Miałem ciężki dzień w pracy. Zamiast skupić się na tym, co było naprawdę ważne, prawie pół dnia spędziliśmy na spięciach pomiędzy współpracownikami. Ja osobiście chętnie bym te osoby zwolnił, ale nie mogłem tego sugerować. Niestety. Jednakże miałem powyżej uszu niedojrzałości pewnych osób i uważałem, że nie powinny pracować w tak poważnym miejscu jak Ministerstwo Magii. Banda dzieciaków. Zapychała tylko miejsca pracy profesjonalistom.
Ale powróciłem do domu. Powiedzmy, że mogłem poczuć się bezpieczny od natłoku prymitywów. Nie dostrzegłem nikogo w zasięgu swego wzroku. W domu panowała grobowa cisza, jak zwykle. Choć mieliśmy nadmiarowo domowników, to każdy zaszywał się w swojej dziurze i nikt w tej chwili nie zawracał mi głowy - doskonale.
Ruszyłem w kierunku swojej części domu, zostawiając marynarkę na usługach skrzata. Mogłem odetchnąć i zapomnieć o dzisiejszej porażce dnia. W pracy zawracały mi głowę z reguły trywialne, powtarzające się sprawy. Rzadko mogłem użyć pełni swoich umiejętności aby się wykazać, więc prawdziwą radość działania zyskiwałem we własnym gabinecie, gdzie odpływałem wśród masy ksiąg. Przypominało mi to zazwyczaj czasy Hogwartu, gdzie zawsze zaszywałem się w wolnych chwilach w bibliotece. Miałem tam jedno, niezmienne, ulubione miejsce. Tu... Cóż, miałem ich całą masę.
Dom był jak wymarły, aczkolwiek w jadalni spotkałem przelotem Vesperę i zdawało mi się, że gdzieś tam kątem przemknął Ulysses. Nie wywoływałem go. Nikogo. Jedynie z Vesperą wymieniłem kilka niezobowiązujących zdań, po czym dała mi spokój.
Po powrocie do siebie postanowiłem zażyć odprężającą kąpiel. Analizowałem swobodnie w swojej głowie dzisiejszą sekcję zwłok, potem udawałem, że jestem martwy na dnie wanny, a na koniec wyobrażałem sobie własną sekcję zwłok, która jakoś szczególnie namiętnie mnie nie pochłonęła, bo wszystko zamykałoby się na wodzie w płucach.
Woda niemalże wystygła, więc musiałem się zwijać. Złapałem za butelkę nowego szamponu, który kupiłem aż nazbyt namiętnie nim urzeczony. Zdążyłem, rzecz jasna, już o tym zapomnieć, bo zbyt wiele spraw przez ostatnie dni zaprzątało mą głowę, więc kiedy tylko użyłem tego szamponu i poczułem coś niepokojącego na swojej głowie, mój umysł tylko w jednym kierunku skierował me pretensje.
Spłukałem z siebie pianę, owinąłem się ręcznikiem i natychmiastowo złapałem za różdżkę.
- VESPERO!!! - krzyknąłem, różdżką dodatkowo podbijając swój donośny głos. Nie obchodziło mnie w tej chwili to, że gwałcę niepisane zasady tego domu. Wydarłem się w niebogłosy, zamącając ciszę.
Nie bawiło mnie to wcale. Miała jak najszybciej pozbyć się... Ukułem się, kiedy dotknąłem swojej głowy. Co to było? Kiedy tak patrzyłem w lustro, miałem wrażenie, że to dopiero wyrastało. Ewidentnie coś paskudnego i niepożądanego.