• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[07.05.72, Gabinet Luster] Odbicia w odbiciach

[07.05.72, Gabinet Luster] Odbicia w odbiciach
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
21.06.2023, 18:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.06.2023, 18:26 przez Cathal Shafiq.)  
Cathal czekał na Cynthię w lokalizacji pod Londynem, którą wcześniej jej podał. W gruncie rzeczy nie zdziwiłby się, gdyby Flintówna spotkanie odwołała albo przełożyła czy nawet nie pojawiła się bez zapowiedzi – po Beltane wielu czarodziejów unikało niepotrzebnego wychodzenia z domu, a Shafiq wyobrażał sobie, że do kostnicy w pierwszych dniach po „święcie” trafiło mnóstwo ciał.
Skoro jednak nie dostał wiadomości, sam tkwił w pobliżu miejsca, które wybrał na spotkanie. Tym razem nie był to żaden grobowiec, cmentarz czy las, w którym ustawiono przeklęte posągi. Nie była to też bez wątpienia lokalizacja tak niekonwencjonalna, jak poprzednie dwie… Może wybrał ją, bo uznał, że i tak może zaskoczyć Cynthię.
A może chodziło o to, że był ciekaw, jak zareaguje na pewne rzeczy.
W pewnym sensie to też był element gry.
Chyba trochę go to bawiło.
No dobrze – na pewno go to bawiło, inaczej nigdy nie zgodziłby się dobrowolnie wejść do tego miejsca po raz drugi: odwiedził je raz, tuż po tym, jak zostało otwarte. Zastanawiał się, czy Cynthia była już kiedyś w tym miejscu: jeżeli nie… cóż, będzie rozbawiony podwójnie. I na pewno dowie się o wiele więcej niż gdyby przyszła w pełni przygotowana, co zobaczy w Gabinecie Luster.
Rzucił na ziemię papierosa i go rozdeptał. Pojawił się na miejscu jakieś dwie minuty przed czasem, w sam raz, aby zapalić. Jasne włosy, odziedziczone po matce z rodu Gauntów, miał zmierzwione. Opalenizna, pamiątka po latach spędzonych w Egipcie, bladła już powoli, bo spędził w Anglii, gdzie wiosną słońce pojawiało się rzadko i na krótko, już ponad dwa miesiące. Tym razem nie był ubrany ani tak elegancko, jak na przyjęciu u Shafiqów, ani tak niedbale, jak wtedy, gdy wybierali się do grobowca. Ot prezentował się jak dość typowy czarodziej: gdyby nie wzrost i postura, z którymi mógłby spokojnie wmieszać się w towarzystwo bandy wikingów, mógłby łatwo zginąć w tłumie. Nie stroił się, bo i robił to bardzo rzadko, ale też nie wyglądał, jakby właśnie uciekł z jakiejś mugolskiej budowy, gdzie przez cały dzień nosił worki z cegłami.
Gdy Cynthia się pojawiła, dźwignął się z kamienia na którym przysiadł.
- Zastanawiałem się, czy nie przegram dziś z trupami – powiedział, może z odrobiną kpiny, po czym zaoferował jej ramię: może z pewnego przyzwyczajenia, może z kurtuazji, a może bo to też była kolejna próba, ot sprawdzenie, czy je przyjmie? – Zapraszam do Gabinetu Luster słynnej rodziny Bletcheyów, zbieranych podobno po całym świecie przez czterdzieści lat. Byłaś już tutaj kiedyś?
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#2
27.06.2023, 20:39  ✶  
Był moment w przeciągu ostatnich dni, gdzie Cynthia pomyślała o tym, że Pan Archeolog odwoła ich spotkanie. Beltane wprowadziło chaos, zamęt i wątpliwości w życiu Londyńskiej społeczności magicznej. Prosektorium pełne było trupów, w Proroku Codziennym pojawiały się coraz bardziej niedorzeczne lub obrzucające błotem Ministerstwo artykuły, ludzie nie byli pewni, komu ufać. Każdy mógł być jednym z czarnoksiężników w masce, którzy zaatakowali jarmark. Cynthia nie czuła jednak strachu, jej rytm dnia został zaburzony jedynie poprzez nadmiar pracy. Nie mieli tylu miejsc do przechowywania zwłok, spędzała więc w kostnicy większość nocy, pracując poza normalnymi godzinami. Nie przeszkadzało jej to zupełnie.
Zerknęła na zegarek w pracy, zsuwając z ramion biały fartuch. Uprzedzała Lyrcoris, Wiliama oraz pozostałych współpracowników, że tego jednego popołudnia wyjdzie wcześniej. Zrobiła więcej, niż zakładała, rezygnując z jednej z przerw, a do tego energii dodawał jej zażyty eliksir oraz kofeina. Zmiana otoczenia, chociaż na parę godzin wydawała się blondynce wyjątkowo intrygująca, nawet wzbudzająca jakieś podekscytowanie. Ulżyło jej również, że jej towarzyszowi nocnych eskapad nic się nie stało.
Ich gra musiała trwać, była zbyt intrygująca i dostarczająca zbyt wiele bodźców, aby ot tak z niej zrezygnować. Nie miała pojęcia, czego spodziewać się w wybranym przez niego miejscu, które nijak miało się do grobowca czy szukania zaklętych posągów, ale wierzyła, że Cathal nie wybrałby czegoś, czym nie mógłby w jakiś sposób jej zaskoczyć. Przeczesała dłonią jasne pasma przed lustrem, które uwolniła z objęć czarnej frotki, przeciągając po ustach szminką — nie wieczorne-czerwoną, w bardziej naturalnym odcieniu.
Nigdy się nie spóźniała, była przed czasem lub punktualnie. Chciała wyglądać ładnie, ale nie zobowiązująco, chociaż w wytwornych sukienkach już miał okazję ją widzieć. Był maj, pogoda była przyzwoita i nawet zza chmur wyglądało słońce, nagrzany beton oraz cegły sprawiało, że było ciepło, więc naturalnym był wybór czegoś bardziej zwiewnego, lżejszego. Biała spódnica była subtelnie plisowana, sięgała przed kolano i miała wyższy stan. W nią wpuściła koszulkę na ramiączkach, również białą z subtelnym dekoltem oraz lekką, przeźroczystą koszulę, która od góry pozostawała nienachalnie rozpięta. Jasne włosy splotła w luźny warkocz, który opadał jej na ramię, wszystko dopełniła delikatną biżuterią oraz obcasami, bo zdawała sobie sprawę, jak dużym atutem były jej długie nogi.
Obdarzyła go pociągłym spojrzeniem spod wachlarza ciemnych rzęs, wyłapując spojrzenie niebieskich, ciemniejszych od jej własnych oczów i kąciki ust drgnęły jej subtelnie ku górze.
- To była zażarta i równa walka, muszę przyznać. - odparła mu z delikatnym wzruszeniem ramion, pozwalając sobie na odrobinę zadziorności w głosie. Zrobiła kok w jego stronę, pozwalając sobie przelotnie musnąć wargami jego polik na przywitanie, zanim wplotła dłoń pod jego ramię, które już zdążył przygotować, co nie umknęło uwadze Flintówny. - Nie. Obawiam się, że to kolejna rzecz lub wyprawa, którą pierwszy raz robię z Tobą.
Trochę celowo, kokieteryjnie użyła gry słów, jednakże jej twarz zwrócona była przed siebie i nie mogła dostrzec reakcji, która wymalowała się na twarzy Shafiqa. Zupełnie przypadkiem, ale ubrali się w sposób do siebie pasujący, co nieco ją rozbawiło, bo w oczach przechodniów musieli wyglądać na bardzo zgraną i zaangażowaną w siebie wzajemnie parę. Cynthia przesunęła chłodnymi palcami po jego dłoni, spoglądając na niego po dłuższej chwili. - Ulżyło mi, że nie zobaczyłam Cię wśród trupów z Beltane.
Dodała tonem niezobowiązującym, znów zwyczajnym, jakby rozmawiali o wyborze gałki lodów z pobliskiej lodziarni lub o nadzieniu do pączka, które serwowała jedna z Czarownic. Jej wzrok powędrował w stronę drzwi prowadzących do gabinetu luster, który wybrał na dzisiejszą randkę. W głowie malował się jej lustrzany labirynt, ale nie była pewna, jak dalece jej skojarzenie było poprawne.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#3
28.06.2023, 20:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2023, 21:03 przez Cathal Shafiq.)  
Zważywszy na różnicę ich wzrostu, mimo szpilek, Cathal musiał nieco się pochylić, skoro chciała go tak przywitać – i owszem, zrobił to. Ich relację ciężko było zaszufladkować czy w ogóle opisać, ale nie zamierzał udawać, że nie jest zupełnie zainteresowany, a nie był przecież nieśmiałym mężczyzną.
Poza tym, być może, ciekawiło go, do czego panna Flint się posunie. I między innymi dlatego pozwalał, by to ona przesuwała granice, zamiast, jak (zdaniem wielu) Merlin przykazał, robić to samemu.
- Liczy się efekt, a ostatecznie ją wygrałem – odparł, prowadząc dziewczynę do budynku. Weszli do niewielkiej poczekalni, gdzie w kasie można było kupić bilety. Cathal tam nie podszedł, bo zaopatrzył się w nie już wcześniej: a właśnie ich posiadanie umożliwiało przejście dalej.
Na pierwszy rzut oka zdawało się właściwie, że żadnego „dalej” nie ma. Tylko to małe pomieszczenie, z kasą, kominkiem Fiuu. Żadnych drzwi – jedynie wielkie lustro na ścianie.
– Naprawdę? Z martwego mnie też mogłabyś pewnie wydostać parę ciekawych informacji – zakpił nieco, ale nie ciągnął tematu. Cathal nie należał do ludzi, którzy usiądą i będą szlochać nad ogromem ofiar, jednak nie popierał rzezi. To były bezsensowne śmierci. Masa ofiar, i zamęt, jaki wkradł się do Ministerstwa, Munga i co za tym idzie, do całej społeczności czarodziejów. A już na pewno nie popierał niszczenia praw natury, a wiele wskazywało na to, że stało się coś strasznego. Zachwiana równowaga między światami w jego opinii doprowadziła do opętania Jamila, a problemy z teleportacją i siecią Fiuu były uciążliwe i skłaniały go do przeklinania Voldemorta nieco częściej niż zwykle. To, co stało się podczas Beltane, nie było nawet dla niego tematem do żartów. Dlatego udzielił szczerych wyjaśnień. – Ja i moi znajomi opuściliśmy polanę na chwilę przed atakiem. Zdążyliśmy się teleportować chwilę przed tym, jak wszystko się zaczęło. Chociaż nie obyło się bez drobnych problemów.
Jak walnięcie o klapę śmietnika, Jamil zawieszony na rynnie, czy pilne ściąganie egzorcysty. Cathal jednak uważał, że mieli szczęście. Gdyby nie ostrzeżenie Rookwooda, ktoś z nich mógł zginąć na tej polanie.
Shafiq tak czy inaczej nie zamierzał teraz się tym zamartwiać. Zamiast tego… uniósł nogę i przełożył ją przez ramę lustra, znikając w szklanej tafli do połowy. Pomógł Cynthii zrobić to samo i po chwili oboje przeniknęli przez lustrzane drzwi, przedostając się do wnętrza Gabinetu.
Lustra były wszędzie. Pokrywały ściany, stały w pomieszczeniu w rzędach, tworząc istny labirynt lustrzanych przejść. Lustrzany był sufit, a podłoga, choć lekko matowa, też została wykonana chyba z czegoś, co przypominało przydymione szkło. Z wielu luster patrzyły na nich ich odbicia: niektóre przedziwnie zniekształcone, inne zwykłe, a jeszcze inne pozornie zwykłe… ale gdy człowiek się im przyglądał, dostrzegał pewne nieścisłości. Na przykład na jednym odbiciu Cynthia była Cynthią, robiła te same gesty i miny, ale miała na sobie ubranie, jakie nosiła w pracy. Nieliczne z kolei wcale nie odbijały ich, a jakieś inne miejsca oraz osoby.
– Najciekawsze… a może najgorsze, są w głębi labiryntu – poinformował Cathal, przesuwając wzrokiem pośród odbić i mimowolnie porównując je z tym, co zapamiętał, wychwytując każdą różnicę. Pogrążony w myślach stał tak przez jakąś minutę, nim powoli ruszył w jeden z lustrzanych korytarzy. Jeżeli nic tu się nie zmieniło, prowadził do jednego z tych nieco milszych luster.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#4
01.07.2023, 22:01  ✶  
Próbowanie nowych rzeczy, zarówno w sensie przygód, jak i przełamywania kolejnych barier pomiędzy nimi, dostarczało Cynthii nowych bodźców oraz myśli. Cathal jawił się w jej umyśle, niczym kalejdoskop i po każdym jej mrugnięciu, po każdym ich kolejnym spotkaniu, dostrzegała coś nowego. Było to niespodziewane i fascynujące, zupełnie niepasujące do zachowania, które sobą była Ślizgonka reprezentowała. Zupełnie, jakby Archeolog miał w sobie umiejętności, które stapiały grubą warstwę gromadzonego przez lata lodu, który oddzielał to, jaka Cyna była od tego, co prezentowała światu. Jego aparycja była oczywiście smaczną wisienką na szczycie tortu.
To prawda, społeczeństwo przychylniej spoglądało na rozwijające się relacje, w których to mężczyzna musiał robić absolutnie wszystko — zapraszać, łapać za rękę, całować, kokietować. Kobietom podobno wcale nie wypadało, ale błękitnooka uznawała to za doskonałą zabawę, o ile miało się przy sobie właściwego człowieka, który nie spoglądałby na naruszanie jego przestrzeni osobistej krzywo. Shafiq był na szczęście wolny i niezależny, nie raz udowodnił jej, jak w poważaniu ma to, co nakazywały maniery i takt. Mimowolnie uśmiechnęła się, bardzo delikatnie pod nosem, gdy umożliwił jej muśnięcie swojego policzka.
- Owszem, wygrałeś. - przyznała z delikatnym wzruszeniem ramion, a jej chłodne palce przemknęły niby to przypadkiem po jego przedramieniu, chociaż udawała, że wcale tego nie zauważyła. Wciąż pamiętała o swojej nagrodzie. Trup nie miał jej tyle do zaoferowania, co blondyn. A przynajmniej nie ten z Beltane. - Wyjątkowo, Ty mnie bardziej interesujesz żywy.
Dodała mimowolnie, tonem wciąż spokojnym i tak, jakby mówiła najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Większość ofiar na festynie była taka sama, stopień obrażeń tylko się różnił. Nie miała wbrew wszystkiemu aż tyle ciekawych przypadków, tylko po prostu wiele w jednym momencie, przez co prosektorium tonęło w raportach i wrzaskach zniecierpliwionych aurorów. Wszyscy w Ministerstwie zdawali się bardzo sfrustrowani. Rozejrzała się po pomieszczeniu, do którego jej randka ją zabrała, nie dostrzegając z początku niczego niezwykłego, ale wiedziała, że zwykle kryło się coś poza zasięgiem wzroku. Działało to podobnie, jak z książkami, których po okładce wcale nie powinno się oceniać. Nie chciała skupiać się na temacie ataku, wszędzie było go za dużo i o dziwo doszła do wniosku, że wolała się skupić po prostu na tym, gdzie i z kim była, a resztę zostawić za drzwiami. Jej wzrok powędrował więc w stronę mężczyzny. Wcale nie żartowała z tym, że cieszyła się, że nic mu się nie stało. Atak był niespodziewany, chociaż ojciec szybko zabrał ją spomiędzy drzew, jakby doskonale wiedział, co się wydarzy — nad tym jednak Cynthia nie chciała gdybać. Słuchała go więc, nie przenosząc wzroku. - Rozumiem. Drobne na szczęście są do rozwiązania.
Nie ciągnęła tematu, nie pytała o ich naturę i o nic więcej, zamiast tego ponownie spojrzała w lustro, przez które zaraz przełożył nogę? Uniosła brew z odrobiną zaskoczenia, aby zaraz skorzystać z jego pomocy i znaleźć się w gabinecie, który faktycznie, krył się poza zasięgiem wzroku. I nigdy nie widziała ich aż tylu! Omiotła spojrzeniem przestrzeń dookoła nich, czując dziwną formę niepokoju, jakby tysiące par niebieskich oczu wpatrywały się w nich oceniająco. Serce zabiło jej jakoś mocniej, fala ciepła rozeszła się po ciele, zostawiając na skórze gęsią skórkę. Nie był to strach, bo z jego odczuwaniem czarownica od lat miała problemu, ale coś o podobnej intensywności. - A więc tak wyglądasz na wykopaliskach? - rzuciła pod nosem, dostrzegając ich odbicie w służbowym wydaniu, na którym na dłużej zawiesiła wzrok. Te zniekształcone czasem zdawały się wydobywać na wierzch to, co ludzie chcieli ukryć. - Masz swoje ulubione? Nie wiem, czego się spodziewać po najgorszym. - wyznała całkiem szczerze, a głowa jej wędrowała we wszystkie strony, przyglądając się szklanym taflom. Złapała go mocniej, grzecznie ruszając za nim w głąb jednego z korytarzy.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
02.07.2023, 00:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2023, 10:34 przez Cathal Shafiq.)  
- Czuję się zaszczycony, panno Flint - powiedział Cathal z nutą rozbawienia w głosie. I tak, znowu nazwał ją panną Flint, choć zwykle mówił do niej per "ty", może sięgając po tę grzecznościową formę w czymś na kształt przekomarzanki. Posłał jej teraz nieco kpiące spojrzenie, kiedy palce niby przypadkiem przebiegły po jego przedramieniu, jakby w ten sposób chciał dać znać, że doskonale wie, że to nie przypadek. Ktoś inny mógłby uwierzyć w te sztuczki, ba, może i on uwierzyłby w nie, gdyby tego pierwszego dnia ich znajomości, lata temu, nie miał okazji obserwować, w jak sprytny sposób Cynthia Flint rozgrywała rozmowę o Nobym Leachu.
Nie ciągnął już tematu Beltane. Chyba żadne z nich nie chciało o tym dziś rozmawiać. Cathal nasłuchał się o ataku naprawdę wystarczająco i chociaż ani trochę nie podobało mu się to, co się tam stało... jeżeli mógł przez chwilę o tym nie myśleć i skupić się na czymś innym, zamierzał się tą chwilą cieszyć.
Spojrzał w lustro, które wskazała: strój, jaki miał w nim na sobie, nosił jeszcze niedawno, w palącym słońcu egipskiej pustyni. Jasne kolory, przewiewny materiał, i ubiór który, wbrew wyobrażeniom niektórych, dobrze osłaniał skórę. Nieodłączny kapelusz, bez którego w Egipcie dostałby szybko udaru, okulary, kryjące oczy.
- Tak wyglądałem do niedawna - przyznał. - W Walii raczej będę nosił się trochę inaczej.
Ten kraj był w końcu wilgotny i chłodny, a zamiast rozgrzanych i zdradliwych pustynnych piasków, pod stopami będą mieli kamieniste, nierówne podłoże, potencjalnie kryjące wiele pułapek.
- Ulubione... - zastanowił się przez chwilę, prowadząc ją przez lustrzany labirynt. W głowie robił sobie przegląd wszystkich zwierciadeł, jakie zobaczył tu ostatnim razem i tym, co pokazywało. - Tak, chyba jest takie. Ale nie zdradzę które - stwierdził, uśmiechając się bezczelnie i ten bezczelny uśmiech odbił się w dziesiątkach luster, które ich otaczały. - Jeżeli będziesz chciała stąd wyjść, po prostu powiedz - zastrzegł jeszcze, trochę poważniej, bo niektóre lustra były intrygujące, inne zabawne, ale były i takie, które mogły rozedrzeć duszę. A on owszem, może i chciał troszeczkę wytrącić ją z równowagi, ale już niekoniecznie zepsuć jej absolutnie nastrój albo zmuszać do tkwienia tutaj, jeżeli będzie widzieć rzeczy, na jakie patrzeć nie ma ochoty.
Minęli lustro, w którym Cynthia widziała swój dom i takie, w którym mignęli jej ludzie, których uważała jeśli nie za przyjaciół, to przynajmniej osoby sobie stosunkowo bliskie. W końcu jednak dotarli do końca korytarza. Lustro tu ustawione musiało być cenne, bo ustawiono je tak, by żadnego innego nie było tuż obok i miało inną ramę. Cathal poprowadził ją ku niemu, wskazał je wolną rękę: sam jednak patrzył w tej chwili na nią, nie w samo zwierciadło.
Nie był pewny, co sam by zobaczył. Pamiętał, co widział te lata temu. To musiało się zmienić. Ale też bardziej od tego, co by ujrzał - bo przecież jakie to miało znaczenie, skoro jego wspomnienia i tak miały zdumiewającą ostrość? - interesowało go, jak Cynthia zareaguje na to, co sama ujrzy - rzecz jasna, on nie mógł dostrzec tego samego, co ona, ale już był ciekaw, czy wyczyta coś z jej twarzy.
Lustro Wspomnień pokazywało najpiękniejsze wspomnienie.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#6
04.07.2023, 22:07  ✶  
- Cieszę się, że mogłam zrobić Panu przyjemność i zaszczyt, Panie Shafiq. - odparła w podobny do blondyna sposób, posyłając mu krótkie, odrobinę zadziorne spojrzenie. Zawsze zaskakiwało ją to, ile umiał z niej wyciągnąć na wierzch tej zduszonej w lodowej zbroi figlarności, jak bardzo skłaniał ją do prowokacji! Udawała, że jego kpiącego wzroku zupełnie nie zauważa, tłumiąc chęć uśmiechnięcia się pod nosem. Była akurat bardzo zainteresowana zdobieniami kominka lub ramą lustra, przez które chwilę później mieli przejść, trudno stwierdzić. Dwoje dorosłych ludzi, a żadne nie chciało przegrać w gierce godnej podlotków.
Beltane zostało za drzwiami, dzięki Merlinowi. Informacji było za dużo, podobnie, jak ciał oraz jęków pod jej prosektorium, gdy przychodzili identyfikować członków swoich rodzin. Aurorzy szaleli, Brenna pewnie przestała sypiać i to razem z Atreusem, który od bodźców i wrażeń zdawał się uzależniony. Tkwiąc w gabinecie luster, zupełnie przestało ich to dotyczyć. Tkwili sami ze sobą, pomiędzy mnóstwem szklanych tafli i ku własnemu zaskoczeniu, Cyna była zdolna zarówno odetchnąć z ulgą, jak i się zrelaksować.
Cathal w stroju, w którym zajmował się wykopaliskami, wyglądał zupełnie inaczej, niż w takich, w których przywykła go oglądać. Kapelusz i okulary dodawały mu jakiegoś wyrazu poszukiwacza przygód, odrobiny nonszalancji, jednak nie skomentowała tego głośno.
- W Walii będziesz trochę bliżej. - zauważyła mimowolnie, zanim odwróciła twarz w jego stronę, lustrując jego własną spojrzeniem jasnych tęczówek. Był od niej trochę starszy, zawsze o tym zapominała przez to, że był takim, a nie innym człowiekiem. - Kapelusz jednak powinien zostać. - dodała mimowolnie, pozwalając, aby ramiona poruszyły się w nienachalnym geście. Była tak przyzwyczajona do swojego śnieżnobiałego fartucha i celtyckiej wsuwki, że przez chwilę nawet pomyślała, że przyszła tak ubrana na randkę z nim i musiała ukradkiem zerknąć w dół. Ostatnio tyle godzin spędziła w prosektorium, że zgubiła gdzieś kilka minionych dni, pełnych chaosu i obowiązków.
Zastanawiała się, czy powinna znów go złapać za rękę, pytając o ulubione lustro, jednak jej palce nie drgnęły nawet z wygodnej pozycji na przedramieniu. Wydałoby się jej dziwne, gdyby ulubionego lustra nie miał, zwłaszcza że był tu wcześniej. Szła bez słowa, rozglądając się dookoła, przyglądając kolejnym odbiciom, co kilkanaście sekund zerkając w stronę swojego towarzysza, który postanowił grać tajemniczego. Pokręciła głową z niedowierzaniem, może znów małym rozbawieniem, gdy dziesiątki bezczelnych uśmiechów Shafiqa zaatakowały ją z każdej strony. Naprawdę, te lustra wzbudzały w niej coraz to dziwniejsze i intensywniejsze przeświadczenie, którego nie umiała nadal nazwać, a przecież uważała się za kobietę inteligentną. - Mam zgadywać? - zapytała z błyskiem w oczach, przypominając sobie sytuację z grobowca, gdzie wykorzystała motyle do zapewnienia sobie jakieś nagrody. Nie była chciwa, po prostu dodawało to szczyptę adrenaliny, jak i zaciekawienia do całokształtu ich spotkania. Pokręciła głową, mając przez chwilę ochotę wyjawić mu swój mały sekret dotyczący strachu oraz niepewności, ale ostatecznie zupełnie inne słowa uciekły spomiędzy jej warg. - Jak Ty będziesz miał dość luster, to też powiedz. Zawsze możemy przenieść naszą randkę w inne miejsce. A jak się wystraszysz, zawsze mogę złapać Cię za rękę.
I znów w jej głosie zatańczyła nuta figlarności, zadziorne spojrzenie wyszło naprzeciw niebieskim oczom Cathala, nie powstrzymała się nawet przed puszczeniem mu oczka. Sam jednak wprowadził tę sprzyjającą przekomarzaniom aurę do ich dzisiejszego spotkania, żal byłoby jej nie wykorzystać.
Kolejne lustra były dziwniejsze, bardziej nietypowe niż poprzednie. Obrazy docierające do jej oczu czasem sprawiały, że odwracała wzrok, a czasem unosiła brew. Wciąż jednak trzymała maskę, tkwiła w roli i nie pozwalała sobie na zbyt wiele, chociaż z perspektywy czasu, to mężczyzna z łatwością mógł zauważyć, jak zmieniała podejście do niego.
- Jeszcze w szkole opowiadali o lustrze, które.. - zaczęła, gdy prowadził ją ku kolejnej ramie, w której była szklana tafla, chwilę spoglądając na twarz mężczyzny, przez co musiała odwrócić w jego stronę głowę. Widząc jednak kątem oka, że zmienia się otoczenie, a wybrane przez niego zwierciadło jest jedynym, wyprostowała się z odrobiną zaintrygowania, przerywać na chwilę rozpoczętą wypowiedź.
Z początku byli oni, całkiem sami w świecie pełnym szkła, którego magia próbowała dotrzeć do zakamarków ich duszy, a potem obraz zaczął się kształtować. I tego Cynthia Flint się zupełnie nie spodziewała. Mógł poczuć, jak prostuje się i przez ułamek sekundy jej ciało sztywnieje, po karku rozbiegł się chłodny dreszcz. Nawet nie czuła, jak zacisnęła palce na jego przedramieniu. Wargi rozchyliły się subtelnie w zaskoczeniu, coś zdawało się pęknąć i chociaż wspomnienie było szczęśliwie, jednocześnie rozdzierało jej serce. Już trochę zapomniała twarzy i gestów swojej matki, więc widząc ruszającą się, pozornie żywą postać zamkniętą w ramie, nie mogła nawet mrugnąć. Przez ułamek sekundy zamiast chłodnego pracownika kostnicy, była tylko normalną i prostą dziewczyną, której oczy zdawały się za czymś tęsknić, czegoś żałować. Dopiero gdy zabrakło jej wstrzymywanego powietrza, przymknęła na chwilę powieki, starając się przywrócić wewnętrzną równowagę. Ignorowała subtelny róż, który wdarł się na jej policzki, bo to, co wywołał w niej Shafiq, obdzierało ją w pewien sposób z intymności bardziej, niż gdyby miała tu się rozebrać. Odwróciła twarz w jego stronę, starając się stłamsić te obudzoną przez niego iskrę, a jednocześnie musiała po prostu przestać patrzeć. - O lustrze, które pokazywało najskrytsze pragnienia. Tutaj też je mają? - kontynuowała, jak gdyby nigdy nic, starając się zapanować nad maleńkim drżeniem w jej głosie. Przecież nic się nie stało.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
05.07.2023, 21:05  ✶  
- Tym razem nie będziesz musiała czekać na kolejne spotkanie przez cztery lata – odparł na jej uwagę o Walii. – Ależ proszę. Jeśli zgadniesz, potwierdzę. By było uczciwie, otrzymasz trzy próby. Co ty na to? – rzucił. Dopiero jednak kolejna propozycja sprawiła, że spojrzał na nią chyba z odrobiną rozbawienia, igrającego w jasnych oczach.
- Jeśli masz ochotę chwycić mnie za rękę, nie musisz szukać pretekstów, Cynthio – zapewnił.
A potem stanęli przed Lustrem Wspomnień.
Obserwował Cynthię, i chociaż nie wiedział, co takiego zobaczyła, ta chwila zmiany na jej twarzy podpowiadała, że było to coś, co w pewien sposób nią wstrząsnęło. Patrzył na nią długą chwilę, aż znowu przybrała swoją zwykłą maskę, ale wcześniejszy wyraz twarzy zapisał się w jego pamięci. Dopiero gdy odzyskała równowagę, i dokończyła swoje pytanie, Shafiq odwrócił głowę i skierował spojrzenie na zwierciadło.
Taflę spowijał dym. Nie dlatego, że wspomnienie było niewyraźne: ot pomieszczenie widoczne w lustrze było zadymione. Na blacie stołu stała butelka whiskey, druga leżała przewrócona, kubki poniewierały się po stole obok misek, na środku stał wielki gar z potrawką. Lustro tego nie pokazywało, ale umysł Cathala natychmiast uzupełnił ten obrazek, podsunął brakujące szczegóły – zapach mięsa, dymu i alkoholu, gwar rozmów i rozbrzmiewająca muzyka, rytm wystukiwany przez tancerzy, własne otumanienie, gdy ten młody Cathal z lustra, podparty głową o ścianę, obserwował świat spod na wpółprzymkniętych powiek.
To więc było jego najszczęśliwsze wspomnienie?
Milczał, może odrobinę dłużej niżby należało, nie tyle wstrząśnięty, ile pochłonięty przez to spojrzenie, które odżyło w jego umyśle, pełne barw, smaków, zapachów i dźwięków.
– Jest w sercu tego labiryntu – odparł jak gdyby nigdy nic, odwracając się plecami do tego widoku, bo to była przeszłość, i spoglądanie w nią zbyt długo nie mogłoby przynieść mu niczego dobrego. I prawdopodobnie to samo dotyczyło Cynthii. Skręcił więc, mijając zwierciadło, prowadząc ją dalej, wzdłuż innych luster, dziesiątek odbić ich sylwetek i twarzy, a także innych miejsc i osób. – Możemy do niego pójść, ale znajduje się kawałek stąd. A co powiesz na to? – zapytał, zatrzymując się wreszcie przed pięcioma identycznymi lustrami, połączonymi ze sobą ramami.
Nie był pewny, jak one działały. Czy naprawdę pokazywały nieobrane ścieżki, czy tylko to, co jak sądziłeś – mogło stać się twoim udziałem, gdybyś kiedyś wybrał inaczej albo kto inny dokonał innego wyboru. W pierwszym z nich Cathal widział samego siebie – wiedział, że to on, chociaż ktoś inny nie mógłby tego stwierdzić, bo miał na sobie maskę i szatę śmierciożercy. Omal się nie skrzywił, bo kłanianie się komuś takiemu, jak Voldemort, Cathala zwyczajnie mierziło. (Na tę myśl – mógłby przysiąc – coś, ktoś, zachichotał w jego umyśle.) W kolejnym lustrze Shafiq tkwił na wykopaliskach, i gdy przyjrzał się uważniej, rozpoznał krajobraz w tle: Turcja, oglądał zdjęcia tego miejsca. Tam byłby teraz, gdyby nie wrócił do Anglii… Może nawet odrobinę tego żałował, ale liczył, że wykopaliska w Walii okażą się znacznie ciekawsze niż zanosiło się na samym początku.
Nie spojrzał na kolejne zwierciadła, na kolejne możliwe drogi, którymi nie podążył, znów zwrócił głowę ku Cynthii, która teraz widziała nie to, co on, a własne życia, których nigdy nie przeżyła i nie miała przeżyć.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#8
09.07.2023, 22:25  ✶  
Na jego słowa, jasne brwi drgnęły ku górze, a na wargach zatańczył znów ten zadziorny uśmiech. Cztery lata to było bardzo długo. Wtedy, gdy się poznali, nie sądziła, że nadejdzie dzień, w którym będą sobie randkować, badając własne granice. Bo Cynthia nie była z bajki Cathala, a Cathal nie był przecież z bajki Cynthii, jeśliby się dokładniej im przyjrzeć. Przyglądając się mu te kilka dłuższych sekund, usłyszała w głowie odbijające się echem słowa swojej najlepszej przyjaciółki, siostry prawie — Victorii Lestrange, która podczas ich spotkania sprzed niespełna miesiąca częściowo znalazła odpowiedź, której Flintówna nie umiała bądź nie chciała dostrzec. Czy intrygował ją dlatego, że był starszy i doświadczony, bo i ona przecież była poważną kobietą, czy raczej jej wzrok wędrował do blondyna przesadnie często dlatego, że umiał wydobywać z niej coś, o czego istnieniu dawno już zapominała, nie wspominając o robieniu równie szalonych rzeczy, w które nawet jej brat bliźniak by nie uwierzył? - Następne spotkanie to moja kolej z inicjatywą, jeśli dobrze liczę. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, dochodząc do wniosku, że i tak znów by się spotkali, niezależnie od tego, jak bardzo niedostępną by zgrywała — problem raczej jawił się w tym, że trudno będzie przebić jej to, co zapewniał jej Shafiq, bo przecież nie interesowały go sekcje zwłok lub mauzolea. - Wątpisz, że zgadnę? To już będą dwie nagrody, Panie Shafiq, duże ryzyko Pan podejmuje.
Dokończyła z odrobiną niewinności, pozwalając sobie wolną dłonią i z odrobiną kokieterii zgarnąć kosmyk jasnych włosów za ucho, a potem wyprostować głowę, odwracając spojrzenie od jego twarzy, które zatonęło gdzieś wśród luster. Nie podejrzewała gabinetu — tak niepozornego przecież, zupełnie nieinteresującego jej wcześniej miejsca o tak unikalne, magiczne tafle szkła. Gdyby nie fakt, że panowała nad mimiką twarzy, zapewne gościłoby na niej zdziwienie, gdy natrafiała kolejne, dziwne wizje. Gdy wspomniał o złapaniu za rękę, znów pomyślała o spotkaniu z Tori, bo przecież mówiła jej, że zastanawiała się, czy tego nie zrobić. W grobowcu nie szukała pretekstów czy wymówek, jednak od tamtej randki miała wrażenie, że coś się trochę zmieniło w łączącej ich więzi. Niemniej jednak jej palce ześlizgnęły się po jego ramieniu powolnie, chłodne zadziornie przesunęły po skórze paznokciami — bardzo delikatnie, aż wreszcie dość pewnie splątała je z jego palcami, znacznie większymi od jej własnych. I cieplejszymi — to zawsze było tak samo zaskakujące i poniekąd ujmujące, jak te lustra. Tak, jakby dawał jej ciche przyzwolenie do robienia tego, na co miała ochotę i w jaki sposób miała ochotę. - Kobiety bywają chciwe Cathalu.
Rzuciła jedynie cicho, pomijając już wzmiankę o przyzwyczajeniu się i zwykłej ciekawości w przesuwaniu granic. Czy ona była chciwa? Pytanie rozbrzmiało echem w jej głowie, jednak nie miała czasu nad tym gdybać.
Zaskoczył ją, zbił ją z tropu. Widok posiadłości w ramionach wiosny, pełnej kwiatów oraz zielonych drzew, które kołysały się na wietrze, sprawiły, że prawie poczuła ten chłód na twarzy, a zapach w nozdrzach. Jakby przeniosła się w czasie, mając przed oczami swoją matkę żywą i uśmiechniętą, o mieniących się srebrem w promieniach słońca włosach, niedbale splątanych w luźny warkocz. Zapomniała już, jak nosiła włosy, gdy byli mali i tkwili w domu, zwłaszcza gdy nie było akurat ojca. Castiel jak zwykle był pełen energii, chciał skakać z huśtawki, a ona przeglądała maminą księgę z miksturami, gdzie były obrazki i napisy w niezrozumiałym wtedy dla niej języku, które były łacińskimi nazwami składników — teraz już wiedziała. Przez chwilę zapomniała, że była tu z Cathalem, gotowa odpłynąć w ramiona przeszłości, wspomnień — na co sobie przecież nigdy nie pozwalała. Jej palce zaciskały się co jakiś czas na jego i dopiero po kilku dłuższych sekundach, zdołała zapanować nad kołatającym w piersi sercem.
Nie bardzo wiedziała, jak się czuć z tym że ją tak zawstydził. Postanowiła więc zachowywać się tak, jakby nigdy nic się nie stało, jakby przez te kilka sekund nie była wcale delikatna i bezbronna. On patrzył w zwierciadło, ale w jakiś sposób nie miała odwagi zapytać o to, co widział. Pierwszy raz od dawna stłumiła chęć zadania tak banalnego pytania i chociaż patrzyła gdzieś przed siebie, nie spojrzała już w lustro.
- Spoglądałeś w nie? - zamiast tego, zapytała o zwierciadło wspomniane wcześniej, to w sercu gabinetu. Jakoś nie wątpiła, że i tam trafią. Czy to o wspomnieniach było ulubionym Cathala? Chyba nie. - Hmmm?
Błękitne oczy z twarzy blondyna powędrowały na połączone zwierciadła. Każde zdawało się opowiadać inną historię, jednak nie wstrząsnęły nią w taki sposób, jak tamo. W jednym pracowała jako uzdrowicielka, co było pierwotnie planem na przyszłość — w innym została w Nowym Orleanie, przyuczając się od wiedźm, a trzecie znów pokazywało, jak przygotowywała eliksiry — chyba w jakimś sklepie? Dziwnie wyglądała bez białego fartucha z kostnicy, mając na sobie żółtą sukienkę w groszki. Czwarte i ostatnie, w które spojrzała Cynthia, pokazywało chyb jej przyszłość, jako żony Edwarda -co Merlinowi dziękując, wcale nie nastąpiło.
- W każdej ze ścieżek, które widzę, jest coś, co wzbudza moją ciekawość i być może odrobina żalu, poza jedną.. - tutaj ruchem głowy wskazała na zwierciadło, gdzie jawił się ten nieszczęsny mężczyzna, który na szczęście dawno już nie żył. Nadal nie rozumiała, jak ojciec mógł ją tak sprzedać, za kilka koneksji i kontraktów! - To byłoby coś, czego nigdy bym nie chciała. Żałowała lub też umarła za życia. Nie wiem, co pokazują Twoje zwierciadła, ale jestem przekonana, że któreś dotyczy archeologii i to takiej całorocznej, dalekiej. - pamiętała, jak opowiadał o Egipcie, o rzeczach związanych z pracą w miejscach, gdzie roiło się od pogrzebanych historii i artefaktów. Kobieta obróciła głowę w jego stronę, obdarzając go pociągłym spojrzeniem. Uspokoiła się już, chociaż na policzkach wciąż dostrzec można było subtelny ślad wcześniejszego zawstydzenia oraz niepewności. - Myślisz, że podjąłeś złą decyzję?
Nie chciała używać słowa związanego z żalem lub nieszczęściem, ubrała to delikatniej, pozwalając sobie wolną dłonią na poprawienie warkocza, który znów przesunęła na ramię, a który wcześniej zsunął się jej na plecy. Osobliwy gabinet obudził w niej naprawdę wiele myśli, uczuć, może nawet tęsknoty lub wątpliwości, nie była pewna.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#9
11.07.2023, 20:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2023, 21:25 przez Cathal Shafiq.)  
- W takim razie czekam, co zrobisz, aby mnie zaskoczyć - odparł, kiedy powiedziała, że kolejne spotkanie powinno być jej inicjatywą, a w jego oczach zabłysły znów iskry rozbawienia. Może wynikały z tego, że sama zaproponowała to spotkanie - a może, bo faktycznie był ciekaw, co Cynthia wymyśli po tym, jak zabrał ją do lasu, grobowca i wreszcie Gabinetu Luster.
– Wątpię? Można powiedzieć, że raczej… jestem tym zaciekawiony – powiedział, może odrobinę kpiąco, a kiedy chwyciła jego palce, ujął jej chłodną dłoń. – Chciwość, póki nie jest nadmierna, zawsze zdawała mi się raczej zaletą niż wadą, Cynthio. Po co zadowalać się drobiazgami, jeżeli można mieć więcej? Czy nie chciwość w pewnym sensie popycha nas przodu?
Nie puścił jej dłoni i wtedy, kiedy stanęli przed Lustrami Możliwości, gdy czekał, ciekaw jej reakcji. Nie zareagowała już tak gwałtownie, jak wcześniej: może miała więcej czasu, aby się przygotować, a może żadna z możliwych teraźniejszości nie niosła aż tak dużych emocji, jak tamto wspomnienie.
A to oznaczało, że z dużym prawdopodobieństwem, żadnej z nich nie pragnęła straszliwie mocno – a może żadna jej nie zaskoczyła? Po prawdzie i sam Shafiq nie był zbyt zaskoczony tym, co widział w zwierciadłach.
Być może naprawdę pokazywały tylko co, co jak sami sądzili, mogło być ich udziałem.
– Patrzyłem w większość luster, jakie były w tym Gabinecie w przeszłości. Jeżeli jakiegoś nie widziałem, prawdopodobnie wtedy było ukryte albo jeszcze się tu nie pojawiono – przyznał. Pamiętał je wszystkie. Jednocześnie nie wątpił, że w większości zobaczy coś zupełnie innego niż wtedy. Nawet te cztery obrazy, jakie widział teraz, gdy oderwał spojrzenie od Cynthii – on sam jako śmierciożerca, na wykopaliskach w Turcji, prawdopodobnie żonaty i wreszcie on wciąż w Egipcie – się zmieniły. Był wtedy nastolatkiem. – Jeżeli to tylko odrobina żalu, możesz uważać się za szczęściarę. Ale ja również nie żałuję, przynajmniej na razie – odparł na jej pytanie. Nie mógł być pewien, że ten żal nie pojawi się kiedyś. Że nie pożałuje, że nie założył rodziny ani że nie uparł się, że Walia go nie interesuje, planuje jechać do Turcji lub że nie przyjął oferty pozostania w Egipcie – bo pragnął czegoś nowego. Ale w tej chwili w Cathalu nie było goryczy za nieobranymi ścieżkami.
– Gotowa iść dalej?
Gdy szli, wraz z nimi szły ich odbicia, teraz zniekształcone i rozmywające się. Zbliżali się coraz bardziej do zwierciadła w ciemnej ramie, na które Cathal wskazał wolną ręką nim jeszcze mogli w nie spojrzeć.
- To lustro nosi nazwę Lustra Koszmarów i pokazuje najgorsze wspomnienie - poinformował rzeczowo. Jej reakcja na to, co by w nim zobaczyła, mogłaby mu wiele powiedzieć. Ale Shafiq, nawet jeżeli nie zdecydował jeszcze, czy Cynthię lubi - czy nie znali się na to za słabo? - na pewno był nią do pewnego stopnia zafascynowany. A wiedział doskonale, że ludzie noszą w pamięci różne rzeczy, i tam, gdzie jeden zobaczy, jak koledzy obrzucają go śmieciami, drugi ujrzy bolesną stratę, tak trzeci może widzieć coś, co boleśnie strzaska mu duszę i rozgrzebie wszystkie stare rany.
Mógłby postawić przed tym lustrem kogoś, za kim nie przepadał, a nawet kogoś, kto był mu obojętny. Wobec niej nie chciał być rozmyślnie okrutny - i nie chciał też, by takie zachowanie wzbudziło w niej niechęć. Dał więc jej szansę na odwrócenie wzroku lub przynajmniej przygotowanie się na to, co może zobaczyć.
On sam spojrzał w lustro śmiało, bo był niemal pewien, co w nim zobaczy, i przecież i tak ten widok był żywy w jego pamięci. Mógł właściwie wybierać tylko spomiędzy trzech wspomnień, i jedno w jego opinii wysuwało się ponad inne – i faktycznie, widział walące się kamienie, wyciągniętą ku niemu rękę, na której zdążył zacisnąć palce, ale już nie pociągnąć ku sobie. I ponieważ ten widok i tak zapisał się w jego pamięci na zawsze, wyraźny w najmniejszym szczególe, nie okazał ani żalu, ani strachu.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#10
12.07.2023, 21:51  ✶  
Błysk w niebieskich oczach Cathala sprawił, że przez moment po prostu patrzyła w milczeniu, jakby trochę zahipnotyzowana, a trochę szukająca inspiracji oraz zaskoczona. Jawnie rzucał jej wyzwanie, jawnie ją prowokował, a że Cynthia była kobietą dumną i ambitną, będzie musiała przejść samą siebie. Trudno będzie przebić grobowiec czy gabinet luster, ale może piękno tkwi w prostocie i zaskoczy go czymś w zupełnie innym stylu, mniej ekstrawaganckim, niż podejrzewał?
Ciekawość zawsze podsycała zainteresowanie, podobnie jak tajemnice. Jakby w zastanowieniu przesunęła wzrokiem po otaczających ich lustrach, nieco zachęcona wizją nagrody, ale i gnana samą ciekawością. Jaka tafla mogła być jego ulubioną? Lustro pragnień wydawało się jej zbyt banalne, wspomnień zbyt odległe i zakurzone, Jasnowłosy wszak był człowiekiem praktycznym poza swoją miłością do archeologii. Zdawało się jej, że lubił grzebać w przeszłości miejsc i ludzi, których od setek lat nie było, ale nie we własnej. Jego słowa znów były w punkt, myślała przecież tak samo. Ciekawość oraz chęć posiadania lub zagłębienia wiedzy była paliwem, pozwalała przekraczać własne granice. - Balansowanie na krawędzi przyzwoitej, a nieprzyzwoitej chciwości bywa zgubna, Cathalu. Bo co, jeśli w pewnym momencie będziemy chcieli po prostu wszystko? - odparła najpierw, zainteresowana tym, co mógłby jej odpowiedzieć, odwracając twarz w jego stronę i lustrując jego twarz wzrokiem. Myślała nad tym, ile prawdy kryło się w tym, że jeśli czegoś się chciało, to wszystko dookoła pozwalało to osiągnąć i to od nas samych zależał w dużej mierze nas sukces, napędzany w tej koncepcji właśnie chciwością. Złapanie jego dłoni wydawało się jej niepokojąco naturalne, o dziwo przyjemne, bo zwykle forma kontaktu fizycznego z drugim człowiekiem — którą zwykle wymuszała, jeśli było to konieczne do dotarcia do celu, wzbudzała w niej niesmak oraz dyskomfort. Jego dłoń była przyjemnie ciepła, stabilna i być może była to najgłupsza z myśli, która przemknęła przez umysł koronera, ale dobrze leżała w jej własnej.
Nie wiedziała, czego po lustrach się spodziewać, ale prawdą było, że nic bardziej wstrząsającego, niż twarz własnej matki nie mogło się już chyba pojawić, a przynajmniej nic nie przychodziło jej do głowy. Miała zaburzone odczuwanie strachu, lęk praktycznie jej nie nawiedzał i być może dlatego zareagowała na widok kobiety w taki, a nie inny sposób. Czasem miała wrażenie, że zamknęła jej oblicze w jakimś ciemnym pudełku, schowanym najgłębiej, jak się da we własnym umyśle i wspomnieniach. Musiała mieć wszystko pod kontrolą, nie umiała w inny sposób funkcjonować.
Nie pragnęła ich mocno, żaden obraz nie przedstawiał tego, co mogłaby chcieć w zamian za to, co już miała w dłoniach. Dosłownie i w przenośni. Niewątpliwym atutem dziewczyny, a przynajmniej ona sama tak uważała, było podejmowanie decyzji tak, aby nie żałować. Nigdy wiec nie gdybała, nie odwracała się za siebie, nie szukała porzuconych już ścieżek, które do niczego nie mogły doprowadzić. Prawdopodobnie odczuwanie poczucia żalu było kolejnym zaburzeniem wywołanym przez zbyt wiele masek, które przywdziewała.
- Dlatego zdajesz się zupełnie nie reagować na to, co w nich widzisz.. - dokończyła pod nosem, szeptem, a kąciki ust drgnęły jej ku górze. Był przygotowany, przyprowadził ją tu, bo chciał wiedzieć i sprawdzić, jak ona poradzi sobie z wizjami niesionymi przez zaczarowane szkło? Cwany list z tego Shafiqa. - Jeśli zaczniesz wątpić w drogę, którą poszedłeś, rozleci Ci się cała teraźniejszość i być może zrujnuje przyszłość. To nie kwestia bycia szczęściarą, mój Drogi, to po prostu świadomość swoich wyborów. Patrząc jednak na Ciebie, wydaje mi się, że masz tak samo. - przerwała na chwilę, powracając do niego wzrokiem, przez co musiała trochę odchylić do tyłu głowę, a poprawiony wcześniej warkocz, znów uciekł na plecy. - Cokolwiek widzisz w lustrach, nie zmieniłbyś rzeczywistości na ten obraz. Niezależnie, czy czujesz żal, smutek, szczęście czy tęsknotę. Zwłaszcza jeśli są to rzeczy, które możesz urzeczywistnić z miejsca, w którym jesteś. Nic więc straconego.
Sugerowała mu tym samym, że zawsze postrzegała go jako człowieka niebywale konsekwentnego, odpowiedzialnego. Owszem, może czasem postępował wbrew sobie, a już na pewno wbrew regułom towarzyszącym magicznemu społeczeństwu, ale zawsze tak, aby mógł z tym wstać następnego dnia. Nie była pewna, czy ma rację, wszak Shafiq niewiele o sobie mówił.
- Oczywiście. Nie mogę się doczekać. - uśmiechnęła się zadziornie, ściskając odrobinę jego dłoń, autentycznie pchana ciekawością, być może chcąc nieco podchwycić jego przebiegłość i obserwować jego reakcje na to, co jawiły im zwierciadła. Victoria miała rację, inteligentni mężczyźni byli niebezpieczni i nieśli ze sobą ryzyko. Szli chwilę w ciszy, a Cyna starała się nie spoglądać w każdą kolejną taflę, aby nie dostać oczopląsu, bo te zmieniały się dość szybko. Często więc wracała wzrokiem do niego, jego oczu czy ramion, czasem do dłoni, która zamykała jej własną, aby nie zwariować.
- To może być problematyczne. - stwierdziła z zaintrygowaniem, bo nie bardzo wiedziała, co zobaczy. Nie zdawała sobie sprawy, co jej głowa uznała za wspomnienie najgorsze, jak się teraz nad tym zastanawiała. Moment, gdy ojciec przedstawił jej tego nieszczęsnego Edwarda? A może słoje, szopę i echo słów, które tam padły? Pierwsze zniszczone przez nią serce, podczas nauki? Mała obawa rozpaliła się gdzieś w jej wnętrzu, że kryło się tam coś, co wyparła z pamięci, o czym sama nie wiedziała, bo miałoby zbyt duży wpływ na jej codzienność. Nie była jednak tchórzem. Nim jednak spojrzała, utkwiła spojrzenie w mężczyźnie, obserwując jego reakcję. Stał niewzruszony, coś się tliło w jego oczach, ale nie było to przerażenie. Przypominał kamienny posąg, oswojony ze swoim koszmarem. Cokolwiek przedstawiał obraz, musiało długo w nim dojrzewać, być może prześladować na tyle, że się z tym oswoił? Przy pierwszym poznaniu, Cathal nie wydawał się tak silnym człowiekiem, jakim jawił się jej teraz, bo czy strach i to, co rozbudzał, nie było największą słabością ludzkości? Nie on pchał do tego, co było w nas najbardziej żałosne, nie skłaniał do uczynków godnych potępienia? Opanowanie strachu — niezaburzenia jego odczuwania — opanowanie własnych horrorów sprawiło, że było się trochę niepokonanym.
- Nie zrozum mnie źle, ale wyglądasz, jakbyś żył w harmonii z tym, co powinno Cię paraliżować. Fascynujący z Ciebie człowiek. - rzuciła znów ciszej, jakby atmosfera przed lustrem skłaniała do szeptu swoją nietypową aurą, niepewnością. Jej ramię znalazło się jakoś bliżej niego, jakby nieświadomie chciała go wesprzeć, jednak nie miała czasu już nad tym gdybać, bo wyprostowała głowę i pozwoliła spojrzeniu zatonąć w spokojnej na pozór tafli. Obrazy przeskakiwały, jakby nie mogło się zdecydować. Jeszcze chwila, a Cynthia naprawdę uwierzy, że Cathal usiłował zdjąć jej maskę, rozbić lodową podobiznę na tysiące odłamków, gdy z odmętów i mgły znów wyłoniła się sylwetka jej matki. Starała się jednak ze wszelką cenę pozostać opanowaną, kontrolować każdy mięsień w ciele, może poza szczęką, która niezauważenie się zacisnęła.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (7930), Cynthia Flint (10952)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa