Czuła się jak bohaterka książki akcji, które czasami czytała. Stała naprzeciw swojego wroga i czekała na ostateczny cios. Może to ona wymierzy mordercze zaklęcie i to ona zginie. Wiedziała, że to nie było możliwe, ale lubiła snuć w głowie historie, które nigdy się nie wydarzą. Przerażała ją myśl, że ten mężczyzna naprawdę chciał ją zabić. Było w tym coś paraliżującego, co powodowało, że jej umysł był otumaniony. Bała się, nigdy w życiu nie czuła takiego strachu. Nie licząc tych dni, gdy miała jakiś koszmar lub budziła się w nocy przez jakiś niezidentyfikowany dźwięk. Rookwood był jak demon, który pożerał jej duszę i zastępował strachem. Chciała walczyć z tym uczuciem, chciała kontrolować ten strach, nie chciała go czuć. Czuła jak gardło jej się zaciska, gdy patrzyła w jego oczy, które wyrażały czysty obłęd i chęć mordu.
W końcu jednak opuścił rękę, a szaleństwo zmieniło się w bezsilność, zmęczenie, ale nadal okraszone wściekłością. Czemu się tak wściekał? Nie rozumiała tego, ale nie potrafiła zadać mu tego pytania, nie okazać mu zainteresowania, bo odrobinę się go bała, a nawiązywanie znajomości z kimś, kto wywoływał w niej strach było nierozsądne. Dlatego nie ruszyła się. Stała w miejscu i obserwowała całą jego postawę, aby zapamiętać jego odruchy, jego nawyki i sposób w jaki był wściekły, aby w przyszłości wiedzieć jak zareagować.
Logika!
– Załatwisz mi składniki to uwarzę ci eliksir. Poszukam w bibliotece jeszcze kilku innych przepisów, aby mieć pewność, że ten jest właściwy. – odpowiedziała cicho, niepewnie próbując pozbyć się tej guli w gardle. Podążanie za instrukcją i cierpliwość było dosyć proste, ale musiała najpierw sprawdzić informacje, aby nie dać mu czegoś, co zadziała odwrotnie. – Musisz też znaleźć odpowiednie miejsce, abym miała spokój. Może jakaś opuszczona klasa… – zasugerowała. Sama nie będzie szukać miejsca do warzenia eliksirów.
Gdy zrobił krok w jej kierunku spięła się znowu. Przestraszyła się, że chciał jednak jej coś zrobić, ale wyciągnął do niej dłoń. Ona sama zwlekała z wyciągnięciem ręki, ale ostatecznie uniosła lekko drżącą rękę i uścisnęła jego dłoń.
– Avelina Paxton – powiedziała krótko obserwując go uważnie. Miała zimne dłonie, bo cały czas wcześnie zaciskała je mocno w pięści. – Zrobię listę składników, których będę potrzebować, a ty znajdź odpowiednie miejsce. – powiedziała. – Ale w zamian musisz mi coś zaproponować, czym ty możesz się odwdzięczyć. Na świecie nie ma nic za darmo.
Przyglądała się mu uważnie, ale w końcu się rozluźniła, bo zauważyła, że ten raczej nie chciał nic jej zrobić. Zamiast tego zaczęła rozglądać się dookoła w poszukiwaniu słynnego ducha tej łazienki.