1969, Marsz Praw Charłaków
Theon & Chester
Żadne inne miejsce nie kryło tylu tajemnic, co ulica Śmiertelnego Nokturnu.
Niektórzy mogliby się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Rzecz zupełnie zrozumiała. Prawdopodobnie byliby w stanie przywołać całkiem sporo argumentów mających na celu obalenie tej teorii; potwierdzenie swojej racji. Najpewniej wynikałoby to jednak z tego, iż nigdy nie mieli okazji odwiedzić podziemnych ścieżek. Na własne oczy zobaczyć tego, co się tutaj kryło; tego co znajdywało się zaledwie na wyciągnięcie ręki dla wszystkich tych osób, dla których problemu nie stanowiło poruszanie się po tej okolicy.
Nadal doskonale pamiętam swój pierwszy raz. Nie miałam jeszcze 18 lat. Było mi do tego wciąż całkiem daleko. Pod moim nosem pewnie było jeszcze widać mleko. Razem z Loganem uciekliśmy ze sklepu stanowiącego własność jego rodziny. Ruszyliśmy na spotkanie przygody. Albo to raczej ja zostałem na to spotkanie zabrany. Dla kuzyna nie była to pierwsza wizyta w tym miejscu. Ostatnia również.
Czy dzisiaj Logan również będzie tu na mnie czekał?
Czy on również był w to wszystko zaangażowany?
Kierując się do miejsca, w którym mieliśmy się spotkać, witam się z kilkoma osobami. Poprzez zwykłe skinienie głową. Nic więcej. Nic mniej. Nie mam czasu na niepotrzebne rozmowy. Nie pojawiłem się tutaj w celach towarzyskich. Wiem, że na miejscu zapewne czekają już inni. Nie tylko na mnie, ale też na wielu innych czarodziejów, których na pewno nie zabraknie. Nigdy nie brakowało.
Wreszcie docieram na miejsce. Przy pomocy różdżki, dotykam drzwi w okolicach zamka. Wypowiadam słowo-klucz, znane tylko tym, którzy byli w to wszystko zaangażowani.
- Bazyliszek. - Pada z moich ust. I już zaraz, w chwilę po tym, mogę dostać się do środka.
Wnętrze nie zachwyca, ale nie jest to coś, czego się nie spodziewałem. Identycznie jak mało przyjemnego zapachu, który w tej okolicy nie jest czymś niespotykanym. Zdejmuje okrycie. W środku jest trochę zbyt ciepło, żeby gotować się w dość grubym płaszczu. Okrycie zabiera ode mnie domowy skrzat. Czyją stanowi własność? Nie mam pojęcia i w zasadzie, wcale mnie to nie obchodzi. Nieistotny szczegół. [/a]Ruszam wgłąb pomieszczenia, dołączając do zgromadzonych tutaj osób. Nie odzywam się. Nie witam. Po prostu zajmuje miejsce pośród tych, którzy zdążyli dotrzeć tu przede mną. Cierpliwie czekam na to, co ma nastąpić. Już za chwilę. Może dwie. Nie zebraliśmy się tutaj bez powodu. Tego jestem pewny.