• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
« Wstecz 1 2
1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I

1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#11
28.04.2023, 01:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2023, 01:13 przez Eutierria.)  
Parkiet do pojedynków zniknął dokładnie w momencie, w którym twoja różdżka uderzyła o ziemię. Według zasad, które go stworzyły, pojedynek został wygrany przez twojego przeciwnika, ale czy to na pewno była wygrana? Na pewno nie w obliczu tego, co przygotowałeś w zanadrzu.

Dostrzegłeś w jego oczach czyste przerażenie – z pewnością nie spodziewał się takiego obrotu spraw – ani że przyjdzie mu zmierzyć się z wampirem o tak destrukcyjnych umiejętnościach, ani że pozbawienie cię różdżki nie przyniesie oczekiwanego efektu. Szybko zrozumiał, że popełnił błąd i być może przyjdzie mu ponieść za to najwyższą cenę.

- Finite – krzyknął, machając różdżką jeszcze raz, próbując przerwać działanie twoich zaklęć i Nocnej mary, o której nie wiedział zbyt wiele i nie wiedział, jak jej przeciwdziałać.

Rzut Z 1d100 - 36
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 41
Slaby sukces...

Przyjaciel jegomościa, walczący dotychczas z Lorettą, również wydawał się być zaskoczony rozwojem sytuacji i odwrócił głowę w twoim kierunku. Oddziaływałeś na nich oboje, a Lestrange szybko wykorzystała sytuację. Wyglądała iście żałośnie, kiedy rzuciła się w stronę różdżki pomimo bycia związaną i wylądowała na ziemi, ale mężczyzna nie zdążył zareagować, a ona ledwo ją chwytając, zdołała rozciąć te więzy wiązką magii, a później przeturlać się na bok. Jeżeli spodziewałeś się tego, że będzie próbowała walczyć dalej, to musiałeś obejść się ze smakiem. Usłyszałeś jedynie świst powietrza, kiedy chwyciła za przygotowaną szyszkę i wzniosła się w powietrze. Przynajmniej nie pozostawiła po sobie żadnych śladów.

Longbottom nie zdołał się obronić. Twoja moc nie była na tyle opanowana, abyś mógł rozerwać kogoś na strzępy tak po prostu, ale widziałeś przynajmniej częściowe tego efekty – jego twarz zalała się krwią, kiedy pierwsza wiązka magii rozcięła mu policzek, a późnej pojawiły się kolejne i kolejne. Cofnął się na kilka kroków, ale błyski wciąż krążyły wokół niego, raniąc jego ciało. Jego przyjaciel spoglądał na to pełen obaw, aż wreszcie poddał się i spróbował odepchnąć cię w stronę drzew, nie chcąc, abyś go wykończył.

- Depulso – powiedział, celując w ciebie, z lekko trzęsącą się dłonią.

Rzut PO 1d100 - 40
Slaby sukces...

29.04
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
28.04.2023, 20:16  ✶  

Strach był pierwotny w swojej naturze. Dlatego był też taki smaczny. Mógł wywracać oczami, nie podchodzić do życia poważnie, ale w chwilach takich jak ta cała ta błaznowatość i cynizm znikały. Ustępowały miejsca zwierzęciu. Nie bójmy się tego nazwać dosłownie - to było zwierzę. W Saurielu niewiele było teraz z człowieka.

Uwaga Bestii przeniosła się na drugiego osobnika - tego, który w ten jakże mężny pojedynek ingerował. Zaklęcie przesunęło tylko dym i pył w powietrzu, ale nie zatrzymało jego samego. Ruszył w kierunku nowego celu, który chciał sobie zaskarbić jego uwagę. Udało mu się to.

- Rzuć różdżkę. Albo cię rozszarpię. - Uniósł dłoń, prezentując swoje palce, zupełnie jakby miał to zrobić ręcznie. Właściwie byłoby całkiem przyjemnie zrobić to ręcznie.* Mężczyzna przed nim i tak już trząsł się jak galareta, w mniemaniu Sauriela był podatny jak dziecko. Więc czy Sauriel był dobrym człowiekiem, że chciał puścić mężczyznę wolno? Nie. Natomiast lubił się uważać za słownego. I przede wszystkim - nie był głupi. Teraz było dwóch, zaraz mogło być 10, a miał związaną Lorettę, która do niczego się nie nadawała. Jeśli jednak mężczyzna nie był chętny uciekać, to Sauriel zamierzał do niego doskoczyć i w efekcie - zabić. Powalić go na ziemię i przytrzymać mu rękę z różdżką, żeby wbić się zębami w jego szyję i ją rozerwać.

Jeśli jednak zaczął uciekać to Sauriel uwolni Lorettę i wróci do Longottoma, żeby zagryźć jego. I nie, nie wypił go do cna. Zostawił dogorywającego.


*Mam talent Zastraszanie.

Powalenie przeciwnika
Rzut PO 1d100 - 99
Sukces!


Rozerwanie szyi
Rzut PO 1d100 - 32
Slaby sukces...


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#13
29.04.2023, 23:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2023, 23:49 przez Eutierria.)  
Mężczyzna, któremu groziłeś, zdecydowanie nie był gotowy na starcie z wampirem – na widok tego, że jego zaklęcie nawet cię nie sięgnęło, a ty wyglądałeś na łaknącego śmierci... po prostu spanikował. Omal nie upadł, wycofując się na dwa kroki, rzucił kilka dziwnych spojrzeń w stronę Longbottoma, a później zdecydował się rzucić różdżkę i wycofać, chociaż jako istota doświadczona w takich potyczkach mogłeś spodziewać się tego, że nie zechce zostawić swojego przyjaciela całkowicie samego. Pobiegł w kierunku, w którym toczyły się walki, niewątpliwie chciał więc znaleźć kogokolwiek, kto zdoła stawić ci czoła.

Nie widziałeś nigdzie Loretty, ta bowiem postanowiła wykorzystać sytuację i uciec.

Twój przeciwnik z parkietu zaklął pod nosem. Był zakrwawiony i ledwo stał na nogach, ale jego wola walki nie zgasła całkowicie. Nie musiałeś spodziewać się po nim niczego zawrotnego, bo wyglądał tak, jakby miał zaraz upaść, ale wciąż stanowił dla ciebie zagrożenie. Machnął różdżką, chcąc założyć na twoje nogi parę kajdan.

Rzut Z 1d100 - 27
Akcja nieudana

Następnie drugi raz, chcąc transmutować twoją twarz tak, żebyś nie posiadał warg, a tym samym nie mógł nikogo ugryźć.

Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!

Mężczyzna dał się powalić na ziemię z łatwością, ale kiedy przygwoździłeś go do ziemi i unieruchomiłeś jego rękę, dotarło do ciebie, że nie tylko nie możesz dokończyć tego zadania zębami. Nie mogłeś nic powiedzieć. Cokolwiek na ciebie rzucił, sprawiło, że nie czułeś swoich ust.

2.05
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#14
30.04.2023, 09:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2023, 14:49 przez Sauriel Rookwood.)  

Gdyby Sauriel miał na to wszystko chwilę dłużej to pewnie wywróciłby oczami. Nie miał. Miał jednego dogorywającego czarodzieja przy sobie i jednego mężczyznę uzbrojonego i w pełni gotowego do ataku. Walka na dwa fronty nie wchodziła w grę. Zwłaszcza, że czarodziej dogorywający to nadal czarodziej. Z tą magiczną pałką w ręku, którą najchętniej Sauriel wsadziłby większości z nich w dupę.

Słodka nagroda była na wyciągnięcie ręki. Albo raczej - na wyciągnięcie paszczy. Zgodnie jednak z przewidywaniami tego, że nawet ktoś stojący jedną nogą w grobie może narobić problemów (a wiedział na własnym przykładzie, lol) tak i Longbottom bronił się do samego końca. I wiecie co? To imponowało Saurielowi. Imponowałoby mu o wiele bardziej, gdyby nie to, że Longbottom go przy okazji wkurwił.

Przyjebał Longbottomowi prosto w ryj pięścią z całą siłą, jaką miał. A miał jej całkiem sporo.

Potem wziął tę jego zasraną różdżkę i wcisnął mu ją w oko.

Jeśli Longbottom nie będzie już dychał to Sauriel się pozbiera, żeby zorientować się w sytuacji przed sobą. Czyli na Beltane. Bo w tamten chaos wkroczy. Tylko najpierw zabierze swoją magiczną pałkę i magiczną pałkę tamtego uprzejmego pana, co ją wyrzucił.


Uderzenie w twarz piąchą
Rzut PO 1d100 - 32
Slaby sukces...


Różdżka w oko
Rzut PO 1d100 - 49
Sukces!


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#15
03.05.2023, 01:44  ✶  
Longbottom nie uniknął ciosu pięścią w twarz, ale twoja siła cię zawiodła – chociaż oczekiwałeś od siebie wiele, to uderzenie nie było na tyle silne, aby pozbawić go przytomności. Nie miał też siły na uniknięcie kolejnego, prawdopodobnie ostatecznego już ciosu różdżką w oko. Po lesie poniósł się jego paniczny krzyk, na który wciąż nie mogłeś odpowiedzieć przez zaklejone usta. Magia transmutacyjna nie była trwała, kiedyś na pewno minie, ale to zaklęcie było wykonane bardzo dobrze. Był wciąż żywy – ale już tylko przez chwilę przytomny. Balansując gdzieś na granicy śmierci, odpłynął. Zamierzałeś go dobić?

Znalezienie porzuconej różdżki nie sprawiło ci najmniejszego problemu.

Znajdowałeś się na ścieżce prowadzącej do Doliny Godryka. Czarodzieje uciekający z Beltane unikali waszej potyczki i rozprzestrzeniającego się ognia tak dobrze jak tylko potrafili, ale dostrzegałeś ich sylwetki pomiędzy płonącymi dębami. Z polany dobiegały odgłosy walki. Mogłeś się tam skierować, aby sprawdzić, kto walczy na jej obrzeżach, wtedy Mistrz Gry przeniesie cię do któregoś z toczących się tam wątków. Jeżeli zmienisz zdanie i postanowisz zająć się sylwetkami, które dostrzegłeś w lesie, wykonaj rzut na percepcję.

Rzuty: tutaj.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#16
03.05.2023, 17:10  ✶  

Gonienie się po lesie za niedobitkami, którzy spieprzali z pola bitwy i opuszczenie posterunku? Nie, nie. Szczególnie, że to było tak - odwracasz się plecami do pobojowiska, z którego mogą uciekać kolejni. I ci kolejni mogą ci strzelić prosto w plecki. No Sauriel by tamtym uciekinierom już strzelał gdyby nie to, że byli za daleko i niknęli między drzewami. Och, cóż. Jego partnerka dała dyla w las tak jak ci wszyscy wokół. Bardzo świadomie powiedział sobie samemu: "na pewno się nimi zajmie". I w pełni świadomie wiedział, że wcale nie. Wymówka jak wymówka, on sam jej nie potrzebował. Ale potrzebował go dla Roberta czy Chestara. Powodu decyzji, jakie podjął.

Dobił Longobottoma, nie zamierzając ryzykować, że ktoś go magicznie uratuje. Ktoś może został właśnie osierocony, ktoś może owdowiał. Chuja na to kładł. Na co jednak nie kładł chuja to na absolutnym wkurwieniu,. że ta ciepła krew poszła na zmarnowanie, a jego po prostu nosiło z potrzeby dorwania do niej.

Wetknął sobie drugą różdżkę za pas i wyszedł naprzeciwko Beltane, zostawiając ogień za plecami. Spełniał swoją rolę aż za dobrze - Sauriela piekły oczy od tego pierdolonego dymu i zapisał sobie w mózgu, żeby następnym razem zrobić cokolwiek innego, byle nie ogniska. Nie wiem, powódź? Jeszcze gorzej, nikt kurwa nie lubił wody w butach.

Sauriel rozglądnął się najpierw za znajomymi twarzami, takimi jak Fergus czy Nora, która wiedział, że była gdzieś w tym koszmarze. Ale to było powierzchowne rozglądnięcie się. Bo pierdolnął czarem rozsadzającym, czy też - wybuchającym, albo rozrywającym, jak kto woli - w pierwszego lepszego czarodzieja, który natknął mu się pod nogi. No chyba że go znał. Wtedy tego nie zrobił.

Sauriel pilnuje, żeby jednak trzymać swój posterunek i nie wchodzić w samo serce tego syfu. Jego zadanie było w końcu jasne. No chyba że kogoś znajomego zauważy...


Bum bum bum bum...
Rzut Z 1d100 - 33
Akcja nieudana


... i want you in my room
Rzut Z 1d100 - 33
Akcja nieudana


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#17
06.05.2023, 21:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2023, 21:53 przez Eutierria.)  
W chwili, kiedy Longbottom wydał z siebie ostatnie tchnienie, przez moment poczułeś się... inaczej. Dziwne mrowienie w głowie, które na moment przerodziło się nawet w ból, nawiedziło cię niespodziewanie, ale o wiele bardziej odczuwalne było uczucie pustki – ogarnął cię chłód i bezsens, na kilka dłuższych sekund twoje plecy przechodził zimny dreszcz, chociaż daleko ci było od tak ludzkich odczuć. Ale to była twoja dusza – pękająca na części, a przynajmniej pokrywająca się kolejnymi rysami. Na własne życzenie stawałeś się jeszcze gorszym człowiekiem*.

Znalezienie się na skraju Kniei Godryka i rzucenie okiem na toczące się na Polanie Ognisk walki dały ci znać, że plan Śmierciożerców powiódł się – pył po wybuchu zdążył już opaść, widziałeś dokładnie szeregi walczących ze sobą jednostek. Kilku cywili skrywających się gdzieś wśród bardzo oddalonych od ścieżki straganów. Na ziemi leżało już kilka martwych ciał, dostrzegałeś błyski zaklęć, świsty przecinanego powietrza, krzyki i obelgi. Żeby przedostać się w stronę ognisk, musiałbyś przejść obok straganów. Tam, gdzie ukrywali się cywile (w tym Fergus, którego nie mogłeś rozpoznać z tej odległości). Twoja próba wysadzenia ich nie powiodła się, musiałbyś znaleźć się o wiele bliżej nich niż teraz. Zanim postanowiłeś się do nich zbliżyć, musiałeś jednak rozważyć dwie... dosyć istotne rzeczy.

Po pierwsze, na środku polany znajdował się... nie miałeś pojęcia co to było – to jakiś kamienny potwór...? Wielki olbrzym zbudowany z głazów próbował zgnieść kogoś swoją ręką, ale ktoś mu tę rękę zniszczył i kilka wielkich odłamków poszybowało w losowe miejsca. Czyli jednak nie wszystko szło jak po maśle. Po drugie, o wiele bardziej niż kamienny olbrzym, twoją uwagę przykuły dziwne dźwięki dochodzące zza twoich pleców. Kiedy się odwróciłeś, wśród leżących na ziemi, płonących gałęzi, dostrzegłeś ruchy. Wymagało to odrobiny skupienia, bo cokolwiek co przemykało obok ciebie, bardzo nie chciało, abyś to dostrzegł. Było niewidzialne, ale pozostawiało po sobie ślady – odchylało na boki gałązki krzewów, tuptało po piachu i pozostawiało na nim odciski, które nie przypominały ci żadnego oczywistego stworzenia. Poruszało się na dwóch nogach, czasami podpierało ręką z pięcioma palcami. Zbliżało się, w ilości co najmniej dwóch, do martwego ciała, które porzuciłeś za sobą. Longbottom leżał nieruchomo, jedynie jego płaszcz falował od narastającego wiatru. Wichura podsycała rozprzestrzeniający się ogień, zwracając uwagę na miejsce, w którym się znajdowałeś. Sylwetek, których dostrzegałeś wcześniej wokół sporo, teraz już tutaj nie było. I to mogło dać ci do myślenia, że to wcale nie byli uciekający ludzie – to było coś innego, co obserwowało was z ukrycia, a teraz całkowicie niewidzialne, obeszło zwłoki Longbottoma wokoło i robiło – co? Co właściwie robiło? Tego nie wiedziałeś. No bo ciężko było uwierzyć w to, że te istoty po prostu sobie nad nim stały.

Wiało coraz mocniej i mocniej. W centrum polany stało się coś dziwnego – nie widziałeś już tego kamiennego stwora. Zamiast niego pojawił się wielki wir. I wtedy zapiekło cię przedramię. Mroczny Znak pojawił się na niebie, zwiastując, że twoja obecność nie była już konieczna.

Rzuty: tutaj.

* – ten fakt został przeze mnie odnotowany w twojej karcie postaci.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#18
07.05.2023, 14:46  ✶  

Uczucie bólu były dokładnie tym - zimną wodą obmywającą rozgrzane emocje. Gniew. Nienawiść. Ostateczność. Na końcu zostawała tylko pusta. Wszystkie te krzyki, wrzawa i emocje tlące się między ludźmi, ich strach i panika stały się nagle nieważkie. Tylko on przybrał na kilogramach i kolana ciężko się prostowały, kiedy wstał od trupa. Nie było niczego pięknego w śmierci. Sauriel widział już trochę trupów w swoim życiu, kiedy go to przerażało. Potem zaczął się uodparniać. Teraz przynosiło to satysfakcję - aż do tej pory. I niewiadomą było, co się zmieniło, ale oczywistym, co się działo. Nawet nie potrafił pomyśleć, że żałuje, bo gdyby cofnąć czas o tych kilka chwil - zrobiłby to samo.

Ten marazm zdawał się chcieć utrzymywać w jego wnętrzu, leżeć na jego ramionach jak dobrze dopasowany płaszcz. Losowi jednak nie leżał - zrzucił go więc niewidzialną ręką. Niech porwie go wiatr i zostawi na drugą okazję. Niepokój - tak nazywało się to, co płaszcz odpięło i wyrwało z tego stanu zabrudzenia, trywialnie wychodzącemu naprzeciwko katharsis. Czarnowłosy nie wiedział, co widzi i nie rozumiał tego, czego nie dostrzegał. Nie znał się na magicznych bestiach - a cokolwiek to było na pewno nie było ludźmi. Stał nieruchomo, bo przecież nawet nie oddychał, gdy wiatr targał jego czarnymi szatami i kapturem, wpatrując się w istnienia okrążające Longbottoma. Ostrożne, uważne. Pragnące pozostać poza ludzkim wzorkiem. Czy były niebezpieczne? Co tu robiły? Czego szukały? Czemu przyciągnął je trup? I skoro przyciągnął je trup, to jak odbierały jego? Nie robiąc żadnych gwałtownych ruchów podszedł dwa kroki z powrotem w kierunku Longbottoma i kucnął, próbując zrozumieć, co widzi. Czarny znak zapłonął. Dobrze. Zaraz będzie mógł w takim razie zakończyć swoje zadanie i stąd odejść.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#19
12.05.2023, 15:05  ✶  
Byłeś jedną z osób, które pomimo śmierci, jaka was dotknęła, wciąż znajdowały się wśród żywych. Niezwykłość tego, co dawało się osiągnąć za pomocą manipulacji energią, nie była dla ciebie czymś nieznanym – wręcz przeciwnie, to dzięki temu, że nie wszystko w śmierci było oczywiste, mogłeś wciąż znajdować się na tym świecie, a nawet odbierać życia innych. Leżący na ziemi, martwy mężczyzna powinien już wyzionąć ducha. Dołączyć do Limba. Do tych, którzy nie mieli tyle „szczęścia” co ty. I faktycznie – jego ciało nie ruszało się już wcale, jedynie coraz silniejszy wiatr zrywający się od strony ognisk poruszał jego zwłokami, szarpał wręcz za ekstrawagancki płaszcz, w jaki był odziany. Czułeś, że i ty powinieneś się już stąd zbierać, jeżeli nie chciałeś, aby wichura uniosła cię do góry tak jak szeregi gałęzi i ozdób, które już przeleciały obok twojej głowy. Kiedy zbliżałeś się do Longbottoma, od strony Polany Ognisk, po ziemi przesunęło się drewniane krzesło. Niesione przez wiatr poruszało się po linii prostej wzdłuż ścieżki, później obiło się o coś niewidzialnego, to coś odepchnęło je od siebie i krzesło mogło ruszyć w dalszą podróż. Przedziwne istoty go otaczały. Mogłeś to dostrzec nie po tym, że były widoczne, ale właśnie po szeregu śmieci, które zaczepiały się o ich ciała. Były niższe od przeciętnego mężczyzny, zgarbione i... dopiero kiedy znalazłeś się naprawdę blisko, zobaczyłeś, że twoja ofiara nie wyglądała tak jak wcześniej. Jego ciało było o wiele starsze. Na sinej twarzy pojawiało się coraz więcej zmarszczek, aż wreszcie jego lewy policzek rozpadł się tak, jakby był jedynie pękniętym, ceramicznym naczyniem. Wtedy zobaczyłeś na piasku, jak ich nogi odwracają się w twoją stronę. Szły w twoim kierunku i momentalnie poczułeś się... głodny. Chciałeś skosztować ludzkiej krwi, ale Longbottom nie nadawał się już do niczego, a Beltane... Kiedy odwróciłeś wzrok w stronę, z której niedawno dobiegały dźwięki walki, w pyle i chaosie, jaki tam nastał, nie widziałeś nikogo. Mogłeś wytrzymać w tym stanie maksymalnie kilka dni, nie dłużej. Każda kolejna godzina, każdy krok bliżej tajemniczych istot, będzie czynił cię coraz bardziej wygłodniałym. Tym, czym się żywiły, musiały być siły witalne.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#20
13.05.2023, 21:46  ✶  

Zatrzymał się. Po kilku krokach zatrzymał się, czując jak głód wstrząsa posadami jego jestestwa. I przede wszystkim czując, jak rzadko goszczący w jego sercu strach wpełza do umysłu. Zatruwa ciemnymi mackami i nakazuje w swojej pierwotności zawrócić z podjętego kursu. Człowiek boi się tego, czego nie rozumie. Wampiry również. Nie miał pojęcia, z czym ma do czynienia, ale nawet jego poruszył widok wysuszonych wzrok. Bo był inny, nieznany. Trup ciągle ciepły, powinien jeszcze drżeć, ale on był jak wiórek. Jak dobrze zakonserwowane zwłoki.

Sauriel nie zamierzał czekać na cud ani na dalsze akcje tych stworzeń, których nawet nie dostrzegał. Użył przygotowanego świstoklika i teleportował się w wyznaczone miejsce.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eutierria (2569), Loretta Lestrange (323), Sauriel Rookwood (1894)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa