Rozliczono - Avelina Paxton - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rookwood spędzał jej sen z powiek, chciała na niego nawrzeszczeć, że ją tak potraktował, że sprawił, że się bała, ale miała świadomość, że tylko by ją wyśmiał. Nie miała zamiaru też się do niego odzywać na korytarzu, a gdy się mijali odwracała od niego wzrok unosząc tylko dumnie podbródek. Czasami jak byli zmuszeni do interakcji to nie były to miłe słowa, ani przyjemne. Jego koledzy z niej też zaczęli drwić, ale dziewczyna się nie dawała. Pokazała mu, że jest cholernie silna w zaczepkach słownych.
Avelina wychowana była w domu z pełną swobodą, mogła robić co chciała od dziecka, od zawsze jej rodzice byli w podróży i zawsze zabierali ją ze sobą. Dziewczyna jednak nigdy za tym nie przepadała. Wolała mieć stabilne miejsce, do którego zawsze będzie mogła wrócić. I pomimo swobodnego wychowania miała w sobie naprawdę dużą dozę dumy i poczucia wyższości jeśli chodziło o takie osoby jaką był sam Rookwood.
Prawie miesiąc pracowała nad eliksirami dla niego. Próbowała różnych składników, pytała nauczyciela od eliksirów jakie są dobre zioła na uspokojenie, co powoduje, że taki eliksir zostawia człowieka przy odpowiednich zmysłach. Mówiła, że interesuje się tym tematem, bo ma wujka, który jest strasznie nerwowy, a kiedyś chciałaby pracować w aptece z eliksirami. Dostała nawet podwójne porcje składników, aby mogła sobie poćwiczyć warzenie wywarów. Znalazła opuszczoną salkę gdzieś niedaleko wież Ravenclaw i głównie tam spędzała weekendy i godziny po lekcjach. Nawet własne urodziny spędziła w tej salce próbując uwarzyć dla cholernego Rookwooda eliksir i udowodnić mu, że nie jest głupia. Udało jej się za drugim razem i była z siebie naprawdę dobra. Wydobyła z wywaru aż trzy fiolki eliksiru, przelała do niewielkich flakoników, które opisała odpowiednim tytułem. Dwa z nich schowała u siebie w kufrze, a jeden miała zamiar dać Rookwoodowi. Powinno mu wystarczyć na pół miesiąca.
Tego dnia była bardzo niespokojna. Udało jej się podpatrzeć grafik dyżurów Augustusa, co wręcz czuła jak ją upokarzało, że go wyśledziła. Obserwowała go czasami, aby wiedzieć w jakim humorze był i czy warto było do niego zagadywać tego dnia. W końcu grubo po ciszy nocnej wymknęła się z wieży Krukonów i skierowała się w okolice wieży astronomicznej, gdzie przebywać powinien Rookwood na swoim dyżurze. Znalazła go dopiero po kilkudziesięciu minutach skradania się po korytarzach zamku jak schował się gdzieś w salce niedaleko i czytał.
– Witaj, Rookwood. – powiedziała cicho prostując się mocniej niż zwykle, gdy przebywała wśród swoich przyjaciół. – Mam coś dla ciebie. – powiedziała, ale nie pokazała mu flakonika.