• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood

[ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#11
09.07.2023, 17:05  ✶  

To nie tak, że nie chciała się do niego odzywać, że nie chciała z nim rozmawiać. Avelina musiała mieć zawsze dobre odpowiedzi, nie lubiła popełniać błędów, a rozmowy z ludźmi były nieprzewidywalne. Nigdy nie wiadomo było, czy kogoś nie urazi, czy komuś nie zrobi krzywdy słowami, a słowa miały moc, więc używała ich jak najmniej. Wolała żyć wycofana, z dala od ludzi, obserwować. Ożywała dopiero jak spotykała się z przyjaciółmi, a miała ich niewielu. Z Rookwoodem musiała szczególnie uważać na słowa, bo mógł jej zrobić dużo krzywdy. Był starszy, był prefektem i był Ślizgonem. Połączenie bardzo wybuchowe. Zauważyła już to wtedy w łazience, gdy manipulował i drwił z Marty, czego duch nie był w stanie zauważyć.

Gdy Rookwood w końcu też wyznał swoje marzenie spojrzała na niego z ciekawością. Sama nie potrafiła się pojedynkować. Nie lubiła tego robić, zawsze stresowała się, gdy stawała przed przeciwnikiem. Nie była w tym zbyt dobra i wolała takich starć unikać.

– To bardzo ciekawe – wyznała w końcu – i ambitne. W szkole magii Uagadou, która znajduje się w Ugandzie w Afryce uczą tej umiejętności. Są dzięki temu naprawdę potężni – dodała od siebie ciekawostkę. W domu jeszcze nim zaczęła się uczyć w tej szkole czytała o innych szkołach i to była w sumie chyba jedyna ciekawostka na temat tej szkoły, którą zapamiętała.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#12
09.07.2023, 20:29  ✶  
Potaknąłem. Obróciłem się nawet w jej kierunku by teraz z kolei na nią patrzeć. To nie było nic osobistego, coś, co mogła wyśmiać. Teoria. A o pojedynkach mogłem mówić nieprzerwanie, szczególnie że połknąłem na ten temat naprawdę wiele książek naukowych oraz opowieści.
- W Ugandzie, tak. To niesamowite, że przywiązują do tego tak wielkie znaczenie... Podobnie jak w Durmstrangu do tężyzny ciała oraz gracji w poruszaniu się. Te cechy też są przydatne w pojedynkach, szczególnie kiedy trzeba uskoczyć - przyznałem, nieco gestykulując dłońmi, niekiedy poprawiając księgę na swoich kolanach by nie spadła, ale też by zająć czymś ręce. - Wiadomo, jest bardzo dużo zaklęć obronnych, aczkolwiek nie zawsze można ich użyć. Zależy co skieruje przeciwko tobie przeciwnik - uzupełniłem myśl. Gdyby tak te wszystkie szkoły połączyły to, co w nich wyjątkowe, najlepsze, to powstałaby akademia szkoląca czarodziejów idealnych. Może dobrze, że nie istniała. Mogłem zebrać te informacje dla własnego użytku i doskonalić własne umiejętności według tych wskazówek. Marzyłem o tym by być najlepszym. Chciałem być najlepszy.
Ale też zapomniałem, że nie miałem nikomu o tym mówić, dlatego zamarłem. Głupio wyszło. Avelina była osobą, która mogła mi na złość, obwieścić to światu w szyderczy sposób. Balansowałem na niebezpiecznych granicach. Mimo wszystko nie zamierzałem się poddać. Chyba.
- Tylko... Gdybym mógł cię prosić, to nie mów o tym nikomu. Trzymam to dla siebie - przyznałem. Czułem lekki dyskomfort. Byłem przez to nieco spięty. Pragnąłem się tego nauczyć, a w odpowiednim momencie ukazać swoje umiejętności światu. Magia na wyciągnięcie ręki... To by była checa! I co by było, gdybym jednak nie sprostał wymaganiom? Dawałem w szkole radę, szczególnie kiedy zechciałem się przyłożyć, ale czy byłem aż tak wybitnym czarodziejem żeby nauczyć się magii bezróżdżkowej? Obawiałem się niekiedy, że nie.
- Może być różnie - dodałem, choć nie powinienem, bo to była oznaka słabości. Czemu to powiedziałem? Nie chciałem się ze swoimi słabościami dzielić z Aveliną, prawda? - Nieistotne. Powiedz mi lepiej... Jak wygląda nauka animagii. Nawet nie próbowałem tego zgłębiać ze względu na naturę. Ale to musi być niesamowite... Możesz wybrać zwierzę czy to coś, czego nie możesz kontrolować? - zapytałem, chcąc uciąć temat mnie i magii bezróżdżkowej. Kto wie? Może przy okazji dowiem się czegoś ciekawego? Może nauczę się animagii, co przyprawi mnie o rogi?
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#13
09.07.2023, 20:48  ✶  

Gdy zaczął opowiadać o czarowaniu, o szkołach i o różnych technikach nauczania w innych szkołach Avelina z delikatny, acz jak na nią ciepłym uśmiechem słuchała go. Lubiła słuchać ludzi, lubiła o nich wiedzieć różne rzeczy, ale nie dlatego, że chciała to wykorzystać przeciwko nim. Chciała to wiedzieć dla samej wiedzy, a może będzie kiedyś mogła sprawić komuś przyjemność, że zapamiętała jakiś mały szczegół, który był dla innych nieistotny. Usiadła tak, aby go obserwować i patrzeć jak wpada w ten temat całym sobą i był w tym piękny. Cholernie piękny, więc speszona swoimi myślami spojrzała znowu na błonia. Cieszyła się, że wokół było ciemniej niż za dnia i chłopak nie mógł zobaczyć znowu jej wypieków. Była tak bardzo niedoświadczona w obcowaniu z innymi uczniami, że peszyła ją nawet zwykła rozmowa, w której nie musiała się z nikim sprzeczać.

– Ja nie umiem się pojedynkować. Zawsze przegrywam i średnio wychodzą mi takie czary. Lepiej czuję się chowając się za kociołkiem… – wyznała, aby nie być mu dłużną. W prawdzie on mówił o swojej sile, a ona o słabości, lecz Avelina nie miała w sobie tyle pewności, aby stać się potężną. Jego wyznania nie miała zamiaru wykorzystywać przeciwko niemu. Był naprawdę ciekawym człowiekiem. Jakby w mroku krył całkiem dobrego chłopaka, a w świetle dnia ukazywała się jego bestia, za którą chronił swoje marzenia i pragnienia.

– Nie powiem, nie martw się o to, a ty nie mów, że chce być animagiem. – wyciągnęła do niego mały paluszek chcąc z nim wejść w układ. Jej tata zawsze tak robił, a przysięga na paluszek była święta, wręcz w jej mniemaniu potężniejsza niż ten czar wieczystej przysięgi. Uśmiechnęła się do niego zachęcająco. – Cóż. Po pierwsze trzeba trzymać w ustach od pełni do pełni, przez cały miesiąc, nieprzerwanie liść mandragory. Nie można go wyjąć, ani połknąć, trzeba go mieć cały czas w ustach, więc boję się, że polegnę już na tym – przeczesała włosy dłonią czując jak w serce wkrada się obawa. Jeszcze z nikim o tym nie rozmawiała. – potem trzeba uwarzyć eliksir i użyć do tego liścia i wypowiedzieć zaklęcie iii... to też długi proces – westchnęła, a potem zsunęła się z siedziska i stanęła przed nim.

– Rookwood, wiem że między nami jest… burzowo, ale jeśli będzie potrzebował pomocy przy uczeniu się magii bezróżdżkowej mogę ci jakoś pomóc z dala od oczu innych. Mogę nawet przyjść czasem, gdy będziesz miał nocne dyżury. – znowu zagryzła wargę, na której pojawiły się drobinki krwi, ponieważ rozwaliła je sobie już dawno. Nawet nie zwróciła na to uwagi. – W nocy będę ci pomagać, a w dzień dalej będziemy rywalizować.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#14
09.07.2023, 21:59  ✶  
Zrobiłem wielkie oczy, kiedy zaczęła opowiadać, w jaki sposób zostać animagiem. Nie dość, że odpadałem na etapie transmutacji, to jeszcze miesiąc memłania liścia - nie byłem tak wytrwały, a wisienką na torcie było jeszcze uwarzenie eliksiru. Podziwiałem ją, że nie skapitulowała na samym początku. Mi wystarczyłoby przeczytanie tego wszystkiego.
- Nie ukrywam, że to... Powiem ci, że sporo tego. Podziwiam, że zamierzasz się tego podjąć. Dosyć... Bardzo wymagające - odparłem. Byłem w szoku. Nie spodziewałem się takiej listy, tylu etapów, ale gdyby to nie było takie skomplikowane, to mielibyśmy zoo zamiast szkoły. Widziałem to oczami swojej wyobraźni i się wzdrygnąłem. Już wolałem szkołę z kilkunastoma szlamami aniżeli dziki zwierzyniec, którego nie dałoby się kontrolować.
- To może daj znać, kiedy będziesz gotowa, to załatwię świeży ten liść... - zaproponowałem, nie chcąc jej w żadnej nieodpowiedniej chwili przymuszać zdobyciem mandragory do rozpoczęcia tego procesu. - Myślę, że dasz radę. Co prawda nie znam cię jakoś szczególnie dobrze, ale jedno, co mogę rzecz o tobie to to, że jesteś uparta - pragnąłem zauważyć. Wyszło to ze mnie jakoś naturalnie. Zero złośliwości, zero kpiny w głosie. Może to jakiś nowy etap w naszej nie-przyjaźni? Potem będzie mordobicie?
Zauważyłem, że sama Avelina się w to zaangażowała. Nie do końca rozumiałem tego, co teraz pomiędzy nami było. Ona zdawała się to akceptować.
- Obawiam się, że nikt mi w tym nie pomoże. To kwestia dyscypliny, umiejętności oraz mocy, która w nas płynie... Jeśli nie okażę się wystarczająco silny, to nic z tego nie będzie - stwierdziłem niepocieszony. Tego się bałem. Tego, że ktoś mógłby się dowiedzieć o naszej nocnej rozmowie również, ale... nie tak bardzo jak porażki, bycia słabym. - Jeśli znajdziesz sposób, dzięki któremu mógłbym bardziej kumulować w sobie moc z natury... A uprzedzam, że liścia w ustach miesiąc nie utrzymam. To mogę ci zagwarantować - zaśmiałem się, choć stresowałem się. Wiele ode mnie oczekiwano, wiele sam od siebie oczekiwałem. Czasami czułem się bardzo tym zmęczony. Eliskiry pomogą mi odetchnąć. Chociaż na chwilę.
Patrzyłem tak na Avelinę z dołu i, cóż, znowu przygryzała wargi. Chciałem się odezwać w tej sprawie, ale... wydało mi się to nie na miejscu. Jakoś ostatnio nie miałem takiego problemu by być blisko niej, podczas naszego pierwszego spotkania.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#15
09.07.2023, 22:15  ✶  

Skinęła tylko głową na jego słowa uznania. Miał rację, było to wymagające, trudne i wymagało od człowieka ogromnej samodyscypliny, aby utrzymać ten liść przez miesiąc w buzi. Bała się tego etapu, co jeśli przez przypadek go połknie? Najpierw chciała się oswoić z myślą, że będzie musiała to robić, a potem po prostu się za to zabrać. Uwarzenie eliksiru było dla niej jedną z prostszych części tego zadania. Musiała się do tego przyłożyć i w końcu kiedyś zostanie animagiem.

– Co do przemiany, to nie mam wpływu na zwierzę, którym się stanę. – przypomniała sobie, że nie odpowiedziała mu na to pytanie, a było w sumie najważniejsze. – Każdy ma w sobie jakieś zwierzę, które nas odzwierciedla. Tego najbardziej nie mogę się doczekać. – wyznała nieśmiało.

Znowu skinęła mu głową na informacje o świeżym liściu. Była ciekawa kiedy sama się zdecyduje i czy nadal będą ze sobą rozmawiać. Co jeśli on ukończy szkołę i dopiero wtedy będzie potrzebować tego liścia? Może będzie miała już inne znajomości? Może nauczyciel zielarstwa ją wspomoże w tym marzeniu? Na jego słowa o jej upartości tylko się uśmiechnęła. Trochę ją to połechtało, ponieważ wśród swoich znajomych nie była szczególnie uparta, wręcz zgadzała się na wszystko. To on w niej wytworzył tę upartość, ale z tym nie zamierzała się z nim dzielić. Oblizała swoje usta, bo poczuła jak niewielkie kropelki krwi tworzą się na jej wardze. Trochę się tym speszyła, ale musiała się jakoś opanować. Zasłoniła usta, aby ukryć ziewnięcie. Było już późno, a ona już dawno powinna spać, ale było jej przyjemnie w jego obecności o tej porze.

– Mogę być twoim przeciwnikiem jak będziesz trenować swoją wolę by na przykład przywołać przedmiot, który będę trzymać w rękach. To zawsze będzie dobry początek, aby zaskoczyć przeciwnika. – zauważyła, ale nie znała się na pojedynkach, więc nie wiedziała, czy to w ten sposób działa, aby czarować bez różdżki. – Poszukam jakichś informacji to może ci je przekażę jeśli będziesz chciał, ale nie będę za często ryzykować szlabanem wychodząc tak późno z dormitorium. – zauważyła unosząc łobuzersko brew ku górze.

Czuła się swobodnie, ale nadal miała spięte ramiona myśląc o tym, co działo się miesiąc temu w łazience. Nadal nie wiedziała, co chciał osiągnąć, a teraz chciała mu ufać. Westchnęła ciężko.

– Powinnam już wracać, może mnie odprowadzisz, aby przypadkiem mnie nikt nie złapał? Nie chce naprawdę problemów… – powiedziała zmartwiona.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#16
10.07.2023, 18:42  ✶  
Nie rozumiałem za bardzo jej zaangażowania w spełnianie moich marzeń. Obawiałem się tego, szczególnie że nie chciałem by brała to tak do siebie. Najlepiej byłoby, gdyby kompletnie zapomniała o mnie i o magii bezróżdżkowej. Sam nie wiedziałem, co mnie popchnęło ku temu by tak się uzewnętrzniać i to do niej! Byliśmy niemalże arcywrogami.
Ponadto wystarczyło, że zrobiła mi eliksiry. Nie chciałem się bardziej u niej zadłużać. Wolałem być wolny od wszelkich przysług. Zdobycie liścia mandragory nie należało do zadań najgorszych, najłatwiejszych również nie, ale na tym mogliśmy poprzestać. Obawiałem się tego, co mogłoby nadejść później. Scenariuszy parę miałem w głowie. Nie chciałem ich realizować.
- Żartowałem tylko. Nie bierz tego tak do siebie. Sam to osiągnę - odparłem poniekąd pogodny, poniekąd na powrót dystansujący się. Nie potrzebowałem jej pomocy, poza tym od zawsze i na zawsze byłem z tym sam, jak ze wszystkim innym. Nikt nie był mi potrzebny. Zamierzałem to osiągnąć solo. Dam radę! I to jak! Nie poddam się łatwo, szczególnie kiedy już się jej wygadałem. Czułem się teraz bardziej zobowiązany żeby nie dać plamy. Miałaby dodatkowe tematy do kpin ze mnie, a tego nie zamierzałem jej ofiarować na srebrnej tacy.
Poza tym naprawdę dużo czytałem na te tematy, więc znajdę sposób. Sam. Dokładnie. Dam radę.
- I masz całkowitą rację, jeśli chodzi o wymykanie się w nocy z dormitorium. Nie powinnaś tak ryzykować - kontynuowałem nieco oschle. Trochę się zasiedzieliśmy, ona była śpiąca, a jeszcze ktoś nas najdzie i wcale nie będzie tak miło. Nie chciałem prowadzać się z Krukonkami ze smarkami pod nosem. Przynajmniej nie publicznie. Wrzuciłem więc czym prędzej księgę do torby, złapałem za lampę i wstałem. Pora była iść. Zrobiła mi eliksiry, to przynajmniej na tę chwilę odprowadzę ją do dormitorium by nikt się jej nie czepiał.
Chciałem chwycić ją pod ramię by z nią przespacerować przez ciemne korytarze, ale zbyłem to w sobie. Jeszcze czego! Powinienem pamiętać, z kim miałem do czynienia. Nie rozumiałem jej postępowania. Zachowywała się jak sojuszniczka, ale... Nie byliśy nimi. Miałem mętlik w głowie. I kto wie? Może nie powinienem być dla niej takim kutasem? Może będę chciał więcej eliksirów?
- Wybacz... Po prostu skup się na własnych celach - zaproponowałem, wykrzesując z siebie lekki uśmiech. Przyjazny? Nieco. Robiłem to, o dziwo, w dobrej wierze. Nie tylko by zdobyć więcej eliksirów, ale też by nie czuła się źle. Sam ją zaprosiłem do przesiadywania ze mną, ale... nie czułem by to miało być powtarzalne w przyszłości. To nie było nam pisane. - Chodźmy - dodałem i kiedy zauważyłem, że jest gotowa, ruszyłem w kierunku dormitorium Ravenclawu.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#17
11.07.2023, 12:16  ✶  

Avelina nie chciała się angażować w spełnianie jego marzeń; chciała w pokraczny sposób przeprosić go za swoje zachowanie w łazience, gdy w pewnym sensie obraziła jego ojca. Lubiła się drażnić, udowadniać mu, że jest lepsza, łechtać sobie ego i po prostu mu dokuczać, ale nie potrafiła sobie wybaczyć, że weszła na ścieżkę wojenną używając jego rodzica do tego. To było niestosowne, złe, niedobre, nie w jej stylu.

Gdy powiedział, że sobie poradzi wzruszyła tylko ramieniem i skinęła głową. Mała ilość słów, jak najmniej mówić, a nie popełni się błędu, prawda? Nie palnie się głupstwa. Gaduły zawsze zdradzały za dużo szczegółów, paplały na nieodpowiednie tematy, a potem były ranione przez inne osoby, były gnębione, niszczone, bo ktoś wykorzystał ich słowa przeciw nim. Dlatego Avelina chciała posiąść umiejętność animagii – zamieniłaby się w jakieś zwierzątko i była cichutko, jak myszka pod miotłą. Nie byłaby zmuszana do mówienia, bo nie potrafiłaby mówić w takiej formie. Chciałaby czasami zniknąć i nie rozmawiać, cholernie bała się mówienia i przerażało ją to, że miała jeszcze iść z Rookwoodem pod wejście do jej domu. Stresowała się jego obecnością, ale jednocześnie sama pchała się pod jego pieczę. Czuła, że było to nieodpowiednie, więc miała zamiar z tym walczyć. Nie chciała pozwolić, aby jedno z nich za bardzo się uzewnętrzniło, a już kilka razy zmusiła do tego Augustusa. Sama też mu zdradziła swoje marzenie, co było nieodpowiednie.

W środku walczyła z powinnością, ale na zewnątrz na jej twarzy nie było żadnych konkretnych emocji, uczyła się maskować swoje potrzeby, swoje myśli, aby nikt nie znał jej kolejnego ruchu. Nie było to łatwe, ale bardzo chciała być skryta, aby ludzie nie chcieli przebywać w jej towarzystwie.

Gdy dostrzegła jego uśmiech odwzajemniła go niepewnie. Miał rację. Powinna skupić się na sobie, a nie na jakimś przypadkowym Rookwoodzie. Mieli być wrogami. WRĘCZ ARCYWROGAMI.

– Tak zrobię – w końcu się odezwała. Zapewne Rookwood nie był przyzwyczajony, że ktoś w jego obecności tak mało mówił, ale dziewczyna nie potrafiła z siebie wykrzesać entuzjastycznych wypowiedzi na temat niczego. Lubiła rozmawiać, ale tylko na odpowiednie tematy. Sama decydowała, co takim było i kiedy warto było mówić. Szła obok niego nie patrząc na niegp. Korytarze były puste i ciemne, w niektórych miejsca świeciły się jakieś lampy, ale to niewiele dawało światła.

– Dasz mi znać, czy eliksiry się sprawdziły? – zapytała w końcu przerywając swoje milczenie.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#18
11.07.2023, 21:00  ✶  
Kiedy tak szliśmy ciemnym korytarzem, nie mówiliśmy za wiele. Zwracałem na to szczególną uwagę, jak nigdy. Słyszałem swój oddech, nasze kroki, jęki u niektórych obrazów na widok lampy. My nie mówiliśmy prawie wcale. Siedziało mi to z tyłu głowy, wprawiając wręcz w dyskomfort.
Zauważyłem, że od pewnego czasu siedziały we mnie dwa diabły. Jeden z nich pragnął zalepić mi usta bym nic do niej nie mówił, bo cisza była złotem, jak i ważone słowo. Ten drugi z kolei wyrywał się, aby opowiadać przed Aveliną Paxton wszystko, co tylko na ślinę by mi przyszło, by pokazać jej cały mój świat, zarówno ten fizyczny, jak i emocjonalny. Dlaczego?
Nie znałem jej. Była nikim. Myślałem o jej pogryzionych wargach... Pragnąłem ją za to besztać w taki pozytywny sposób, a nie w chamski - jak to robiliśmy za dnia na szkolnych korytarzach. Czy myślała o swoich szorstkich pocałunkach? I najgorsze, czy ktoś już śmiał się z nią całować?!
Zacisnąłem wargi, bo nie chciałem o tym myśleć. Szła obok, a ja pragnąłem złapać ją za dłoń. Poczuć jej ciepło? A może była chłodna? Kto wie? Próbowałem sobie przypomnieć jej dotyk z dziewczęcej łazienki, kiedy byliśmy skryci w jednej z toalet, ale nie potrafiłem sobie tego przypomnieć. Wydawało mi się to wtedy takie naturalne, a teraz...?
Pokręciłem głową, chcąc to wyrzucić z siebie. Odchrząknąłem.
- Oczywiście - odparłem na jej pytanie. Myślałem o tym by ją zatrzymać i poprosić o jedną krótką chwilę... Ale nie! Preferowałem tego pierwszego diabła. Co by powiedział ojciec? Że prowadzałem się z córką szlamojebcy? Nie chciałem widzieć zawodu w jego oczach. Wolałbym umrzeć.
Zacisnąłem dłoń na lampie, ignorując mrowienie w niej. Nie mogłem. Poza tym i tak już mnie nienawidziła, a ja jeszcze bardziej zaprzepaściłem szansę na naszą... przyjaźń? Powinniśmy mieć kontakty stricte służbowe i nienawistne. Tak to się robiło pomiędzy Slytherinem a resztą szkołą. Rządziliśmy, a inni tego nie rozumieli. Avelina Paxton mnie nie rozumiała i nie miała zrozumieć.
Przystanąłem. Nie wiedziałem, co robię. Patrzyłem w mrok przed sobą. Ewidentnie ogłupiałem.
- Masz... - zacząłem, ale wstrzymałem. Ostatkiem sił. Namieszałem już za wiele. Nie powinienem był...
Zapytanie o to, czy ma kogoś uwięzło mi w gardle. Marzyłem o tym by się nim udławić. Pragnąłem się z nią widywać nocami. Było miło.
I pozostawało niestosowne. Miała mnie za potwora. Bała się mnie - widywałem to w jej oczach. Nie mogłem temu zaprzeczyć.
Obróciłem się w jej kierunku i podniosłem dłoń z lampą. Chciałem to widzieć. Kiedy to zobaczę, to się od niej odwalę. Raz, a porządnie.
- Avelino Paxton, powiedz mi proszę... Co ty o mnie myślisz? Kim jestem? Jaki jestem? - zapytałem ją. Chciałem dostać tymi słowami po mordzie. Odpowiednio mnie to naprostuje, kiedy tylko to usłyszę. Nie będzie już domysłami. Nie będę mógł tego ignorować.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#19
12.07.2023, 13:39  ✶  

Avelina natomiast czuła się dobrze, gdy nie musiała mówić. Milczenie w jego obecności było bezpieczne. Nie ryzykowała tym, że lepiej by go poznała, nie ryzykowała pamiętaniem o drobnych szczegółach, które były dla niego ważne. Po prostu bezpieczna sytuacja, gdy żadne z nich nie mówiło. Prawą dłoń obejmowała siebie trzymając ją na lewym ramieniu drapiąc je nieświadomie. Miała wiele tików nerwowych, które ukrywały jej emocje. Nie wiedziała, dlaczego tak bardzo chciała się chować, ale bała się otwierania przed innymi.

Gdyby wiedziała o czym myślał Rookwood na pewno by się speszyła, zawstydziła, uciekła? Miała niecałe trzynaście lat – jeszcze nie miała na oku żadnego chłopca, który by się jej podobał – na pewno nie miała takiego świadomie. Czytała czasem romanse i marzyła o pierwszym pocałunku, ale żadnego jeszcze nie przeżyła. Nie myślała o posiadaniu swojego chłopca na wyłączność, nawet nie była pewna, czy chciała ryzykować złamanym sercem i angażować się w jakąś tego typu relacje.

Avelina nie chciała myśleć o tej bliskości, do której zostali zmuszeni, do której doprowadziła. Nie wiedziała, dlaczego go wtedy ze sobą pociągnęła, dlaczego sama się nie schowała? Może bała się, że ten ją wyda? Nie mieli zbyt ciepłego pierwszego spotkania, chciał ją wystraszyć, chciał pokazać jej, że jest demonem i w pewnym sensie mu się udało, ale dzisiaj? Dzisiaj sprawił, że poczuła ciepło na sercu, gdy o nim myślała. Wzbudził w niej mieszane uczucia.

Jej wzrok przesuwał się w zamyśleniu po obrazach, które co jakiś jęczały niezadowolone, gdy rozchybotane światło lampy w ręku Rookwooda oświetlały je bestialsko. Było to magiczne i jednocześnie lekko zabawne. Czuła się o dziwo bezpiecznie, bo wiedziała, że nie będzie mieć kłopotów, gdy będzie w jego obecności. Był prefektem i to on mógł dać jej karę, prawda? W teorii… Gdy się zatrzymał spojrzała na niego zaskoczona również się zatrzymując o krok dalej od niego. Przekrzywiła lekko głowę niczym ciekawski kot, który nie rozumie o co mu chodzi. Nie lubiła nieskończonych pytań, ale wtedy zaświecił jej lampą w twarz, więc zmrużyła oczy delikatnie zdenerwowana. Nikt nie lubił, gdy ktoś oślepiał ich twarz światłem. Osłoniła lekko oczy od światła.

– Co robisz? – zapytała cicho przyzwyczajając wzrok do jasności. Spojrzała mu na twarz z wymalowanym niezrozumieniem wobec jego zachowania. Miał ją odprowadzić, mieli się w spokoju pożegnać, a on robił jakieś niezrozumiałe dla niej gierki.

Gdy zadał jej pytania poczuła jak ktoś uderza ją w twarz. Czemu chciał wiedzieć, co nim myśli? Dlaczego miała mu powiedzieć kim jest, jaki jest? Nie wiedziała, nie znali się za długo, a miała odpowiadać na tak trudne pytania. W jej oczach mógł zobaczyć zaskoczenie, niezrozumienie, ale nie było tam nutki obawy, ponieważ wybił ją z rytmu. Nie tego spodziewała się po tym wieczorze. Otworzyła lekko usta, ale zaraz je zamknęła. Zmarszczyła brwi z cichym westchnięciem.

– Rookwood? – zapytała cicho – co to za pytanie? – ale nie była to opowiedzieć i wiedziała, że on nie będzie z tego zadowolony. Był rzeczowy, chciał konkretnych odpowiedzi, ale ona nie mogła mu tego dać. Nie była w stanie dać mu konkretnych odpowiedzi jeśli nie znała jego zamiarów. Zaskoczył ją, a Aveliny Paxton się nie zaskakuje. – Nie jestem w stanie ci odpowiedzieć, co o tobie myślę, ponieważ nie pokazałeś mi siebie. Nie znam cię, Rookwood. To co mi pokazujesz to za mało, mącisz w głowie – zagryzła wargę i odwróciła się do niego zanurzając się w ciemność korytarza – lepiej chodźmy dalej, a jak dasz mi szansę to ci odpowiem jak już będę wiedzieć, co o tobie myślę – dodała jeszcze ze spokojem w głosie. Na jej policzkach znowu pojawiły się rumieńce zawstydzenia. Nie rozumiała dlaczego tak na niego reagowała, ale przez to była delikatnie zła, że robił z nią co chciał. Nie mogła mu na to pozwolić.

Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#20
12.07.2023, 19:52  ✶  
Poczułem zawód, ale jednocześnie uśmiechnąłem się jak ktoś szalony. Mój plan sczeznął na niczym, a ja stałem i wpatrywałem się w zmieszaną, zmęczoną i zniecierpliwioną dziewczynę. Wkurzyło ją to, że świeciłem jej po oczach, choć lampa wcale nie wydawała z siebie szczególnie jasnego światła... Ale było ciemno.
Sam nie wiedziałem, co teraz czułem. Myślę, że radość. Dzikie pragnienia, które mną przed chwilą dominowały, odeszły gdzieś w bok, bo ja miałem ubaw z panny Paxton oraz z jej reakcji, a przy okazji też odczułem ulgę. Ogromną ulgę.
Stałem chwilę i analizowałem jej słowa. Starała się mnie nie oceniać - to pierwsze. Mąciłem jej w głowie - to drugie, co również mnie bawiło niezmiernie. Oraz to trzecie - odpowie, jak już będzie wiedzieć... A to oznaczało jedno, że to nie było nasze ostatnie spotkanie, ostatnia rozmowa. Planowała poznawać mnie bliżej, a ja... Chciałem tego i jednocześnie nie chciałem. Ale teraz chciałem, dlatego czułem ulgę, przez którą zapewne za godzinę będę pluć sobie w brodę. Byłem kretynem, ale zadowolonym kretynem. Nie wiem, z czego tak naprawdę się cieszyłem, skoro nie potrzebowałem jej osoby ani towarzystwa. Przynajmniej tak sobie to wciskałem, próbowałem wbić do głowy. Ale taka była prawda, czyż nie?
I się tak pięknie rumieniła... Wprawiała mnie to w stan, gdzie miałem ochotę robić więcej i więcej tych rumieńców. Dobra, oddychamy paniczu Rookwood!
- Nie tego oczekiwałem - odparłem do niej rozbawiony, bo nie potrafiłem, ale też nie chciałem opanować emocji. Było mi z tym lżej na piersi, na ramionach. Odłożyłem w czasie analizę tego zachowania i jego poprawności, bo nie chciałem pozbywać się tego uczucia. Było poniekąd uzależniające, a ja miałem skłonności do używek.
- Obawiam się, że teraz nie będę mógł ofiarować ci spokoju, co wiąże się z tym, że będę za tobą chodził niczym cień, Paxton - kontynuowałem, poniekąd ją przedrzeźniając. Sama mówiła mi po nazwisku, więc zamierzałem się odwdzięczyć tym samym. Chociaż, może bardziej preferowałem korzystanie z jej imienia? Paxton? Avelina? Nie potrafiłem się zdecydować. Może zależeć będzie od momentu?
Stuknąłem ją zaczepnie w ramię. Nie za lekko, ale też nie za mocno. Po naszym pierwszym spotkaniu wnioskowałem, że nie była zbyt silna, a ja z kolei byłem jak najbardziej.
- I wspomniałaś... Tak mi się przypomniało, że mącę ci w głowie? Stąd te rumieńce? - zagaiłem, chcąc nieco jej podokuczać.
Obróciłem się w poprzednim kierunku z uśmiechem satysfakcji na wargach, po czym zachichotałem. Jej mina była nie do opisania. Nadal miałem ochotę zbesztać ją za przygryzanie warg, ale postanowiłem nieco opóźnić to w czasie. Mieliśmy przed sobą cały ten czas na świecie by się nieco poznać i trochę się pognoić.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Augustus Rookwood (4402), Avelina Paxton (4560)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa