właśnie spadania, bała się uderzenia o podłoże, chwilowego bólu, który miał zgasić światło jej życia. Przymknęła oczy… I wtedy nastąpiło uderzenie. Twarde, i zarazem miękkie, kiedy ciało zanurzyło się pod wodą, kończyny rozłożyły na boki nawet nie z własnej woli. Kobieta mocno ściskała swoją różdżkę, jak takiej deski, która miała ratować. A później wynurzyła się instynktownie i głośno nabrała powietrze w płuca. Zabawne. Najpierw jej paniczny lęk: lot i spadanie. A następnie to, jaką formę przyjmuje jej bogin: ona sama tonąca w wodzie. Dwa strachy w jednym – chociaż nie bała się wody. Chyba bała się samego tonięcia, braku powietrza w płucach, zastąpionego wdzierającego się doń wodą. Tę jednak wypluwała, kiedy na czworaka wypełzła na brzeg. Woda ściekała z jej ubrań, twarzy i włosów, które kleiły się jej do skóry, aż drżącą dłonią przetarła oczy i usta, i odgarnęła część włosów, które i tak miała splecione (choć już nie tak idealnie jak na początku Beltane).
Rozejrzała się na boki i przed siebie. Nie była sama, dostrzegła Mavelle i Patricka, to dobrze, a potem… To miejsce… Wyglądało znajomo.
– Żyjecie? – zapytała i podniosła się, nadal wpatrując w rysujące się przed nimi przejście. – To tu. To miejsce widziałam… wtedy. Widziałam też Voldemorta i trzech innych Śmierciożerców. I rudowłosą kobietę, która… Ona potrzebowała pomocy, czułam to wtedy całą sobą – teraz to widzieli, musieli więc jej uwierzyć! Tamta moc, to było coś, czego nigdy wcześniej nie czuła… Coś trochę… jak ta, która pchała ją w ramiona Sauriela jeszcze zanim zaczął się chaos. - Mavelle, jesteś w stanie się stąd skontaktować z resztą? Powiedzieć gdzie jesteśmy? - osuszyła swoje ubranie zaklęciem i wskazała dłonią kierunek. - Tam szli.